Był to temat małego sporu, trenerzy długi czas prosili, namawiali, ale ostatecznie stało się. W sezonie 2022/23 wszystkie drużyny Premier League będą mogły wykonać pięć zmian podczas meczu. Co może przynieść takie rozwiązanie?

Wprowadzenie pięciu rezerwowych podczas spotkania nie jest niczym nowym, zarówno w Europie, jak i na angielskich boiskach. Głównym powodem wprowadzenia właśnie takiego rozwiązania była pandemia. Przesunięte mecze doprowadziły do sytuacji, w której zespoły były zmuszone grać przez kilka miesięcy co trzy dni. Zważywszy na zdrowie zawodników i fakt, że kadry zmniejszały się poprzez zachorowania wirusem, limit zmian został zwiększony z trzech do pięciu. Wszystkie czołowe ligi pozostały przy tym rozwiązaniu. W takiej La Lidze, Serie A, Ligue 1, Bundeslidze, lidze portugalskiej czy polskiej Ekstraklasie od kilku lat wpuszcza się na plac większą ilość zmienników i tak będzie w zbliżającym się (lub już trwającym) sezonie. 

W Anglii ten system przetrwał tylko przez kawałek sezonu 2019/20 (został wprowadzony w maju i pozostał do ostatniej lipcowej kolejki). Później wrócono do klasycznych trzech zmian i teraz, po dwóch sezonach postanowiono pójść śladem innych lig. Największy nacisk na zmianę tego przepisu nakładali managerowie i nie ma co się im dziwić. W końcu to oni w kalendarzu zamazanym całym na czerwono meczami mają największy problem, jak manewrować kadrą. Konkretnie na ten temat wypowiedział się Jürgen Klopp.

Viaplay
Viaplay

Pięć zmian nie jest zaletą, to konieczność. Na sto procent. We wszystkich innych krajach tak się dzieje, a tutaj robimy trochę więcej radości z konkurencji, mając tylko trzech rezerwowych. To naprawdę niesamowite, że musimy ponownie o tym rozmawiać.

Największą obawą zmienienia liczby zmian na pięć w Premier League, było zatracenie pewnego balansu. W końcu takie Leeds nie wprowadzi tylu wartościowych zmienników co Manchester City, który spokojnie może złożyć dwie porównywalne jedenastki. A jak to wyglądało w praktyce? Spójrzmy na parę cyferek.

Liczby, liczby, liczby

*Wszystkie statystyki dotyczą poprzedniego sezonu Premier League.

W zeszłym sezonie trzy drużyny zdołały wykonać pełen komplet rotacji. Brentford, Manchester United i Norwich w każdym z 38 meczów dokonały trzech zmian. Niedaleko w tyle za nimi uplasowały się Aston Villa, Brighton, Chelsea, Liverpool, Arsenal i Southampton ze średnią około 2.90 zmiany na mecz. I tutaj mała zagadka. Zgadniecie, kto znalazł się na przeciwnym biegunie i dokonał najmniejszej liczby zmian? Nie, nie można użyć koła “pół na pół”. Połowa drużyn już została wymieniona. Odpowiedź to… Manchester City z wynikiem 2.08 zmiany na mecz. 

Tabela ze strony Sky Sports

Któż by się spodziewał, że to właśnie Pep Guardiola zajmie ostatnie miejsce w takim zestawieniu. Największy zwolennik rotacji, jak widać woli zmieniać wyjściowe ustawienie z meczu na mecz, niż kombinować w nim podczas 90 minut.

Niestety ta tabela nie pokazuje nam niczego jednoznacznie. Może sugerować, że ekipy walczące o utrzymanie (Everton, Burnley, Leeds i Watford) wymieniły mniejszą ilość graczy, bo nie miały odpowiednich zmienników. Idąc tym tropem, ta różnica w obliczu nowych przepisów może się jeszcze powiększyć. To tylko gdybania mocno zależne od tego, jak będą wyglądać kadry poszczególnych ekip. Za to inna tabela pokazuje więcej konkretów.

Najlepsze ławki w lidze

W takim tekście musimy zobaczyć zawodnicy, którego zespołu okazali się najlepszymi zmiennikami. To miano przypadło graczom The Reds. 17 bezpośrednich udziałów przy zdobytych bramkach pozwoliło wyprzedzić Leicester i Manchester City, które takowych udziałów miały po 16. Z kolei Newcastle, Norwich i Southampton zdobyli łącznie mniej bramek i asyst z ławki niż znajdujące się tuż przed nimi Burnley. Tutaj warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną statystykę – procent goli rezerwowych w ogólnym rozrachunku. Jak widać, na pierwszym miejscu znajduje się Manchester United, zostawiając w tyle mistrza i wicemistrza Anglii.  Patrząc na podium drugiej tabeli, można dojść do wniosku, że drużyny z problemami najbardziej skorzystały z bramek rezerwowych, a w szczególności Leeds, które rzutem na taśmę utrzymało się w lidze. Chociażby w 37. kolejce rezerwowy Pascal Struijk dał remis w doliczonym czasie gry przeciwko Brighton.

Wymienione na początku drużyny powinny zyskać na możliwości wprowadzenia większej liczby graczy. Mają dobrych zmienników, którzy dostaną teraz więcej szans. Drużyny z dołu tego zestawienia albo pogrążą się w ciągłym zmienianiu i szukaniu rozwiązania, albo znajdą w końcu sposób na liczby z ławki.

Tabele ze strony Sky Sports

To teraz konkretne nazwiska. Na miano “Jokera” zasłużyło dwóch piłkarzy. Ilkay Gundogan z ekipy The Cityzens oraz Michael Olise z Crystal Palace. Obaj panowie brali bezpośredni udział przy pięciu bramkach po zdjęciu znacznika. Niemiec i Francuz zdobyli po 2 bramki i zaliczyli po 3 asysty. To kolejno 5/16 i 5/12 udziału przy golach zdobytych przez wszystkich rezerwowych w swoich ekipach. Liczba graczy tak wpływających na losy meczu po wejściu z ławki teraz może się tylko zwiększyć. Warto do tego wspomnieć nazwisko Ashleya Younga, ponieważ to zawodnik Aston Villi miał największą ilość minut po wejściach z ławki – 407, co przekłada się na średnią 29 minut na mecz.

Prosi się, żeby pokazać jeszcze, jak wyglądały statystyki w okresie, w którym drużyny mogły dokonać pięciu zmian, lecz tego nie zrobimy. Jednak był to inny okres w futbolu i inne realia. Gracze co chwila musieli pauzować z powodu pozytywnych wyników na Covid itd. Ogólnie można powiedzieć, że większość drużyn skorzystała i przeprowadziła pięć zmian w znacznej części spotkań Premier League, ale nie była to reguła.

Pięć zmian w Premier League. Co mogą przynieść?

Kilka odpowiedzi nasuwa się samych. Wprowadzenie nowych twarzy do zespołu. Większa elastyczność taktyczna. Zmniejszenie ryzyka kontuzji zawodnika poprzez odpoczynek. Taki Liverpool w ubiegłej kampanii rozegrał 63 spotkania. Przy tak naszpikowanym meczami terminarzu kluczowa jest, jak największa rotacja. Do tego dochodzą jeszcze zgrupowania reprezentacji, a w tym roku cały Mundial, ale po kolei…

Pięć zmian w Premier League może przynieść kilka ciekawych rozwiązań. Zespoły mogą częściej stawiać na bardziej agresywną grę, skupiającą się na mocniejszym pressingu, ponieważ będą mogły wprowadzić więcej świeżych sił. Mówimy przecież o możliwości wymienienia połowy zawodników z pola.

Po drugie: nieprzewidywalność taktyczna i nowe rozwiązania. Mecz układa się nie po twojej myśli? Nie ma problemu. W przerwie wymieniasz, powiedzmy wahadła złożone z bocznych obrońców na bardziej kreatywnych skrzydłowych i nie musisz się martwić, że zostaje Ci jedna zmiana, którą musisz trzymać na wypadek jakiegoś urazu.

Przedstawione liczby pokazują, że topowe kluby wolały zmieniać wyjściowe składy niż rotować w środku spotkania. Teraz może się to zmienić. W końcu nie będzie problemu wymienić całą ofensywną trójkę w 60. minucie i dać im odpocząć przed meczem w Lidze Mistrzów. W zapasie ciągle pozostają dwie zmiany. Kolejnym aspektem jest to, że managerowie będą skłonni dokonywać zmian wcześniej, zanim czekać do ostatniego kwadransa. Da to szansę zmiennikom, żeby się pokazali i wpłynęli na wynik albo spektakularnie zawiedli.

Na to, jak to będzie jednak wyglądać w praktyce, musimy poczekać parę tygodni. Na pewno wrócimy tu za rok i porównamy sobie powyższe liczby z tymi z nowego sezonu.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie