Kolejna seria spotkań za nami! Jak zwykle nie zabrakło emocji, a nasi redaktorzy postanowili wyróżnić tych, którzy na to w ich opinii zasłużyli. Po zaciętym głosowaniu, tak przedstawia się jedenastka najlepszych zawodników minionej kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

Kasper  Schmeichel

Leicester górował w tym spotkaniu, a na Kaspera Schmeichela w bieżącym sezonie trochę narzekaliśmy. Przy okazji starcia z Tottenhamem zrobił jednak wszystko co do niego należało, aby utrzymać „0” z tyłu. Popisał się szczególnie w końcowych 20-30 minutach, najpierw łapiąc groźny strzał Harry’ego Kane’a z dystansu, a później świetnym refleksem ratując zespół przed golem Heung-Min Sona.

OBROŃCY

Andy Robertson

Jordan Henderson często schodził do asekuracji swoich bocznych obrońców, przez co Trent Alexander-Arnold i Andy Robertson mieli spore pole do popisu pod bramką Crystal Palace. Szkot przy pierwszej bramce Roberto Firmino zaliczył długi sprint lewą flanką i posłał idealne dośrodkowanie w pole karne. Od jego przejęcia bezpańskiej piłki zaczęła się też akcja zakończona trafieniem Hendersona. Stworzył najwięcej sytuacji w całym meczu, wykonał 2/2 udane wślizgi, 3 razy wybijał piłkę. Nie ma Virgila van Dijka, ale defensywa The Reds wygląda świeżo.

John Stones

Jeszcze niedawno nie pomyślelibyśmy, że John Stones może być w stanie wygryźć ze składu Aymerica Laporte. Dzisiaj ciężko znaleźć byłoby sens w odstawieniu Anglika od składu. Kolejny raz w dużej mierze przyczynił się w zachowaniu przez Manchester City czystego konta.

Wygrał 4/6 podjętych pojedynków, blokował groźne strzały, z łatwością odbierał piłkę ofensywnym piłkarzom Świętych. To siódme czyste konto zespołu Pepa Guardioli ze Stonesem w składzie z rzędu. Nic dziwnego, że już pojawiły się plotki o przedłużeniu kontraktu.

Yerry Mina

Kolumbijczyk przyzwyczaił nas do tego, że bywa czasem elektryczny, ale nie tym razem. Mimo straconego gola, przy nielicznych akcjach w Arsenalu w pierwszej połowie, Yerry Mina zachowywał się dobrze. W drugiej połowie Kanonierzy ruszyli nieco mocniej do ataku, ale były defensor Barcelony był jednym z mocniejszych elementów tej układanki. Dowodem na to niech będą jego statystyki: 2 udane wślizgi, 2 wybicia, 2 zablokowane strzały i przejęcie piłki.

No i do tego to co najważniejsze – chwilę przed przerwą dał swojej drużynie prowadzenie, które utrzymało się już do ostatniego gwizdka.

POMOCNICY

Scott McTominay

Leeds United zostawiało w środku pola mnóstwo miejsca, a Szkot wykorzystał to do maksimum. Został najszybszym zdobywcą dubletu w historii Premier League, najpierw uderzając z odległości, a następnie zachowując się jak rasowy snajper w polu karnym. Przez cały mecz zaliczał niezłe wypady pod bramkę rywali, napędzając akcje Czerwonych Diabłów. Mógł zakończyć mecz z lepszym dorobkiem, bo posłał 3 kluczowe podania, jedno z nich zmarnował Anthony Martial strzelając w środek bramki z bardzo korzystnej pozycji.

Do tego spokojny w okolicach własnego pola karnego – często przerywał sytuacje Pawi i zaliczył 6 (najwięcej na boisku) wybić futbolówki. Jeden z lepszych meczów McTominaya w barwach Manchesteru United.

Bertrand Traore

Traore zaczyna wyglądać jak piłkarz, którego oczekiwano w Birmingham przy okazji zakupu. Bardzo aktywny z przodu, cały jego występ można zapisać na duży plus. Niezła wrzutka, po której do siatki trafił Anwar El Ghazi oraz własne wykończenie akcji, które w jego wykonaniu wyglądało prosto niczym najłatwiejsze podanie na własnej połowie. Często szukał pojedynków, z których w większości wychodził zwycięsko. Obok Jacka Grealisha najlepszy ofensywny piłkarz tego spotkania.

Mohamed Salah

Można zagrać tylko 30. minut i znaleźć się w XI kolejki? Oczywiście, że można! Mohamed Salah pokazał w meczu z Crystal Palace dlaczego nie warto go sadzać na ławce rezerwowych. Gdy wszedł, to po prostu robił co chciał. 2 gole (na przestrzeni kilku minut) + asysta. W Liverpoolu zrobiła nam się ciekawa rywalizacja między nowymi zawodnikami, którzy wchodzą do pierwszego składu, a starymi, którzy wcale tych miejsc nie chcą oddawać. Absolutnie nie posądzamy, że Egipcjanin mógłby zostać przez kogoś wypchnięty, ale możemy z pewnością stwierdzić, że nowe twarze wprowadzają zdrową rywalizację, która napędza wszystkich piłkarzy. Czym to owocuje? The Reds znowu na szczycie tabeli.

Bruno Fernandes

Playmaker światowej klasy. W tym momencie jest to jeden z najlepszych zawodników całej ligi. Gra oparta jest na jego wizji, to on decyduje jak gra Manchester United. Mecz z Leeds? Klasa. 2 gole + asysta. Tutaj absolutnie nie ma czego dodawać. Wszyscy menedżerowie Fantasy Premier League, którzy dali mu opaskę mogli w ten weekend świętować – to był świetny wybór. Portugalczyka nie opuszcza forma od wielu spotkań. Zaczynamy się zastanawiać czy kiedykolwiek w ogóle opuści… Cóż, oby nie!

NAPASTNICY

Tammy Abraham

Tammy Abraham nie jest idealny i daje czasem powody do narzekań, ale robi coś, czego Timo Werner ostatnio zapewnić nie może. Zdobywa bramki. Czasami bywa dla fanów The Blues irytujący, ale z 2 strzałów wycisnął 2 gole i dał spokój, którego tak bardzo w tym meczu Chelsea potrzebowała. Powalczył nawet trochę w odbiorze, ale nie to należy do jego głównych obowiązków. Dopóki Niemiec sprowadzony z RB Lipsk się nie odblokuje, forma strzelecka Abrahama czy Oliviera Giroud jest na Stamford Bridge bezcenna. Oby tak dalej.

Jamie Vardy

To już kolejny raz, gdy wrzucamy Jamie’ego Vardy’ego do naszej XI kolejki. Żadna z tych nobilitacji nie była naciągana. Znowu Vardy był kluczową postacią Leicester i doprawdy serce stanęło, gdy schodził z boiska z urazem. Bez niego Lisy mogą mieć trudności. Spotkanie z Tottenhamem do łatwych nie należało. Angielski napastnik zdobył w nim gola z karnego, a także nabił piłką Toby’ego Alderweirelda przy jego bramce samobójczej. Dwa gole, dwa razy jest tam Jamie Vardy. Wynik? 2:0. Pan Piłkarz. Trzymamy kciuki, by uraz nie był poważny!

ROBERTO FIRMINO

Jurgen Klopp bronił Brazylijczyka jak tylko mógł, a ten w minionej kolejce pokazał dlaczego. Do jego gry w spotkaniu z Crystal Palace najlepiej pasuje określenie „spokój”. W dużym zamieszaniu znalazł Sadio Mane przy okazji gola Senegalczyka. Akcję zakończoną własnym, spokojnym strzałem zainicjował świetnym podaniem otwierającym do Andy’ego Robertsona, a drugie trafienie zaliczył podcinką. Wyglądał, jakby miał luz we wszystkim co robi na boisku. Nic dziwnego, że po zejściu z murawy kamery ciągle wyłapywały go uśmiechniętego od ucha do ucha.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie