Z wielkimi oczekiwania idzie widmo wielkich rozczarowań. Gdy do klubu dołącza zawodnik, który w młodym wieku ma w teorii zrobić karierę na miarę największych, to z natury podchodzimy do tego sceptycznie. Talent wymaga czasu i pracy, również cierpliwości, którą musi wykazać się William Saliba.

Francuski obrońca był jedną z głównych postaci jednego z najciekawszych okienek Arsenalu w ostatnich latach. Lato 2019 przyniosło do klubu Nicolasa Pepe, Daniego Ceballosa, Davida Luiza i właśnie jego, 18-letniego defensora St. Etienne. Rosły nastolatek był przebojem Ligue 1, wyglądał niesamowicie pod względem fizycznym.

Mierzący 192 centymetry William rósł z każdym meczem w klubie, którego był wychowankiem. Widać było tę niesamowitą więź pomiędzy nim, a kibicami Les Verts. Kibice Arsenalu mogli być zachwyceni, widząc sceny, gdy Willo świętuje awans w pucharze pomiędzy kibicami. Przez megafon prowadził doping ludzi, którzy zdążyli się w nim już zakochać. Podobnie jak fani Kanonierów, a Arsenal był niezwykle zmotywowany, aby to właśnie do nich trafił ten młodzieniec.

Było sporo walki z innymi chętnymi. Real i Tottenham bacznie obserwowali sytuację i wyczekiwali na swoją szansę. Szczególnie rywale z Londynu okazali się groźnym przeciwnikiem w negocjacjach. Stale podbijali cenę, a St. Etienne zacierało rączki na finał tych rozmów. Ostatecznie William wybrał Arsenal, a Kanonierzy zobowiązali się zapłacić za niego 34 miliony euro. Ogromne pieniądze za zawodnika, który dopiero rozpoczyna swoją przygodę w dorosłej piłce.

Niezwykle droga zabawka

Arsenal zaraz po tym zdecydował się wypożyczyć Salibę do jego macierzystego klubu. Miała być to część umowy między stronami, której Kanonierzy szybko mieli pożałować. Już po dwóch miesiącach musieli interweniować w sprawie rehabilitacji, jaką przechodził we Francji po pierwszej z kontuzji.

Claude Puel widział w nastolatku podporę swojej defensywy i nie zamierzał tracić punktów z uwagi jego urazu. Szczególnie że zawodnik nie był w zasadzie już częścią jego drużyny. Doszło wtedy do szeregu spięć pomiędzy stronami, a przyśpieszenie rehabilitacji Williama doprowadziło do przerwy, która trwała ponad dwa miesiące. Arsenal już wtedy poważnie myślał nad ściągnięciem obrońcy do klubu, jednak blokował to aspekt finansowy.

W pierwszy możliwym terminie Saliba wrócił do Londynu, co i tak spotkało się z małym skandalem. Willo 1 lipca powrócił do Londynu, a jego wypożyczenie do St. Etienne wygasło. Problem w tym, że 24. dnia tego miesiąca jego drużyna grała w finale Pucharu Francji przeciwko PSG. Sam zawodnik chciał pomóc drużynie w tym spotkaniu, gdyż sam na ten finał zapracował. Arsenal jednak pozostawał nieugięty. Podejście jego byłego klubu do jego zdrowia i podatność na kontuzje postawiły krzyżyk nad dyskusją na temat jego powrotu.

Źródło: Eurosport

Sam Saliba miał być niezwykle rozczarowany tą decyzją i trudno się dziwić. Nie mógłby lepiej pożegnać się z klubem, który dał mu szansę na wielką karierę. Decyzja Arsenalu była czysto biznesowa, suche fakty przemawiały za ich decyzją. Zdrowie Willo było dla nich ważniejsze. Dodatkowo w przypadku zwycięstwa St. Etienne byli zobligowani do wypłacenia dodatkowych pieniędzy za jego transfer, jeśli sam Saliba w tym spotkaniu zagra. Jasne jest, że zagrałby, dlatego trudno dziwić się decyzji Londyńczyków.

Rodzinna tragedia, Saliba traci grunt

Wydawało się, że pasmo pecha jest już za Francuzem. Trafił do klubu, który miał go strzec jak oczka w głowie, dodatkowo pod rękę człowieka, który daje szansę każdemu, aby ten udowodnił swoją użyteczność dla drużyny. Wielka był fascynacja, gdy William wyszedł w pierwszym składzie na pierwszy sparing w sezonie. Wydawało się, że zawodnik z miejsca wejdzie do drużyny, lecz tak się nie stało.

Nagle Saliba zniknął z radarów. Przestał pojawiać się na zdjęciach z treningów, a dziennikarze donosili, że przebywa we Francji. Wszyscy spodziewali się, że to może kolejne wypożyczenie, choć wydawało się to dziwne, aby na tym etapie zdecydować o jego przyszłości. Prawda jednak ujrzała światło dzienne dopiero w okresie jesieni. William zaraz po przenosinach do Londynu stracił mamę. Ta w jego życiu miała szczególne miejsce. Był z nią niezwykle zżyty, była jego doradcą, ale i wsparciem, jakiego nie miał w nikim innym. Nagle zawalił się jego grunt pod nogami, co całkowicie go rozbiło.

Arsenal pozwolił mu zostać we Francji, jak długo tego potrzebuje, ale sam zdecydował się wrócić po dwóch tygodniach. Jednakże to nie był już ten sam uśmiechnięty Willo.  Zaczął się wtedy jego najgorszy okres w karierze. Saliba nie dorównywał partnerom na boisku, opuszczał sekcje treningowe. Klub na to przyzwolił, jednak odbiło się to na samym zawodniku. Nie został zgłoszony do Ligi Europy z uwagi na trwające negocjacje z St. Etienne w sprawie jego wypożyczenia. Mimo że relacje pomiędzy klubami nadal były bardzo chłodne, to uznano, że powrót do miejsca, jakie zna jak własną kieszeń dobrze mu zrobi. Niestety kluby nie potrafiły dogadać się między sobą i William pozostał w Londynie. Tak rozpoczęła się tułaczka obrońcy w klubie z Północnego Londynu.

34 miliony na zawodnika rezerw

Trudno tak naprawdę powiedzieć co wydarzyło się w okresie jesiennym pomiędzy Salibą a Artetą. Hiszpan całkowicie zrezygnował z usług młodzieńca, kryjąc się za wymówką, że dokładnie określił, z kogo będzie korzystał w tej rundzie. Saliby w tych planach nie było. Dlatego Francuz grał wyłącznie na poziomie U21, co było ujmą zarówno na jego nazwisku, jak i samym Arsenalu.

Przypominało to przeciąganie linii i oczekiwanie, kiedy Arteta wreszcie się złamie. Coś było nie tak, a utwierdziły obserwatorów w tym same wpisy zawodnika na Instagramie. W jednym z komentarzy dało się odczuć, że William ma za złe Mikelowi jego brak wiary. Czuł się opuszczony i sam w klubie, w którym miał być przyszłością.

Problem w tym, że Arteta nie był zmuszony do stawiania na Salibę. Mimo kryzysu, jaki przeżywał Arsenal, to ostatnim do krytyki byli jego defensywni zawodnicy. Para Gabriel Magalhães – Rob Holding wyglądała przyzwoicie, a to był priorytet Artety. Gdyby któryś z nich faktycznie zawiódł, to w obwodzie był jeszcze Pablo Mari, czyli naturalny zmiennik dla Brazylijczyka. Hiszpan okazał się użyteczny w momencie, gdy Gabriel wypadł z uwagi na czerwoną kartkę. Były zawodnik Flamenco pokazał się z tak solidnej strony, że dziś pojawiają się głosy, które forsują tezę o tym, aby to Hiszpan był pierwszym wyborem w defensywie Arsenalu.

Przyszłość Saliby wiązała się z wypożyczeniem.

Uratować sezon

Wielokrotnie dyskutowano na temat jego przyszłości pomiędzy agentami Saliby a Edu. Brazylijczyk powtarzał, że zrobią to, co najlepsze dla niego przyszłości, która związana jest z Arsenalem. W dyskusjach tych temat omijał Artetę, który skupił się na wyciągnięciu drużyny z kryzysu. Dopiero spotkanie pod koniec roku pozwoliło na ustalenie konkretów.

Tam miała paść deklaracja, że Saliba ma przyszłość w tej drużynie. Arteta wierzy w niego i w to, że będzie topowym defensorem w lidze. Jednak nie mógł teraz zawierzyć defensywy dwóm tak młodym i niedoświadczonym zawodnikom, jak Saliba i Gabriel. Obaj dopiero wyjechali z Ligue 1 i nie mogli od, tak wejść razem do składu. Tym bardziej cierpliwym miał być właśnie Francuz.

 

Źródło: Arsenal

 

Priorytetem było wypożyczyć go do jednego z klubów Premier League, lecz oferty jakie pojawiały się na stole nie gwarantowały mu pierwszego składu. Kolejne zmarnowane pół roku nie wchodziło w grę, dlatego powrócił pomysł wypożyczenia do Francji. Miało to także pomóc mentalnie odbudować się 19-latkowi.

Najbardziej konkretna okazała się propozycja pochodząca z OGC Nice. Klub, który przed kilkoma tygodniami zwolnił Patricka Vieirę, poszukiwał defensora, który zagwarantowałby duży skok jakości w obronie. Lekiem na całe zło ma być właśnie Saliba. Klub zagwarantował, że William może liczyć na zaufanie nowego szkoleniowca i opiekę pod każdym aspektem, nawet pozaboiskowym. To miało przekonać Arsenal, że to właściwy kierunek dla młodego zawodnika.

Jego przyszłość nadal jest w Północnym Londynie i nikt nie zamierza z niego rezygnować. Piłka to jednak sport, w którym nie da się niczego zaplanować. Czasem talent nie wystarczy, aby stać się największym, czasem to cierpliwość pozwala na spełnienie oczekiwań. Nawet jeśli droga do tego nie jest najłatwiejsza.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie