Jeszcze kilka lat temu kopał na bosaka piłkę w akademii Jean-Marc Guillou w Mali. Yves Bissouma od tamtego momentu w swoim życiu przeszedł długą drogę, ale było warto. Dzisiaj jest jedną z najjaśniejszych gwiazd w drużynie Grahama Pottera. Gary Lineker po meczu z Evertonem napisał, że to „wyjątkowy piłkarz” i nie jest to określenie na wyrost. 24-latek ma za sobą znakomity sezon i zasłużenie wymienia się go jako kandydata do wzmocnienia najmocniejszych ekip w Premier League. 

Mimo że Brighton w tym sezonie przez długi czas walczyło o utrzymanie, to skradło serca niejednego neutralnego kibica. Takiej drużynie po prostu nie da się nie kibicować. Potter stworzył znakomitą paczkę, rozwinął wielu piłkarzy i po kilku z nich zaczynają pukać największe kluby w Anglii. Głównym kandydatem do opuszczenia The Amex jest właśnie Yves Bissouma. Malijczyk ten rok może zaliczyć do bardzo udanych, a jego świetna forma nie przeszła uwadze największych marek na Wyspach. W kwestii 24-latka nie należy zadawać pytania, czy w ogóle odejdzie, ale raczej kiedy to się stanie i za jaką kwotę?

Droga na boso

Yves Bissouma przygodę z piłką zaczął w swoim ojczystym kraju – Wybrzeżu Kości Słoniowej. Tam reprezentował barwy jednego z lokalnych klubów, ale w pewnym momencie jednak nadarzyła się okazja, aby dołączyć do akademii Jean-Marc Guillou. Swoją siedzibę miała jednak w sąsiednim kraju – Mali, więc przejście do nowej drużyny wiązało się z opuszczeniem rodziny.

Trudno było opuścić moich rodziców, ponieważ zawsze byłem im bardzo oddany, ale powiedziałem sobie: Mama i tata zrobili dla mnie wszystko. Teraz muszę pokazać, że jestem mężczyzną i walczyć o sukces – powiedział w rozmowie z The Guardian – Jako Abidżan junior club Majestic SC [pierwszy klub Bissoumy] rozegraliśmy turniej w Bamako, a pięciu z nas zostało zaproszonych do akademii. Wszyscy poszliśmy. Staliśmy się jak bracia, z którymi nadal najwięcej rozmawiam.

Jak sam wspominał po latach, był to dla niego bardzo ciężki czas. Musiał szybko dorosnąć i wziąć się w garść. Na samym początku brakowało kluczowych rzeczy do gry w piłkę, choćby butów. Z czasem za ciężką pracę przyszła jednak nagroda. 24-latka dostrzegli skauci Lille i w marcu 2016 roku podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt. Dołączył do drugiej drużyny, gdzie od samego początku wyróżniał się znakomitą techniką oraz siłą fizyczną. Z drugiej strony lata gry w Afryce sprawiły, że miał duże problemy z taktyką.

Dla Bissoumy czas w północnej Francji był bardzo niestabilny ze względu na liczbę trenerów, jaka przewinęła się przez klub od sezonu 2016/17 do 2017/18. Malijczyk rozegrał w Ligue 1 47 spotkań pod wodzą sześciu(!) różnych menedżerów. Wśród nich znajdował się nawet sam Marcelo Bielsa, który poprowadził zespół w zaledwie siedmiu meczach. Mimo to Argentyńczyk zdążył przekonać się o talencie wówczas nastoletniego zawodnika. Po latach w jednej z rozmów powiedział, że był to po prostu „Pan Piłkarz”.

Buntownik na podbój Wysp

Yves Bissouma solidnymi występami we Francji przykuł uwagę Brighton, które prowadził wówczas Chris Hughton. Klub wyłożył wówczas 15 milionów za piłkarza, który uchodził za osobę lubiącą naginać zasady. Z tego powodu to nie był już oczywisty ruch, a trzeba jeszcze wspomnieć, że nie mówił po angielsku i miewał problemy z taktyką, ale zaryzykowano i to się opłaciło. Bardzo ważną rolę odegrała w tym wszystkim szybka aklimatyzacja i zaangażowanie samego szkoleniowca, który stał się dla Malijczyka kimś więcej niż tylko zwykłym trenerem.

Jest dla mnie drugim ojcem. Kiedy przyjechałem po raz pierwszy [do Brighton], pojawiły się pewne komplikacje związane z otrzymaniem wizy przez moją rodzinę, a on mi pomógł – powiedział dwa lata temu w rozmowie z The Guardian – Do tego, kiedy moja żona i ja mieliśmy nasze pierwsze dziecko, wysłał prezent i kartkę do naszego domu. Jest wiele innych rzeczy, które zrobił, aby mi pomóc. Bardzo różni się od innych menedżerów, których miałem. Wszyscy byli dobrzy, ale on jest świetny.

Pierwszy sezon na The Amex Bissouma miał całkiem przyzwoity. Na samym początku większość spotkań rozpoczynał, wchodząc z ławki rezerwowych. Z czasem jednak stał się ważnym elementem układanki. Hughton z preferowanego ustawienia 4-4-1-1 przeszedł do gry trójką w pomocy i w ataku. Nowa rola dla niego znalazła w centralnej części boiska. Koniec końców zanotował 28 występów w Premier League, ale nie  zaliczył ani asysty, ani nie strzelił gola. Nad tym bardzo ubolewano w klubie. Zdarzały mu się również momenty, gdzie nie do końca wykonywał powierzone mu zadania taktyczne. To wciąż był element, który pozostawiał wiele do życzenia.

Wtedy zespół przejął jednak Graham Potter, który zmienił oblicze drużyny. Chciał, aby grała ona ofensywny futbol, oparty na posiadaniu piłki. Malijczyk pod wodzą nowego menedżera powoli rozkwitał. Na starcie jednak zmagał się z kontuzją, która wybiła go z dobrego wejścia w  sezon. Potem wrócił, a Potter szukał dla niego miejsca w zespole. Najpierw bardziej w ofensywnej roli, a potem stopniowo w tych bardziej defensywnych, co okazało się kluczem do sukcesu.

Człowiek Pottera

Tak naprawdę najlepszą wersję Bissoumy oglądamy w tym sezonie. Graham Potter tylko dwa razy nie wystawił go w podstawowej jedenastce, a tak grał praktycznie wszystko od deski do deski. Angielskie szkoleniowiec płynnie zmienia ustawienie swojej drużyny w trakcie spotkań. Raz jest to 3-4-3, potem 3-4-2-1, a w razie potrzeby formacja z czwórką obrońców. Kluczowa w tym wszystkim jest elastyczność malijskiego pomocnika i jego wszechstronność.

Nie ulega jednak wątpliwości, że 24-latek najlepiej czuje się w roli defensywnego pomocnika albo na pozycji numer „8”. Dobrze widać to w statystykach. W Brighton nie ma bowiem zawodnika, który częściej odbiera futbolówkę rywalom bądź ich blokuje. Jeśli zsumujemy te dwa elementy gry, to w lidze jest to piąty najlepszy rezultat. Te kilka liczb najlepiej obrazuje rolę, jaką rolę pełni w systemie Pottera. Przede wszystkim odpowiada za destrukcję gry przeciwnika, a następnie przekazanie piłki do graczy ofensywnych.

Oczywiście nie oznacza to, że Yves Bissouma jest tylko stricte odpowiedzialny za zadania defensywne. One są na pierwszym miejscu, ale w statystykach ofensywnych również wygląda to bardzo obiecująco. Jeśli spojrzymy sobie na liczbę udanych dryblingów, to nie ma od niego lepszego zawodnika w ekipie Mew. Do tego jest drugi pod względem liczby wykonanych podań i kontaktów z piłką, co wskazuje, jak ważną rolę odgrywa przy rozegraniu futbolówki.

Kto da więcej?

Znakomita dyspozycja Yves’a Bissoumy sprawiła, że co raz więcej mówi się o jego odejściu. Latem Brighton na pewno zdecyduje się na sprzedaż jednego z graczy i nie ukrywa tego ani Graham Potter, ani prezes klubu Tony Bloom. Faworytem do opuszczenia klubu jest właśnie Malijczyk, a to z tego powodu, że jego nazwisko wymienia się w kontekście kilku czołowych zespołów w Premier League.

24-latka angielskie media bardzo mocno łączą z Liverpoolem. Bardzo prawdopodobne jest, że latem Anfield opuści Georginio Wijnaldum, dlatego Jürgen Klopp już teraz zaczyna rozglądać się za nowym pomocnikiem. The Reds szukają piłkarza pasującego do roli box-to-box. Kierunek Anfield to oczywiście niejedyna opcja, jaka pojawi się na stole 24-latka. Bardzo głośno mówi się też, że latem wpłyną za niego oferty od takich klubów, jak Arsenal, Manchester United, a także Leicester. Wszystko rozstrzygną jednak finanse. Na The Amex będą chcieli za swojego gracz przynajmniej 30 milionów funtów. Nie wiadomo jednak, jak mocno na budżet Kanonierów wpłynie brak europejskich pucharów, a Lisy wciąż też nie są pewne udziału w Lidze Mistrzów, co wiąże się z ogromnym zastrzykiem gotówki.

Pomocnik Brighton rusza więc na podbój wielkiej piłki i warto śledzić jego dalszy rozwój. W końcu Graham Potter uważa, że do sufitu jeszcze mu daleko.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie