Już za kilka godzin wystartuje nowy sezon Premier League. Na rozpoczęcie kampanii 2021/2022 Brentford zmierzy się z Arsenalem, a w hicie kolejki Tottenham podejmie u siebie aktualnego mistrza Anglii, Manchester City. Czy rozpoczniemy sezon z fajerwerkami? Pierwsze kolejki przynosiły już masę emocji. Sprawdźmy jakie widowiska fundowali nam piłkarze na przestrzeni ostatnich lat.

Kolejność przedstawianych meczów jest przypadkowa.

1. Crystal Palace 3:3 Blackburn Rovers 1992/1993

Rozpoczniemy pierwszą kolejką pierwszego sezonu Premier League. Sezon 92/93 był przełomowy dla angielskiej i światowej piłki. Nadawana dzisiaj w ponad 200 krajach Premier League swój początek miała 30 lat temu, m.in. na wypełnionym 17 tysiącami kibiców Selhurst Park.

Viaplay
Viaplay

Już pierwszego dnia dużo uwagi poświęcano kosztownej ekipie Blackburn, a w szczególności debiutantowi w jej barwach, którym był 22-letni Alan Shearer, przechodzący dopiero co z Southampton za 4,5 miliona funtów. Napastnik nie zawiódł tamtego dnia, podobnie jak sam mecz.

Grające w ostrym słońcu drużyny kazały czekać na bramki do 37. minuty. Młody obrońca Richard Shaw dośrodkował z głębi boiska na Marka Brighta, a napastnik Crystal Palace fantastycznym uderzeniem głową skierował piłkę do siatki tuż przy słupku. To nie był jednak koniec emocji w pierwszej połowie. Shearer dośrodkowuje za mocno, piłkę po drugiej stronie boiska przyjmuje Mike Newell i ponownie wrzuca w pole karne na niekrytego Stuarta Ripleya, który uderzeniem głową wyrównuje wynik spotkania.

W drugiej połowie strzelanie znowu zaczęli gospodarze. W 63. minucie bramkarz Blackburn wybija piłkę zagraną z rzutu rożnego wprost pod nogi Garetha Southgate’a, a ten bez zastanowienia strzela z pierwszej piłki i zdobywa swojego pierwszego gola w seniorskiej karierze. Radość trwała tylko 3 minuty, kiedy sprawy w swoje ręce postanowił wziąć Alan Shearer. Bramkami w 66. i 81. minucie (jedna piękniejsza od drugiej) udowodnił, że jest wart wydanych na niego pieniędzy. Crystal Palace jednak nie odpuściło i wyszarpało remis dzięki kolejnej bramce głową, tym razem zdobytą przez Simona Osborna w 90. minucie spotkania.

Pierwszy mecz Blackburn w najwyższej klasie rozgrywkowej od 26 lat zamienił się w pasjonującą rywalizację i jeden z najciekawszych meczów otwarcia w historii Premier League.




2. Sunderland 2:2 Birmingham 2010/2011

Wraz z fanami serialu “Sunderland 'Til I Die” powspominajmy, jak to było, kiedy Czarne Koty występowały jeszcze w Premier League.

Sunderland w tym spotkaniu kilkakrotnie wznosił się do nieba i momentalnie spadał w czeluści piekła. Pierwszy wzlot miał miejsce w 24. minucie, kiedy Darren Bent rzutem karnym wyprowadził Sunderland na prowadzenie. Radość nie mogła utrzymać się do końca spotkania, ponieważ drugą żółtą kartkę w odstępie 15 minut postanowił otrzymać Lee Cattermole i tak od 43 minuty gospodarze grali w osłabieniu.

Druga połowa znowu pozwoliła wzlecieć ekipie Steve’a Bruce’a. Tym razem w strzelaniu wyręczył ich Stephen Carr, który wpakował piłkę do własnej siatki. W 77. minucie szczęście opuściło Czarne Koty i od tamtej pory strzelali tylko piłkarze Birmingham, ale już do właściwej bramki. Po dwóch stałych fragmentach Scott Dann i Liam Ridgewell doprowadzają do remisu, pokonując debiutującego w Anglii Simona Mignolet.

Wyrównany start zwiastował równie wyrównaną rywalizacją o końcowe miejsce w tabeli. Obie drużyny zakończyły sezon z taką samą ilością punktów. Sunderland był wyżej dzięki lepszemu o jednego gola bilansowi bramek.

3. Arsenal 3:4 Liverpool 2016/2017

60 tysięcy widzów zebrało się na Emirates, aby obejrzeć to widowisko. Sytuacja za sytuacją, strzał za strzałem, zawodnicy obu drużyn nie pozwalali, choć na chwilę stracić zainteresowania spotkaniem. W 28. minucie Alberto Moreno fauluje Theo Walcotta w polu karnym, a sam poszkodowany pudłuje z 11 metra. Uściślając, jego strzał broni Simon Mignolet, grający już dla The Reds. Skrzydłowy Arsenalu odkupił się zmarnowanym rzutem karnym już dwie minuty później. Iwobi świetnie podaje wszerz boiska, Walcott przyjmuje, uderza między nogami Ragnara Klavana i piłka wpada do siatki. Kanonierom nie udało się utrzymać prowadzenia do przerwy. W doliczonym czasie pierwszej połowy Philippe Coutinho strzela z rzutu wolnego i trafia w samo okienko bramki strzeżonej przez Petra Cecha.

Bramka do szatni ewidentnie podburzyła morale zawodników Arsenalu, albo raczej zbudowała piłkarzy Liverpoolu. Wijnaldum wrzuca do Lallany i Anglik wyprowadza swoją drużynę na prowadzenie. 7 minut później Nathaniel Clyne posyła mocną, płaską piłkę w pole karne, którą kontruje Coutinho. Ciężko powiedzieć, kto tamtego dnia zdobył ładniejszą bramkę, Coutinho z wolnego czy Mane podwyższając na 4:1. Przedarciem się przez dwóch obrońców i strzałem z lewej nogi niedającym szans bramkarzowi, Senegalczyk zdobył swoją pierwszą w barwach The Reds.

Kiedy wszyscy myśleli, że to już koniec emocji, Alex Oxlade-Chamberlain zakręcił obroną Liverpoolu i pokonał belgijskiego bramkarza zaledwie minutę po bramce Mane. Arsenal odzyskał nadzieję i nieustannie atakował rywala. W 75. minucie przyniosło to skutek w postaci gola Caluma Chambersa. Stoper wykorzystał wrzutkę Cazorli i uderzeniem głową zdobył ostatnią bramkę w tym spotkaniu. Emocje jednak trwały do końca i żadna z drużyn nie była pewna końcowego rezultatu, aż do ostatniego gwizdka.

4. Aston Villa 4:2 Manchester City 2008/2009

To był już traumatyczny tydzień dla City. Zamieszanie wokół zarzutów, z którymi ich właściciel Thaksin Shinawatra mierzył się w Tajlandii, spotęgowane szokującą porażką u siebie z Midtjylland w Pucharze UEFA. Do tego doszedł mecz z Aston Villą.

Pierwsza połowa nie przyniosła za wiele emocji, a na pewno nie przyniosła bramek. Za to po przerwie działo się wystarczająco dużo. Ashley Young przejmuje piłkę w środku boiska, szybka wymiana z pomocnikiem i dośrodkowanie na dalszy słupek. Joe Hart mija się z piłką, a John Carew otwiera wynik spotkania zaledwie dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy. Goście ciągle atakowali i zostali nagrodzeni w 64. minucie, kiedy Johnson wpadł w pole karne i został zahaczony przez obrońcę Aston Villi. Sędzia Phil Dowd wskazał na 11 metr, a Elano nonszalancko wykorzystał rzut karny. Od tego momentu mieliśmy już spektakl jednego aktora. Na scenę wkroczył bowiem niepowtarzalny Gabriel Agbonlahor. Sprytny strzał w 69. minucie, główka w 74. i rajd zakończony pewnym wykończeniem w 76. Hat-trick w 7 minut. Defensywa The Citizens nie istniała w tym spotkaniu, a Anglik biegał, gdzie tylko chciał, zupełnie niepilnowany.

Do opadnięcia kurtyny kibicie na Villa Park musieli czekać do 90 minuty. Drugą bramkę dla City zdobył Vedran Corluka, ale nie zmieniła ona nastrojów żadnej ze stron.




5. Wigan 0:4 Blackpool 2010/2011

Jak wejść z przytupem w Premier League? Najlepiej tak jak Blackpool. Ian Holloway niespodziewanie awansował ze swoim zespołem z Championship, wygrywając finał play-off przeciwko Cardiff i zaskoczył wszystkich, a w szczególności piłkarzy Wigan.

Tutaj w przeciwieństwie do poprzedniego meczu, większość emocji miała miejsce w pierwszej połowie. Wynik otworzył Gary Taylor-Fletcher w 16. minucie, a później dwoma trafieniami popisał się Marlon Harewood. Największym bohaterem Blackpool był chyba jednak bramkarz Wigan, Chris Kirkland, który delikatnie mówiąc, nie popisał się przy bramkach strzelonych przez gości. Fakt, że rażące słońce przeszkadzało mu w bronieniu, nie usprawiedliwia go całkowicie. W końcu przy bramce Alexa Baptiste stał w cieniu i ten gol to w 100% jego wina.

Kibice Blackpool mogli rozkoszować się słońcem po pierwszym zwycięstwie na wyjeździe w najwyższej klasie rozgrywkowej od czasu pokonania Newcastle 29 sierpnia 1970 roku.

Koniec końców obie drużyny spotkał ten sam los i wspólnie spadły z ligi.




6. Arsenal 4:3 Leicester 2017/2018

Na to, co zafundowali piłkarze obydwu drużyn tamtego dnia, jest tylko jedna prawidłowa nazwa – prawdziwy rollercoaster! Euforia, smutek, strach, niedowierzanie, znowu radość i znowu rozczarowanie. Wszystkie te emocje towarzyszyły uczestnikom tamtego spotkania.

Na rollercoasterze najpierw jest łagodny podjazd, żeby później nabrać szybkości. Na Emirates ten podjazd został pominięty, ponieważ strzelanie już w 2. minucie rozpoczął Alexandre Lacazette. Piłkarze Leicester nie załamali się i w 5. minucie wyrównali wynik. Kibice, którzy weszli na stadion spóźnieni o kilka minut, mogli być poirytowani, ale nie długo, ponieważ w 29. minucie Jamie Vardy strzelił swoją pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Chwilę później sędzia Mike Dean nie podyktował kontrowersyjnego rzutu karnego dla Arsenalu. Na szczęście niedługo potem uznał bramkę Welbecka w doliczonym czasie pierwszej połowy.

Druga połowa trzymała równie wysoki poziom. 11 minut po rozpoczęciu Vardy strzela drugą bramkę i Leicester znowu obejmuje prowadzenie. Kluczowe wydarzenie miało miejsce w 67 minucie. Wtedy Arsene Wenger wpuścił na boisko Aarona Ramseya i  Oliviera Giroud. Jak się później okazało, obaj strzelili po golu i zapewnili zwycięstwo Arsenalowi. Walijczyk w 83., a Francuz w 85. minucie. Trzy punkty zostały w Londynie.

Arsenal podchodził do nowego sezonu Premier League, wygrywając tylko jeden z pięciu poprzednich meczów otwarcia. Wszystkie z nich były spotkaniami u siebie.




7. Southampton 3:4 Nottingham Forest 1995/1996

Kolejny mecz z początków Premier League. Tego sobotniego południa nikt nie spodziewał się jaka uczta piłkarska czeka kibiców zebranych na The Dell.

W 8. minucie spotkania do piłki ustawionej na około 30 metrze podchodzi Colin Cooper i posyła nieprawdopodobne uderzenie, które zamienia się w prowadzenie dla Nottingham. To jest bramka z kategorii tych puszczanych we wszystkich skrótach i podsumowaniach kolejki lub sezonu. Goście chyba za bardzo zachwycali się tym uderzeniem, bo niespełna dwie minuty później sprokurowali rzut karny, który na bramkę zamienił Matt Le Tissier. Nottingham nie poddawało się i przed przerwą zdążyli zdobyć jeszcze dwie bramki. Na 2:1 piekielnie mocnym strzałem prowadzenie dał Ian Woan, a kilka minut później Bryan Roy podwyższył wynik.

W 69. minucie kolejny rzut karny wykorzystał Le Tissier i dał nadzieję Southampton na zdobycie punktów w tym spotkaniu. Nadzieję 10. minut później zgasił ponownie Bryan Roy, ale ostatnie słowo należało do Le Tissiera. Udowodnił, że nie tylko potrafi wykonywać rzuty karne, ale i także rzuty wolne. Technicznym uderzeniem posłał piłkę obok muru i ustrzelił tym samym hat-tricka.