Po ósmej porażce, w obliczu pogarszającej się sytuacji w tabeli Mikel Arteta wyraził zaniepokojenie obecną formą swoich podopiecznych. Nie były to zapewne słowa, na które czekali kibice. Co więcej, fani byli wyraźnie zaskoczeni opinią szkoleniowca na temat ostatnich wyników.

To spotkanie było bardzo podobne do poprzednich: próbujemy, dominujemy, ale przegrywamy małymi momentami. Mieliśmy szansę ale ostatnie strzały czy ostatnie podania nigdy nie kończą się tak, jak powinny – mówił Hiszpan.

Arsenal w teorii rzeczywiście dominował na Goodison Park, jednak było to dokładnie tym, czego oczekiwała ekipa Carla Ancelottiego. Taktyczne zagrywki szkoleniowca The Toffees pozwalały Kanonierom na dłuższe przetrzymywanie piłki oraz spokojniejsze rozgrywanie akcji. Pomimo tego, skuteczność, a raczej celność drużyny trenera Artety, wołały o pomstę do nieba. Zagrozili poważnie bramce Jordana Pickforda dwukrotnie, zdobywając jednego gola. Zresztą, nie był to pierwszy raz, gdy Londyńczycy kontrolują futbolówkę zdecydowanie dłużej niż przeciwnicy. Problem w tym, że nic z tego nie wynika. Z ośmiu ostatnich spotkań, w których zawodnicy Arsenalu spędzili więcej czasu w posiadaniu futbolówki, aż sześć zakończyło się ich porażką.

Na tę kwestię zwrócił uwagę były obrońca Liverpoolu, Jamie Carragher, tłumacząc styl gry The Gunners. Jednocześnie wskazał, że defensorzy mają z nimi zazwyczaj bardzo łatwe przeprawy:

Przesuwają piłkę powoli do przodu. Bardzo rzadko wchodzą w indywidualne starcie z obrońcami, nie mówiąc o próbie minięcia któregoś w sytuacji jeden na jeden. Arteta potrzebuje trzech lub czterech okienek. Obecna drużyna nie jest po prostu wystarczająco dobra. Ich polityka transferowa od lat była szokująco zła, naprawdę tragiczna.

Trudno odmówić racji legendzie The Reds, skoro liczba dryblingów Kanonierów jest większa jedynie od Burnley i Sheffield, a ich ostatnie zwycięstwo w Premier League miało miejsce 1 listopada. Co więcej, w ostatnich pięciu wyjazdowych meczach Arsenal nie trafił z otwartej gry ani razu.

Mając wszystkie powyższe statystyki i dane w głowie, przypomnijmy, co miał do powiedzenia sam Arteta, który przyczynę tak słabych wyników, upatruje w… szczęściu. W wywiadzie po spotkaniu skwitował grę swojego zespołu tym, że los nie jest po ich stronie. Prócz tego dodał, że taka ilość stworzonych okazji powinna wystarczyć, by nie przegrać spotkania. Podkreślił, że czeka ich ciężka walka w najbliższych tygodniach.

Kibice i dziennikarze zgadzają się co do tego, że problemem nie jest szczęście. Jest nim brak pomysłów czy ciekawych, ofensywnych rozwiązań. Obserwowanie tego, czym Arsenal obecnie jest, określa się jako jedną z największych zmian, jakie zaszły w drużynach z klasycznego Top Six. Powrót do tego, co wcześniej dla Kanonierów było regularnością, czyli Ligi Mistrzów lub walki o górne miejsca w tabeli, stanie się nie lada wyzwaniem. Na pewno bardzo bolesnym.

Zgadzacie się ze słowami byłego obrońcy Liverpoolu, czy może stajecie po stronie obecnego szkoleniowca The Gunners?

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie