Od czasu swojego awansu do Premier League Brighton ma wciąż jeden i ten sam palący problem. Brak rasowego snajpera pokroju Toneya czy Wilsona nie raz, nie dwa doprowadzał do szewskiej pasji sympatyków Mew. A zapewne i Chrisa Hughtona, i Grahama Pottera, którzy w wielu spotkaniach rzucali pod nosem parę cierpkich słów, gdy ich napastnicy marnowali kolejne dogodne sytuacje. No bo ile razy można spoglądać na to, jak Neal Maupay, który w jednym spotkaniu strzela gola przewrotką, w następnych czterech nie potrafi wykorzystać szansy od 0,3 xG wzwyż.

Dlatego ciężar zdobywania bramek spada tutaj bardziej na barki ofensywnych pomocników. Choć większość kibiców, gdyby zapytać ich o pierwszorzędną strzelbę nadmorskiej drużyny, jednym tchem od razu wymieni Leandro Trossarda, to niejednokrotnie tę linię ataku prowadzi Alexis Mac Allister. Chłopak, pochodzący z argentyńskiej pampy, który jako pierwszy piłkarz z tego rejonu w historii jedzie na Puchar Świata.

Pampean

Mac Allister przyszedł na świat w Wigilię Bożego Narodzenia 1998 roku w Santa Rosa, stolicy rolniczej i słabo zaludnionej prowincji La Pampa w środkowej części Argentyny. Pampa to nazwa niziny rozciągającej się na obszarze prawie 700 000 km2 w Ameryce Południowej (obejmuje jeszcze Urugwaj i kawałek Brazylii), charakteryzująca się podzwrotnikowym klimatem, niezwykle żyznymi glebami – tzw. czarnoziemami, przepełniona trawami. A przynajmniej tak wyglądała dawniej, gdyż obecnie te tereny zostały w znaczącym procencie przekształcone w obszary rolnicze lub zurbanizowane. Jednak pomimo zachodzących zmian w środowisku i utraty unikalnego charakteru ich mieszkańców wciąż określa się mianem „pampean”, co mocno podkreśla ich pochodzenie.

Viaplay
Viaplay

W rodzinnym domu Alexis był zwyczajnie skazany na futbol. Zawodowo w piłkę grał jego tata – Carlos – który w latach 90. uchodził w kraju za jednego z czołowych lewych obrońców. W ciągu swojej kariery rozegrał ponad 120 spotkań dla Boca Juniors, po drodze zdobywając jedno mistrzostwo Primera División i trzykrotnie występując w narodowych barwach. Nie należał do grona wirtuozów techniki, ale ceniono go za twardą, nieustępliwą grę i perfekcyjne wywiązywanie się z zadań defensywnych. Jego znakiem rozpoznawczym były też rude włosy, wynikające z irlandzkiego rodowodu jego przodków.

Jego drogą poszli najpierw dwaj starsi bracia obecnego piłkarza Mew – Francis i Kevin. Obaj wciąż występują na najwyższym szczeblu argentyńskiej piłki, odpowiednio w Club Atlético Rosario oraz Argentinos Juniors. Nawet wujek dzisiejszego piłkarza Brighton, Patricio, ma za sobą występy w ataku Boca. Każdy z trójki młodych Mac Allisterów swoją przygodę z piłkę zaczynała od gry, która w Argentynie nosi nazwę „baby football”. To futsalowe rozgrywki dla dzieci, odbywające się na małych boiskach w akademii Club Social Parque na przedmieściach robotniczej dzielnicy Buenos Aires.

Carlos nie przez przypadek wybrał swoim dzieciom akurat ten klub. W przeszłości przez skromne progi El Verde przewinęła się cała plejada przyszłych gwiazd światowej piłki. Na czele z Estebanem Cambiasso, Carlosem Tévezem, Fernando Redondo i największym z największych – Diego Maradoną. Klub tez niejako stanowi zaplecze dla drużyn młodzieżowych Boca oraz Argentinos Juniors. Dzięki podpisanemu porozumieniu za drobną opłatą najbardziej utalentowani chłopcy mogą uzyskać angaż w ich drużynach młodzieżowych.

Futbolowy skaut

Co intrygujące, to nie mistrz świata z 1986 roku pozostawał bożyszczem przyszłego gracza Brighton. Młody Alexis na ścianach zawieszał plakaty innego byłego gracza Club Parque – wybitnego rozgrywającego Juana Romana Riquelme, topowej „10” z wyjątkowym przeglądem pola i mistrza gry na małej przestrzeni. W latach swojego dzieciństwa miał przyjemność podziwiać byłego gracza Valencii na własne oczy, gdy ten zdecydował się na sentymentalny powrót do Boca Juniors po całkiem udanej przygodzie w Hiszpanii. Być może to właśnie wtedy przyszły piłkarz Brighton zadecydował, aby na boisku występować tam, gdzie jego idol.

W mojej rodzinie wszystko kręci się wokół futbolu. Bez przerwy oglądamy kolejne mecze, komentujemy i debatujemy o nich. My po prostu kochamy piłkę nożną. Dorastając, niejednokrotnie mogłem podziwiać Juana Romána Riquelme, ponieważ kibicowałem Boca Juniors, których barw on wtedy bronił. Był do prawdy niesamowity. Bardzo lubiłem też spoglądać na grę Pablo Aimara. No i oczywiście Messiego, którego również uważam za bohatera i wzór – podzielił się w niedawnym wywiadzie dla Sky Sports przed spotkaniem z Aston Villą.

Zainteresowanie piłką w przypadku trójki braci zataczało jeszcze szersze kręgi. W początkowych latach ich kariery wielokrotnie towarzyszyli w czasie wolnym swojemu ojcu w obserwacji i analizie poszczególnych zawodników w swojej prowincji. Carlos po odwieszeniu butów na kołek  podjął się bowiem pracy skauta i chętnie zabierał ze sobą zakochane w piłce dzieciaki. Senior Mac Allister opowiedział pewnego razu o tej wspólnej przygodzie na łamach The Athletic.

Przeprowadzałem obserwacje dla hiszpańskiej Osasuny. Wielokrotnie wybierali się oni ze mną na mecze i pomagali pisać mi sprawozdania. Śledziłem wtedy zazwyczaj dwóch lub trzech graczy; jeden z chłopców podążał za jednym zawodnikiem, drugi za innym, trzeci za trzecim – po czym wspólnie wysyłaliśmy nasze raporty na temat konkretnych zespołów z Argentyny. Oni dorastali w świecie futbolu i przesiąkli nim w całości.

Alexis szybko przechodził przez kolejne etapy młodzieżowej piłki. Podobnie jak Francis i Kevin po kilku latach dołączył do jednej z drużyn juniorskich Argentinos Juniors. Klubu, który podobnie jak jego poprzednia ekipa, pozostaje jedną z najważniejszych „wylęgarni” piłkarskich perełek w Ameryce Łacińskiej. W jego wypadku seniorski debiut przyszedł nadspodziewanie szybko. Miał zaledwie 17 lat, gdy 30 października 2016 roku wszedł na boisko z ławki przeciwko Central Córdoba. Szybko zaaklimatyzował się wśród starszych kolegów, przebijając się po kilku kolejkach do podstawowej jedenastki popularnych El Bicho. Sezon skończył z 23 występami i 3 trafieniami na swoim koncie, wydatnie pomagając w wywalczeniu awansu do elity.

Juniors znaczy bęcki

Kiedy najmłodszy z Mac Allisterów stawiał pierwsze kroki w klubie, w pierwszym zespole występowali już obaj jego bracia. W listopadzie 2017 roku w przegranym meczu z San Lorenzo po raz pierwszy wszyscy trzej mieli okazję wystąpić razem na boisku. Alexis oraz Francis rozpoczęli spotkanie jako starterzy, a Kevin pojawił się na murawie jako zmiennik. Na pierwszego gola w argentyńskiej ekstraklasie przyszło mu trochę poczekać. Dokonał tego dopiero na wiosnę 2018 roku, kiedy trafił przeciwko ukochanym Boca Juniors.

W ekipie z La Paternal przez trzy pełne sezony przeszedł prawdziwą szkołę życia. Klub co roku balansował na granicy spadku z ekstraklasy. Walka o przetrwanie dla uzdolnionego, ale młodego i niedoświadczonego zespołu wykształciła u Mac Allistera i jego kolegów coś w rodzaju DNA wojowników. Nauczyła ich, jak skutecznie radzić sobie z narastającą presją. Martin Mazur, argentyński korespondent La Gazzetta dello Sport, pewnego raz tak ujął to, co jego klub przechodził w tamtym okresie.

Przewagą, jaką ma, jest to, że dorastał z Argentinos Juniors, w których barwach rozgrywał wiele kluczowych meczów o uniknięcie spadku. To także część jego DNA. To nie jest tak, że urodził się z Boca Juniors i zna się tylko na walce pomiędzy pierwszą trójką.

Byli bardzo młodą drużyną, próbującą zrobić to, co wydawało się niemożliwe, czyli utrzymać się na powierzchni. To jest pełna paleta kolorów Argentinos: wielu technicznych graczy, wielu graczy na sprzedaż, wiele pieniędzy, ile tutaj koniec końców gdzieś znika. A potem od czasu do czasu zdarza się , że pozostaje tutaj jedynie grupa młodych ludzi bez żadnego doświadczenia, którzy muszą walczyć o pozostanie w Primera.

Koszulkę Argentinos przywdziewał w sumie 82 razy, strzelając 12 goli oraz dokładając 9 ostatnich podań. Dobrą postawą przyciągnął wzrok wielu skautów z największych marek w Argentynie, Brazylii lub Meksyku. Natomiast w tym zdominowanym przez lokalnych gigantów gronie znaleźli się również ludzie z Brighton. Ci od dłuższego czasu uważnie śledzili jego rozwój i wyniki, używając wielu statystycznych modeli do określenia poziomu, na jaki jest w stanie wskoczyć.

Grając dla (i wśród) idoli z dzieciństwa

Ekipa z The Amex słynie ze sprowadzania wielu młodych piłkarzy z całego świata i przemianie ich w piłkarzy godnych Premier League. Warto podkreślić, jak w ostatnich miesiącach rozwinął się Moises Caicedo. Wcześniej udanie do pierwszej jedenastki przebijał się Jakub Moder. A ostatnio na lewym skrzydle szaleje nikomu wcześniej nieznany Kaoru Mitoma. Do tej samej grupy można zaliczyć Argentyńczyka. Włodarze nadmorskiego klubu nie wahali się wydać blisko 8,5 miliona funtów zimą 2019 roku na nieopierzonego wówczas zawodnika, uprzedzając pozostałych zainteresowanych.

Rozmawiali ze mną i moim agentem i powiedzieli, że jestem jednym z najlepszych zawodników U21 w Argentynie. Podkreślali, że według ich obliczeń jestem w czołówce ligi w wielu istotnych aspektach. A wiecie doskonale, że Brighton sporo pracuje z liczbami i statystykami. Dokonałem właściwego wyboru, aby tu przyjść – podkreślił niedawno we wspomnianej wcześniej rozmowie ze Sky.

Mac Allister musiał jednak pozostać w rodzimym kraju ze względu na brak możliwości otrzymania pozwolenia na pracę. Resztę sezonu spędził jeszcze w dotychczasowym klubie. Natomiast na następne rozgrywki przywdział słynne żółto-niebieskie barwy Club Atlético Boca Juniors, gdzie natknął się m.in. na Carlosa Téveza czy Fernando Gago. Drużyna z La Bombonera początkowo przegrała batalię o młodego piłkarza (była wśród drużyn wcześniej zainteresowanych młodym graczem). Tyle że dzięki zawiłym przepisom Alexis koniec końców do nich trafił, spełniając jedno ze swoich dziecięcych marzeń.

Tak więc, na pierwszą część sezonu 2019/20 Alexis Mac Allister pozostał w Beunos Aires. Strzelił gola w swoim debiucie w Copa Libertadores przeciwko brazylijskiemu Athletico Paranaense. Regularnie rozwijał się pod wieloma względami zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Ówczesny trener – Gustavo Alfaro – wystawiał go bowiem zarówno w roli  „6” czy „8”, jak i „10”. Wszechstronność, jaką zyskał dzięki tym eksperymentom taktycznym, zwróciła uwagę selekcjonera La Albiceleste Lionela Scaloniego. We wrześniu otrzymał powołanie na towarzyskie mecze z Chile i Meksykiem, debiutując w seniorskiej reprezentacji w pierwszym z nich. Po drodze zdążył jeszcze awansować z Boca do półfinału tamtejszej Ligi Mistrzów. W dwumeczu musiał jednak uznać wyższość znienawidzonych River Plate.

Brighton było tak bardzo zainteresowane, że wykupiło go… po raz drugi

Rewanż obserwował z trybun były dyrektor techniczny Brighton, a obecnie dyrektor sportowy Newcastle Dan Answorth. Na miejscu podjął decyzję, aby sprowadzić Alexisa do Premier League już w styczniu 2020 roku, równo rok po transferze. Sprzyjały temu pewne okoliczności. Mimo że wypożyczenie zostało początkowo uzgodnione do końca czerwca, to większe szanse na spełnienie warunków dotyczących wjazdu do Anglii piłkarz miał zimą, niż dopiero latem. Na łamach The Athletic dwa lata temu w długim wywiadzie ujawnił ten fakt ojciec piłkarza, Carlos.

Nie mógł grać w Anglii bez spełnienia trzech lub czterech wymagań, które w tamtym momencie spełniał, a wcześniej nie. Miał za sobą występy w drużynie narodowej, grał w międzynarodowym pucharze (na poziomie klubowym) i regularnie wychodził na murawę w drużynie, do której był wypożyczony.

Aby móc grać dla Brighton, Alexis potrzebował specjalnego pozwolenia od federacji (FA), które od nich wtedy otrzymał. Czuł się bardzo szczęśliwy, ponieważ Mewy były bardzo zainteresowane, aby sprowadzić go już do Anglii. Natomiast nie było mu łatwo opuścić szeregi Boca. Gdyby jednak wtedy nie odszedł, możliwe, że nie byłby w stanie tego zrobić w lipcu. Musiałby spełnić wszystkie te warunki od nowa.

Ekipa z The Amex nie miała żadnych oporów i zapłaciła 785 000 funtów, aby wykupić swojego zawodnika i skrócić wiążącą umowę wypożyczenia. Graham Potter potrzebował wzmocnień. Zespół bił się o utrzymanie, a tutaj przychodził mu utalentowany gracz, który mógł podnieść rywalizację w drużynie. Od angielskiego trenera szansę debiutu otrzymał na początku marca, w trakcie zremisowanego 0:0 spotkania z Wolves, zastępując w 80. minucie Solly’ego Marcha. Niestety, pierwszy mecz na angielskiej ziemi na długo okazał się ostatnim, jaki rozegrał Alexis.

Nietrafiony czas do adaptacji

Kilka dni później w całej Europie wybuchła panika związana z rozwojem pandemii Covid-19. Władze ligi podjęły decyzję o zawieszeniu rozgrywek na przeszło trzy miesiące. W dodatku na początku swojej przygody na Wyspach zetknął się z typowo angielską, zimną i deszczową pogodą. Dla chłopaka z argentyńskiej pampy było to nad wyraz trudnym doświadczeniem. Na szczęście, w przeprowadzce pomógł mu ojciec, który w styczniu udał się wraz z nim do Brighton. Pomógł młodemu Alexisowi w wynajęciu pierwszego mieszkania czy i kupnie samochodu. Potem też dołączyła do niego jego mama i partnerka, Camila, która dzięki świetnej znajomości angielskiego załatwiała początkowo wiele spraw za niego.

Nie miał jednak szansy na poznanie kultury i zacieśnienie więzi z nowymi kolegami. Aczkolwiek Potter w jednym z wywiadów podkreślał, nie przeszkodziło mu to wykonać odpowiedniej pracy, aby po wznowieniu gry stać się istotnym ogniwem czy to wyjściowego składu, czy to z ławki.

Przybył w środku 100-dniowego deszczu i była to coś, z czym nigdy się nie mierzył. Mimo to szybko przystosowywał się do klimatu i kraju. Spędził czas w swoim mieszkaniu, nie mogąc wyjść. Tak naprawdę nie był w stanie się zintegrować ani dostosować do brytyjskiej kultury tak bardzo, jak by chciał. Ale był naprawdę dobry, naprawdę profesjonalny. Jego postawa była świetna. Walczy o każdą okazję do gry.

Ma cechy, które spodobają się kibicom. Jest ciężko pracującym zawodnikiem. Potrafi dostrzec okazję do