Gloria victis? To nie tutaj, do jedenastki tych, którym poszło zapraszamy do okienka numer 1. Tutaj mamy nasz mały kącik wstydu z zawodnikami notującymi fatalne spotkanie. Niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 14. kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

ALEX MCCARTHY

Niestety McCarthy nie jest jak wino – im więcej wiosen na liczniku bramkarza Southampton, tym częściej zalicza wpadki. Leicester wybitnie nie idzie w tym sezonie, ale Alex postanowił im pomóc. Przy pierwszym golu Evansa wypluł przed siebie taki-sobie-groźny strzał Ndidiego z 16 metrów, przez co obrońca Leicester łatwo wbił piłkę do siatki. Drugi gol także idzie na jego konto. Jasne, Maddison zrobił wiatrak z obrońców Świętych, ale strzał po ziemi w krótki róg nie powinien znaleźć się w siatce.

Najnowszy odcinek Przerwy na kawę na Youtubie
Najnowszy odcinek Przerwy na kawę na Youtubie

OBROŃCY

SEAMUS COLEMAN

Jako kapitan Evertonu, powinien wyjść maksymalnie zmotywowany i skoncentrowany na ten mecz. A od pierwszych minut wszystkie groźne akcje Liverpoolu brały się z jego strony. Pozwalał na niebezpieczne dośrodkowania Jocie i Mane, co cudem nie skończyło się dwoma golami. Akcja bramkowa przy golu Hendersona też poszła jego stroną. Apogeum jego dyletanctwa w tym meczu jednak miało miejsce przy 3 golu The Reds. Nie wiadomo co chciał zrobić Coleman, ale był ostatnim obrońcą na połowie boiska. Zamiast wybić piłkę lub ją przyjąć, pomyślał „why not both” i wybił ją na pół metra do przodu, wykonując jakiś dziwny szpagat. Salah z tego skorzystał i przez całą połowę Evertonu biegł sam na sam z Pickfordem.

CIARAN CLARK

Przeciwnik główkuje piłkę w twoim kierunku, innego rywala masz jakiś metr od siebie. Wystarczy wybić bezpiecznie na aut i fajrancik, koniec akcji. Ale tutaj wchodzi Ciaran Clark, który wybija piłkę prosto w biegnącego w niego Teemu Pukkiego, następnie mimo wspomnianego już dystansu daje się wyprzedzić, by na koniec pociągnąć Fina za koszulkę, aby uniemożliwić mu wyjście sam na sam z bramkarzem. Oczywiście czerwona kartka, bo Irlandczyk był ostatnim obrońcą. I to wszystko w 9. minucie meczu. A ciężko się walczy w meczu o „6 punktów” z bezpośrednim rywalem o utrzymanie grając w osłabieniu przez prawie cały mecz.