Kolejna seria spotkań za nami! Jak zwykle nie zabrakło emocji, a nasi redaktorzy postanowili wyróżnić tych, którzy na to w ich opinii zasłużyli. Po zaciętym głosowaniu, tak przedstawia się jedenastka najlepszych zawodników minionej kolejki Premier League.
ŁUKASZ FABIAŃSKI
Twoja drużyna przegrywa po golu w końcówce, a ty, jako bramkarz zostajesz graczem meczu? Nieźle. Co prawda mieliśmy zagwozdkę, który z golkiperów rozgrywających zawody na London Stadium bardziej zasłużył na miejsce w naszym składzie, jedna koniec końców wybraliśmy Fabiana. Polak nie raz napsuł krwi Cristiano Ronaldo, zanotował aż osiem parad, z czego aż sześć po strzałach z pola karnego. Do pełni szczęścia dla kibiców Młotów zabrakło, aby West Ham dowiózł remis do końca spotkania. Na ich nieszczęście w ostatnich minutach spotkania Jesse Lingard cudownym strzałem wpakował piłkę w okienko bramki Polaka. Co by nie mówić – Łukasz w tej sytuacji miał iluzoryczne szanse na wyciągnięcie futbolówki.
MATTY CASH
Dziennikarze pisali o jego możliwym debiucie w reprezentacji Polski (nie oceniamy czy te informacje naprawdę były prawdziwe), a ten zagrał doskonały mecz z Evertonem. Boczny obrońca Aston Villi non stop podłączał się do akcji ofensywnych swojego zespołu i widać było, że miał ochotę na zdobycie bramki. Otwarty i naprawdę bardzo ofensywny mecz otworzył właśnie Cash, który posłał piłkę pod poprzeczkę i nie dał żadnych szans Begoviciowi. Jedyna rzecz, która szwankowała u gracza Villi to skuteczność podań, która oscylowała w granicy 60%. A tak? Występ ocierający się o ideał.
JAN BEDNAREK
W pierwszych czterech kolejkach Bednarek zagrał jedynie 45 minut w spotkaniu z Manchesterem United. Ralph Hasenhüttl wsadził więc Polaka na wysokiego konia, wystawiając go w podstawowym składzie na starcie z City. Nasz reprezentant drugi raz w bardzo krótkim czasie zdołał jednak zatrzymać Jacka Grealisha i Raheema Starlinga, a Święci spisali się na medal i ugrali cenny remis 0:0. Polak stanowił pewne ogniwo świetnie zorganizowanej linii obronnej – zarówno w duecie z Jackiem Stephensem, jak i Mohmamedem Salisu, który zastąpił kontuzjowanego Anglika. Dodatkowo zaliczył tylko dwa niecelne podania.
THIAGO SILVA
Może i Thiago Silva jest najstarszym zawodnikiem z pola, który wybiegł w tym sezonie na murawy Premier League, ale na tle młodszych kolegów wyglądał świetnie. Można wręcz powiedzieć, że jego występ to była prawdziwa profesura. Świetnie dyrygował bezbłędną defensywą Chelsea, która kompletnie odebrała argumenty Tottenhamowi. Zaliczył najwięcej wygranych pojedynków główkowych oraz wybić ze wszystkich zawodników na boisku. Więcej podań od niego zaliczył tylko Jorginho. No i do tego dorzucił bramkę.
MARCOS ALONSO
Jeśli Hiszpan dalej będzie grał tak, jak dzisiaj, to Ben Chilwell raczej szybko nie wróci do składu. I nie chodzi tu tylko o to, że zaliczył asystę przy trafieniu Thiago Silvy. Momentami wydawało się, że na skrzydle biega nie jeden, a co najmniej dwóch Marcosów Alonso. Nieustannie nękał rywali, regularnie podłączając się do akcji zaczepnych, zaliczył też zdecydowanie najwięcej kontaktów z piłka z wszystkich graczy, których mogliśmy oglądać na Tottenham Hotspur Stadium. Gdyby nie interwencja Erica Diera, mógłby również pochwalić się bramką. Hiszpan jest na najlepszej drodze, by z powrotem wkupić się w łaski kibiców The Blues.
ISMAILA SARR
Bez wątpienia najlepszy zawodnik sobotniego spotkania z Watfordem. Sarr po raz kolejny pokazał, że jest zdecydowanie za dobry, jak na drużynę, w której występuje. A mimo wszystko schodził z murawy na Carrow Road nie do końca zadowolony, bo spokojnie mógł ustrzelić hat-tricka. Ostatecznie skończyło się na dwóch kluczowych trafieniach, które zapewniły pierwsze wyjazdowe zwycięstwo Szerszeni od 11 spotkań na obcych stadionach w Premier League. Obrońcy ekipy Daniela Farke kompletnie nie potrafili go upilnować, a Sarr raz po raz urywał się im na przestrzeni całego spotkania. 93% dokładności podań, 5 wygranych pojedynków jeden na jednego (100% skuteczności), 5 celnych strzałów, 4 dośrodkowania, 2 gole. Prawdziwy skarb Xisco Muñoza.
MARTIN ODEGAARD
Arsenal od dawna szukał gracza, który w gorszych chwilach będzie w stanie wziąć grę na siebie i pozwolić drużynie wywieźć komplet punktów po ciężkim spotkaniu. Bądźmy szczerzy. Kanonierzy nie błyszczeli w tym spotkaniu. Jednak piękny gol z rzutu Norwega w wykonaniu byłego gracza Realu Madryt zapewnił im piekielnie ważne trzy punkty w tym spotkaniu. 76 podań, z czego blisko 85 procent celnych. Trzy strzały, jeden wygrany pojedynek jeden na jeden. No i co najważniejsze – gol, który utrzymuje Artetę przy życiu.
LEON BAILEY
Takiego występu w historii naszych jedenastek kolejki chyba jeszcze nie było. Bailey pojawił się na murawie w 61. minucie, a opuścił ją zaledwie 21 minut później z powodu urazu. Niemniej, pokazał niesamowity gaz i przydatność dla zespołu. To po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Asmira Begovicia zaskoczył autor samobója, Lucas Digne. Jamajczyk sam też trafił do siatki, posyłając petardę tuż obok Bośniaka, gdy Danny Ings wypuścił go sam na sam. Sam potem przyznał, że kontuzji doznał przy uderzeniu, gdyż… włożył w nie za dużo siły. Na całe szczęście problem nie jest podobno poważny, więc już niebawem może nam pokazać więcej swoich umiejętności.
MOHAMED SALAH
Czwarta bramka w tym sezonie, eskalacja emocji i tytuł gracza meczu. Mohamed Salah po raz kolejny potwierdził, że jest kluczową postacią w ekipie Liverpoolu. Egipcjanin miał niesamowity ciąg na bramkę, oddał aż sześć strzałów, z czego jeden przyniósł efekt w postaci strzelonego gola. Dwa kluczowe podania, nota na 8.36 na portalu WhoScored. Wybór, jeśli chodzi o pozycję napastnika w naszej jedenastce był w tej kolejce naprawdę prosty.
IVAN TONEY
Absolutnie występ z najwyższej półki w pierwszych 45 minutach, w których zdominował boiskowe poczynania. Gdyby miał odrobinę więcej szczęścia, schodziłby na przerwę z hat-trickiem. Najpierw bramkę zabrał mu minimalny spalony ze strony Bryana Mbeumo, bo znakomicie przymierzył przy lewym słupku bramki Jose Sa. Następnie zabrakło mu czystego przyjęcia futbolówki klatką i VAR sprawiedliwie zabrał mu gola za zagranie ręką.
Po drodze jednak został sfaulowany w polu karnym przy rzucie różnym i sam wykorzystał jedenastkę. Zezłomował również Maxa Kilmana przy drugiej bramce, biegnąc z piłką lewą flanką przez całą połową rywala, ścinając do środka i wypracowując niemalże w całości gola Mbeumo. W drugiej już trochę cichszy, bo Brentford, szczególnie po czerwonej kartce, musiało skupić się głównie na defensywie. Wygrał aż 7 z 8 pojedynków w powietrzu, a z 7 kontaktów w polu karnym rywala wypracował kolegom 2 sytuacje. Takiego Toneya chcemy widzieć częściej!
44 – With a goal and assist today, Ivan Toney has scored (33) or assisted (11) 44 league goals (excl. play-offs) since joining Brentford in 2020, at least seven more than any other player in England's top four tiers since the start of last season. Buzzing. #WOLBRE pic.twitter.com/289afQe6Hg
— OptaJoe (@OptaJoe) September 18, 2021
ALLAN SAINT-MAXIMIN
Aż 38 strzałów padło w spotkaniu Newcastle z Leeds piątkowego wieczoru. Spora w tym zasługa Allana Saint-Maximin, który podobnie jak tydzień wcześniej, znów był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem swojego zespołu. Kolejny raz pokazał trochę swojej magii, wykorzystując swoją szybkość i fantastyczny drybling, by mijać jak tyczki obrońców Marcelo Bielsy.
Z asysty okradł go w pierwszej połowie Almiron, ale Francuz powetował to sobie kapitalną bramką, gdy schodził z jednej strony pola karnego na drugą i zwlekał z oddaniem strzału. Gdy już uderzył, to posłał piłkę tak dokładnie przy lewymm słupku, że pozostawił Illana Mesliera bez szans na udaną obronę. W drugich 45 minutach mógł zapewnić Srokom trzy punkty, ale tym razem bramkarz Pawi popisał się świetną interwencją.











