Saga niczym z napastnikiem klasy światowej, który ma kontrakt w ręku i musi zdecydować o klubie, który da mu Ligę Mistrzów i mistrzostwo kraju. Cofnęliśmy się w czasie i mówimy o Aubameyangu? Folarin Balogun pretenduje do jego miana, jednak różnica w jakości jest zauważalna.

W wieku 19 lat wielu zawodników dopiero wchodzi do dorosłego zespołu. Łapie pierwsze minuty i stara się pokazać z jak najlepszej strony trenerowi pierwszej drużyny. To całkiem naturalna kolej rzeczy, choć oczywiście zdarzają się genialne przypadki. Takim w Arsenalu był choćby Bukayo Saka, który wdrał się przebojem do składu ekipy Mikela Artety, lecz i na to musiało złożyć się zrządzenie losu. Anglik musiał zastąpić kontuzjowanego Kierana Tierneya i to właśnie na pozycji lewego obrońcy zbudował swoją pozycję w klubie.

Taka szansa nie przydarzyła się jednak Folarionowi Balogunowi, za co wydaje się obwiniać cały świat. Temat młodego napastnika był poruszany już wielokrotnie. Każdy, kto śledzi Kanonierów zdążył już o nim usłyszeć. Szczególnie po bramce w Lidze Europy i całkiem solidnej postawie w trakcie 74 minut rozegranych w pierwszej drużynie.

Jednak na pewno w ostatnich tygodniach częściej słyszeliśmy o nim słyszał w związku z kontraktem. Balogun nie chce przedłużyć umowy, choć oficjalna wersja jest taka, że obawia się o szanse na grę w pierwszej drużynie. Do końca jego kontraktu z klubem pozostaje 6 miesięcy. Od 1 stycznia może negocjować umowę, która zwiąże go z nowym pracodawcą.

David Ornstein dzisiejszego poranka potwierdził, że zawodnik wybrał już nowe barwy. Jest to tylko wstępna umowa, która ma zmobilizować Arsenal do postawienia na młodego zawodnika. Jeśli klub nadal nie będzie do tego chętny, to już niedługo może pożegnać się ze swoim talentem. Rozmowy na temat kontraktu tkwią w miejscu od kilku miesięcy, a ostatnia konferencja Artety rzuca nieco światła na całą sytuację:

Chcę żeby z nami został, klub chce, aby był częścią Arsenalu, sam zawodnik też. Jednak nie jestem pewien czy jego agent tego chce.

Czyżby chodziło o… pieniądze? Nad całą sprawą należy chyba się pochylić nieco głębiej.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie