5 stycznia 2021 roku w wieku 74 lat zmarł Colin Bell, legenda Manchesteru City i bezsprzecznie jeden z najlepszych zawodników w historii klubu. Dla Obywateli rozegrał 501 spotkań i zdobył 153 gole na przestrzeni 13 lat. Jego wyglądała jego bogata w sukcesy kariera w Manchesterze?

Colin The King trafił na Maine Road w 1966 roku, w wieku 20 lat. Jego transfer z Bury kosztował Manchester City 45 tysięcy funtów. Końcówka lat 60. i początek kolejnej dekady to czasy wielkich triumfów The Cityzens. Pod wodzą legendarnych szkoleniowców – Joe Mercera i Malcolma Allisona – klub przeżywał najlepszy okres w swojej historii, któremu po wielu latach dorównać mogły dopiero zwycięstwa drużyny Pepa Guardioli. 

Colin Bell – król Maine Road

Głównym odpowiedzialnym za sprowadzenie Bella do Manchesteru był Malcolm Allison. Trener City spędzał wiele godzin oglądając mecze i treningi Bury. Miał w zwyczaju głośno krytykować umiejętności Colina w obecności innych menedżerów, aby zniechęcić ich do skautowania 20-latka. W rzeczywistości była to jednak jedynie przykrywka. Allison widział w Bellu umiejętności klasy światowej i ogromny potencjał. Wierzył, że dzięki niemu Manchester City stanie się jednym z najlepszych klubów w Europie i będzie walczył o najwyższe cele. Nie pomylił się.

Colin Bell był kluczowym zawodnikiem zespołu, który na przestrzeni 3 lat wygrał każde możliwe krajowe trofeum, a także jedyny do tej pory puchar na arenie europejskiej. W sezonie 67/68 klub z Eastlands zdobył po 31 latach przerwy drugie w historii mistrzostwo Anglii. Udało się dokonać tego wyczynu zaledwie 2 lata po awansie z Second Division. W kolejnej kampanii Obywatele dołożyli do tego FA Cup. Najbardziej pamiętny był sezon 69/70. Podopieczni Mercera i Allisona najpierw skompletowali krajowy hattrick, pokonując West Brom w finale Pucharu Ligi. Później zwyciężyli także w Pucharze Zdobywców Pucharów. W finale rozgrywanym w Wiedniu, City mierzyło się z Górnikiem Zabrze – Anglicy wygrali 2:1.

Colin Bell z FA Cup

Colin Bell prezentuje kibicom trofeum za wygranie FA Cup. Źródło: Manchester City

Colin był absolutnym królem środka pola. Wyróżniał się przede wszystkim niesamowitą szybkością. Dzięki zdolnościom atletycznym dorobił się ksywki “Nijinsky”, którą otrzymał po sławnym koniu wyścigowym. Zdobywał wiele ważnych bramek – zarówno po przepięknych uderzeniach zza pola karnego, jak i po strzałach głową czy też zwyczajnych sytuacjach sam na sam w polu karnym. Biegał, dryblował, dośrodkowywał, bronił, pięknie podawał… Był pomocnikiem kompletnym, który bez wahania może być stawiany w jednym rzędzie z Davidem Silvą czy Kevinem De Bruyne.

Magiczny tercet, rozpad duetu trenerskiego i feralne derby

153 gole w 501 spotkaniach to wynik, który budzi podziw. Szczególnie, kiedy rozmawiamy o pomocniku. W tamtych czasach nie liczono jeszcze asyst, ale gdyby prowadzić takie statystyki, to Bell na pewno znajdowałby się na szczycie listy. W podobnym okresie na Maine Road trafili Mike Summerbee i Francis Lee. Trio Bell – Summerbee – Lee siało postrach w szeregach rywali i do dziś pamięta je każdy ze starszych kibiców Obywateli.

Colin Bell man city

Święta Trójca: Colin Bell, Francis Lee i Mike Summerbee. Źródło: Manchester City

Po triumfie w Pucharze Zdobywców Pucharów wiele wskazywało na to, że Manchester City czekały kolejne sukcesy, lecz nie wszystko poszło po myśli The Cityzens. Współpraca Mercera i Allisona niedługo potem zakończyła się w niewyjaśnionych okolicznościach. Dziwne ruchy transferowe, jak sprowadzenie Rodneya Marscha z Queens Park Rangers za 200 tysięcy funtów w marcu 1972 roku, zachwiały balans w drużynie i City straciło mistrzostwo kosztem Derby County.

Ostatnim trofeum zdobytym w latach 70. był Puchar Ligi w 1976 roku, ale Colina Bella zabrakło już wtedy w składzie. Kilka miesięcy wcześniej, w listopadzie 1975 roku, pomocnik City doznał fatalnego urazu, który wykluczył go z gry na długi czas. W derbach Manchesteru, wygranych przez drużynę z niebieskiej części miasta 4:0, Bell padł ofiarą brutalnego ataku Martina Buchana. Gracz Czerwonych Diabłów doszczętnie zniszczył kolano lidera Obywateli, który miał wtedy 29 lat. Zanim Colin ponownie wybiegł na boisko, minęły ponad dwa lata.

Wrócił w Boxing Day 1977 roku, na starcie z Newcastle. Uczestnicy tamtego zdarzenia wspominają, że Maine Road nigdy wcześniej, ani nigdy później nie było tak głośne. Kibice City przywitali swojego idola niesamowitą owacją. Bell nie wrócił jednak nigdy do genialnej formy sprzed kontuzji. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach piłkarze nie mieli dostępu do tak dobrej opieki medycznej i poważne urazy leczyło się zupełnie inaczej, niż dzisiaj. 2 lata wyjęte z kariery w najlepszym dla piłkarza wieku odcisnęłyby piętno na każdym futbolowym wirtuozie. 

Życie po karierze

Colin Bell opuścił Manchester City w 1979 roku. Zaliczył jeszcze krótki epizod za oceanem, w San Jose Earthquakes. W reprezentacji Anglii zagrał 48 razy, był członkiem drużyny narodowej podczas Mundialu w 1970 roku w Meksyku. Występów z pewnością uzbierałoby się więcej, gdyby nie fatalna kontuzja.

Był genialnym piłkarzem, ale nie gwiazdorem. Zawsze skromny, unikał błysku fleszy i wolał pozostawać w cieniu. W szatni nie był typem lidera. Na boisku robił robotę i na tym kończył. Można stawiać go jako przykład idealnej antytezy dzisiejszych gwiazd piłki nożnej.  Po latach powrócił do klubu, który zawsze był dla niego domem. W Manchesterze City pracował z młodzieżą i był ambasadorem już w czasach sukcesów pod rządami właścicieli z Abu Dhabi.

Legendy Manchesteru City w 2015 roku na Etihad Stadium. Od lewej: Tony Book, Mike Summerbee, Colin Bell. Źródło: BBC

Żeby zrozumieć jak ważną postacią był dla fanów Manchesteru City Colin Bell, trzeba spojrzeć na dokonania klubu w kolejnych dekadach. W następnych lata drużyna popadła w ogromny kryzys, w pewnym momencie występując nawet na 3. poziomie rozgrywkowym. Przez ponad 30 lat wspomnienia o wielkim King of the Kippax (trybuna Maine Road, na której zasiadali najzagorzalsi kibice – przyp. red.) były jedynym, co „trzymało przy życiu” fanów City.

W 2004 roku kibice zagłosowali, aby jedną z trybun na Etihad Stadium nazwać imieniem Colina Bella. Colin The King na wieki pozostanie w sercach wszystkich kibiców The Cityzens, a dla wielu fanów starszej daty na zawsze będzie najlepszym zawodnikiem w historii, który biegał w błękitnej koszulce City.

W rozgrywanych 6 stycznia derbach Manchesteru piłkarze City oddadzą cześć klubowej legendzie. Podopieczni Guardioli wyjdą na murawę w koszulce retro z numerem 8, który nosił na plecach Colin Bell.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie