Z pewnością nie tak zakończenie swojego związku z Chelsea wyobrażał sobie Roman Abramowicz. Oprócz tego, że musiał sprzedać klub w pośpiechu, aby uratować jego istnienie, to nie otrzymał z tej transakcji ani pensa. Aczkolwiek rosyjski oligarcha to już przeszłość. The Blues otworzyli nowy rozdział w swojej historii, a twarzą projektu został Todd Boehly.

Przejęcie klubu zostało oficjalnie zakończone 30 maja tego roku. Co za tym idzie, konsorcjum amerykańskiego biznesmena oraz firmy Clearlake Capital przepracowało na Stamford Bridge już ponad 2 miesiące. W tym czasie nowe kierownictwo klubu podjęło kilka ważnych i znaczących decyzji. Przyszedł więc czas, aby przyjrzeć się temu, jak radzi sobie z zarządzaniem tak wielką firmą, jak Chelsea.

Todd Boehly – Zostać ojcem sukcesu

Dość szybko okazało się, że to Todd Boehly zostanie twarzą projektu i będzie pełnił funkcję nieoficjalnego właściciela klubu. Od początku to właśnie Amerykanin najczęściej pojawiał się na stadionach i przewijał się w mediach, udzielając w nich sporej liczby wypowiedzi.

Viaplay
Viaplay

Boehly do zarządu ekipy ze Stamford Bridge wszedł z pełną parą. Zajął miejsce prezesa, które wcześniej przez prawie 20 lat piastował Bruce Buck. Z klubem pożegnała się również Marina Granovskaia. Było to szczególnie zaskakujące, zważając na to, że Rosjanka otrzymała pod koniec 2021 roku nagrodę dla najlepszego dyrektora sportowego w europejskiej piłce nożnej. Była to jednak odważna i symboliczna decyzja, ze strony nowego zarządu. Pokazali tym, że definitywnie kończy się stara era. Granovskaia pozostawała przecież przez wiele lat prawą ręką oligarchy. Pokład opuścił również Petr Cech. Tyle że w tym przypadku to on sam zdecydował się na zakończenie współpracy.

Odejście Bucka i legendarnego bramkarza nie zmartwiło zbytnio kibiców The Blues. Lecz pożegnanie Mariny okazało się dla wielu szczególnie szokujące. Drużyna utraciła kilku graczy i wymagała gruntownej przebudowy kadry, więc zwolnienie głównej osoby odpowiedzialnej za transfery mogło wydawać się dość absurdalne. Zastanawiano się, kto zostanie zatrudniony, aby przejąć obowiązki Rosjanki. Okazało się, że na miejscu jest już osoba, która obejmie tą niezwykle ważną posadę. Tymczasowo rolę dyrektora sportowego przejął sam Todd Boehly.

Dyrektor sportowy to niełatwa fucha

Podjęcie tak wielkiej odpowiedzialności było ciekawym ruchem ze strony amerykańskiego biznesmena. Szczególnie patrząc na to, jak opisywał go prezydent LA Dodgers (w których Boehly ma udziały) – Stan Kasten.

Todd Boehly jest niesamowitym fanem sportu, to wielki pasjonat drużyn, w których ma swoje udziały – jak Mark Walter. Zawsze zapewniali nam potrzebne dobra, aby być liderami we wszystkich dziedzinach. To właśnie sprawia, że są najlepszymi właścicielami.

Szybko okazało się, że chęci do inwestowania w klub i fascynacja projektem to za mało, aby zostać skutecznym szefem działu sportowego. Dopięcie na ostatni guzik pierwszego transferu za kadencji konsorcjum zajęło Boehly’emu blisko 1,5 miesiąca. Raheem Sterling dołączył do The Blues 13 lipca, gdy drużyna była już na przedsezonowym tournée w Stanach Zjednoczonych. Kilka dni później zespół wzmocnił również Kalidou Koulibaly. Mogło się wydawać, że wreszcie coś ruszyło i Chelsea dalej będzie ogłaszać kolejne wzmocnienia. Jednak przeprowadzenie następnych ruchów na rynku trwało trochę dłużej. Marc Cucurella oficjalnie zasilił szeregi ekipy The Blues dopiero wczoraj.

Kilka dni przed potwierdzeniem transferu Sterlinga media obiegła wiadomość o tym, że Boehly udał się do Barcelony na spotkanie z przedstawicielami Dumy Katalonii. Głośno mówiło się wtedy o odejściu Frenkiego de Jonga. Środowisko bliskie The Pensioners mogło z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że to właśnie w celach transferowych właściciel Chelsea udał się w tę podróż. Tymczasem, Amerykanin, opuszczając restaurację, w której odbywało się spotkanie, rzucił tylko w stronę dziennikarzy słowa „wyśmienite jedzenie”.

Co prawda, temat Holendra w niebieskiej części Londynu wciąż jest żywy, ale powrócił on całkiem niedawno i z pewnością nie ma związku ze wspomnianą wyżej wizytą. Można więc przypuszczać, że tamta wycieczka była czysto towarzyska, bo na dziś The Blues nie ubili z Barceloną żadnego targu. Nasuwa się jednak jedno pytanie. Czy moment, w którym drużyna musi być gruntownie przebudowana, jest odpowiedni na takie wypady?

Nieudolność na rynku

Warto pozostać przy Dumie Katalonii, której Chelsea w tym oknie transferowym jest zdecydowanie nie po drodze. The Blues chcieli mieć w swoich szeregach Raphinhe i Julesa Koundé. Z klubami obu graczy londyńczycy zdołali się porozumieć dość sprawnie (szczególnie z Leeds) i przygotowali już wstępne umowy dla potencjalnych nowych nabytków. Ostatecznie żaden z nich nie trafił na Stamford Bridge i obaj wylądowali w FC Barcelonie, która w ostatnich momentach przechwytywała oba cele transferowe.

Stołeczna drużyna biernie zachowywała się w kwestii tych piłkarzy. Nie potrafili oni postawić im ultimatum i grzecznie czekali na ich ruchy, co skończyło się niewyobrażalnie wielką rysą na wizerunku zespołu. Brazylijczyk i Francuz mieli wystarczającą ilość czasu na podjęcie decyzji, aby Blaugrana znalazła fundusze na ich transfery i zostawili Chelsea na lodzie. Angielski klub, zamiast postawić piłkarzom sprawę jasno albo szukać alternatywnych celów, wolał pozostawał bezczynny.

Ben Jacobs napisał kiedyś:Todd Boehly nie lubi pościgów za straconymi sprawami. Jeśli coś okazuje się niemożliwe, to nie przeciąga tego, tylko przechodzi do następnej kwestii. Taką ma mentalność”. Ale na chwilę obecną tego nie widać.

Todd Boehly jako dyrektor sportowy nie ma jednak samych minusów, chociaż mogłoby się tak wydawać. Całkiem nieźle może mu wyjść „sprzątanie” klubu. Drużynę opuścił już Romelu Lukaku. A w jego ślady mogą pójść Timo Werner, Hakim Ziyech, Ross Barkley, Kepa Arrizabalaga, Michy Batshuayi oraz Malang Sarr. O ile Chelsea nie wyciągnie z tych piłkarzy wielkich pieniędzy, o tyle ich odejścia znacznie odciążą fundusz płacowy drużyny.

Matt Law podawał informację, że ostatnia 4 wymienionych graczy razem z Kenedy’m kosztują klub około pół miliona funtów tygodniowo. Standard przekonywał swego czasu, że konsorcjum właścicieli chce pozbyć się przepłacanych piłkarzy ściągniętych za poprzednich rządów, więc niewykluczone, że już niedługo Stamford Bridge pożegna niektórych z tych piłkarzy.

Budowa drużyny z myślą i o trenerze, i o przyszłości

Inną sprawą, za którą należy pochwalić Boehly’ego, jest bezgraniczne słuchanie się menedżera i dobieranie piłkarzy pod jego wizje. Cele transferowe Chelsea wybierane są ze szczególnym uwzględnieniem opinii oraz zachcianek Thomasa Tuchela. Każdy zawodnik, którego kupno negocjują londyńczycy, jest skrupulatnie omawiany z niemieckim szkoleniowcem. Boehly i jego kompani chcą oprzeć długoterminowy projekt o wizję obecnego trenera. Śmiało można przypuszczać, że gdyby nie jawne sprzeciwienie się Tuchela, to w niebieskiej koszulce moglibyśmy oglądać już Cristiano Ronaldo. Oparcie się tak ogromnej pokusie, jak kupno jednego z najlepszych piłkarzy w historii, pokazuje jedynie, jak wielką wiarę mają w swojego menedżera właściciele klubu. Czy wyjdzie im to na dobre? Zapewne przekonamy się już niebawem.

Na wyróżnienie zasługuje również troska nowego właściciela o przyszłość drużyny. Do klubu trafiła perła akademii Arsenalu, Omari Hutchinson. Utalentowany gracz jest uznawany za jednego z najlepszych piłkarzy młodego pokolenia wśród angielskich drużyn. Kontrakt z Chelsea podpisał również jeden z największych bramkarskich talentów świata, Gabriel Slonina. Po podpisaniu kontraktu udał się jednak niezwłocznie na powrotne wypożyczenie do Chicago Fire.

Do ekipy niemieckiego szkoleniowca zawitał jeszcze jeden obiecujący gracz – Carney Chukwuemeka, za którego Aston Villa otrzymała kwotę w okolicach 20 milionów funtów. Chelsea obecnie nadal negocjuje transfer młodzieżowca Interu Mediolan, Cesare Casadeia. Transfery tak wielkich talentów pokazują, że nowe kierownictwo klubu nie patrzy jedynie na teraźniejszość, ale chce też zabezpieczyć przyszłość drużyny.

Na koniec tego wątku, warto poinformować, że wytypowany został już przez zarząd nowy człowiek, który przejmie obowiązki dyrektora sportowego. Ma nim zostać Micheal Edwards, były pracownik Liverpoolu.

Zarządzanie klubem według Tooda Boehly’ego

Jeśli jesteśmy już przy transferach, to warto wspomnieć o tym, jakie nieszablonowe rozwiązanie Todd Boehly chce wnieść do europejskiego futbolu. Wiele razy w mediach przewijały się informacje o tym, że Chelsea proponuje różnym klubom transakcje wymienne. Chociażby w przypadku próby zakontraktowania Matthijsa de Ligta, kartą przetargową miał być Jorginho lub Werner.

Takie wymiany zawodników są bardzo popularne w amerykańskim sporcie. Szczególnie w baseballu, czyli świecie gdzie Boehly jest doskonale obeznany. Na chwilę obecną takie pomysły są odrzucane przez inne drużyny. Lecz trzeba przyznać, że jest to ciekawy zamysł, który znacznie urozmaiciłby piłkarski rynek transferowy. Taka transakcja w pewnym stopniu udała się przy transferze Marca Cucurelli. Chelsea kupiła hiszpańskiego defensora, a w ramach tego interesu do Brighton na wypożyczenie trafił Levi Colwill.

Konsorcjum nie ma zamiaru ładować pieniędzy jedynie w transfery. Nowy zarząd zobowiązał się do zainwestowania blisko 2 miliardów funtów w zespół podczas najbliższych 10 lat. Kwota ta dotyczy całości klubu i oprócz męskiej drużyny ma zostać również przeznaczona na infrastrukturę oraz sekcje juniorskie i kobiece. W drugiej połowie lipca Financial Times wydał istotny raport. Poinformował o tym, że nowe kierownictwo The Blues zaciągnie pożyczkę w wysokości 500 milionów funtów oraz kredyt odnawialny o wartości 300 milionów. Co ważne, pożyczka nie została zaciągnięta bezpośrednio na klub.

Amerykański sznyt i prezencja

Przy rozmowie o finansach warto wspomnieć, że zarząd chce całkowicie odmienić system wynagrodzeń piłkarzy. Za czasów Romana Abramowicza gracze otrzymywali premie wyłącznie za zdobywanie trofeów. Zawodnicy zakontraktowani podczas ery Boehly’ego będą dostawać dodatkowe kwoty za wyjście z grupy Ligi Mistrzów oraz rozegranie 60% spotkań w trakcie sezonu. Na podobne zabiegi w swoich umowach mogą liczyć gracze, którzy niebawem trafią na Stamford Bridge, oraz ci, którzy otrzymają nowe kontrakty.

Jest jednak coś, co bez wątpienia Amerykanie robią świetnie i jest to powszechnie wiadome. Chodzi tu o kwestie marketingowe podczas pobytu w Ameryce. To właśnie na rodzimym kontynencie Todd Boehly zdecydował się rozpocząć promowanie swojego nowego nabytku. Chelsea udała się na przedsezonowe tournée do Stanów Zjednoczonych i trzeba przyznać, że o ile sportowo nie było najlepiej, o tyle marketingowo wyszło znakomicie. We wspomnianym wcześniej raporcie Times’a autorzy zawarli również informację o tym, że londyński klub planuje sporo zainwestować w technologie i media pozwalające na szeroką promocję klubu. Ma to pomóc rozwinąć markę na całym świecie oraz zapewnić jeszcze większe dochody z najdalszych zakątków świata.

Podczas obozu przygotowawczego w Stanach Zjednoczonych zawodnicy Chelsea zwiedzili obiekt LA Dodgers. Spotykali się z fanami w wielkich miastach. A samą drużynę odwiedzili artyści muzyczni tacy jak Quinn XCII oraz Snoop Dogg. Drużyna ma już sporą liczbę fanów z tego kraju, zważając na to, że gra tam ich największa gwiazda – Christian Pulisic. Od stycznia dołączy do niego również Gabriel Slonina, co dodatkowo wzbudzi zainteresowanie drużyną wśród Amerykanów.

Posadę w Chelsea otrzymał również były dyrektor handlowy i operacyjny Manchesteru City, Tom Glick. Pełnił on także rolę dyrektora handlowego i dyrektora ds. marketingu City Football Group. The Blues mocno stawiają więc na marketing w USA i zdecydowanie może im się to opłacić.

Z oceną trzeba jeszcze poczekać

Jak można zauważyć Todd Boehly i spółka mają doświadczenie i dobrze radzą sobie z technicznymi sprawami dotyczącymi prowadzenia klubu sportowego. Gorzej jest jednak z kwestiami typowo piłkarskimi takimi jak transfery.

To właśnie wzmocnienia są głównym czynnikiem branym pod uwage przez kibiców i dziennikarzy przy wystawianiu oceny właścicielom zespołu. A na tym polu The Blues wyglądają obecnie mizernie. Oczywiście okienko się jeszcze nie skończyło. Wciąż mówi się o tym, że Chelsea może podczas jego trwania wydać rekordowe sumy pieniędzy. Aczkolwiek im dłużej to trwa, tym bardziej narasta frustracja całego środowiska związanego z klubem. W idealnym świecie, na długo przed pierwszą kolejką Thomas Tuchel miałby już skompletowaną kadrę. Tak się jednak nie stało.

Chelsea rozegra dziś swoje spotkanie w ramach pierwszej kolejki Premier League przeciwko Evertonowi, a Tuchel wciąż ma w zespole luki. Kalidou Koulibaly, Raheem Sterling oraz Marc Cucurella to genialne wzmocnienia jednak nie są wystarczające, aby bić się o największe cele. Boehly obiecał byłemu szkoleniowcowi PSG przynajmniej sześciu nowych piłkarzy. Do tej pory dostał pięciu. Dwóch z nich ciężko jednak uznać za znaczące wzmocnienia. Gabriel Slonina nie będzie częścią drużyny, a Chukwuemeka rozegrał zaledwie 312 minut na poziomie Premier League.

W mediach mówi się o tym, że Chelsea dopiero teraz na dobre rozkręca się na rynku transferowym. W kontekście The Blues przewijają się takie nazwiska jak: Wesley Fofana, Frenkie de Jong czy Pierre Emerick-Aubameyang. Todd Boehly ma jeszcze niecały miesiąc na zaspokojenie potrzeb swojego menedżera oraz fanów ze Stamford Bridge. I to tylko od niego zależy, jak go wykorzysta.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie