115. spotkanie najstarszej rywalizacji w futbolu zakończone bezbramkowym remisem. Mimo to Anglia ze Szkocją zagrała prawdopodobnie jedno z najlepszych i najbardziej zaciętych spotkań Euro 2020 do tej pory. The Tartan Army niezwykle wysoko postawiła poprzeczkę Anglików. Podopieczni Steve’a Clarka zostawili na boisku całe serducho, dzięki czemu mogliśmy oglądać niezwykle zacięte widowisko, w którym to zarówno Synowie Albionu, jak i The Tartan Army ocierały się o wiktorię. Ostatecznie obie ekipy dopisują do tabeli po jednym punkcie i zachowują szansę na wyjście z grupy.

Przed spotkaniem obaj selekcjonerzy dokonali kilku zmian. O ile wśród wyjściowej jedenastki reprezentacji Szkocji mogliśmy się tego spodziewać po porażce w potyczce z Czechami, o tyle w przypadku Synów Albionu była to mała niespodzianka. Od początku w drużynie Trzech Lwów Gareth Southagate odważnie postawił na zupełnie inną parę bocznych obrońców. Zamiast Kierana Trippiera i Kyle’a Walkera, od początku mecz rozpoczęli Luke Shaw i Reece James.

W przypadku The Tartan Army Steve Clarke zmienił sporo. Obawiając się siły ofensywnej przeciwników, 57-letni menedżer zdecydował się bardziej zabezpieczyć dostęp do bramki. Dlatego przesunął na środek defensywy Scotta McTominaya za Liama Coopera, a w środku pola pojawił się defensywnie usposobiony Callum McGregor. W dodatku do składu wskoczył kontuzjowany wcześniej Kieran Tierney. W środku pola Stuarta Armstronga zmienił młody Billy Gilmour, a w ataku obok Lyndona Dykesa wyszedł Che Adams.

Viaplay
Viaplay

Łatwa przeprawa Anglików? Nic z tych rzeczy

Szkocja bardzo energetycznie zaczęła spotkanie. Ekipa z północy Wysp od początku starała się wysoko doskakiwać do rywali, próbując jak najszybciej odzyskać posiadanie i przenieść grę długim podaniem na połowę gospodarzy. Dobre rozpoczęcie gry zwieńczone zostało sytuacją już dwie minuty po pierwszym gwizdku. Z lewej flanki płaską piłkę w pole karne posłał Andrew Roberston. Adresatem zagrania okazał się Che Adams, ale jego strzał został zablokowany przez dobrze ustawionego Johna Stonesa.

Mimo że to The Tartan Army lepiej weszli w spotkanie, to Anglia powinna jako pierwsza wyjść na prowadzenie. W 11 minucie podopieczni Southgate’a zawiązali składną akcję, zwieńczoną uderzeniem Masona Mounta, po którym piłka wyszła jeszcze na rzut rożny. Zawodnik The Blues posłał wysokie dośrodkowanie w pole karne, tam najwyżej wyskoczył Stones, ale piłkarz The Cityzens trafił z główki jedynie w obramowanie bramki Marshalla. Synowie Albionu ewidentnie włączyli drugi bieg, podchodzili wyższym pressingiem. co poskutkowało błędem McTominaya przy wyprowadzeniu piłki z szesnastki. Futbolówkę przejął Sterling, wjechał z nią w jedenastkę, zagrał do Mounta, ale ten tylko chybił.

Anglia robiła spore wrażenie swoją elastycznością ustawienia, objawiającą się częstą wymiennością pozycji. Świetną robotę wykonywał także Harry Kane, który cofał się w głąb boiska i brał na siebie ciężar rozgrywania akcji. Szkocja głównie szukała sobie okazji poprzez wymuszanie fauli w środkowej tercji boiska, w wyniku czego otrzymywali sporo okazji do dośrodkowania w pole karne rywali. Po jednym z nich w 23 minucie z dystansu, choć bardzo niecelnie, strzelał Tierney.

W 30 minucie fantastyczną akcję przeprowadzili piłkarze Clarka. Z lewej strony dwójkową akcję przeprowadzili Robertson z Tierney. Drugi z nich posłał wysoką piłkę w pole karne Synów Albionu, tam dopadł do niej O’Donnell. Szkot oddał znakomite uderzenie z woleja, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się Pickford. Kilka minut po tym zdarzeniu, ciasteczko w jedenastkę Szkotów posłał do Sterlinga Mount, ale skrzydłowy nie poradził sobie z odpowiednim przyjęciem piłki.

Pod koniec pierwszej połowy tempo nieco osłabło. Anglia głównie utrzymywała się piłce, jednak nie miała większego pomysłu na przełamanie dobrze zorganizowanych szkockich zasiek. Ostatecznie na przerwę obie ekipy schodziły przy bezbramkowym remisie. Trzeba jednak przyznać, że reprezentacja z północnej części Wysp naprawdę wysoko zawiesiła poprzeczkę faworyzowanym przeciwnikom.

Atak w jedną i w drugą stronę

Drugą połowę z wysokiego C zaczęła Anglia. Już na samym początku w jedenastkę rywali wpadł Luke Sahw, zagrał piłke w stronę Kane’a. Ta jednak została wybita na rzut różny. Za chwilę groźny strzał z dystansu oddał Mount, zmuszając Marshalla do niełatwej interwencji. W 54 minucie po ataku pozycyjnym podopiecznych Southgate’a, z lewej strony snajper Spurs wyłożył na 16. metrze piłkę Reece’owi Jamesowi, ale ten strzelił nad poprzeczką. Kilka chwil później reprezentacja Trzech Lwów nadziała się na bardzo niebezpieczną kontrę. The Tartan Army szybko przedostali się na połowę rywali, ale fatalną decyzję podjął Lyndon Dykes. Zawodnik QPR, zamiast wyłożyć piłkę wbiegającemu na pełnym gazie w pole karne Robertsonowi, oddał strzał wśród wianuszka obrońców i został zablokowany.

W 60 minucie dośrodkowanie z rzutu różnego w jedenastkę Anglii posłał Robertson, z główki uderzył Dykes, ale lecącą do bramki piłkę wybił James. Szukając sposobu na przełamanie świetnie zorganizowanego przeciwnika, Gareth Southgate wprowadził na boisko Jacka Grealisha, a także Marcusa Rashforda. Piłkarz Aston Villi kilka minut po pojawieniu się na placu gry przedarł się pod bramkę Szkotów. Tyle że próbując oddać piłkę na 16 metr do lepiej ustawionych kolegów, podarował ją rywalom.

Akcje szły od jednego pola karnego do drugiego. W 76 minucie po dobrej akcji Shaw wpadł w pole karne, ale znów kolejny strzał okazał się niecelny. Za chwilę świetną sytuację miał Che Adams, który otrzymał podanie przed bramką, ale pomylił się z ostrego kąta. To znów w polu karnym Szkotów doszło do starcia Robertsona ze Sterlingiem. Jak pokazywały powtórki, Anglik został zahaczony i sędzia powinien w tej sytuacji wskazać na wapno. Nic takiego jednak nie miało miejsca.

W końcowych fragmentach meczu Szkoci grali z nie lada poświęceniem. Walczyli dosłownie o każdą piłkę, o każdy centymetr boiska. Czarną robotę w środku wykonywał McGinn, który nie raz dawał się sfaulować rywalom. A kiedy udało im się odzyskać na dłużej, to starali się jeszcze zaatakować. W doliczonym czasie gry doszło do ogromnego zamieszania w polu karnym podopiecznych Clarka, ale ostatecznie to niezwykle obfitujące w emocje spotkanie zakończyło się bez bramek. Można powiedzieć, że trochę szkoda, że po takim meczu obie ekipy dopiszą zaledwie jedno oczko.

Anglia 0:0 Szkocja

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie