Są filmy, których zakończenie znamy od pierwszej sceny. Są seriale, w których każdy odcinek podąża identycznym torem. W Hollywoodzie zawsze dobro na końcu bierze górę. W Warner Bros. bohater zawsze musi upaść, żeby wrócić silniejszym. Są też mecze Brighton w Premier League. Gdyby wypuszczał je Cartoon Network, wyglądałyby jak „Pinky and the Brain”. Bowiem Mewy cyklicznie zmieniają swoje genialne oblicze zespołu dominującego przeciwnika na narf, zort i poit.

Dzisiaj zespół z południowego wybrzeża podejmie na swoim stadionie Leeds United. Chociaż obraz gry ekipy Bielsy, a także szkoleniowca samego w sobie, również możemy przyrównać do rysunkowej białej myszy imieniem Mózg, na Elland Road znacznie częściej pojawia się szczęśliwe zakończenie. A dwa kluby w trwającym sezonie łączy niesłychanie wiele. Wysokie miejsce w tabeli jednych jest urzeczywistnionym „co by było gdyby…” drugich.

Gdzie tak pięknie potrafią przypuszczać?

Zostając przy „co by było gdyby…”, nie ma innej, tak bardzo pasującej do ikonicznego powiedzonka drużyny. Nie ma dyskusji o Brighton bez „gdyby lepiej strzelił”, „gdyby lepiej podał”, „gdyby obrona zachowała się lepiej”. Podobnie z powtarzanymi jak mantra „rozczarowali” oraz „z a s ł u g i w a l i na trzy punkty”. Bo w alternatywnej rzeczywistości graliby o puchary. I sugeruje to sam trener.

Ostatnie trzy gry Mew praktycznie prezentują pełen przekrój przypadków podopiecznych Pottera. Zaczęło się od, będącego leitmotivem Brighton, remisu 0-0 z Evertonem. Sytuacje były. Kontrola nad meczem była. Dobra gra w obronie była. I gwizdek sędziego zakończył spotkanie. Jakże ważne 3 punkty leżały na ziemi. Wystarczyło się tylko schylić. Gdyby… no właśnie. Potem nadszedł mecz z Chelsea. Walka z pretendentem do Ligi Mistrzów przebiegała na równych warunkach. Spotkanie nie dzieliło drużyn na atakującą i broniącą. Danny Welbeck trafił nawet w słupek, a Bissouma trzymał środek pola w ryzach przez pełne 90 minut. Skończyło się 0-0.

4 dni później wspomniane gry wyglądały już jak dar od losu. Sheffield United zdobyło 24% swoich punktów w starciach z Brighton. W ostatniej konfrontacji zwyciężyli pozwalając rywalom być sobą. Ze strony Brighton wyszło to, co wychodzi zazwyczaj. Kontrola i sytuacje. Sheffield tylko przyjęło prezent w polu karnym. Ale gdyby…

Father Brighton

Gracze Football Managera wiedzą, że produkcja Sports Interactive to powtarzające się „Idź stąd, wróć tu”. Ileż urządzeń przechodziło crash test, kiedy po 40 uderzeniach prowadzonej drużyny rywal wyprowadzał tę jedną kontrę w doliczonym czasie. Po takich momentach komfortowo jest poddać diaboliczną grę kwarantannie na czas nieokreślony. Dla Grahama Pottera taki scenariusz meczu to tylko kolejny dzień w biurze. Pep Guardiola nazwał go najlepszym angielskim trenerem, Brighton pokochało, a piłkarze zaufali. W statystycznych tabelkach i wykresach analityków jego zespół wygląda na monstrum. Doceniają go wszyscy – trenerzy, kibice, zarząd, tylko tabela nieprzerwanie nie reaguje na wdzięki byłego menedżera Swansea.

Potter powtarza, że jego zespół rozwija się i robi postępy. Owszem, w tym sezonie Brighton zaskakująco przeważało w większości meczów pod względem posiadania piłki, strzałów i xG. I co? I po 30 seriach gier, porównawszy do poprzedniego sezonu, poprawił się tylko bilans bramkowy. Dodatkowo od przybycia nowego szkoleniowca żaden zespół nie punktował rzadziej na własnym stadionie. Klub rośnie w InStacie i Excelu, na boisku stojąc w miejscu.

Zremisowaliśmy sporo spotkań i moglibyśmy… Chociaż nie, nie chcę wciąż wałkować co powinno być albo mogłoby być. Jednak na tym poziomie margines jest naprawdę niewielki i wystarczy zamienić kilka z tych remisów na zwycięstwa i już wszystko wyglądałoby okazalej. Szczególnie z naszą formą wyjazdową. – mówił niedawno Potter.

Z drugiej strony…

Możesz zrobić większość rzeczy dobrze, a na końcu i tak przegrać. Uważam, że na tym polega największe wyzwanie z jakim mierzysz się w sporcie na najwyższym poziomie. To również czyni go tak niesamowitym. Trudność leży w zrozumieniu swojego własnego procesu i drogi, jaką musisz przejść, aby osiągać trwałe rezultaty. Taka wiara we własną ścieżkę wymaga odwagi. – dodał menedżer.

Brighton 2026 i droga przez ligę ekwadorską

A owej odwagi piłkarzom z The Amex i ich menedżerowi nie brakuje. W ich stylu gry oraz sposobie rozwoju widać konsekwencję, a błędy, choć liczne, wydają się wkalkulowane w ryzyko. I mimo że dwukrotnie pokazali Newcastle swoją przewagę sportową w bezpośrednich meczach, to Sroki siedzą tuż nad nimi w tabeli, pokazując przewagę w wyczuciu momentu i sile charakteru w szerszym spectrum.

A gdyby spojrzeć jeszcze szerzej? Białe kołnierzyki w Brighton mówią o strefie pucharowej w 2026 roku. Pozycja menedżera mimo niejednokrotnych rozczarowań zdaje się kompletnie nie chwiać, a w reakcji na 17. miejsce w lidze nikt nie bije na alarm. Wszyscy wiedzą, że „powinno być” wyżej. Grając mecze jak z Evertonem i Sheffield, oraz przez cały sezon jadąc na „niedowartościowanych” punktach, na próżno szukać wątpliwości i paniki.

Wygląda to, jakby wszyscy w klubie ze spokojem siedzieli na plaży południowego wybrzeża, czekając aż InStat zacznie mieć rację, mimo że Maupay znowu strzelił nad poprzeczką z piątego metra. Można odczuć, jakby Mewy latały na innych wysokościach, nie traktując tabeli ligowej jako najważniejszej. Graham Potter ma swoje własne zasady gry, w których jest zresztą nie najgorszy.

Nawet jeśli wygrasz mecz, ile razy wygrałbyś go, gdybyś miał grać ten sam jeszcze 10-cio krotnie? Takie podejście pozwala spojrzeć na występy w inny sposób i lepiej pracować nad rzeczami do poprawy.

Możesz podchodzić do rozwoju klubu w różny sposób. Możesz wydawać pieniądze, setki milionów. To jednak jeszcze nic nie gwarantuje. Możesz też wykonać jak najwięcej pracy z tym co masz – skautingiem, akademią, kadrą.

In Potter we trust

Również dlatego pomimo niewykorzystanych sytuacji i niepotrzebnych remisów, na The Amex oddychają spokojnie. Wszystko idzie zgodnie z planem, no znaczy się prawie wszystko. Zespół gra ładny futbol i potrafi dominować rywali. Filozofia transferowa ciągle opiera się na szukaniu tam, gdzie nie ma bezpośredniej konkurencji. W składzie Brighton figurują zawodnicy kupieni z ligi ekwadorskiej, południowoafrykańskiej, szwajcarskiej, szwedzkiej, belgijskiej, argentyńskiej czy z polskiej Ekstraklasy. A negatywne podejście piłkarzy do osiąganych rezultatów Graham Potter (absolwent studiów psychologicznych) stara się zwalczyć przedstawieniem im wizji. Mówi, że klub i jego idea muszą być przejrzyste, łatwiej wtedy przekonać podopiecznych, że nie walczą tylko o 3 punkty w następnym meczu, ale o większy, szerszy projekt.

W pierwszym analitycznym systemie do rankingowania menedżerów piłkarskich Piotra Wawrzynowa, Graham Potter uzyskał 97 na 100 możliwych punktów. Opierając się nawet o proste dane widać, jak bardzo podobnym do zespołów z czołówki jest Brighton i jak, w przeciwieństwie do nadchodzącego rywala, potrafi pogodzić ostrą ofensywę z bezpieczną defensywą. Leeds, będące w górnej połowie tabeli, nie może powiedzieć, że znacznie przewyższa poziomem walczące o utrzymanie Brighton. Oba zespoły, jak było już zaznaczone, w swoich różnicach są bardzo podobne.

Tacy sami, a tak niepodobni

Wskaźnik xG obie ekipy plasuje w pierwszej dziesiątce ligi – Leeds jako 6., a Brighton 8. siłę Premier League. Natomiast pod względem xGA mówimy o dwóch różnych biegunach – Pawie są lepsze tylko od West Bromu, podczas gdy Mewy ustępują miejsca jedynie Chelsea i Manchesterowi City. Górna połowa tabeli to też miejsce, w którym przyszli rywale plasują się niemalże obok siebie pod względem strzałów, wymienionych podań, dystansu progresywnego podań i kluczowych podań. Podobna zależność zachodzi w przypadku liczby zagrań w ofensywną tercję boiska i pole karne oraz progresywnych podań. Oba zespoły to też TOP5 ligi licząc dośrodkowania w szesnastkę (bez stałych fragmentów gry).

Liczone przez fbref.com akcje prowadzące do strzału (dryblingi, podania, strzały, wywalczone rzuty wolne, po których padło uderzenie) stawiają Leeds i Brighton odpowiednio na 7. i 6. miejscu. Na pozycjach pucharowych znajdują się w klasyfikacji kontaktów z piłką w ofensywnej tercji i w polu karnym rywala. Zaskakująco podobnie często podejmują próby dryblingu.

Największa różnica dotyczy oczywiście gry defensywnej. Żaden zespół w Europie nie pressuje tak agresywnie, często i intensywnie jak ekipa Bielsy. Wynikają z tego m.in. wolne przestrzenie dla przeciwnika, których owocnemu wykorzystaniu drużyna zawdzięcza 50 straconych bramek. Do tego nikt nie przywiązuje się tak bardzo do krycia indywidualnego w każdym etapie gry. Brighton broni się mniej radykalnie, w najbardziej defensywnej opcji ustawia się 5-4-1, co przy dobrym przesuwaniu praktycznie uniemożliwia sforsowanie bramki. Piętą achillesową jest w ich przypadku, logicznie, skuteczność. Mewy mają najmniejszy odsetek strzałów celnych w lidze, a więcej uderzeń do zdobycia bramki potrzebują tylko Sheffield i Fulham.

Meta

Właśnie owa skuteczność i starcia zakończone słowem „gdyby” sprawiają, że na finiszu sezonu Mewy ciągle nie są pewne pozostania w Premier League. Choć 7 punktów przewagi nad Fulham wygląda na zadanie bardzo trudne do położenia, obejrzyjcie mecz z Sheffield i wróćcie. Ważny jest też terminarz. O ile Fulham czekają spotkania z zespołami z dolnych rejonów tabeli, którym jednak spaść nie będzie łatwo, Brighton 4 na 5 ostatnich gier rozegra z górną częścią stawki. Z obecnym składem TOP10 Mewy wyszarpały 13 ze swoich 34 punktów, nieraz grając „swoim schematem”.

Najbliższe starcie z Leeds może dać spokojną, graniczącą z pewnością przewagę 10 punktów, ponieważ Fulham stanie do walki z Chelsea. Pierwszy mecz z Pawiami udał się Grahamowi Potterowi idealnie. Rywal oddał zaledwie jeden strzał przez pierwsze 45 minut, a mecz znajdował się pod kontrolą. I nawet gola strzelili!

O 16:00 zobaczymy mecz dwóch idealistów, ceniących sobie odwagę w podążaniu własną ścieżką. I jakby nie ociekało to patetyzmem, to właśnie nim jest. Statystki mówią o Leeds i Brighton jako o czołowych zespołach ligi. Jeden ma za sobą remis z Manchesterem United, drugi z Chelsea, nie licząc meczu z Sheffield, ale gdyby… nieważne.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie