Już od kilku dobrych sezonów Red Bull Salzburg stał się kopalnią talentów i przyszłych gwiazd europejskiej piłki. Austriacki team, który w ciągu ostatniego dziesięciolecia zdominował swoje podwórko, przyzwyczaił nas, że co roku oddaje swoje perełki do zagranicznych zespołów. Zawodnicy, których wypuszcza w świat klub, stają się kluczowymi postaciami w mocniejszych ekipach. Dayot Upamecano i Naby Keita błyszczeli w drużynie Juliana Nagelsmanna. Sadio Mane, gdy trafiał do Southampton, z marszu został okrzyknięty nową gwiazdą ligi. Erling Haaland zaczął seryjnie strzelać bramki dla Borussii, nie potrzebując ani chwili, aby dostosować się do wymagań Bundesligi. Teraz przyszedł czas na kolejny diament w talii ekipy z Salzburga. Jej snajper, Patson Daka, po dwóch kampaniach jak ze snów, zamienia jedno z najpiękniejszych austriackich miast na angielskie Leicester i tak jak zawodnik The Reds spróbuje podbić Premier League.

Futbol w genach

Daka rozpoczął karierę w swojej ojczyźnie, Zambii w drużynie Kafue Celtic. Klub ten od lat należy do ścisłej czołówki piłkarskich ekip kraju, w dodatku dysponuje dość dobrze prosperującą akademią. W 2012 roku, kiedy Zambia zdobywała Puchar Nardów Afryki, w jej składzie znalazło się aż trzech wychowanków Kafue. Patson miłość do futbolu odziedziczył po ojcu, Nathtalemu, który był dla niego pierwszą inspiracją. Tata napastnika sam był profesjonalnym piłkarzem. W czasach świetności swojej kariery przywdziewał barwy Nitrogen Stars, jednak kres jego karierze położyły liczne kontuzje. Zmuszony do przedwczesnego zakończenia przygody w sporcie, usilnie kibicował synowi, aby to jemu się udało.

Niestety, Nathtali nie doczekał powołania syna do pierwszej drużyny Kafue. Zmarł, gdy Patson miał 14 lat. Utrata ukochanej osoby była dla młodego zawodnika ogromnym ciosem. Ale, jak zauważa Lee Kawanu, ówczesny dyrektor sportowy Kafue Celtics, pomogło to Patsonowi wydorośleć szybciej niż jego rówieśnikom.

Viaplay
Viaplay

Musiało go to w jakiś sposób zainspirować. Brak taty w pobliżu, który był wtedy żywicielem rodziny, musiał dać mu motywację do cięższej pracy. Naprawdę dobrze zaopiekował  się wtedy swoją mamą.

W związku z sukcesem narodowej reprezentacji firma telekomunikacyjna Airtel ruszyła z nową inicjatywą o nazwie Rising Stars. Projekt ten miał na celu, poprzez organizację testów dla najzdolniejszych dzieci, wyłowić piłkarskie perełki w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki. Przy odrobinie szczęścia odniesienie sukcesu na tej imprezie oznaczało spełnienie marzeń i miejsce w młodzieżowej kadrze Zambii. Jak wspomina Kawanu, dziesięć minut wystarczyło, by zaimponował obserwującym go trenerom i znalazł się w ich notesach.

Wszyscy po prostu przychodzili do mnie i mówili mi; „Jest taki dzieciak, który jest po prostu wyjątkowy”. Został jednym z najlepszych strzelców turnieju, a trenerzy wybrali go do reprezentacji narodowej.

Po kilku pierwszych meczach z ponad tysiąca chętnych liczba uczestników została ograniczona do zaledwie 200. Pod koniec turnieju spadła do 18. Mimo to Daka cały czas pozostawał w grze. Ba, nawet był kapitanem jednej z drużyn. Sukcesu na turnieju za pośrednictwem Facebooka pogratulował mu sam prezydent Zambii, Edgar Chagwa Lungu.

Gdzie inni odpuszczają, Salzburg widzi szansę

W ciągu następnych lat Daka świetnie się rozwijał i odnosił kolejne piłkarskie sukcesy. Do tego stopnia, że przylgnęła do niego łatka „złotego dziecka” w Zambii. Gra w reprezentacji dała Patsonowi kolejne szanse do pokazania swojego talentu. Trenerzy byli pod takim wrażeniem jego postawy, że uczynili go kapitanem reprezentacji U17. W międzyczasie sam napastnik został zauważony przez agencję 12Managment prowadzoną przez byłego gracza Spurs i Sevilli, Freddiego Kanoute, która ma w swoich szeregach najzdolniejszych graczy z kontynentu afrykańskiego.

W 2016 roku już z reprezentacją U20, napastnik udał się na turniej COSAFA Cup, turniej zrzeszający reprezentacje południowej Afryki. Kounate prowadził już w tym czasie rozmowy z kilkoma klubami, m.in. z austriackim Red Bull Salzburg. Die Bullen słyną z odwiedzania tych rejonów piłkarskich peryferii, które większość klubów sobie odpuszcza. Choć ich przedstawiciele nie byli do końca przekonani do osoby Patsona, postanowili przetestować go w ramach okresu próbnego.

Był tam naprawdę w wyśmienitej formie. Strzelił wiele bramek. Po turnieju Salzburg zaprosił jego i Kanoute na rozmowy. Kiedy poszedł na to spotkanie, oni (Salzburg) powiedzieli: „Ok, nie jesteśmy do Ciebie do końca przekonani, ale chcielibyśmy Cię zatrzymać przez sześć miesięcy”.

W ten sposób Daka trafił na półroczne wypożyczenie do drugoligowego Liefering, klubu satelickiego Red Bulla. Do miejsca, gdzie młodzi gracze mają przede wszystkim zbierać cenne doświadczenie i nabywać piłkarskiego okrzesania. Aklimatyzacja jednak nie była tak prosta. Zambijczyk do miasta Mozarta przybył w środku zimy, co dla chłopaka wychowanego w sercu Afryki jest zupełnie obcym środowiskiem.

Uznał, że bardzo trudno było mu przystosować się do pogody i treningów w Red Bullu, które były niezwykle wyczerpujące. Nieustanny pressing, wysoka intensywność. Nic nie mogło go na to przygotować.

Dobre występy ułatwiają otwieranie kolejnych drzwi

Jednak, gdy po kilku tygodniach zaczął przezwyciężać napotkane w Europie przeciwności, jego umiejętności coraz bardziej się uwydatniały. W połowie okresu wypożyczenia do Salzburga Patson wrócił do swojego kraju, aby reprezentować Zambię w Pucharze Narodów Afryki U20. Presja ze strony kibiców, jak i austriackiego klubu, który wciąż wahał się z decyzją o transferze definitywnym, nałożyła na jego barki ogromny bagażem oczekiwań. Daka jednak podołał wyzwaniu. Impreza okazała się dla niego przełomem. Ukończył ją z 4 golami, w tym jednym w samym finale z Senegalem na oczach 60 tysięcy kibiców, oraz tytułem najlepszego zawodnika.

Następnie wydatnie przyczynił się do triumfu drużyny Red Bulla w Młodzieżowej Lidze Mistrzów, strzelając decydujące gole w półfinale i finale przeciw Barcelonie oraz Benfice. Tego lata pojechał jeszcze na  Mistrzostwa Świata U-20 w Korei Południowej, gdzie poprowadził swoją ekipę do ćwierćfinału turnieju. Wszystkie te składowe spowodowały, że decyzja w Salzburgu odnośnie jego przyszłości podjęła się sama.

Podobnie, jak dla wielu byłych i obecnych graczy przybywających do ekipy Die Bullen, występy na zapleczu austriackiej ekstraklasy miały kluczowe znaczenie również na rozwój Patsona. Pewność siebie złapana podczas występów w Liefering sprawiła, że w ciągu dwóch następnych lat Daka coraz śmielej pukał do drzwi seniorskiej drużyny Red Bulla, dostając coraz więcej szans. Jednak snajper nie do końca potrafił wykorzystać otrzymywany od menedżera czas. Pierwszą strzelbą austriackiej drużyny wciąż pozostawał Izraelczyk Munas Dabbur, obecny zawodnik niemieckiego Hoffenheim. Dabbur w dwóch kolejnych kampaniach (17/18, 18/19) trafiał do sieci rywali minimum 20 razy, więc też nie było za bardzo powodów, by wystawiać w jego miejscu naszego bohatera.

Wychodząc z cienia wielkiego Norwega

Latem 2019 roku problem Patsona rozwiązał się niejako sam. Główny rywal został wytransferowany do Sevilli za 15 milionów euro. Choć pół roku wcześniej do drużyny dołączył nie kto inny jak Erling Haaland, Daka nareszcie zaczął regularnie dostawać więcej minut. Jesse Marsch ustawiał zespół w formacji 4-4-2. Amerykanin w ataku, obok Norwega, wystawiał na zmianę Hee-chan Hwanga i właśnie Dakę. W pierwszej połowie sezonu nagłówki gazet bezsprzecznie należały do ​​obecnego snajpera Borussii – głównie z powodu jego niezwykłych wyczynów w Lidze Mistrzów.

Ale i Zambijczyk, przy tych wszystkich zachwytach pod adresem Haalanda, miał swój moment chwały. W spotkaniu Ligi Mistrzów z KRC Genk, dobijając z bliskiej odległości strzał Dominika Szoboszlaia, został pierwszym przedstawicielem swojego kraju, któremu udało się to zrobić w tych elitarnych rozgrywkach.

Już po sprzedaży Haalanda, to Daka skradł światła reflektorów. Po powrocie z przerwy zimowej w lutym Zambijczyk kontynuował swoją wyśmienitą dyspozycję. W 14 spotkaniach strzelił 10 bramek i dołożył 5 ostatnich podań. A warto podkreślić, że rzadko zdarzało się, by rozgrywał pełne 90 minut. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na to, że ekipa Marscha, tak jak w poprzednich latach, zdominowała rozgrywki w Austrii i została najbardziej płodną w sytuacje bramkowe drużyną w historii Bundesligi, te liczby pokazują, jak dobry był podczas tamtej kampanii Daka.

A to nie wszystko. W sumie kampanię 19/20 zakończył z 27 golami i 12 asystami w 45 występach we wszystkich rozgrywkach. Wynik iście znakomity. Jeśli dodamy do tego fakt, że w samej lidze miał najlepszy współczynnik gola na 90 minut (1.15), oddawał największą liczbę uderzeń na bramkę (2.34) i ustrzelił aż 3 hat-tricki, to mamy tu postać absolutnie przerastającą tę ligę.

Jeszcze jeden ostatni taniec

Latem napastnik miał twardy orzech do zgryzienia. Choć wzbudzał naprawdę spore zainteresowanie klubów z zagranicy, w obliczu odejścia z zespołu Hee-chana do Lipska, postawił na rozsądną opcję i pozostał na kolejny rok w klubie. Tym samym Daka w końcu został absolutnym numerem jeden na szpicy ekipy z Salzburga. W połączeniu z dalszym rozwojem oraz jeszcze bardziej skrojoną pod niego taktyką Marscha, dało to nieprawdopodobne efekty. Na tyle, że można by kwestionować, czy Daka nie miał większego wpływu na drużynę niż sam Haaland.

Mógł mieć nawet większy, bo Norweg pojawił się w klubie jak kometa. Ledwo przyszedł, a już go nie było. [Daka] Był jednym z najbardziej wpływowych zawodników Salzburga. Gdy robiłem statystykę o tym na 2-3 kolejki przed końcem sezonu, to był to wynik w okolicach 30 paru procent, a zarazem najwyższy w drużynie – mówi nam Mieszko Pugowski, prowadzący profil “Austriacka Piłka” na Twitterze.

Tegoroczny sezon już definitywnie pokazał, że w Austrii mieli do czynienia z zawodnikiem, który absolutnie przerastał ligę. Daka strzelił 27 bramek w 28 spotkaniach, ogólnie trafiając do sieci w 20 na 28 spotkań, w których brał udział. A trzeba przyznać, że mało które spotkanie zaliczył w pełnym wymiarze. Trafiał do sieci rywali średnio co 72 minuty, w dodatku ponownie 7-krotnie miał udział przy trafieniach swoich kolegów. Podążając śladami Haalanda i Keity, w pełni zasłużenie odebrał nagrodę dla zawodnika sezonu w austriackiej Bundeslidze, prowadząc ponownie Red Bull do podwójnej korony.

Dlatego tym razem, gdy skończyły się rozgrywki klubowe, nie było mowy o pozostaniu dalej w Salzburgu. Zainteresowanie napastnikiem przejawiał Manchester United, Chelsea, Arsenal czy AC Milan. Obserwował go też sam Jurgen Klopp. Ostatecznie najbardziej konkretne w rozmowach okazało się Leicester City, które za 22-latka zapłaciło drugiej stronie 23 miliony funtów. Brendan Rodgers długo wahał się między nim, a Odsonne Edouardem z Celitku, ale ostatecznie postawił na gracza Salzburga. Trzeba przyznać, że Zambijczyk fantastycznie wpisuje się w politykę ściągania młodych talentów realizowaną przez klub z King Power Stadium. Na przestrzeni ostatnich lat widzieliśmy jak choćby Youri Tielemens, James Justin czy Wesley Fofana stali się wyróżniającymi graczami na swoich pozycjach pod skrzydłami byłego opiekuna Liverpoolu.

Dlaczego Daka był aż tak pożądany?

Patson Daka idealnie pasuje do profilu napastnika, którego obecnie szuka wiele klubów. Posiada zestaw cech mogących dać swojej drużynie sporą przewagę nad przeciwnikiem, szczególnie w przypadku gry z kontrataku. Wybuchowa wręcz prędkość i bezwzględn precyzja przed bramką sprawiają, że jest koszmarem dla kryjących go obrońców. Jego inteligentne poruszanie się w obrębie strefy ataku w połączeniu z ofensywną taktyką Salzburga dawało piorunujące efekty.

Kolejną cechą, która wyróżnia młodego gracza, jest fakt, że kompletnie nie robi mu różnicy, którą nogą wykańcza sytuację. Z obu potrafi uderzyć równie mocno i równie skutecznie. To jednak nie wszystko. Mocnych stron jest zdecydowanie więcej. Jak podkreśla Pugowski, Daka jest niemalże produktem kompletnym.

Jest bardzo szybki i niesamowicie silny. Oprócz faktu, że jest obunożny, potrafi nieźle grać głową. W ten sposób strzelił 2 czy 3 bramki w samej końcówce sezonu. Daka nie za bardzo operuje futbolówką. Tyle że przy taktyce Jessiego Marscha nie miało to większego znaczenia, gdyż często grano na niego długie piłki za linie obrońców. Wyrywał się kryjącym go defensorom, przepychał się i wlatywał w pozostawione miejsce, na koniec posyłając piłkę obok bezradnego bramkarza. Dosyć dobrze odnajdywał się też przy stałych fragmentach gry, gdzie czy to z główki, czy nogą trafiał do sieci.

Trzeba przyznać, że Zambijczyk sporo ze swojej pracy wykonuje bez piłki. Uwielbia wykorzystywać swoją szybkość, tak aby dopadać do zagrań wypuszczanych niemalże w stratosferę. Swoim ruchem gubi defensorów. Jego znamiennym jest gdy bierze na plecy rywala, obraca się z nim, po czym odpycha go i wychodzi sam na sam z golkiperem. Uwielbia instynktownie wykańczać akcje po jednym lub dwóch dotknięciach futbolówki. Podobnie jak Haaland, jest też typem gracza, któremu niesamowicie zależy na zdobywaniu kolejnych trafień.

Nie jest aż takim golleadorem jak Norweg, nie strzela na zawołanie 3-4 bramek w spotkaniu, ale zdecydowanie jest to też świetny napastnik, który co mecz dokłada swoją cegiełkę. Nie strzela dużo, ale za to bardzo regularnie. Po sprzedaży wszystkich [Minamino, Haalanda, Szoboszlaia] dopiero teraz, obok Sekou Koity został główną strzelbą Salzburga i pokazał swój potencjał. Po prostu rozniósł Bundesligę.

Poradzi sobie z wymaganiami Premier League?

Daka nie ukrywał, że od dawna bardzo chciał zagrać w Premier League, podążając śladami wytyczonymi przez innych afrykańskich piłkarzy, Mohameda Salaha, Sadio Mane czy Pierre-Emericka Aubameyanga.

Świetnie się tu bawiłem, Salzburg stał się moim drugim domem. Zawsze chętnie będę tu wracał, ale Premier League jest moim wielkim marzeniem. Dlatego jadę do Anglii i przenoszę się do Leicester – powiedział po ogłoszeniu transferu.

Moim zdaniem Patson Daka ma odpowiedni zestaw cech i umiejętności, by udźwignąć ciężar związany z przejściem do angielskiej ekstraklasy. Wybiera klub niezwykle poukładany na wszystkich płaszczyznach. Leicester, nie dość, że słynie z umiejętności rozwijania takich młodych perełek jak on, ma bardzo stabilną sytuację. Mocny dział kreacji w postaci Maddisona, Barnesa czy Tielemensa sprawia, że o sytuacje bramkowe nie będzie musiał się martwić. Swoje szanse dostanie, bo drużyna zagra w Lidze Europy, gdzie na pewno będzie dochodzić do rotacji w składzie. A udowodnił już, że nie musi cały czas grać po 90 minut, by być wręcz bezczelnie skutecznym.

W dodatku trafia na trenera, który potrafi wyciągać z graczy to, co najlepsze. Idealnym przykładem tutaj jest Kelechi Iheanacho, który po prostu olśniewał w końcówce ubiegłych rozgrywek. W Lisach nie odczuje też aż takiej presji, przynajmniej na samym starcie kariery, jak byłoby to w przypadku transferu do któregoś z klubów z Topu. Pod swoje skrz