Szybkie trzy gole, pełna kontrola nad przebiegiem spotkania i bezradni rywale. W niedzielnym meczu z Chelsea zobaczyliśmy po dłuższej przerwie Manchester City, jaki znamy z minionych kilku lat. O swoim kunszcie trenerskim przypomniał wszystkim również Pep Guardiola, który pomysłem taktycznym kompletnie zaskoczył przeciwników. Skąd ta nagła eksplozja formy?

Za chwilę ktoś napisze komentarz, że to nie Manchester City zagrał tak świetnie, tylko Chelsea zaprezentowała się poniżej jakiejkolwiek krytyki. Oczywiście, The Blues od kilku tygodni są kompletnie pod formą i starcie z Obywatelami to potwierdziło. Frank Lampard coraz bardziej powinien zacząć obawiać się o swoją posadę, która wisi na włosku. 4 punkty na 18 możliwych to fatalny wynik i gdybyśmy nie rozmawiali o legendzie klubu ze Stamford Bridge, to Roman Abramowicz zapewne rozglądałby się już za następcą.

Postawa gospodarzy nie powinna jednak przysłaniać obrazu kapitalnego występu podopiecznych Guardioli. W ostatnich tygodniach Obywatele kilkukrotnie mierzyli się z drużynami z dołu tabeli i nie potrafili udokumentować swojej wyższości w tak przekonujący sposób. Zaskakujący remis z West Bromem najpierw uwydatnił problemy z tworzeniem sytuacji pod bramką rywala, a następnie z ich wykorzystywaniem. Zwycięstwo z Newcastle w Boxing Day powinno być przynajmniej dwa razy bardziej okazałe, biorąc pod uwagę postawę rywala, który nawet nie próbował udawać, że zależy mu na zdobyciu gola.

Nawet derby Manchesteru, rozegrane kilka dni po bolesnej porażce United w Lipsku, nie były w stanie wygenerować u graczy City odpowiedniej motywacji, aby powalczyć o coś więcej niż bezbramkowy remis. Po drodze trafiło się zwycięstwo 4:1 w Pucharze Ligi nad Arsenalem, jednak to tam dopatrywałbym się raczej słabości rywala. A konkretnie rezerwowego bramkarza Kanonerów – Alexa Runarssona – i całej linii defensywnej.

Największa broń City? Wymienność pozycji i brak napastnika

Kiedy godzinę przed meczem udostępniono skład Manchesteru City, większość obserwatorów zapewne spodziewała się Raheema Sterlinga na środku ataku. To był jednak jeden z tych dni, gdy Pep Guardiola zamieszał ustawieniem swojego zespołu w niezwykle ciekawy sposób. Chociaż kto uważnie śledził mecze Obywateli na tym etapie sezonu przed rokiem, nie powinien być raczej zdziwiony. City zagrało wczoraj bez klasycznego napastnika, ale także nie na jedną “fałszywą dziewiątkę”. Zawodników wbiegających na pozycję napastnika było jednak kilku. Pomocnicy The Cityzens umiejętnie dzielili się tą rolą, z czym kompletnie nie poradzili sobie gracze Chelsea. 

Kevin de Bruyne był najjaśniejszą postacią City w tym meczu.

Heatmapa Kevina De Bruyne ze starcia na Stamford Bridge. Kreator gry Manchesteru City pojawiał się w każdym miejscu boiska. Źródło: Whoscored

Najczęściej rolę najwyżej wysuniętego atakującego pełnił Kevin De Bruyne. Belg zagrał wczoraj jeden z najlepszych meczów w sezonie, jednak to samo można powiedzieć o kilku innych piłkarzach City. Chociażby o Bernardo Silvie, który od kilku miesięcy był cieniem samego siebie. Na Stamford Bridge grał trochę niżej od Belga i często odpowiedzialny był za rozprowadzanie ataków gości. Nie sposób nie wspomnieć o Ilkayu Gündoganie, który w ostatnich tygodniach zmienił się w rasowego snajpera. Jego bilans to 3 gole w 4 ostatnich kolejkach Premier League

Pierwsza bramka Obywateli była idealnym przykładem wymienności pozycji. W akcji z 18. minuty to Niemiec pojawił się nagle na środku ataku. Przyjęcie, obrót i uderzenie Gündogana wyglądało jak wyjęte żywcem z podręcznika gry klasycznej “dziewiątki” napisanego przez Sergio Agüero. Na wyróżnienie zasługuje także Phil Foden. Młody Anglik po raz kolejny pokazał Guardioli, że zasługuje na pierwszy skład w lidze i nie brakuje mu niczego, aby grać w każdej kolejce. Przy bramce na 2:0 to on odnalazł się w polu karnym, a dogrywał mu De Bruyne, który w tej akcji zajął pozycję na lewym skrzydle. 

Ilkay Gundogan prezentuje świetną formę w barwach City.

Mapa kontaktów z piłką Ilkaya Gündogana. Niemiec miał w tym meczu dużo swobody i często opuszcał pozycję defensywnego pomocnika. Źródło: Whoscored

Kiedyś to już grali

Takie rozwiązanie taktyczne nie jest jednak nowością w wykonaniu Pepa Guardioli. Dokładnie w ten sam sposób Katalończyk rozmontował przed rokiem Manchester United w pierwszym półfinałowym meczu Carabao Cup. Starcie na Old Trafford zakończyło się wtedy również wynikiem 1:3 dla gości. To ustawienie zadziałało na tyle dobrze, że Guardiola postanowił powtórzyć je w pojedynku z Realem Madryt w Lidze Mistrzów. Na Estadio Santiago Bernabéu przez większość część meczu Gabriel Jesus pełnił rolę lewego pomocnika, a KDB i Bernardo byli najbardziej wysuniętymi graczami środka pola. 

W tamtym meczu Jesus wrócił na środek ataku dopiero po pojawieniu się na murawie Raheema Sterlinga, gdy trzeba było gonić wynik. Nie zmienia to jednak faktu, że plan taktyczny działał dobrze, a o utracie bramki zadecydował błąd indywidualny. W tym momencie samo nasuwa się pytanie – dlaczego Guardiola tak rzadko decyduje się na tego typu rozwiązanie?

Drużynę buduje się od tyłu

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że po raz kolejny świetny występ zaliczyli John Stones i Rúben Dias. Anglik i Portugalczyk stanowią obecnie parę nie do przejścia. Wystrzegają się nieodpowiedzialnych błędów, bije od nich pewność siebie, a przy stałych fragmentach królują w powietrzu. Małym kamyczkiem do ogródka defensywy City jest z pewnością stracony gol w doliczonym czasie gry, ale nie można mieć wszystkiego. To pierwsza bramka stracona przez City od 623 minut, gdy na boisku przebywają Stones i Dias. 

Świetna postawa tego pierwszego zwiastuje powrotem do reprezentacji Anglii i walką o skład na EURO 2020. Aymeric Laporte ma naprawdę twardy orzech do zgryzienia, bo Stones nie ma zamiaru oddawać miejsca w pierwszej jedenastce. Przed Francuzem mnóstwo pracy o powrót do składu. Rywalizacja w defensywie na tak wysokim poziomie powinna niezwykle cieszyć wszystkich fanów Obywateli. Po odejściu Vincenta Kompany’ego to z tą formacją było najwięcej kłopotów na Etihad Stadium, ale kto dzisiaj o nich pamięta?

W tym momencie wydaje się, że Pep Guardiola popisowo wyszedł z kryzysu, który był tak widoczny na początku tego sezonu. We wrześniu jego drużyna straciła 5 goli na własnym stadionie w meczu z Leicester. Od tego czasu Katalończyk skupił się na poprawie defensywy i skutki są zachwycające. Ucierpiała na tym ofensywa, ponieważ gra dwoma defensywnymi pomocnikami znacząco obniżyła siłę rażenia. Jednak jak zobaczyliśmy na Stamford Bridge, wszystko wraca do normy. Czy na stałe? 

Manchester City traci już zaledwie 4 punkty do Liverpoolu i Manchesteru United, przy jednym rozegranym meczu mniej. W najbliższych 6 kolejkach The Cityzens zmierzą się z Brighton, Crystal Palace, Aston Villą, West Bromem, Sheffield i Burnley. Idealny czas na potwierdzenie, że mają ochotę na odzyskanie tytułu mistrzowskiego. Sytuacja na czele tabeli robi się coraz ciekawsza, a na koniec stycznia może być jeszcze goręcej.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie