Kiedy przychodził do Chelsea, w pierwszym oknie transferowym otrzymał N’Golo Kante i Marcosa Alonso. Przychodząc do Interu, włodarze klubu sprowadzili mu na San Siro Romelu Lukaku czy Nicolò Barellę. Antonio Conte tak znaczących zawodników, jak w swoich mistrzowskich drużynach, raczej od razu w Londynie nie otrzyma w prezencie. Zwłaszcza że mamy obecnie zimę, a nie lato, kiedy łatwiej jest nakłonić piłkarzy do ewentualnej przeprowadzki, a sprzedającym klubom znaleźć odpowiednich zastępców. Jednak pierwszych nowych żołnierzy do tego projektu kibice Spurs mogą już jak najbardziej wyczekiwać. Włoch właśnie zaczyna swoje czystki na Tottenham Hotspur Stadium. 

Obecny skład Spurs pozostawia wiele do życzenia. Mieszanie się różnych koncepcji Mauricio Pochettino, Jose Mourinho, a także Nuno Espírito Santo sprawiły że w klubie pozostają zawodnicy kompletnie niepasujący do pomysłu na grę włoskiego menedżera. Oczywiście, nie jest tak, że wszystkie transfery za końcówki kadencji Argentyńczyka, panowania The Special One i krótkiej przygody Nuno były kompletnie nietrafione. Lucas Moura, Davinson Sanchez, Sergio Reguilon czy Pierre-Emile Højbjerg stanowią istotne ogniwa wyjściowej jedenastki albo są na granicy wyjściowego składu. Pewien szkielet drużyny już jest.

Dwa miesiące spędzone w stołecznej ekipie pozwoliły Conte rzetelnie ocenić sytuacje z kadrą, jaką przyszło mu zastać w klubie. Znalazł on kilka znaczących deficytów i zimowe okno to pierwsza okazja, by wykonać krok naprzód. 52-latek nie należy do najbardziej cierpliwych szkoleniowców i jeśli zarząd postawi mu veto, ten po prostu odejdzie. Tak, jak miało to miejsce latem w Interze. Aczkolwiek Daniel Levy oraz Joe Lewis doskonale wiedzieli, na co się piszą. Dlatego mimo zaledwie 18-miesięcznej umowy, Włoch miał dostać zapewnienia, że ze strony działaczy nie doświadczy zaciskania sakiewki z klubowymi pieniędzmi.

Najnowszy odcinek Przerwy na kawę na Youtubie
Najnowszy odcinek Przerwy na kawę na Youtubie

Według doniesień brytyjskich mediów na okres obowiązywania obecnej umowy otrzyma on blisko 150 milionów funtów. To ogromna suma, ale zdecydowana większość z niej została zarezerwowana na okres lipca i sierpnia. W weekend Włoch odbył kluczowe spotkanie z Danielem Levym oraz Fabio Paraticim, na którym przedyskutowano strategię na zimowe okienko transferowe. Kto może zasilić Spurs w styczniu, a kto najprawdopodobniej opuści północny Londyn?

Zastępca dla Harry’ego Kane’a potrzebny na wczoraj

Wzmocnienia na początku 2022 roku będą uzależnione od tego, kogo i za ile uda się sprzedać z klubu. Lub przynajmniej usunąć na chwilę z listy płac. Były opiekun Chelsea dostrzega na ten moment kilka palących potrzeb. Pierwsza – godny zastępca dla Harry’ego Kane’a (choć w tym sezonie to może bardziej następca). Najlepszy strzelec i asystent zeszłych rozgrywek Premier League pozostaje bez zmiennika od końca czerwca, gdy do macierzystego klubu powrócił Carlos Vinícius. Brazylijczyk zawodził, ale dawał odpocząć gwieździe zespołu w Lidze Europy i angielskich pucharach. Teraz kogoś takiego nie ma. Do tego stopnia, że Kane musiał wchodzić w słoweńskiej Murze, by ratować kompromitujący wynik (co się nie udało).

Wkraczamy w decydującą fazę kampanii, a Spurs mają kilka meczów przełożonych na późniejsze terminy. Conte przyznał ostatnio, że nie może w obecnej sytuacji posadzić Kane’a. Ściągnięcie kolejnego napastnika o wymaganej klasie, który potrzebny jest obecnie w drużynie jak tlen, nie będzie zadaniem nad wyraz prostym. Bo jak zagwarantować takiemu Dušanowi Vlahoviciovi, o którego stara się połowa Starego Kontynentu, że dostanie odpowiednią liczbę minut. Druga ekipa z północnego Londynu jest w tej chwili pod tym względem na pole position. Słaba forma Aubameyanga oraz wygasające kontrakty Lacazette’a i Nketiaha dają mu niebywała okazję, by od razu zagościć w pierwszym garniturze ekipy Mikela Artety.




Zresztą na snajpera Fiorentiny i tak prawdopodobnie zabrakłoby pieniędzy. Conte na nową „dziewiątkę” otrzyma tyle, za ile uda się sprzedać Fabio Paraticiemu niechcianych zawodników. Bardziej realistyczną opcją jest transfer Gianluki Scamacciego z Sassuolo. Włoski zawodnik to objawienie tegorocznego sezonu Serie A – w zaledwie 10 startach od początku i przy łącznie 940 rozegranych minutach zaliczył 8 trafień, strzelając m.in. przeciwko Napoli czy Milanowi. W ojczyźnie przyrównywany jest do Zlatana Ibrahimowicia. Zresztą on sam też kreuje się na klona szwedzkiego magika. Mierzy ponad 190 centymetrów wzrostu, popisuje się sporą błyskotliwością. Jest również piekielnie silny i uzdolniony technicznie – często stać go na bardzo ekstrawaganckie zagrania. Wydaje się, że byłby również dopasowany do systemu włoskiego menadżera. To idealny napastnik do „gry na ścianę” – przyjmie dalekie zagranie, przytrzyma piłkę i rozprowadzi ją do wybiegających kolegów.

Casus Victora Mosesa

Drugi target? Nowy wahadłowy. Ktoś, kto ma dać w ofensywie, a przede wszystkim w ostatniej tercji boiska, sporą jakość. A na pewno więcej niż czyni to w tej chwili Emerson Royal. Brazylijczyk przychodził tutaj jako prawy obrońca do gry „w czwórce” z tyłu, nie na wahadle. Zwłaszcza że jest to raczej defensywny typ bocznego obrońcy. Najlepszym przykładem jego nieporadności w sferze ofensywnej było spotkanie z Watfordem pod koniec grudnia. Claudio Ranieri nakazał swoim graczom celowo odpuszczać Royala na prawym skrzydle i zostawiać mu miejsce na kolejne dośrodkowania. Jak wyliczyli statystycy z The Analyst, spośród jego 14 wrzutek, zaledwie 5 okazało się celnych, jednak ani jedna nie przerodziła się w sytuację bramkową.

Na obecną chwilę nie ma zbyt wielu intrygujących opcji na rynku, więc Antonio Conte na tę pozycję wymyślił sobie Adamę Traoré. Nie jest to jednak pomysł zupełnie nowatorski ze strony włoskiego menedżera. Podobny manewr zastosował parę lat temu w Chelsea, kiedy to do gry na wahadle przystosował Victora Mosesa. Nigeryjczyk rozegrał wtedy kapitalne rozgrywki 16/17, stając się niespodziewanie kluczową postacią w mistrzowskiej drużynie The Blues. Tutaj efekt w założeniu miałby być podobny – Traoré niezwykle ciągnie do przodu, ale posiada odpowiednie cechy jak wyśmienitą wydolność, ogromną siłę fizyczną i kosmiczną szybkość, by osiągnąć sukces w nowej ekipie na nowej pozycji. Chociaż zdarzały mu się występy na wahadle jeszcze w Wolves Nuno.

Podejmuje najwięcej prób dryblingu w całej lidze w przeliczeniu na 90 minut – 7,30, z czego aż 5,30 jest udanych (poza Saint-Maximinem zupełnie odstawia konkurencję). Jest też trzeci w klasyfikacji przenoszenia piłki w pole karne rywala (2,43) wśród graczy z min. 300 rozegranymi minutami, wyprzedzają go jedynie Jack Grealish oraz Callum Hudson-Odoi. Znajduje się też w pierwszej „10” pod względem akcji ofensywnych prowadzących do strzału (4,35). Przechodząc na wahadło, te liczby zapewne spadną, ale Traoré zacznie przynosić paradoksalnie swojej ekipie więcej pożytku niż dotychczas. Korzystna z perspektywy Spurs jest jego sytuacja kontraktowa. Umowa 25-latka wygasa już w 2023 roku i raczej Wolves nie będą targowali się za wszelką cenę. Alternatywą w tym przypadku ma pozostawać Tariq Lamptey, ale tutaj problematyczne jest zdrowie Anglika oraz zaporowa cena, jaką stawia Brighton (mowa o około 55-60 milionach funtów).

Frank Kessié wybawieniem drugiej linii?

Kogo jeszcze były selekcjoner Squadra Azzurra widziałby w swoim zespole? Na pewno przydałby się środkowy pomocnik o innej charakterystyce niż podstawowa dwójka: Pierre-Emile Højbjerg i Oliver Skipp (choć czasami od pierwszej minuty zaczyna również Harry Winks). Problem w tym, że Duńczyk i młody Anglik są zbyt podobni do siebie. Obaj to zawodnicy raczej defensywni, nieźli, jeśli chodzi się o progresywne podania czy zagrania w ostatnią tercję boiska (zwłaszcza Højbjerg, który wykręca odpowiednio 6.04 i 6.98 na 90 minut). Obaj jednak nie są mistrzami w rozgrywaniu – w tej sferze Tottenham cierpi od 2020 roku, kiedy to odszedł Christian Eriksen.

Druga linia zespołu stołecznego zespołu potrzebuje kogoś, kto poniekąd łączyłby cechy obu Duńczyków – bardzo wszechstronnej „ósemki”. Kogoś, kto będzie mógł być adresatem podań kolegów na całej szerokości i długości boiska, ale także taki, który pośle piłkę na nos do wychodzących Sona, Kane’a czy Lucasa. Ale również popchnie akcje do przodu, mijając po drodze kilku rywali. Wystarczy spojrzeć, jak słabo w takich statystykach wypadają wspomniani trzej gracze.