Paradoksalnie druga połowa, w której gra płynęła trochę mniej płynnie, przyniosła nam aż trzy gole. Ku uciesze jakichś 120% menedżerów FPL, do bramki Alexa McCarthy’ego trafiali Patrick Bamford i Stuart Dallas, a także Raphinha.

Kiedy myśleliśmy już, że spotkanie zmierza już nieco nudnie do końca, ostatnie kilkanaście minut mile nas zaskoczyło. Najpierw defensor Marcelo Bielsy udowodnił, że potrafi nie tylko bronić dostępu do swojej bramki. Bez chwili zastanowienia podjął decyzję o strzale i trudno winić golkipera Świętych, że nie wybronił tego uderzenia.

Chwilę później Brazylijczyk popisał się świetnym strzałem z rzutu wolnego. Tutaj nieco winy spada na McCarthy’ego, ale o powrót w tym starciu i tak było już ekstremalnie trudno.