8 kolejek Premier League. Finał Carabao Cup. Półfinał i finał FA Cup. 5 meczów Ligi Mistrzów. To maksimum, jakie dostaniemy jeszcze od Sergio Agüero w Manchesterze City. Jeśli jego ostatnie spotkanie będzie choć w połowie tak smutne, jak radosne było pierwsze, to fanom Manchesteru City jedna paczka chusteczek może nie wystarczyć.

Do dzisiaj eksperci stawiają występ Argentyńczyka przeciwko Swansea w gronie najlepszych debiutów w historii. Dostał tylko 30 minut, ale to wystarczyło mu na przedstawienie się angielskiej widowni dwoma golami i asystą. Emocje związane z grą Sergio Agüero w Premier League zaczęły jednak rosnąć na długo przed pierwszym gwizdkiem.

Poprzedni sezon The Citizens skończyli na 3. pozycji, tracąc do zwycięskiego rywala zza miedzy 9 punktów. Była to pierwsza kampania, w której niebieska część miasta zaczęła się głośniej odzywać. Trudno było o lepszy znak zbliżającej się walki o najważniejsze trofea niż sprowadzenie Kuna.

Viaplay
Viaplay

28 lipca 2011 roku ogłoszono transfer 23-latka, który sezon w barwach Atletico Madryt skończył z 27 golami i 7 asystami na koncie. Płacąc około 38 mln funtów i wygrywając tym samym walkę z Realem i Juventusem, w klubie pobito rekord transferowy.

Po tym, jak na dobrą sprawę do transferu przekonał go Pablo Zabaleta, Sergio Agüero mówił o chęci rywalizowania o najwyższe cele. Podpisał aż 5-letni kontrakt, czym udowodnił swoje oddanie dla klubu. Mimo świetnej formy w LaLiga, z powodu drobnego urazu nie był gotowy do gry od pierwszej minuty na starcie rozgrywek. Roberto Mancini na pamiętny mecz ze Swansea na szpicy wystawił Edina Džeko.

Niemrawy początek na Etihad

Choć zaczął na ławce, śmiejący się Sergio Agüero był pierwszą postacią, którą tego wieczoru pokazał realizator. Chciał oczywiście przedstawić nowy nabytek, ale to ładna zapowiedź tego, co Argentyńczyk zbuduje przez następne lata na Etihad. Stały obrazek uśmiechu po kolejnych golach i pomnik, który już niedługo będzie namacalną rzeczywistością przed stadionem.

Pierwsze minuty spotkania zupełnie nie wskazywały na to, że po ostatnim gwizdku tablica wyników będzie pokazywać aż 4-bramkową przewagę City. Mecz uczestnika Champions League z beniaminkiem zaczął się od równej gry. Z czasem pewność siebie gospodarzy rosła, podobnie jak obawa kibiców Swansea. W okolicach 20. minuty mogło być już 1:0, ale Mike Dean nie zauważył ręki w polu karnym. A było to ponad dekadę temu – rozmowa o VARze byłaby wtedy równie śmieszna, co dzisiejsze dywagacje o podróżach w czasie i kolonizacji kosmosu.

Niedługo później David Silva oddał kolejny znakomity strzał i pierwszy raz w tym spotkaniu Michel Vorm był bezradny. Łabędzie uratowała jednak poprzeczka. Do kolejnych dogodnych sytuacji dochodził Edin Džeko, swojej szansy mocnymi strzałami z dystansu szukał Yaya Toure. Atmosfera w jedenastce gości była coraz bardziej gorąca, gol wisiał w powietrzu, a w ostatniej akcji pierwszej połowy Gareth Barry znowu obił obramowanie bramki.

Im dłużej utrzymywał się bezbramkowy remis, tym częściej realizator pokazywał zdenerwowanego Roberto Manciniego. W międzyczasie – zaraz po upływie 30. minuty – Sergio Agüero ruszył się rozgrzewać, co uchwyciły telewizyjne kamery. Fani już wtedy zaczęli wiwatować, a on odpowiadał im oklaskami. Od początku tej przygody było widać, że ten gość na Etihad pasuje jak ulał. Na swój debiut musiał jednak poczekać. Niedługo, bo tylko do 59. minuty.

Idealny początek dla Sergio Agüero, koszmarny dla Swansea

Po zmianie stron Swansea zaczęło brakować sił i podopieczni Brendana Rodgersa rzadko dochodzili już do głosu. Wreszcie, w 57. minucie Obywatele objęli prowadzenie. Po kilku znakomitych próbach, gol Edina Džeko nie był może najpiękniejszy, ale dał spokój.

Wtedy Mancini miał już przygotowaną zmianę – Obywatele zbyt długo nie umieli wypracować sobie gola z ogromnej przewagi. Menedżer potrzebował świeżości, kogoś kto wprowadzi nowe rozwiązanie i doda ten malutki, brakujący element. 2 minuty po objęciu prowadzenia zaczęła pisać się historia. Nigel de Jong opuścił boisko, a owacjami na stojąco przywitano 23-letniego Kuna Agüero. Argentyńczyk z „16” na plecach już przy pierwszym kontakcie z piłką mógł wpisać się na listę strzelców, ale Vorm mimo straty 4 bramek był tego dnia w naprawdę dobrej dyspozycji.

Już po 11 minutach od wejścia na murawę, Agüero wbił piłkę do pustej siatki. Nikt nie mógł wtedy podejrzewać, że dla Manchesteru City trafi jeszcze 256 razy. Kibice oszaleli, dopiero co skończyli świętować gola w stylu „The Poznań”, a już mieli okazję znowu odwrócić się od wydarzeń boiskowych. Kun po 270 sekundach od swojej bramki najpierw przelobował bramkarza, a potem z linii końcowej na pustą bramkę wystawił futbolówkę Davidowi Silvie. Hiszpan tego dnia wszystko robił dobrze – tym razem trafił do siatki.

W 74. minucie Mancini wprowadził drugi letni nabytek, czyli Stefana Savicia. Ale jak Czarnogórzec miał się zaprezentować na tle gościa, który właśnie w niecały kwadrans zaliczył gola i asystę?

W 91. minucie spora rzesza fanów opuściła już stadion, ciesząc się z pierwszego zwycięstwa na drodze do mistrzostwa w sezonie 2011/12. Kun jakby chciał pokazać im, że to błąd. Argentyńczyk dostał piłkę na 30. metrze, ułożył ją sobie na nodze i po prostu huknął. Zdobył tym samym najpiękniejszego gola spotkania, może i jednego z ładniejszych w całej karierze.

To jeszcze nawet nie jest 100%

David Silva w pełni zasłużył na otrzymaną nagrodę dla najlepszego zawodnika meczu. Równie dobrze grali Edin Džeko i Yaya Toure, ale nikt nie ma wątpliwości, kto skradł całe show. 23-latek, który przywitał się z całą Anglią występem niemalże idealnym. Za jego sprawą pierwsze starcie w elicie od 28 lat dla Swansea było przygodą do jak najszybszego zapomnienia.

Roberto Mancini po meczu straszył ligowych rywali. Chwalił Sergio Agüero i zaznaczał, że od tego napastnika zobaczymy dużo więcej. W meczu ze Swansea grał po 10 dniach spędzonych z drużyną, a po udziale w Copa America dokuczały mu pęcherze i zmęczenie.

Joe Hart żartował: „Jest całkiem niezły, prawda? Klub wydał 38 mln, ale Sergio wygląda na dobrze wydane 38 mln”. Tak, po tych 10 sezonach chyba możemy uznać, że się opłacało.




Kanał Angielskie Espresso na Youtubie