Kolejna seria spotkań za nami! Jak zwykle nie zabrakło emocji, a nasi redaktorzy postanowili wyróżnić tych, którzy na to w ich opinii zasłużyli. Po zaciętym głosowaniu, tak przedstawia się jedenastka najlepszych zawodników minionej kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

EMILIANO MARTINEZ

Kiedy chwalenie Emiliano Martineza nam się znudzi? Chyba nigdy. Bezbramkowy remis z Brighton to tak naprawdę zasługa tylko i wyłącznie Argentyńczyka. Bramkarz wyciągał się jak struna i reagował świetnym refleksem przy swoich interwencjach. A było ich aż 9. Taki wynik nigdy mu się jeszcze w Premier League nie zdarzył, a jeśli dodamy do tego zero wpuszczonych goli, żaden golkiper w lidze nie dokonał tego przez ostatnie dwa sezony. W pomeczowym wywiadzie sam smutny mówił, że Brighton zasłużyło na wygraną. I miał rację.

OBROŃCY

MATTHEW LOWTON

W meczu z Fulham nie udało mu się utrzymać czystego konta, ale do jedenastki trafia głównie za pierwsze spotkanie tej kolejki. Przy trafieniu The Cottagers to nie on zresztą zawinił. 2871 dni czekał na gola i wreszcie się udało. Ostatni raz gdy taka sytuacja miała miejsce, grał jeszcze dla Aston Villi. Generalnie w spotkaniu z Crystal Palace pokazał się z bardzo dobrej strony – wygrał wszystkie pojedynki, w których brał udział i był najlepszy pod względem:

  • kontaktów z piłką (76)
  • przechwytów (3)
  • wybić (5)
  • stworzonych okazji (3)
  • odbiorów (12)

Naprawdę nic nie musimy dodawać. No może to, że The Clarets nie stracili gola.

ISSA DIOP

West Ham w poniedziałek na krótko wskoczył do czołowej czwórki po wygranej z Sheffield United. Młoty pewnie pokonały niżej notowanych rywali, zachowując czyste konto. Duży udział miał w tym Issa Diop. Francuz zagrał nie tylko dobre zawody w obronie, ale i dorzucił bonus pod bramką rywali. Trafił na 2:0, zamieniając na gola wrzutkę Aarona Cresswella z rzutu rożnego. To był zdecydowanie jego najlepszy mecz w tym sezonie.

OLA AINA

Dla Fulham ta kolejka była trochę „rozszerzona”. Poza niedzielnym meczem z Evertonem, w środę nadrabiali bowiem zaległe spotkanie z Burnley. No i znalazł się taki zawodnik, który wyróżnił się w obu starciach. Ola Aina przy okazji wygranej z The Toffees nie tylko pomógł w zachowaniu czystego konta, ale i dorzucił asystę przy jednej z bramek, które strzelił Josh Maja. Kilka dni później sam trafił do siatki The Clarets, dając prowadzenie. Skończyło się remisem, ale i tak należy docenić jego ogromny wkład w bardzo udany tydzień ekipy z Craven Cottage. Cztery punkty z dwóch spotkań w ich sytuacji? To świetny dorobek!

POMOCNICY

WILFRIED NDIDI

Leicester bezlitośnie wykorzystało błędy defensywne Liverpoolu. Kluczowym zawodnikiem w zwycięstwie z The Reds był Wilfried Ndidi, mimo że zaliczył tylko asystę. Pracował praktycznie na całym boisku i mimo słabej formy Mohameda Salaha, Lisy mogły stracić więcej niż jedną bramkę, gdyby nie jego udział. Wygrał aż 13 pojedynków, a do tego zablokował 3 strzały i zaliczył 19 odbiorów, co jest najlepszym wynikiem wśród wszystkich piłkarzy Premier League w tym sezonie. Futbolówkę odbierał i wybijał, a rywalom przeszkadzał i ich denerwował. Wydawał się nie tracić sił i nieustannie pracował na zwycięstwo swojego zespołu. Choć aparycją nie przypomina go zupełnie, oglądając starcie na King Power Stadium, można było przypomnieć sobie czasy, gdy koszulkę Leicester przywdziewał N’golo Kante.

ILKAY GUNDOGAN

Drugie wcielenie Yayi Toure, powrót formy z najlepszych czasów w Borussii. Nazywajmy to jak chcemy, ale Ilkaya Gundogana obecnie powstrzymać może jedynie kontuzja. W meczu z Tottenhamem brał udział przy wszystkich golach. Oddał 4 strzały, a oba które leciały w światło bramki, znalazły drogę do siatki za Hugo Llorisem. Niepewnie, ale szczęśliwie wykonany rzut karny Rodriego to też zasługa 30-latka, który był faulowany w szesnastce. Od dawna jest największym zagrożeniem pod bramką przeciwników The Cityzens i tak samo było spotkaniu ze Spurs. W spotkaniu z Evertonem nie mógł wystąpić ze względu na uraz.

HARRISON REED

Wielu piłkarzy Fulham możemy pochwalić za mecz z Evertonem. Josh Maja czy Ademola Lookman zagrali świetne zawody, ale to Harrison Reed zdominował spotkanie na Goodison Park. Czasami aż prosił się o podanie, rozgrywał, nie szukał najłatwiejszych rozwiązań. Piłka zawsze trafiała pod jego nogi, kiedy The Cottagers choć przez chwilę łapali zastój i nie wiedzieli jak ruszyć z akcją do przodu. Oddał dwa groźne strzały, a po jednym z nich piłka odbiła się od słupka, co pozwoliło zdobyć gola na 2:0. Zaliczył najwięcej kontaktów z piłką, celnych podań (również na połowie rywala) i dośrodkowań. Mimo dwóch trafień Nigeryjczyka, to Reed był zawodnikiem meczu.

JESSE LINGARD

David Moyes mówił jakiś czas temu, że Jesse Lingard może wypełnić lukę po ewentualnych kontuzjach Michaila Antonio. Anglik nie grał na pozycji numer 9, ale dał West Hamowi mnóstwo jakości w ataku. To właśnie natarcia jego lewą flanką przynosiły najlepsze efekty, a sam 28-latek robił najwięcej zamieszania pod bramką Aarona Ramsdale’a. Oddał kilka naprawdę dobrych strzałów, po których The Hammers tworzyli kolejne okazje z rzutów rożnych. Również przy golu na 1:0 miał ogromny udział, bo najpierw sam odebrał przeciwnikowi piłkę, później przejął ją od kolegi i napędził akcję podaniem do Jarroda Bowena, a po podaniu zwrotnym wywalczył rzut karny. Kluczowy zawodnik dla zwycięstwa. I pomyśleć, że gdyby nie Moyes, obecnie oglądałby spotkania Premier League z kanapy.

NAPASTNICY

PIERRE-EMERICK AUBAMEYANG

Na napadzie mamy dziś prawdziwy powrót do żywych. Pierre-Emerick Aubameyang miewał w tym sezonie okropne momenty, ale spotkanie z Leeds wyszło mu znakomicie. Pewnie wykonany rzut karny, a do tego dwa trafienia z gry dały mu pierwszego hattricka w Premier League. Gabończyk miał nie tylko najwięcej strzałów (5) i strzałów celnych (3), ale również stworzonych sytuacji bramkowych (2). Świetnie odnalazł się wśród młodego środka pola, w którego skład weszli Odegaard, Saka i Smith-Rowe. Zupełnie nie odstawał im jeśli chodzi o tempo gry i przemieszczanie się.

JAY RODRIGUEZ

Dwa występy – udział w trzech trafieniach. Niezły dorobek, zwłaszcza, że do soboty Jay Rodriguez nie zaliczył ani gola, ani asysty w obecnym sezonie Premier League. Przez kilka ostatnich dni pociągał jednak za niemal wszystkie sznurki w ofensywie Burnley. Z Crystal Palace najpierw sam trafił do siatki, a potem asystował przy ładnej bramce Matta Lowtona, ogromnie przyczyniając się do wygranej na Selhurst Park. W starciu z Fulham zaliczył z kolei finalne podanie przy trafieniu Ashleya Barnesa na 1:1. Czyżby odrodzenie?

TIMO WERNER

Po 100 dniach posuchy, Timo Werner wreszcie strzelił bramkę w Premier League. Po meczu napastnik żartował, że pomogło mu to, że ktoś mógł na niego nakrzyczeć w ojczystym języku. Choć Frank Lampard wciąż na niego stawiał, możliwe że pod wodzą Thomasa Tuchela sprowadzony z RB Lipsk zawodnik dołoży jednak do swojej gry liczby. Bo oprócz skuteczności, ta nie wyglądała wcześniej źle. Przeciwko Newcastle kolejny raz był dynamiczny i aktywny. Zaliczył najwięcej kontaktów z piłką w polu karnym rywala i oddał 4 strzały. Pierwszy gol dla Chelsea padł po jego akcji i wrzutce, a wynik podwyższył już osobiście. W tym sezonie ma już 10 goli i 9 asyst, a przez wielu uważany jest za słaby transfer. No to czekamy aż zacznie grać na miarę swoich możliwości, bo już teraz zaczyna imponować.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie