To były szalone rozgrywki. Intensywne, w dużej części rozgrywane przy pustych trybunach, obfite w zaskoczenia, dramaturgię i kontrowersje. Co będziemy z nich wspominać? Wybraliśmy 10 najbardziej pamiętnych momentów, jakie przyniosła nam kampania 2020/21 w Premier League.

To już koniec sezonu klubowego, teraz czekamy na Euro. Postanowiliśmy jednak wrócić jeszcze do tego, co działo się w angielskiej ekstraklasie. Wspominamy chwile, które najbardziej zapadły nam w pamięci. Wszyscy bowiem nie mogliśmy uwierzyć, gdy Manchester United i Liverpool tego samego dnia przegrywały pięcioma bramkami. Wszyscy trzymaliśmy kciuki za Raula Jimeneza, gdy odniósł poważną kontuzję w starciu z Arsenalem. Każdy z nas łapał się również za głowę, gdy Alisson w dramatycznych okolicznościach dawał Liverpoolowi wygraną w starciu z West Bromem… Pora przypomnieć te miłe, sensacyjne i gorsze momenty, które będą wspominane jeszcze długo.

Za co wy zapamiętacie rozgrywki 2020/21 w Premier League? Zgadzacie się z naszymi wyborami?

26 września 2020: Manchester United dostaje karnego… po końcowym gwizdku

Sezon 2020/21 na murawach Premier League zaczął się od kilku interesujących decyzji po konsultacjach z VAR-em, dotyczących zagrań ręką. Doprowadziły one do zmian wytycznych dla sędziów na temat takich sytuacji. Ta ze spotkania Brighton – Manchester United wydawała się dosyć klarowna, ale okoliczności były wyjątkowe.

Ostatnie sekundy meczu, mamy wynik 2:2. Czerwone Diabły wrzucają piłkę z rzutu rożnego, ale strzał Harry’ego Maguire’a zostaje wybity z linii bramkowej, a sędzia Chris Kavanagh kończy spotkanie. Oficjalna strona ligi przesyła powiadomienie o końcowym, remisowym wyniku, a tymczasem… arbiter dostaje informację na słuchawkę. Przy uderzeniu stopera United futbolówka trafiła w rękę Neala Maupaya. Szybkie spojrzenie na monitor i… mamy karnego. Pomimo tego, że końcowy gwizdek już wybrzmiał! Bruno Fernandes się nie pomylił, goście wygrali. Wszyscy jednak dobrze wiemy, jakiej reakcji mogliśmy się spodziewać.




„Jak tak można?” – pytali wściekli oponenci wideoweryfikacji. Oczywiście pojawiały się też klasyczne komentarze typu: „Gdzie United nie może, tam sędzia pomoże”. Z tym, że sytuacja została rozwiązana prawidłowo.

Przewinienie miało miejsce jeszcze zanim gra została zakończona, a werdykt sędziego był zwyczajnie słuszny. Chociaż taki scenariusz może wydawać się absurdalny i jest zupełnie nietypowy, istnieją niewielkie szanse, że się zdarzy. I właśnie takie zajście widzieliśmy na The Amex.

4 października 2020: Piątka w plecy dla United i Liverpoolu

Jeśli znalazł się jakiś szaleniec, który tamtego dnia trafił u buka wyniki meczów Manchesteru United i Liverpoolu, to do końca życia nie musi kiwnąć palcem. Czerwone Diabły przegrały na Old Trafford 1:6 z Tottenhamem i wydawało się, że to o tym meczu będzie mówiła cała Anglia. Kilka godzin później Liverpool zaliczył na Villa Park blamaż 2:7. To były mecze-anomalie, absolutne sensacje. Dwie wielkie marki, dwa zespoły, które ostatecznie zajęły miejsca na podium Premier League, tego samego dnia zaliczyły pięciobramkowe porażki.

United szybko objęło prowadzenie po rzucie karnym Bruno Fernandesa, lecz potem Koguty zaczęły strzelaninę. Son, Kane i spółka bezlitośnie wykorzystywali zbyt wysokie ustawienie defensywy rywali. W dodatku Anthony Martial dostał czerwoną kartę za uderzenie Erika Lameli. Z perspektywy gospodarzy wszystko się kompletnie posypało. No i oczywiście zabłysnąć musiał Jose Mourinho. W poprzednich rozgrywkach to Ole Gunnar Solskjær poklepał go po głowie niczym uczniaka. Tym razem Portugalczyk robił to samo Norwegowi, przy okazji kierując wymowne spojrzenie w kierunku kamery. Kampania potoczyła się jednak zupełnie inaczej dla obu z nich.

Broniąca mistrzostwa kraju ekipa Kloppa zrobiła bardzo podobne błędy. Przeciwnicy wykorzystywali roztargnienie i indywidualne błędy defensywy i zastępującego w bramce Alissona – Adriana. Pomogło im też kilka szczęśliwych rykoszetów, lecz nie można przeczyć temu, że Villa zagrała świetne zawody. Hattrick Olliego Watkinsa, koncert Jacka Grealisha… podopieczni Deana Smitha naprawdę świetnie rozpoczęli sezon i to był zdecydowanie ich najlepszy mecz.




17 października 2020: Kontuzja Virgila van Dijka

Fani Liverpoolu oczywiście z niecierpliwością czekali na pierwsze w sezonie Derby Merseyside. To miała być okazja do zmazania plamy po fatalnej przegranej z Aston Villą. Niestety, ich ukochanemu zespołowi nie udało się wygrać. Skończyło się remisem 2:2. Dodatkowo w trakcie spotkania niekwestionowany lider defensywy The Reds, Virgil van Dijk, doznał poważnego urazu więzadeł. W rezultacie Holender niestety przedwcześnie zakończył kampanię. Stracił również możliwość wyjazdu na Mistrzostwa Europy.

Defensor ruszył do piłki bitej z rzutu wolnego, nie zdołał jej zagrać, lecz wpadł w niego Jordan Pickford. Środkowy obrońca musiał opuścić boisko, a golkiper The Toffees nie poniósł żadnych konsekwencji zdarzenia. To wywołało gorące dyskusje. Część sympatyków zespołu z Anfield domagała się kary dla reprezentanta Anglii.

Ta kontuzja to z pewnością jeden z kluczowych momentów zakończonych właśnie rozgrywek. Liverpool bez van Dijka był w stanie osiągać niezłe wyniki, lecz w końcu wypadli również Joe Gomez oraz Joël Matip. W efekcie Jürgen Klopp musiał dokonać zimą dwóch awaryjnych transferów, pozyskując Ozana Kabaka i Bena Daviesa, a do końca sezonu w środku obrony korzystał z rozwiązań awaryjnych. Gdyby nie uraz Holendra? Kto wie, może Manchester City miałby zdecydowanie większe problemy ze zdobyciem tytułu…

18 października 2020: Niesamowity comeback West Hamu

Zaledwie dzień później mogliśmy zobaczyć jeden z najbardziej niesamowitych comebacków w historii Premier League. Tottenham świetnie zaczął domowe spotkanie z West Hamem. Heung-min Son pokonał Łukasza Fabiańskiego już w pierwszej minucie. Kwadrans później było już 3:0. Wydawało się, że mają spotkanie pod pełną kontrolą, bo taki wynik utrzymał się aż do 82. minuty. Co więcej, wprowadzony z ławki Gareth Bale miał świetną okazję, by zamknąć mecz.

W końcu jednak gola strzelił Fabian Balbuena, następnie chwilę później samobójcze trafienie zaliczył Davinson Sanchez. Podopieczni Jose Mourinho zostali przyparci do muru. Bronili się wszystkimi siłami. Aż wreszcie, w ostatniej akcji, nieodpowiedzialnie zagrana przez Harry’ego Winksa piłka trafiła pod nogi Manuela Lanziniego. A ten, bez zastanowienia, uderzył i posłał ja w samo okienko bramki Hugo Llorisa!




Takiego powrotu te rozgrywki jeszcze nigdy nie widziały. Od 0:3 w 82. minucie do 3:3. Podopieczni Davida Moyesa zrobili coś absolutnie niebywałego. Zresztą cały sezon 2020/21 był dla nich udany – w końcu, wbrew wszelkim oczekiwaniom – zakwalifikowali się do Ligi Europy!

29 listopada 2020: Koszmarny uraz Raula Jimeneza

W 15. minucie spotkania Arsenalu z Wolverhampton Wanderers stanęły serca wszystkich kibiców. David Luiz i Raul Jimenez wyskoczyli do piłki wrzuconej przez Williana z rzutu rożnego. Doszło do kolizji głowami, której dźwięk był słyszalny podczas transmisji. Gra została natychmiast wstrzymana, na murawę wpadły sztaby medyczne obu zespołów. Brazylijczyka udało się podnieść. Napastnik Wolves wciąż jednak pozostawał na murawie.




Zakrwawionemu Meksykaninowi podano tlen, otoczyli go specjaliści, starający się pomóc. Po ponad 10 minutach został zwieziony z boiska karetką. Okazało się, że ma pękniętą czaszkę. Przez pewien czas pod znakiem zapytania stała nawet możliwość kontynuowania kariery. Wszyscy bowiem dobrze pamiętali, co stało się z Ryanem Masonem. Na całe szczęście obawy okazały się przedwczesne. Jimenez powoli wraca do treningów z zespołem. Jakiś czas temu pojawił się również na zgrupowaniu reprezentacji Meksyku, gdzie brał udział w lekkich ćwiczeniach wraz z kolegami. Wydaje się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, a my trzymamy kciuki, by zobaczyć go ponownie na murawach angielskiej ekstraklasy.

Ogromne dyskusje wywołała też decyzja Mikela Artety, by zostawić obandażowanego Luiza na boisku aż do przerwy. Widać było bowiem, że Brazylijczyk ewidentnie wygląda nieswojo. Ostatecznie obrońca pauzował przez dwa tygodnie.

Absencja najlepszej strzelby poważnie skomplikowała sezon 2020/21 dla Wolverhampton, męczącego się do końca rozgrywek Premier League. W pierwszych sześciu kolejkach wygrali trzy razy. Gdy eks-zawodnik Benfiki wypadł, w kolejnych 32 zaliczyli zaledwie osiem zwycięstw. Luki nie pomógł zapełnić nawet transfer Williana Jose. Można zaryzykować stwierdzenie, że fatalna kontuzja 30-latka miała ogromny wpływ na pożegnanie z Nuno Espirito Santo.

26 stycznia 2021: Thomas Tuchel zastępuje Franka Lamparda

Informacje o pożegnaniu Lamparda spadły jak grom z jasnego nieba. Roman Abramowicz postanowił zwolnić go po serii słabszych meczów, gdy The Blues wypadli z czołowej czwórki. Miesiąc wcześniej Thomas Tuchel stracił posadę w Paryżu. Rosjanin wykorzystał więc szansę, by zakontraktować niemieckiego szkoleniowca.

Ostatecznie londyńczycy wskoczyli do Top Four i sięgnęli po Ligę Mistrzów. Decyzja pod względem sportowym się więc obroniła. Jeśli jednak chodzi o odczucia kibiców, należy przyznać, że niesmak po samym pożegnaniu z Anglikiem pozostał. Część z nich wciąż pewnie odczuwa, że młodego menedżera pożegnano zbyt szybko.

Lampard w poprzednich rozgrywkach, w bardzo trudnych warunkach zdołał wywalczyć awans do Champions League. Z drugiej strony, miał najgorszy bilans, jeśli chodzi o menedżerów Chelsea w erze Abramowicza. Niestety, piłka nożna to bezlitosny biznes. Niedawno pojawiły się plotki, że może wrócić na karuzelę trenerską, przejmując stery Crystal Palace.

A skoro Tuchel wynagrodził zaufanie najbardziej prestiżowym trofeum w Europie, to chyba nie można na nic narzekać. Może i Romek jest bardzo brutalny, jeśli chodzi o decyzje, dotyczące trenerów. Tym razem jednak miał nosa.

2 lutego 2021: Southampton znowu przegrywa 0:9

Wisława Szymborska pisała, że „nic dwa razy się nie zdarza”. Piłkarze Southamtpon z pewnością woleliby, żeby wielka polska poetka miała rację. Ale nie miała. Święci w ciągu dwóch sezonów dwukrotnie wyrównali rekord, jeśli chodzi o najwyższą porażkę w Premier League. Najpierw dostali dziewięć bramek od Leicester, potem od Manchesteru United.

Oczywiście, należy przyznać, że spotkanie z Czerwonymi Diabłami rozpoczęło się dla nich katastrofalnie, bo już w drugiej minucie z boiska wyleciał Alex Jankewitz, lecz podopieczni Ralpha Hasenhüttla wyglądali na kompletnie bezradnych. Rywale bezwzględnie to wykorzystali.

Na dodatek polskich kibiców mogło martwić wyrzucenie z boiska Jana Bednarka – choć decyzja Mike’a Deana wywołała ogromne kontrowersje i w końcu została odwołana. W rezultacie osłabieni goście stracili od 87. minuty aż trzy gole. Southampton kompletnie się posypało i zakończyło sezon 2020/21 w Premier League w fatalnym stylu. Od 22. kolejki gorzej punktowało tylko Fulham.

United z kolei wyrównało nie tylko rekord najwyższej wygranej, ale również pobiło najlepszy wynik, jeśli chodzi o liczbę strzelców bramek w meczu. Mieliśmy ich aż ośmiu, licząc samobója Bednarka. Jedynym graczem, który trafił do siatki dwa razy, był Anthony Martial.

19 kwietnia 2021: Koniec Jose Mourinho?

Po świetnym starcie Tottenhamu i kilku efektownych wygranych wydawało się, że powrócił wielki Jose Mourinho. Tradycyjnie mówi się, że drużyny Portugalczyka osiągają szczyt swoich możliwości w jego drugim sezonie. Wszystko układało się w logiczną całość. Harry Kane i Heung-min Son spisywali się fenomenalnie, lecz z czasem drużyna zaczęła tracić impet.

W kwietniu londyńczycy znajdowali się już poza miejscami gwarantującymi awans do europejskich pucharów. Daniel Levy stracił cierpliwość i postanowił pożegnać utytułowanego menedżera. Należy chyba powiedzieć, że 17 miesięcy spędzonych na Tottenham Hotspur Stadium to jedna z jego największych porażek w karierze. Wystarczy tylko powiedzieć, że Koguty tak rzadko, jak pod jego wodzą, nie wygrywały w lidze od czasów Juande Ramosa.

Bilans ostatnich menedżerów Tottenhamu w Premier League

Ani jednego trofeum, w dodatku nie udało mu się utrzymać stanowiska nawet przez jeden pełny sezon. Czy to gwóźdź do trumny, jeśli chodzi o The Special One w Premier League? Bardzo możliwe. Wciąż nie wiemy, kto obejmie stery Spurs w następnym sezonie. Mówi się o Mauricio Pochettino czy Roberto Martinezie, ale konkretów brak. Najmłodszy menedżer w historii ligi, 29-letni Ryan Mason, to bowiem tylko rozwiązanie tymczasowe.

16 maja 2021: Gol Alissona z West Bromwich Albion

Bramkarz strzelający zwycięskiego gola doliczonym czasie gry? Czegoś takiego w historii angielskiej ekstraklasy jeszcze nie grali! Liverpool walczył o dogonienie czołowej czwórki i awans do Ligi Mistrzów po fatalnym środku rozgrywek. Jeszcze pod koniec marca 19-krotni mistrzowie kraju plasowali się bowiem na ósmej lokacie.

Zaczęło się jednak źle, bo od trafienia Hala Robsona-Kanu. Jeszcze przed przerwą wyrównał Mohamed Salah, lecz The Reds nie mogli znaleźć sposobu na powtórne pokonanie Sama Johnstone’a. Remis ze spadkowiczem znacznie utrudniał ich sytuację. Tutaj satysfakcjonujące mogły być tylko trzy oczka.

Dlatego, gdy abdykujący mistrzowie kraju dostali rzut rożny w 95. minucie spotkania, w pole karne rywali powędrował również ich brazylijski golkiper. Trent Alexander-Arnold dośrodkował na jego głowę, a ten świetnie uderzył głową, trafiając w szalonych okolicznościach. Dwa dodatkowe punkty dały poważnego kopa i chociaż patrząc na końcowy układ tabeli, nie okazały się one kluczowe dla finiszu w Top Four, to gola Alissona i tak wypada uznać za najważniejsze w tej kampanii Liverpoolu. To właśnie to trafienie dało im niesamowitego kopa, potrzebnego, by zakończyli sezon 2020/21 w czołowej czwórce Premier League i zakwalifikowali się do Champions League.

Co więcej, był to też niesamowicie emocjonalny moment dla ich bohatera, który zaliczył bardzo trudną kampanię, naznaczoną problemami zdrowotnymi i osobistą tragedią. W lutym stracił bowiem ojca. To jemu zadedykował bramkę.

23 maja 2021: Pożegnanie Sergio Agüero

W takich momentach chyba każdy kibic angielskiej piłki musi czuć kłucie w sercu. Niekwestionowana legenda Manchesteru City, najskuteczniejszy zawodnik w historii klubu, jeden z najlepszych napastników XXI wieku w Premier League, Sergio Agüero, opuszcza drużynę Obywateli. Bez cienia przesady można nazwać to końcem pewnej epoki.

Argentyńczyk co prawda w tych rozgrywkach miał ogromne problemy zdrowotne, przez co na pewno nie może uznać zakończonej właśnie kampanii za udaną z indywidualnego punktu widzenia. Jeśli jednak chodzi o osiągnięcia zespołu – nie ma na co narzekać. Odchodzi z kolejnym mistrzostwem kraju i kolejnym zwycięstwem w Pucharze Ligi. Niestety, nie udało mu się jednak dotrzymać słowa danego kilka lat temu. Powiedział, że nie opuści Etihad, dopóki nie sięgnie po Ligę Mistrzów. W finałowym meczu The Citizens jednak musieli uznać wyższość Chelsea.

Jeśli jednak chodzi o okoliczności pożegnania z angielską ekstraklasą, to były one znakomite. Zdążył wrócić po kontuzji na ostatnią kolejkę, wszedł z ławki podczas starcia z Evertonem i wbił mu dwie bramki. Tym samym wyrównał, a następnie pobił ligowy rekord Wayne’a Rooneya, dotyczący liczby goli strzelonych dla jednego klubu, trafiając 183. i 184. raz. No i przede wszystkim na trybunach stadionu The Citizens zasiedli uwielbiający go kibice. Dostał więc prawdziwe pożegnanie. Może nie przy pełnych trybunach, ale na lepsze w obecnej sytuacji nie mógł liczyć!