Mniej więcej miesiąc temu, w czasie spotkania z Norwich Paul Pogba otrzymał ostatnią szansę, aby pożegnać się z Old Trafford. Wyszedł w pierwszym składzie, nie wiedząc jeszcze, że kontuzja odniesiona w derbach z Liverpoolem wyeliminuje go do końca sezonu. Tyle że ze względu na niekorzystny rezultat potyczki z Kanarkami, Rangnick na ostatnie 20 minut wpuścił Juana Matę. Schodząc z boiska, Francuz mógł usłyszeć od części fanów Czerwonych Diabłów wymowny przekaz w jego kierunku: „F**k off!”. Choć jego występ nie należał do najgorszych – z trójki pomocników w środku pola zaprezentował się najlepiej – kibice po prostu dali upust swoim emocjom i utraconej dawno temu cierpliwości.

To nie był pierwszy taki przypadek w tej chłodnej relacji między sympatykami z czerwonej części Manchesteru, a 29-latkiem. Francuz stał się obiektem wzmożonej krytyki na stadionie już trzy lata wcześniej. Ekipa Ole Gunnara Solskjæra skompromitowała się w ostatniej kolejce sezonu 18/19, ulegając u siebie 0:2 ze zdegradowanym już Cardiff City. Po finalnym gwizdku pomocnik udał się wraz z kolegami na honorową rundę wokół boiska, dziękując za okazane wsparcie.

Gdy okrążenie dobiegało końca, Pogba stanął z resztą drużyny przed Stretford End. Tam niewielka część sfrustrowanych zaczęła go wyzywać od najgorszych, oczekując, że już nigdy nie założy koszulki United. Mistrz Świata przyjął wtedy zasłużoną krytykę, a jego wyraz twarzy wyrażał raczej skruchę za kolejną porażkę niż protekcjonalność.

Viaplay
Viaplay

Teraz jednak zachował się zupełnie inaczej. Na ławce usiadł zrelaksowany, z uśmiechem na ustach. Nawet pomimo faktu, że poza kilkoma technicznymi zagraniami nadającymi się do highlightsów, nie wpłynął w znaczący sposób na wynik meczu. Idąc w kierunku tunelu, przyłożył tylko wymownie rękę do ucha, nasłuchując kolejnych obelg, niczym José Mourinho po jednym z meczów Ligi Mistrzów w Turynie. Jak się potem miało okazać, w taki gorzki sposób po sześciu latach pożegnał się ze swoimi fanami i samym Old Trafford. Miejscem, które ewidentnie nie było mu przeznaczone.

United i Pogba. Prolog

Pierwsza sesja treningowa w Turynie nie mogła się okazać bardziej romantyczna dla młodego zawodnika, dopiero co odpalonego z Manchesteru. „On jest z innej planety” wspominał po latach Giorgio Chielini, obserwując piłkarską magię ze strony nastolatka przy kolejnych ćwiczeniach. „Czy oni są ślepi w tym United?” miał wykrzyczeć Gigi Buffon. „Wręcz śmialiśmy się, niedowierzając” – opowiadał kiedyś Andrea Pirlo – „że gracz tej klasy był w stanie opuścić Manchester United za darmo.

Mało kto już może pamiętać, ale wychowanek Le Havre w Juventusie został sprowadzony za kadencji Antonio Conte. Obaj panowie współpracowali ze sobą przez dwie kolejne kampanie – 12/13 i 13/14. I to pod skrzydłami tak wymagającego taktycznie i fizycznie szkoleniowca Paul uczynił tak ogromny progres w swojej karierze. Progres, który zaprowadził go na półkę środkowych pomocników klasy światowej. Obecny opiekun Spurs dokładnie wiedział, jak dotrzeć do piłkarza. Chwalił go po ważnych wygranych, ale umiał również odsunąć od drużyny, gdy dwa razy z rzędu spóźnił się na trening. Natomiast przede wszystkim w trzyosobowym bloku linii pomocy Starej Damy otoczył go wyśmienitymi partnerami, aby mógł rozwinąć skrzydła: wspomnianym Pirlo, Arturo Vidalem czy Claudio Marchisio.

Tak Paul Pogba w spokoju sobie rósł najpierw pod wodzą Conte, a następnie Massimiliano Allegriego. Zdobył cztery tytuły mistrza Włoch (na cztery możliwe). Trzykrotnie trafiał do jedenastki sezonu Serie A, raz do drużyny roku UEFA. Miał wydatny wkład w osiągnięciu finału Ligi Mistrzów w Berlinie, a rok później finału Mistrzostw Europy we własnej ojczyźnie.

Manchester United zapragnął sprowadzić go z powrotem. Taki pomocnik, w dodatku wychowanek, idealnie wpisywał się w proces odbudowy, który miał się zacząć wraz z podpisaniem kontraktu z José Mourinho. A przynajmniej tak myślał Ed Woodward. Jak się potem miało okazać, nie za bardzo omawiając z Portugalczykiem, czy taki gracz w ogóle mu się przyda. Dlatego nie miał oporów, aby zapłacić Starej Damie rekordowe 89 milionów funtów i uczynić z Francuza najdroższego piłkarza w historii futbolu. POGBACK stał się faktem.

United i Pogba. Akt I – Przyjaciele

Zawodnik w charakterystyce Pogby był w United potrzebny. Druga linia wręcz błagała o kogoś kreatywnego, mającego w sobie cechy rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. W końcu do dyspozycji utytułowanego szkoleniowca pozostawali: fizyczne, lecz antytechniczne monstrum w postaci Fellainiego, wiekowy już Carrick oraz niewypały transferowe pokroju Schweinsteigrera i Schneiderlina. Czasami tę rolę playmakera przejmował Herrera, ale Hiszpan u van Gaala często łapał dołki formy.

Dlatego Pogba – wysoki gracz, umiejący się utrzymać przy piłce, umiejętny drybler i gość, który pośle pasa na 30-40 metrów na nos kolegi – miał się okazać antidotum na te problemy. Miałem okazję zobaczyć go w tamtym sezonie na żywo w potyczce z Evertonem. Powiem jedno, jego boiskowa prezencja, techniczny warsztat oraz wachlarz podań jest nie do opisania samymi słowami.

Paul jest jednym z najlepszych graczy na świecie i będzie kluczową częścią zespołu United, który chcę tu zbudować na przyszłość. Jest młody i będzie się rozwijał. Ma szansę być w sercu tego klubu przez następną dekadę. Albo i jeszcze dłużej – mówił po podpisaniu kontraktu José.

Mourinho potrafi grać jak mało kto i w momencie transferu, nawet jeśli wolał dostać kogoś innego, odrzucił wszelkie uprzedzenia i spróbował wykorzystać świeżo pozyskanego gracza. W końcu darowanemu koniu w zęby się nie zagląda, a to był okaz klasy premium. Początki okazały się nieco trudne  występy przyszłego Mistrza Świata, podobnie jak wyniki United, nie powalały na kolana, choć zaliczył obiecujący debiut przeciwko Southampton (o ironio, Święci potem niejako zakończyli wspólną przyjaźń obu panów). Aczkolwiek niedorzeczny wolej przeciwko Swansea w jednej z pierwszych kolejek Premier League dał jasno do zrozumienia, z jakiego kalibru zawodnikiem mamy do czynienia.




Niemalże przez dwa sezony były menedżer Chelsea szukał dla niego w swojej taktyce odpowiedniej roli. Wystawiał Paula jako jedną z „8” w ustawieniu 4-3-3. Próbował grać nim w roli „6”, a czasami „10”. By uwolnić drzemiący ofensywny potencjał w grze Francuza, sięgnął latem 2017 roku po swojego dawnego znajomego – Nemanję Maticia. To pozwoliło wyzwolić go od części zadań ofensywnych. Wszystkie te manewry zajęły jednak trochę czasu i nie zakończyły się wypracowaniem idealnego rozwiązania.

United i Pogba. Akt II Wielkie kłamstewka

Mimo to Pogba okazał się kluczowy (do spółki z Ibrahimoviciem) w końcowym triumfie w Pucharze Ligi i Lidze Europy. W finale tych drugich rozgrywek zdobył nawet, przy sporej dozie szczęścia, otwierającego wynik gola. Z kolei w następnych rozgrywkach dorzucił od siebie coś jeszcze, jeśli chodzi o konkretne liczby. Potrafił zaliczyć choćby dwa spotkania z rzędu z dwiema asystami. Wydatnie pomógł zespołowi w osiągnięciu wicemistrzostwa Anglii z najwyższym wynikiem punktowym od czasu odejścia sir Alexa.

On jest The Special One, ponieważ wygrywa. Czasami posuwa się do ekstremalnych rozwiązań, by to uczynić. Przeciwko Chelsea [wygrana 2:0 na Old Trafford] zmienił naszą taktyczną formację tuż przed meczem. Nigdy wcześniej tego nie trenowaliśmy, ale wyszło doskonale. To było wyjątkowe.

Zdobył trzy trofea w swoim pierwszym roku, co też jest wyjątkowe. Zasługuje na swoje miano. Osobiście powitał mnie w United. Ufał i bronił mnie w ciągu sezonu. To wszystko, czego potrzebuje gracz – mówił o Mourinho pomocnik przed startem kampanii 16/17.

Na związku z krewkim szkoleniowcem zaczęły się jednak pojawiać pierwsze rysy. Najlepszym dowodem była kontuzja z początku sezonu. Gdy całe United nabrało rozpędu, Pogba zignorował po całości uwagi sztabu odnośnie nawracających problemów ścięgien podkolanowych. Oczywiście, uraz odnowił się szybciej, niż mógł przypuszczać – już w 19. minucie pierwszej kolejki Ligi Mistrzów przeciwko Bazylei. Sztab trenerski był wściekły, ponieważ Pogba wyleciał aż na sześć tygodni. Dziwnym trafem zespół pogubił wtedy punkty choćby z Huddersfield. A gdy wrócił, to prawie zakończył karierę Hectorowi Bellerinowi.

***

Konflikt narastał. Pomimo faktu, że przy absencji Antonio Valencii wychodził z opaską kapitańską na ramieniu, The Special One nie bał się go momentami odstawić na boczny tor, jak choćby w arcyważnym, rewanżowym spotkaniu Ligi Mistrzów z Sewillą. W marcu 2018 roku źródła bliskie klubowi informowały, że panowie rozmawiali już ze sobą tylko za pośrednictwem asystenta Portugalczyka, Ruiego Farii. A spór zaognił jeszcze sam Pep Guardiola, który dzień przed derbami podzielił się ze światem informacją, że w zimowym okienku Mino Raiola proponował swojego klienta jego klubowi.

Pogba na to całe poruszenie w mediach odpowiedział krótko, ale treściwie. Do przerwy United schodzili z dwiema bramkami straty, bodajże bez jakiegokolwiek strzału na bramkę. Jednak potem nadeszło 97 sekund jednego aktora. Przyszły Mistrz Świata na zawsze zapisał się na kartach tej rywalizacji, dokonując nieprawdopodobnego comebacku. Wystarczyły dwa wejścia w pole karne. Jedno instynktowne zgranie Herrery, jedna podcinka nad Edersonem. Jedna wrzutka Sancheza, jedna akrobatyczna główka. I jeden gol Smallinga, który rozstrzygnął mecz.




United i Pogba. Akt III – Albo Ja, albo Ty

Myślę, że Puchar Świata to idealne środowisko dla piłkarza takiego jak on, aby pokazał maksimum swoich umiejętności. Zapytacie dlaczego? Jest zamknięty w miejscu, gdzie może myśleć tylko o futbolu, kompletnie wyizolowanym od świata zewnętrznego. W miejscu, które może stanowić tylko pozytywny impuls do maksymalnego wysiłku.

W ciągu sezonu masz ważne spotkanie, potem mniej istotne, następnie znów ważniejsze itd. Zyskujesz motywacje i koncentracje, potem je możesz stracić, by znów zyskać, gdy nadchodzi kolejny „wielki mecz”.

Nie wątpię, że Mourinho tymi słowami chciał zmotywować swojego zawodnika, aby postarał się dłużej utrzymać dobrą formę w klubie. Tylko że przy napiętych już relacjach, to był pierwszy tak mocny gwóźdź do trumny. Według The Athletic po powrocie z Rosji Paul złożył Woodwardowi prośbę o transfer do Barcelony. Ostatecznie został, a pomiędzy nim a trenerem zaczęły się słowne przepychanki na konferencjach prasowych. To stanowiło istną pożywką dla uwielbiających podobnego rodzaju dramy brytyjskich mediów, szczególnie przy kolejnych niekorzystnych wynikach, jak porażka na Amex Stadium czy kompromitacja 1:6 z Tottenhamem.

Nie wątpię też, że Francuz zaczął też specjalnie grać na nosie swojemu trenerowi. Pierwszy z brzegu przypadek – powrót z wyjazdowego meczu na Turf Moor. Podopieczny nie miał zamiaru wracać autokarem z całą ekipą Czerwonych Diabłów z Burnley, a swoim nowym Rolls-Roycem, pomimo że miejscowość leży zaledwie 30 kilometrów od Manchesteru. Piłkarz nie chciał iść na żaden kompromis w tej sprawie. Zresztą posłuchajcie sami.

Jakiś czas później 29-latek jawnie skrytykował defensywną taktykę drużyny po remisie na Old Trafford z Wolves. W zamian Mourinho odebrał mu status wicekapitana i odsunął od meczu Carabao Cup z Derby. Wojna rozpętała się na dobre. O jakimkolwiek rozejmie mowy już być nie mogło. Po spotkaniu na St Mary’s, gdy Pogba raz po raz w niewytłumaczalny sposób tracił piłkę, próbując sztuczek technicznych, utytułowany menedżer nazwał go na tle kolegów w szatni „wirusem”. W połowie grudnia sytuacja sięgnęła apogeum, a zarząd United musiał zadecydować – albo Paul, albo José. Finalną decyzję znamy wszyscy.

Odpuszczasz, przestajesz grać. Nie szanujesz kolegów ani kibiców. Zabijasz mentalność dobrych i uczciwych ludzi wokół ciebie. Jesteś jak osoba z grypą, z wirusem w zamkniętym pomieszczeniu – przekazujesz tego wirusa innym.

United i Pogba. Akt IV – Nordycka odwilż

Po zwolnieniu wroga Manchester United jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaliczył niesamowity wzrost formy. Gracze Czerwonych Diabłów, spuszczeni z defensywnej smyczy Mourinho, zaczęli grać prawdopodobnie najlepszy futbol w Anglii. Patrzyło się na nich z czystą przyjemnością, co w ciągu ostatnich lat bywało rzadkością w przypadku ekipy 20-krotnych Mistrzów Anglii.

Bramkostrzelny Lukaku, ogarnięty Lingard, Rashford rozszywający szyki defensywne rywali. W końcu Pan Piłkarz Paul Pogba. Francuz wspiął się na szczyt swoich możliwości, stając się czołową postacią zespołu i czarując kibiców kolejnymi wirtuozerskimi zagraniami. Do dziś mam w pamięci jego niebywałą asystę do Rashforda przeciwko Spurs, kiedy to od razu po otrzymaniu piłki od Jessiego, posłał idealnie skrojoną długą piłkę w kierunku wybiegającego Anglika. Po drodze pokazywał magię, chociażby przeciwko Bournemouth czy Huddersfield – może nie najsilniejszym drużynom, ale w tamtym sezonie brakowało przez dłuższy okres nawet tego.

Kapitalna dyspozycja pomiędzy końcówką grudnia a lutym zaważyła na tym, że na koniec rozgrywek znalazł się nawet w jedenastce sezonu Premier League. Środkowy pomocnik w tamtym sezonie okazał się najlepszym strzelcem i asystentem w drużynie. Zaliczył najwięcej strzałów na bramkę, wykreował najwięcej okazji czy wygrał najwięcej pojedynków. Jednak gdy przyszło w ostatnich kolejkach udowodnić, że to nie przypadek i wywalczyć Lig