Podobno muzyka łagodzi obyczaje. Gdyby autor tego powiedzenia wiedział, co się dzieje, kiedy football połączy się z muzyką, zmieniłby swoją myśl. W świecie Premier League wiele zespołów muzycznych wspiera kluby piłkarskie, często prowokując wiele ciekawych sytuacji.

Muzyka braci Gallagher i Manchester City

Frontmani zespołu Oasis są chyba najbardziej znanym przykładem na to, jak wiele emocji może wywołać muzyka w piłkarskich szatniach. Już od wielu lat są największymi fanami Manchester City. Historia ich kibicowania sięga aż do wczesnego dzieciństwa. Rodzina Gallagherów przeprowadziła się do Manchesteru z Irlandii i większość z nich została zagorzałym fanami Manchester United. Jednak w rodzinie panowało wiele wewnętrznych konfliktów. Na przekór rodzinie, ojciec Gallagherów został kibicem The Citizens. Jak mówią bracia- zgodnie z tą logiką powinniśmy być sprzymierzeńcami Manchester United. Jednak, podobnie jak ojciec, zostali już na zawsze związani z Obywatelami.

Gallagherowie kibicują Manchesterowi City od lat 70. Na The Etihad zagrali wiele koncertów, a na każdym z nich można było zobaczyć charakterystyczny herb klubu. Tak bardzo, jak byli związani z The Citizens, tak równie mocno nienawidzili Czerwonych Diabłów. Przez wiele lat wchodzili w mniej lub bardziej zabawne konflikty. Sytuacji było wiele – poczynając od dewastacji samochodów Erica Cantony czy Paula Ince’a, przez wyrzucenie Ryana Giggsa z koncertu Oasis, aż po słowne potyczki z Garym Nevillem na Twitterze.

Viaplay
Viaplay

Jedna z bardziej spektakularnych sytuacji dotyczyła Gary’ego Nevilla, który poprosił o autograf Noela Gallaghera na gitarze. Podpis oczywiście dostał, a dodatkowo otrzymał także kąśliwy komentarz. Neville w dokumencie o Manchesterze United „ The Class of 92’” zdradził kulisy całej historii. Nieco później, na prośbę wielu zainteresowanych fanów, zamieścił fotografię gitary na Twitterze z subtelnym tytułem „Criminal act to someone’s property”. Cały front gitary opatrzony był w inicjały MCFC, a z tyłu napisano: Drogi Gary! Ile pucharów zdobyłeś dla Anglii? I na jak wiele z nich zasłużyłeś? Powiem Ci na ile – na k… żaden! Z wyrazami miłości, Noel Gallagher. Don’t look back in anger.

Obywatel Gallagher

W historii Liama Gallaghera zdarzył się jednak mały ukłon w stronę fanów Manchesteru United. Artysta zaprosił do swojego teledysku Erica Cantonę, co spotkało się z negatywnym przyjęciem ze strony fanów The Citizens. Jak wiadomo, zarówno Liam, jak i Cantona są znanymi prowokatorami, więc teledysk w ogóle nie powinien nas dziwić. Na dodatek piłkarz gra tam króla. A któż inny mógłby usiąść na tronie, jak nie właśnie Cantona? Można sobie zadać pytanie: czemu Gallagher nie mógł odnaleźć swojego władcy w Manchesterze City? God save The King.

Jaka muzyka gra na Old Trafford?

Lata 80. i 90. były prawdziwą batalią nie tylko na boisku piłkarskim, ale także na scenie muzycznej. W czasach, gdy Oasis stało murem za Manchesterem City, sir Alex Ferguson twierdził, że woli słuchać Blur. Skąd Blur wzięło się w wyścigu o uwielbienie Czerwonych Diabłów? Wszystko wzięło się od zjawiska Britpop – nurtu muzycznego w latach 90., w którym kilka brytyjskich zespołów czerpało inspirację od grup z lat 60., takich jak The Beatles. Wielka czwórka: The Pulp, Oasis, Blur i Suede wiodło prym, ale w finale została tylko dwójka: Bracia Gallagher kontra Damon Albarn. Piłkarscy fani odnieśli tę bitwę do wojny pomiędzy The Etihad i Old Trafford i niejako przypisali Blur do Manchesteru United.

Ciekawą sprawą jest wewnętrzny konflikt w Joy Division. Ian Curtis – frontman zespołu- od zawsze był zagorzałym fanem The Citizens. Jednak zarówno gitarzysta Bernard Sumner, jak i basista Peter Hook, sympatyzowali z Czerwonymi Diabłami. Joy Divison przylgnęło bardziej do United, a fani z uwielbieniem śpiewali Giggs Will Tear You Apart Again. Co więcej, Peter Hook zapytany, co sądzi o zastąpieniu sir Alexa Fergusona przez Davida Moyesa, odpowiedział, że skoro on wszedł w buty Iana Curtisa, to David da radę poprowadzić Manchester United. Mimo wszystko, New Order to nie Joy Divison, a kariera Moyesa to wydłużony „Blue Monday”. Co ciekawe, United również czerpie inspirację od zespołu. W 2020 roku wprowadzili czarne wyjazdowe koszulki meczowe, których wzór ma odniesienie do grafiki z płyty z 1979 roku „Unknown pleasure”.

Les-tah, czyli Underdog

This one is for the underdogs – tak brzmiał początek koncertu, który zespół Kasabian przygotował, aby celebrować zwycięstwo Leicester w Premier League. Na początku sezonu nikt nawet nie przypuszczał, że Lisy mogłyby znaleźć się w pierwszej dziesiątce, a co dopiero na podium. Zaczynali z szansami 5000-1, a ten, kto obstawił Leicester jako zwycięzcę, na pewno dostał sowitą nagrodę. Jednym ze szczęściarzy był ulubieniec Ameryki – Tom Hanks. Postawił 100 funtów na wygraną Lisów i wzbogacił się o 0,5 miliona funtów. Możemy śmiało powiedzieć, że taki moment nie zdarza się często, aby w końcówce sezonu cała Anglia kibicowała temu samemu klubowi. 2 maja 2016 – Lisy wygrały, a ten dzień przeszedł na zawsze do historii footballu.

Tom Meighan z całym zespołem należą do największych kibiców Leicester, nic więc dziwnego, że to oni na koncercie na King Power Stadium najlepiej podsumowali cały sezon. Na występie premierowo zagrano piosenkę Put your life on it, wykonaną jako hołd dla drużyny oraz dla wszystkich kibiców, również tych, którym nie udało się przybyć na stadion i być świadkiem triumfu. Na scenie pojawił się również Noel Fielding, który miał szansę wiele razy współpracować z Kasabian. Arytsta wystąpił m.in. w teledysku Vlad The Impaler, wyposażony w czarną pelerynę i miecz. Na scenie stanął oczywiście w koszulce, spodenkach i skarpetkach z herbem Leicester, a w dłoni zamiast broni dzierżył dumnie flagę zespołu. Na koncercie nie mogło również zabraknąć Empire, które stało się zapowiedzią nowej przyszłości Lisów. Zwieńczeniem koncertu był oczywiście ogień. Piosenka Fire wybrzmiewała po każdym golu na King Power Stadium, więc musiała zamykać ten najważniejszy moment dla klubu.

You’ll never walk alone

Słowa piosenki zna nie tylko zagorzały fan Liverpoolu, ale także każdy kibic piłki nożnej. Jednak zanim wybrzmiała na Anfield Road, jej słowa niosły się w sali teatru na Broadwayu. W 1945 roku Hammerstein i Rodgers nie spodziewali się, że stworzą hit, który zawojuje nie tylko scenę teatralną. Kompozytorzy napisali You’ll never walk alone do musicalu „The Carousel”. Piosenka była wykonywana w sztuce dwukrotnie – w końcówce oraz w drugim akcie, podczas smutnej sceny, kiedy mąż głównej bohaterki zostaje zabity podczas nieudanej próby rabunku. Co ciekawe, utwór został potem wielokrotnie coverowany przez licznych muzycznych gigantów – od Arethy Franklin, przez Ninę Simone, Toma Jonesa, Franka Sinatrę, Roya Orbisona czy Barbrę Streisand. A to zaledwie tylko kilka nazwisk, lista jest znacznie dłuższa. Piosenka jest znana na całym świecie, została również zaprezentowana podczas inauguracji prezydentury Baracka Obamy w 2009 roku.

Wersję You’ll never walk alone, którą znamy ze stadionu The Reds, zaśpiewał zespół Gerry and The Pacemakers w 1963 roku. Gerry Marsden, frontman zespołu, a także kibic Liverpoolu, od dziecka był wielkim fanem musicalu, jak i oczywiście samej piosenki. Cover przez kilka tygodni był numerem jeden na liście UK Singles Chart. Jednak utwór, mimo że przypisywany jest Liverpoolowi, to jest tak dobry, że „pożyczają” go inne kluby piłkarskie. W 1966 roku szkocki klub Celtic postanowił wykorzystać piosenkę i do dziś w wielu europejskich rozgrywkach piosenka grana jest na ich stadionie. W meczu Celticu przeciwko Liverpoolowi w ćwierćfinale Pucharu UEFA 2002/03, Gerry Mersden wykonał piosenkę na Celtic Park i kibice obu zespołów po raz pierwszy zaśpiewali ten hymn wspólnie. Jednak mimo tych zapożyczeń, po 58 latach, piosenka nadal wybrzmiewa na Anfield i pozostanie już na zawsze hymnem Liverpoolu.

Czy football w końcu wróci do domu?

Anglia jest ojczyzną teatru, ogrodnictwa, śniadań, herbaty i corgów. Nic dziwnego, że do tego wspaniałego zestawu chcą również dołączyć piłkę nożną. Kiedy zbliżają się narodowe rozgrywki, na ustach wszystkich Brytyjczyków wybrzmiewa wielki utwór nadziei, czyli Football’s coming home. Piosenka Three Lions była wynikiem współpracy komików Franka Skinnera i Davida Baddiela oraz zespołu Iana Broudiego „The Lightning Seeds”. Skinner i Baddiel występowali w programie komediowym o rozgrywkach angielskiej piłki nożnej, „Fantasy Football League”. Tam właśnie w 1996 roku narodził się pomysł. It’s coming home powtarzana jak mantra, jest wyrazem nadziei, że po licznych porażkach puchar może powróci do domu, po raz pierwszy od 1966 roku.

Trzy lwy, dotyczą oczywiście herbu na koszulkach Anglików. Trzy lwguardant passant, które idą, patrząc prosto w twarz wrogów. Gary Lineker trafnie wyjaśnił sens całego śpiewania na swoim Twitterze: Drodzy (nie)angielscy piłkarscy kibice. Football’s coming home jest zabawną piosenką podkreślającą brak sukcesów naszej drużyny narodowej przez dekady. Żaden z nas nie myśli, że wygramy. Doskonale rozumiem, że myślicie, że to nasza arogancja, ale to raczej bardziej samokrytyczne poczucie humoru. Cóż, coraz cieplej na dworze, narodowe rozgrywki tuż za rogiem, więc już wkrótce, gdy otworzymy okno, na pewno usłyszymy mantrę z Anglii It’s coming home.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie