Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym oknie transferowym będziemy świadkami bogatego transferu do Premier League. Wszystko to dlatego, że Manchester City rozgląda się za nowym napastnikiem.

W poniedziałek na kanałach społecznościowych The Citizens otrzymaliśmy informację, że z klubem wraz z końcem sezonu pożegna się Sergio Agüero. Przez dziesięć sezonów menedżerowie Manchesteru City nie musieli martwić się o siłę ofensywną zespołu dzięki jego obecności. Co jednak wydarzy się po odejściu Argentyńczyka? Przeanalizowaliśmy dostępne opcje na rynku i szukamy najlepszych rozwiązań.

Proste i niepopularne rozwiązanie

Ktoś może powiedzieć, że najprostszą opcją w tym przypadku byłoby… niedokonywanie żadnego transferu. Manchester City w końcu ma w swoich szrankach napastnika, którego z chęcią widziałoby u siebie kilka dużych klubów. Gabriel Jesus miał przecież być przygotowywany jako następca Sergio Agüero, ale w opinii publicznej został już skreślony. Mało kto wyobraża sobie, by Pep Guardiola zrobił z niego podstawowego snajpera na przyszły sezon. Nawet pod nieobecność Agüero Jesus często lądował na ławce, a Obywatele wychodzili wówczas fałszywą dziewiątką w postaci Raheema Sterlinga, Kevina de Bruyne lub Phila Fodena.

Mało kto pamięta jednak o tym, że Jesus wciąż jest młodym graczem i może się jeszcze rozwinąć. W wieku 23 lat ma na swoim koncie już 123 występy w Premier League i 48 bramek, a przez większość swojego pobytu na Etihad Stadium pełni przecież rolę rezerwowego wchodzącego z ławki. Jedna ze ścieżek, które może objąć Manchester City, wskazuje na podjęcie rękawicy przez Jesusa i próbę wejścia najwyższy światowy poziom. Nie jest to popularne rozwiązanie, dlatego nie będziemy dłużej się nad tym rozwodzić i przejdziemy do kolejnych nazwisk.

W walce o Haalanda

Od razu nasuwa się zatem temat Erlinga Brauta Haalanda. Nie ma co tutaj kryć – napastnik Borussii Dortmund już teraz należy do światowego topu, a ma przecież dopiero 20 lat. Norweg nie spędzi całej swojej kariery w Dortmundzie i już niedługo będzie wybierał spośród europejskich gigantów. Jeśli ktoś nie zaoferuje mu i jego klubowi astronomicznej oferty już teraz, Haaland będzie do wyciągnięcia za rok za „jedyne” 75 milionów euro.

Właśnie ta klauzula wpisana w kontrakt z Borussią zasugerowała, że dojdzie do niewyobrażalnego boju o jego nazwisko. Nie brakuje głosów o tym, że Haaland nie będzie czekał na wejście klauzuli w życie i przygotowuje się do opuszczenia Bundesligi już w najbliższym oknie transferowym. Zwłaszcza jeśli klub nie zagra w Lidze Mistrzów w następnym sezonie.

W kontekście Manchesteru City i Erlinga Haalanda często przywoływanym argumentem są powiązania jego rodziny z The Citizens. Ojciec Haalanda reprezentował barwy City w latach 2000-2003, czyli tuż po narodzinach młodego napastnika. Z tych względów Obywatele startują z trochę lepszej pozycji, ale nie musi to o niczym przesądzać.

Historia zna przypadki, w których dzieci piłkarzy szły zupełnie inną ścieżką. Daleko szukać nie musimy – syn Petera Schmeichela, zamiast występować dla Manchesteru United, szkolił się i grał u rywala zza miedzy, by później zostać legendą Leicester City. W sytuacji Norwega Man City będzie musiało stoczyć prawdziwą walkę o jego usługi nie tylko z rywalem z czerwonej części Manchesteru, ale także z innymi europejskimi potęgami jak Real Madryt.

Powrót do Anglii?

Haaland pozostaje dla Manchesteru City celem numer jeden, ale dział rekrutacyjny musi mieć plan B, a nawet C czy D. Eurosport podał niedawno informację, że The Citizens będą próbowali zarzucić sieć na napastnika Interu Mediolan i nie chodzi tutaj o Lautaro Martineza. Na Etihad Stadium miałby trafić Romelu Lukaku. Belg w tym sezonie Serie A strzelił już 19 bramek, a w krajowych i europejskich pucharach dorzucił 6 trafień.

Obserwując przebieg jego kariery, można dojść do wniosku, że Lukaku cały czas się rozwija. Grając dla Interu, odzyskał lekkość i zwinność, którą znaliśmy z występów w Evertonie czy reprezentacji Belgii. Mimo tego wciąż zachowuje gabaryty potężnie zbudowanego gracza, któremu niestraszny jest żaden obrońca. Przeciwnicy tego transferu będą wypominali mu grę dla Manchesteru United, która dodatkowo nie była w żaden sposób efektowna. Być może jednak Lukaku wyciągnął naukę z pobytu na Old Trafford i wróciłby do Premier League jako lepszy zawodnik.

Pozostaje się tylko zastanowić, dlaczego nie dochodzą do nas głosy o zainteresowaniu Lautaro Martinezem. Jest to bowiem piłkarz, który wydaje się równie atrakcyjną opcją co Lukaku, będącą na dodatek cztery lata młodszą. Statystyki strzeleckie Martineza nie robią co prawda tak dużego wrażenia, ale piłkarz ten haruje na boisku, grając czasami trochę głębiej od Lukaku.

Jego charakterystyka może również odrobinę lepiej pasować do stylu gry Manchesteru City, ale to samo możemy powiedzieć także o Barcelonie. The Citizens musieliby w tym przypadku stoczyć bój z Blaugraną i prawdopodobnie wydać na Argentyńczyka więcej pieniędzy niż na Romelu Lukaku.

Opcje z Premier League

Manchester City nie musi wcale szukać napastnika po całej Europie. W końcu to w Premier League gra Harry Kane. Kibice Tottenhamu z pewnością nie wyobrażają sobie Harry’ego w koszulce Manchesteru City, ale podobnie fani Chelsea nie myśleli o Franku Lampardzie. The Citizens są w stanie zaoferować Kane’owi coś, co dla Spurs jest niemal nieosiągalne. Mowa tu oczywiście o trofeach i tytułach. Kapitan reprezentacji Anglii wielokrotnie powtarzał, że Tottenham to jego dom i nie zamierza go opuszczać, ale nie możemy być pewni czy w pewnym momencie swojej kariery nie dojdzie do wniosku, że mimo wszystko brakuje mu drużynowych osiągnięć.

The Times sugeruje, że Manchester City będzie składał ofertę za Kane’a, jeśli nie wypali transfer Haalanda. Być może ten transfer pozwoli Kane’owi obalić mit, że ten nie przywykł do stylu gry preferowanego przez m.in. Pepa Guardiolę. Jego rola w Tottenhamie ewoluuje i coraz częściej pokazuje, że jest graczem wszechstronnym. Jego odejście z drużyny byłoby ogromnym ciosem dla Kogutów i gigantycznym zyskiem dla City. Podobna sytuacja miałaby miejsce w przypadku opuszczenia Wolves przez Raula Jimeneza. Nie jest to głośne nazwisko, o które Manchester City biłby się z Realem Madryt, ale możemy je również rozważyć. Meksykanin nie powinien kosztować Obywateli wiele, ale kluczowe byłoby przekonanie się najpierw, w jakiej jest formie po urazie głowy.

Brytyjskie media rzucają jeszcze kilkoma nazwiskami: Danny Ings, Dominic Calvert-Lewin, czy nawet Kylian Mbappe. Wydaje się jednak, że wszystkie oczy zostaną skierowane na Dortmund i decyzję 20-letniego Norwega. Haaland ma na koncie 33 bramki we wszystkich rozgrywkach i prawdopodobnie tylko Robert Lewandowski okaże się od niego lepszy (o ile kontuzja z Andorą tego nie zepsuje) w walce o Złotego Buta. The Citizens aspirują do bycia najlepszą drużyną w Europie, więc muszą posiadać najlepszego napastnika na świecie.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie