Już pisaliśmy o tych, którym poszło. No ale wszystkim pójść nie mogło, bo futbol byłby bez sensu. Jednakże niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 17. kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

ILAN MESLIER

No dobra, można wpuścić trzy bramki, tym bardziej, jeśli masz przed sobą Kane’a i Sona, ale powinieneś wtedy robić wszystko, by nie prezentować im piłki. To tak jakbyś dostał aneks, żeby go nie zabijać, a ostatecznie byś go zabił. Tak się po prostu nie robi. No a Meslier zrobił. Gdy jeszcze jakimś cudem utrzymywał się remis, Francuz posłał futbolówkę pod nogi graczy Spurs. Nie minęła minuta, a Kane ustawiał piłkę na wapnie, po tym jak faul w polu karnym popełnił Alioski. Bravo, bravo, bravissimo.

OBROŃCY

TRENT ALEXANDER-ARNOLD

Chłop przyszedł i zrobił nowy rekord pod względem strat piłki w jednym meczu Premier League – 37. Tyle, kurtyna, nie wolno się aż tak znęcać. Trent jest zupełnie bez formy i widać to w każdym meczu tego sezonu.

MATT DOHERTY

Kiedy ona tak na Ciebie patrzy, wiesz, że będą ciche dni…

Mamy wrażenie, że Mourinho w głowie wypowiedział słynne słowa Darth Vadera „You have failed me for the last time”. Doherty nie ma dużo okazji do gry w tym sezonie, bo Serge Aurier – o dziwo – spisuje się bardzo solidnie. Gra głównie w pucharach, więc jego start w meczu ligowym mógł być niemałym zaskoczeniem. Chyba nawet dla niego, bo nie bardzo wiedział co z tym faktem zrobić, więc przy prowadzeniu 3-0 złapał bezsensowną czerwoną kartkę po faulu w środku boiska. Ciekawe, kiedy dostanie następną szansę na pokazanie swoich możliwości.

DARNELL FURLONG

Darnell Furlong zapewne marzy, by urządzenia z filmu Faceci w Czerni istniały naprawdę. Obrońca WBA najchętniej wymazałby mecz z Arsenalem z pamięci, bo zapewne do tej pory, gdy obraca się z boku na bok w nocy, śni mu się Kieran Tierney robiący z niego wiatrak. Lewy obrońca Kanonierów po prostu wziął i zrobił z Furlonga swojego pazia, nie tylko ośmieszając go przy własnym golu, ale także wyprzedzając w każdej akcji i notując asystę po niezablokowanej wrzutce z jego strony. Darnell był także spóźniony w asekuracji przy golu Saki. Dramat.

DAN BURN

Aj Jezus Maria, jaki błąd Dana Burna! Gdyby Dariusz Szpakowski komentował mecz Brighton – Wolverhampton, mógłby tę kwestię wypowiadać właściwie co kilkanaście minut. Rosły (przypomnijmy, ma w końcu ponad 2 metry i gra na lewej obronie, co jest niespotykane!) defensor Mew był absolutnie niszczony, czy to przez Adamę Traore, czy przez Pedro Neto, którzy swobodnie zmieniali strony, by jak najbardziej wykorzystać beznadziejną dyspozycję Burna. Sprokurował w idiotyczny sposób rzut karny, załapał idiotyczną żółtą kartkę, a mógł nawet czerwoną, bo faul przy karnym kwalifikował się na upomnienie. Dodajmy do tego komiczny gol samobójczy, gdy odbita przez bramkarza piłka spadła mu na nogę. Był spóźniony, źle ustawiony, a z piłką przy nodze nie wyglądało to wcale lepiej. Powinien kupić kolegom kwiaty za wyciągnięcie tego meczu na 3-3.

EZGJAN ALIOSKI

Meslier to czasami gimnazjalista, wiadomo. Ale żeby Alioski, obrońca – cokolwiek by nie mówić – doświadczony, pomyślał, że doskonałym sposobem na zatrzymanie rywala będzie faul w polu karnym? No to już jest inna bajka. A szkoda, bo Macedończyk łapał całkiem niezłą formę, popisując się przede wszystkim w ofensywie. A w tym aspekcie także nie dał sobie rady przeciwko Tottenhamowi, zaliczając całkiem anonimowy występ.

POMOCNICY

MATEO KOVACIĆ

Kibice Chelsea chyba nie doświadczyli tak beznadziejnego meczu Chorwata w jego 3-letniej przygodzie z klubem. Wiadomo, cała Chelsea mogła spisać się lepiej, bo zawalił głównie kolektyw, brak współpracy i determinacji, a także taktycznego wyrachowania. Niemniej Kovacić kompletnie nie radził sobie z wymiennością pozycji Silvy, Fodena, Gundogana, Cancelo i De Bruyne. Nie potrafił doskoczyć na czas, nie potrafił czysto odebrać piłki, a nawet nie robił tego, co zwykle wychodzi mu dobrze – dryblować i podawać piłki do kolegów. W końcu, po wielu faulach wynikających ze słabej dyspozycji, złapał żółtą kartkę i za niego na boisku pojawił się Havertz.

ALEX OXLADE-CHAMBERLAIN

XDDD. Tyle. Tak bezproduktywnego piłkarza Liverpoolu nie widzieliśmy chyba od czasów występów Milana Jovanovicia.

NAPASTNICY

LYS MOUSSET

Wielkimi odkrywcami nie będziemy, mówiąc że Sheffield ma w tym sezonie problem z napastnikami. Oni pewnie też mają problem ze sobą, bo McGoldrick, Sharp, McBurnie, Brewster, Burke i Mousset strzelili łącznie… 6 goli. Z tego aż 4 są autorstwa McGoldricka. W meczu z Crystal Palace w końcu szansę otrzymał Lys Mousset, który w zeszłym sezonie całkiem sporo punktów zapewnił Szabelkom, był swego rodzaju super rezerwowym. Nie wykorzystał tej szansy, tak jak Sheffield nie wykorzystywało sytuacji w tym sezonie. Mousset wytrwał na boisku aż 61 minut, co i tak było przejawem wielkiej wiary Chrisa Wildera. Jego statystyki?

0 strzałów
0 kluczowych podań
0 dośrodkowań
0 udanych dryblingów (3 próby)
0 prób odbioru piłki
0 przejęć
0 pojedynków główkowych

Równie dobrze na boisku mogło go nie być.

MOHAMED SALAH

Egipcjanin zaczyna irytować coraz mocniej. Z Newcastle po prostu nie trafiał w bramkę, co da się jakoś wytłumaczyć, bo przynajmniej dochodził do sytuacji strzeleckich. Ale przeciwko Southampton kompletnie zmiótł go blok defensywny Świętych, wysyłając Egipcjanina do czasów, gdy kopał się po czole w Chelsea. Brakowało skuteczności, brakowało mobilności, wszystkiego brakowało. Cytując Krzysztofa Kononowicza – jak tak Liverpool będzie grał, to niczego nie będzie.

PATRICK BAMFORD

Tercet z Leeds w naszej jedenastce uzupełnia napastnik, który przyzwyczaił nas do tego, że jednak gole potrafi strzelać. Wysoko przez niego postawiona poprzeczka tym razem jednak okazała się nie do przeskoczenia i do głównie nieskuteczność Bamforda sprawiła, że Leeds kończyło mecz z Tottenhamem na zero z przodu.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie