Powoli opadają emocje po sobotnim finale Ligi Mistrzów. Pep Guardiola i jego Manchester City w swoim pierwszym występie na tym etapie rozgrywek musieli pogodzić się z porażką – tak samo jak każdy inny debiutant w finale w XXI wieku. Chelsea zasłużyła na to zwycięstwo, bo w Porto była zwyczajnie zespołem lepszym. The Citizens zagrali poniżej oczekiwań, a żaden z liderów nie był w stanie wejść na najwyższy poziom. W takich przypadkach zawsze pojawia się jedno pytanie: czy można przyczepić się do wyborów Katalończyka?

Oczywiście, że można. Po porażce zawsze w jakimś stopniu pojawia się krytyka w stronę trenera i od tego nie uciekniemy. Tym bardziej, kiedy w dość dziwny sposób zmienia on jakiś element taktyki na najważniejszy mecz sezonu.

Guardiola znowu zaskoczył

Przed finałem były dwie główne niewiadome dotyczące pierwszego składu Obywateli. Zinchenko czy Cancelo na lewej obronie, a także Fernandinho bądź Rodri na pozycji defensywnego pomocnika.

Viaplay
Viaplay

W przypadku lewej strony defensywy Guardiola dokonał wyboru, którego spodziewała się większość z nas. Cancelo zaliczył w ostatnim czasie kilka gorszych występów i nie był pewnym punktem zespołu. Obejrzał czerwoną kartkę w starciu z Brighton, nie zagrał w rewanżu z PSG i także finał musiał oglądać z wysokości ławki.

W środku pola Pep zaskoczył jednak całkowicie. Nie zdecydował się ani na Fernandinho, ani na Rodriego, lecz na pozycji numer 6 zobaczyliśmy Ilkaya Gündogana. Wcześniej Manchester City tylko raz w tym sezonie zagrał bez żadnego ze wspomnianej dwójki.

Co miało na celu postawienie Gündogana jako defensywnego pomocnika? Przede wszystkim trzeba pamiętać, że Niemiec wiele razy grywał już na tej pozycji. Zanim przerodził się w bramkostrzelną „ósemkę”, którą znamy z tego sezonu, grywał bardziej cofnięty. Najlepszy strzelec Obywateli z tego sezonu zagrał w tej roli wiele spotkań już w Anglii (m.in. na wiosnę sezonu 18/19), ale także przed pojawieniem się w Manchesterze.

City nie zagrało więc bez defensywnego pomocnika, jak sugeruje wielu ekspertów i internautów. City zagrało po prostu z Gündoganem w roli defensywnego pomocnika.

Co Guardiola chciał osiągnąć stosując taki manewr? Na pomeczowej konferencji menedżer Obywateli przyznał, że Gündogan szybciej operuje z piłką przy nodze i potrafi znajdować niewielkie przestrzenie.

Gündogan grał wiele lat na tej pozycji, ma szybkość z piłką, znajduje partnerów w małych przestrzeniach, świetnych zawodników pomiędzy liniami i z tego wynikała ta decyzja – tłumaczył Pep.

Niewypał w ofensywie

Z jednej strony, łatwo kwestionuje się decyzje trenera po fakcie, siedząc w domu przed telewizorem. Z drugiej, czy rzeczywiście ustawienie Gündogana na „szóstce” dało City jakieś wymierne korzyści w ofensywie? Niestety, ale nie.

Znalazło się miejsce w składzie dla jeszcze jednego ofensywnego zawodnika i padło na Sterlinga. Skłamałbym, gdybym napisał, że byłem zaskoczony kolejnym słabym występem reprezentanta Anglii. Skrzydłowy był jednym z najgorszych zawodników City na wiosnę i jego występ w finale nic nie zmienił w tej kwestii. Zarówno Sterling na lewej, jak i Mahrez na prawej stronie grali bardzo szeroko. Nie było to typowe dla City, co więcej obaj wygranych pojedynków zaliczyli niezwykle mało.

Mahrez był kluczową postacią City w półfinałach z PSG, ale w finale zupełnie nie był sobą. Wyglądał nieśmiało, brakowało mu tej charakterystycznej przebojowości i odwagi w dryblingu. Wrzucenie Sterlinga na lewą stronę poskutkowało też przesunięciem do środka Fodena. Wychowanek The Citizens w ostatnich miesiącach najwcześniej grał właśnie na lewym skrzydle i spisywał się tam fenomenalnie.

Gdybym miał wybrać najlepszego zawodnika City w ofensywie, to na siłę wskazałbym na Fodena. Po zejściu De Bruyne to właśnie on najczęściej starał się budować ataki, ale defensywa Chelsea była tego dnia niezwykle pewna. Występ do zapomnienia zaliczył Bernardo, nawet De Bruyne nie pokazał w sobotni wieczór nic wielkiego. Oczywiście w końcówce meczu niesamowicie brakowało Belga na boisku, ale nie zmienia to faktu, że nie był to KDB w najlepszej odsłonie.

Gündogan nie był problemem

Czy Manchester City był bardziej narażony na kontrataki z powodu braku na boisku Fernandinho bądź Rodriego? Nie, ponieważ to nie środkiem pola The Blues stwarzali największe zagrożenie. Mecz rozgrywał się przede wszystkim na skrzydłach, czyli tam, gdzie defensywa City jest najbardziej podatna na błędy. To właśnie dzięki przewadze pod liniami bocznymi Chelsea wygrała ten mecz.

Obecność Gündogana na pozycji numer 6 bądź też jej brak nic by w tej kwestii nie zmieniła. Jedyną kontrę z prawdziwego zdarzenia podopieczni Tuchela przeprowadzili środkiem pola dopiero w drugiej połowie, gdy kapitalną okazję zmarnował Pulisic. Wtedy na boisku był już Fernandinho.

Chelsea była w finale fenomenalna w defensywie. Obserwowanie gry obronnej zespołu ze Stamford Bridge to czysta przyjemność i uczta dla oczu. Najlepiej świadczy o tym, że ich rywale oddali w tym meczu zaledwie jeden celny strzał. W 8. minucie meczu! Fantastycznie spisali się chociażby wahadłowi – James i Chilwell, którzy nie pozwolili rozwinąć skrzydeł Sterlingowi i Mahrezowi.

Niestety dla kibiców Manchesteru City, Obywatele nie wygrali tego meczu środkiem pola, mimo obecności tak wielu klasowych graczy w tej strefie boiska. Czy inaczej by to wyglądało, gdyby Gündogan grał w klasycznym dla siebie ustawieniu, a tyłu zabezpieczał Fernandinho? Niewykluczone.

Guardiola – kombinator z natury

Pep Guardiola jest jednak w tym miejscu, w którym jest, nie dlatego, że zawsze podejmował oczywiste decyzje. Wiele osób zarzuca Katalończykowi, że po raz kolejny przekombinował ze składem, ale ja nie szedłbym tak daleko.

Na pewno nie można bez komentarza zostawić faktu, że za każdym razem gdy City w ostatnich latach odpadało z LM, Guardiola robił różne roszady taktyczne, które nie kończyły się dobrze. Tak było w meczu z Liverpoolem w sezonie 17/18, gdy Gündogan zaczął na Anfield jako skrzydłowy. Rok później na Tottenham Hotspur Stadium City zagrało bardzo defensywnie, co okazało się zgubne w ostatecznym rozrachunku.

I wreszcie tragiczny mecz z Lyonem i ustawienie 3-4-3 z jedynie 3 ofensywnymi zawodnikami. Wtedy w Lizbonie było ustawienie skrajnie defensywne, w sobotę w Porto skrajnie ofensywne. Niestety efekt w obu przypadkach nie był zadowalający.

Nie można jednak tylko i wyłącznie decyzjami trenera tłumaczyć tego, że piłkarze nie byli wczoraj w stanie wejść na najwyższy poziom. Zmiany Guardioli na pojedynek z Chelsea nie były tak radykalne, jak chociażby przed rokiem na Lyon. Jedna roszada w środku pola nie powinna aż tak negatywnie zadziałać na wszystkich graczy w ofensywie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wielu zawodników w błękitnych koszulkach zwyczajnie nie udźwignęło wagi tego starcia.

tekście przed meczem pisałem, że kluczem do sukcesu City będzie konsekwencja i cierpliwość w grze. Niestety wczoraj nie było ani jednego, ani drugiego. Od momentu zejścia z boiska De Bruyne, City podejmowało chaotyczne próby ataków. Za szybko chcieli przetransportować piłkę pod bramkę rywala, często rozpaczliwymi wrzutkami, które nie znajdowały adresatów. Efekt odwrotny od zamierzonego.

Za sobotni mecz należą się zwyczajnie ogromne gratulacje dla piłkarzy Chelsea. Byli tego dnia lepsi i na to trofeum sobie zasłużyli. Guardiola i jego podopieczni po raz kolejny zebrali ogromne doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości. Oni wrócą, nie martwcie się. Przeczucie podpowiada mi, że już za rok.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie