Gloria victis? To nie tutaj, do jedenastki tych, którym poszło zapraszamy do okienka numer 1. Tutaj mamy nasz mały kącik wstydu z zawodnikami notującymi fatalne spotkanie. Niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 13. kolejki Premier League. 

NAGRODA PUBLICZNOŚCI

KIBICE BRIGHTON

Żaden z bramkarzy nie zawalił jakoś bardzo w tym tygodniu, więc pozwalamy sobie zmienić tę kategorię na nagrodę publiczności. Trafia ona do… publiczności. A konkretnie kibiców Brighton, którzy po bezbramkowym remisie z Leeds wybuczeli Grahama Pottera i swoich piłkarzy.

Wspominamy o tym z kilku powodów. Sam Graham Potter, gdy podziękował Bielsie za mecz i szedł podziękować kibicom, stanął jak wryty i kręcił z niedowierzaniem głową słysząc gwizdy i buczenie z trybun. To wiąże się z tym co powiedział po meczu: „Nie wiem, może powinienem poczytać o historii klubu”. Odnosił się do tego, że Brighton może i zremisowało 6 z ostatnich 8 meczów, ale nadal są na 8. miejscu w Premier League – historycznie dobry wynik, jak na ten etap sezonu.

Kibice Brighton – ile trzeba Pottera i chłopaków cenić, ten tylko się dowie, kto to stracił. Także proszę cieszyć się z niezłych wyników, a nie gwizdać z powodu remisu z zawsze groźnym Leeds.

OBROŃCY

JAN BEDNAREK

Polak miał furę szczęścia, że udało mu się dokończyć to spotkanie. Bednarek już w pierwszej połowie ostro sfaulował Mane i w sumie dość dziwne, że sędzia nie podszedł wtedy do monitora. Miał też swoje winy przy golach dla Liverpoolu. Przy pierwszym podwoił wyskok do Mane, przy trzecim dał się objechać Thiago. Do czwartego nie wytrwał, bo trener ściągnął go już w przerwie. Pewnie też dlatego, że jego błędy w obronie bezpośrednio mogły spowodować jeszcze inne trafienia dla The Reds.

WILLIAM TROOST-EKONG

Co Nigeryjczyk chciał zrobić przy pierwszym golu dla Leicester? Teorie są dwie. Pierwsza (bardzo prawdopodobna) – zachował się jak junior i przepuścił długą piłkę, bo nie wiedział, że za jego plecami jest Maddison. Druga (wymyślona na potrzeby antyjedenastki) – chciał przedłużyć piłkę do Bachmanna, ale nie wziął pod uwagę, że ogolił się na łyso i piłka jednak przeleciała nad jego głową. Poza tym, przy drugiej bramce uciekł mu Vardy, a przy czwartej stał sobie niczym ofensywne trio PSG podczas losowej akcji pozycyjnej Manchesteru City w ostatnim meczu Ligi Mistrzów.

MATT RITCHIE

0 strzałów, 0 wykreowanych okazji, 0 odbiorów, 0 wybić, 0 zablokowanych strzałów, 1 żółta kartka, 1 fatalny błąd przy golu. Szkot przeciwko Arsenalowi nie pomógł w niczym, a w sumie przeszkadzał, bo o 2 metry złamał linię spalonego przy drugiej bramce dla Kanonierów. Nie dziwimy się, że nawet jego dobry znajomy – Eddie Howe – tego nie wytrzymał i kilkadziesiąt sekund później ściągnął go z boiska.

AARON WAN-BISSAKA

Dzięki jego kompletnej ignorancji taktycznej w obronie i brakowi elementarnych mechanizmów w ustawieniu obronnym, Callum Hudson-Odoi wyglądał jak piłkarz. I to nawet w Premier League. Tylko dzięki nieskuteczności skrzydłowego Chelsea, na Wan-Bissace nie wiesza się psów po tym meczu. I dzięki Rudigerowi. I Alonso. Naprawdę ciężko zliczyć ile wrzutek z drugiego skrzydła spadło za plecy Wan-Bissaki wprost do niekrytego (jego) przeciwnika. Sprokurował także karnego – trochę pechowego, ale jednak.

POMOCNICY

ORIOL ROMEU

Po co jakikolwiek menedżer wystawiałby Oriola Romeu w składzie drużyny? Zapewne po to, by biegał, odbierał piłkę, notował przechwyty i ewentualnie przeszkadzał przeciwnikom. Jeśli tego nie robi, to jest taki jak w sobotę – bezużyteczny. Defensywny pomocnik Southampton był zamieszany w stratę 3 z 4 goli Liverpoolu. Przy pierwszym zrobił sobie drzemkę i pozwolił Robertsonowi na wbiegnięcie w pole karne bez jego towarzystwa. Przy drugim to on dał się najpierw minąć Salahowi, a potem po klepce nie pobiegł za Egipcjaninem, dając mu hektary miejsca. Przy ostatniej bramce to on krył Van Dijka, który po prostu odsunął się od niego i uderzył z woleja, jakby za przeciwnika miał manekin.

BRUNO FERNANDES

Nawet nie próbujmy usprawiedliwiać tego występu i nazywać jego rozpaczliwego wybicia po rzucie rożnym asystą. Bruno w tym meczu podkładał nogę nie tylko zawodnikom Chelsea (i to kilka razy, na jego szczęście skończyło się tylko jedną żółtą kartką), ale też swojej drużynie. Jego nieudany przerzut stworzył idealną sytuację Hudsonowi-Odoi. To zagranie do złudzenia przypominało katastrofalne wybicie w meczu z Watfordem, po którym był rzut karny dla Szerszeni. W ofensywie znów nie zaprezentował nic, tak jak cały zespół United. W pamięć zapadł jego strzał z 20 metrów, który ledwo doleciał do band, w odległości 5 metrów od bramki Mendy’ego.

ANDROS TOWNSEND

Wraz z kontuzją Doucoure, Calverta-Lewina i spadkiem formy duetu Gray-Townsend, postępuje degrengolada Evertonu. Kolejna żenująca porażka. Przez 70 minut na boisku, Townsendowi wyszła jedna wrzutka. Stracił piłkę 15 razy, zaliczył 3 faule, złapał żółtą kartkę i sprokurował decydujący rzut karny, kopiąc w twarz piłkarza Brentfordu. Słaby dzień w pracy.

NAPASTNICY

PIERRE-EMERICK AUBAMEYANG

Newcastle to nie jest zdecydowanie ulubiony rywal Gam… Gabończyka. Rok temu nie trafił z metra, w tym roku nie trafił z metra. Jedni powiedzą, że to powtarzalność i konsekwencja, do której tak dążą piłkarze. My jednak tego nie kupujemy. Tym bardziej, że poza zmarnowaną „dwusetką” nie zrobił nic. 0 kluczowych podań, 0 dryblingów. Po prostu EH.