Po dwóch tygodniach przerwy wróciła Liga Mistrzów! Chelsea po raz pierwszy w historii tych rozgrywek mierzyła się z Realem Madryt. The Blues ostatni raz zagrali w półfinale 7 lat temu i starcie w stolicy Hiszpanii zapowiadało się naprawdę ciekawie. Thomas Tuchel jeszcze nigdy w swojej karierze trenerskiej nie przegrał z Królewskimi i po 90 minutach na Estadio Alfredo Di Stéfano, to zdanie jest cały czas prawdziwe!

Sporo kibiców i ekspertów miała duże obawy co do tego, czy ten mecz to nie będą piłkarskie szachy, jakie często obserwujemy w kluczowych starciach na tym poziomie. Prognozowano, że żadna z ekip nie będzie chciała za wszelką cenę się otworzyć i ruszyć do ataku. Na szczęście wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego, można było wszystkie te przewidywania wyrzucić do kosza.

Ofensywny start Chelsea

Chelsea rozpoczęła ten mecz bez żadnych kalkulacji i to się opłaciło. The Blues całkowicie dominowali w pierwszych minutach i po pierwszym kwadransie kibice Realu mogli przecierać oczy ze zdumienia. Już w 9. minucie fantastyczną okazję na zdobycie gola miał Timo Werner. Po koronkowej akcji piłkarzy Chelsea, Niemiec znalazł się zupełnie niepilnowany na 5. metrze przed bramką Realu, ale jego strzał w świetny sposób obronił Thibaut Courtois. 

Viaplay
Viaplay

Jednak parę minut później piłka wpadła już do siatki Belga i podopieczni Thomasa Tuchela mieli upragnione prowadzenie. Christian Pulisic dostał długie podanie za linię obrony od Antonio Rüdigera i uciekł defensywie rywali. Amerykanin zatrzymał się w polu karnym, poczekał na wyjście Courtois, położył bramkarza rywali na ziemię i wpakował piłkę do bramki pomiędzy stojącymi w niej stoperami. 

Chelsea miała kolejne okazje, ale kwadrans później to Real wyrównał stan rywalizacji. Swój geniusz po raz kolejny w rozgrywkach Ligi Mistrzów zaprezentował Karim Benzema. Po krótkim rozegraniu stałego fragmentu gry i dośrodkowaniu w pole karne, Éder Militão zgrał piłkę na wprost bramki, a tam w niesamowitym gąszczu najlepiej poradził sobie snajper Realu. Benzema opanował piłkę przyjęciem na głowę i huknął z woleja nie do obrony. 

Piłkarze schodzili na przerwę przy wyniku 1:1, ale biorąc pod uwagę przebieg całej pierwszej połowy, mogliśmy postawić wyraźnego plusa przy ekipie z Londynu. W zespole Realu brakowało chociażby nieprzewidywalności Viniciusa, który dzisiaj zupełnie przeszedł obok meczu. Warto podkreślić, że na Estadio Alfredo Di Stéfano padał rzęsisty deszcz i warunki do gry w piłkę były dość trudne.

Bezbarwna druga połowa

W drugiej połowie niestety sprawdziły się pesymistyczne przewidywania co do przebiegu tego meczu sprzed pierwszego gwizdka sędziego. Po powrocie z szatni piłkarze obu zespołów wyraźnie spuścili z tonu, przez co mecz stracił na intensywności. Zarówno gospodarze, jak i goście mieli jeszcze kilka dobrych okazji na zdobycie zwycięskiego gola, ale rezultat nie uległ już zmianie.

Zinedine Zidane wprowadził na boisko m.in. Edena Hazarda, ale były piłkarz Chelsea przez 24 minuty nie wyróżnił się niczym ciekawym. Potrójną zmianę w połowie drugiej części gry zrobił także Thomas Tuchel, ale ani wejście Hakima Ziyecha, ani Kaia Havertza nie odmieniło gry ofensywnej zespołu.

Chelsea wraca do Londynu z remisem 1:1 wywalczonym na bardzo ciężkim terenie. Kibice The Blues mogą optymistycznie podchodzić do rewanżowego starcia, bo ich ulubieńcy zaprezentowali się dzisiaj naprawdę przyzwoicie. Sprawa awansu do wielkiego finału rozstrzygnie się za 8 dni na Stamford Bridge!

Przypominamy, że już jutro w Paryżu pierwszy akt pojedynku Manchesteru City z PSG!

Real Madryt 1:1 Chelsea

14′ Christian Pulisic (asysta Antonio Rüdiger)

29′ Karim Benzema (asysta Éder Militão)

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie