Fani zazwyczaj cieszą się, gdy do klubu trafia nowy zawodnik. Nie zawsze „więcej” znaczy jednak „lepiej”. Przykładem jest chociażby dopiero co zakończone okienko. David Moyes nie dostał tak naprawdę żadnego napastnika i jest zadowolony. Klub Andre Villasa-Boasa wydał pieniądze na wzmocnienia, lecz menedżerowi nie podobał się ten wybór i nie pracuje już w Olympique Marsylia. Czasami lepiej się wstrzymać, aby większe zakupy zrobić latem.

Te największe, najlepsze zespoły i tak zimowe transfery traktują jako zapasowe. To czas na uzupełnienie braków i zastanowienie się nad wypożyczeniami. W styczniu poważniejsze wzmocnienia robią zazwyczaj drużyny, które mają nóż na gardle lub te, w których w kolejce do lekarza ustawiają się kolejni piłkarze.

David Moyes twierdzi zresztą, że mógł do najbliższego meczu podejść z nowym napastnikiem. Szkot nie ma zamiaru iść jednak na kompromis czy kupować kogoś tylko po to, żeby kibice przez chwilę ucieszyli się fałszywą wizją wzmocnień. Ma swój plan, którego się trzyma, a brak transferu w zimowym okienku może paradoksalnie oznaczać dobrą zmianę.

Podczas 11-letniego panowania Davida Golda i Davida Sullivana, West Ham kupił 31 napastników. Przełożyło się to na ponad 150 milionów funtów. David Moyes nie chce popełniać błędów z przeszłości i pozyskiwać zawodników „pod publiczkę”. Menedżer chwalił właścicieli za zachowanie w styczniu. Pieniądze ze sprzedaży Sebastiena Hallera były do jego dyspozycji, ale nikt nie naciskał na szukanie zastępstwa za wszelką cenę.

Nowa ścieżka

Znalezienie „dziewiątki”, która sprawdzi się w Premier League, a do tego nie będzie kosztować kroci, to niemałe wyzwanie. Słowa właściciela Leeds o chęci sprowadzenia Cavaniego i Ibrahimovicia brzmią bardzo ładnie, ale zarówno Pawie, jak i Młoty są klubami z półki nieco niższej, niż ambicje tego typu zawodników.

Wystarczy spojrzeć na ekipy, z których na Stadion Olimpijski w Londynie trafiają piłkarze. Nie są to PSG czy AC Milan, a raczej Hull City i Slavia Praga. Realnym celom transferowym bliżej do piłkarzy pokroju Seba Hallera i Alirezy Jahanbakhsha. Czyli gości, którzy w nieco słabszych ligach czy drużynach radzili sobie zadowalająco, ale Premier League ich przerosła.

Dlatego The Hammers patrzyli na własne podwórko i mieli brać pod uwagę Joshuę Kinga z Bournemouth. Ostatecznie się wycofano. Przygarnął go Everton. Tam Carlo Ancelotti może czuć większą presję i nacisk na sukcesy, a zatem być bardziej skłonny do tranferów odbiegających od optymalnego planu.

To uważany za światową czołówkę menedżer, który przed tym sezonem dostał jeszcze potężne wzmocnienia składu. Kiedy na rynku brakowało konkretnych opcji, Włoch musiał zadowolić się tym, co zostało. Osobiście, biorąc pod uwagę dorobek sprowadzonego z Bournemouth napastnika w obecnych rozgrywkach, nie uważam, aby mógł odmienić grę czy to The Toffees, czy West Hamu. 29-latek zaliczył w tym sezonie kontuzję, a w 14 meczach strzelił 3 gole.

Rezygnacja z niewpełni satysfakcjonującego transferu to kolejny plus dla klubu z Londynu. Pokazuje, że nie chce już półśrodków. Były menedżer Manchesteru United miał na oku kilku ofensywnych piłkarzy. Jednemu czy dwóm złożono nawet oferty. Ostatecznie nie udało się nikogo kupić, Szkot odrzucił paniczne propozycje pozyskania kogokolwiek, a zarząd postanowił mu zaufać.

Antonio jedynym napastnikiem

Wiele osób może niepokoić, że jedynym poważnym kandydatem do miejsca w ataku pozostaje teraz Michail Antonio. Anglik zaliczył świetną końcówkę sezonu 2019/20. Niedawno wrócił na listę strzelców, choć kilkukrotnie w bieżącej kampanii frustrował na pewno fanów Młotów. Nie jest tajemnicą, że 30-latek ma skłonność do łapania kontuzji. Kolejna może oznaczać poważne problemy. Ewentualna słabsza seria spotkań w takim wypadku może spowodować wylanie na menedżera wiadra pomyj, związanego z zimową biernością na rynku.

Na szczęście gra West Hamu nie przypomina tej z Newcastle, gdzie jedyną szansą na punkty bywają wrzutki na Calluma Wilsona. David Moyes ma przede wszystkim silny środek pola, w którego skład wchodzi bramkostrzelny Tomas Soucek. Pablo Fornals i Jarrod Bowen tym bardziej nie należą do piłkarzy skupiających się na rozbijaniu ataków rywali. Obrońcy w postaci Vladimira Coufala czy Aarona Cresswella dają spory dodatek w ofensywie. Powiedzmy, że na tle całej ligi The Hammers nie mają powodów do narzekań, nawet jeśli Antonio byłby jedynym napastnikiem.

David Moyes i stary kumpel

A przecież na wypożyczenie trafił Jesse Lingard. Opinie na jego temat nie należą do najlepszych, ale mam wrażenie, że David Moyes wiedział co robi, sprowadzając Anglika do swojej drużyny. Panowie pracowali razem w Manchesterze United, więc Szkot zna jego mocne strony. Rytm meczowy to tylko kwestia czasu. Przy okazji przenosin Rossa Barkleya do Aston Villi niektórzy też dziwili się Deanowi Smithowi, a teraz jest on ważnym ogniwem ich ofensywy.

28-latek może dać odpowiedzi na wiele znaków zapytania postawionych na temat ataku Młotów. Sam menedżer przyznał, że jego nowy podopieczny może zagrać na wszystkich pozycjach w pomocy, w parze z Michailem Antonio z przodu, a nawet przy jego absencji jako fałszywa dziewiątka. Były szkoleniowiec Czerwonych Diabłów zaznaczył, że chce zbudować energiczny zespół i chwalił Anglika za wkładaną przez niego pracę.

Z wypowiedzi Moyesa można wywnioskować, że wypożyczony z Old Trafford zawodnik nie będzie „zapchajdziurą”, która podniesie się z ławki tylko w konieczności. Lingard ma mieć realny wpływ na grę The Hammers.

Latem kolejny krok

W idealnym biegu wydarzeń, Michail Antonio nie łapie już kontuzji do końca sezonu, a Jesse Lingard dobrze radzi sobie w nowej drużynie. Po sezonie będzie miał tylko rok kontraktu, a Manchester United, choć docenia jego osobę, raczej nie będzie chciał korzystać już z jego usług. Czas Anglika w ukochanym klubie przeminął, drużyna za bardzo poszła do przodu. W zespole, od którego nie wymaga się walki o elitarne cele, może jednak się odnaleźć. West Ham może być dla niego idealnym miejscem.

Z zapowiedzi Moyesa wynika, że latem w Londynie szykują się większe zakupy. Brak panicznego ruchu jasno wskazuje, że Szkot jest pewny swoich kandydatów i zamierza walczyć tylko o nich. Po udanej kampanii, sprzedaży Hallera i przeczekaniu zimowego okienka, klub może wrócić po wybranych piłkarzy z lepszymi ofertami.

Zarząd wydaje się mieć pełne zaufanie do swojego menedżera. Na starcie sezonu wyglądało to nieco inaczej. Fani wylewali wtedy swoją frustrację po tym, jak klub bez problemu oddał Grady’ego Dianganę. Piąte miejsce w tabeli pokazuje jednak, że Moyes wie co robi.

Czasem jest on oceniany przez pryzmat porażki w Manchesterze. To błąd, oczekiwania były zdecydowanie zbyt duże. Na ławce The Hammers niejednokrotnie pokazywał już swoją wartość. I bardzo dobrze, że właściciele to dostrzegają. Ze swobodą w swoich wyborach i wsparciem finansowym, Szkot może osiągnąć z tą ekipą znakomite wyniki. Oby, bo zasługuje na sukcesy.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie