Wczoraj pisaliśmy o tych, którym poszło. No ale wszystkim pójść nie mogło, bo futbol byłby bez sensu. Jednakże niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza Antyjedenastka 12. kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

EDOUARD MENDY

Fani Chelsea mogli sobie puścić „Bohemian Rhapsody” w 22. minucie meczu z Evertonem. Is this a real life? Is this just fantasy? Edouard Mendy zachował się jak Kepa po dwutygodniowym maratonie alkoholowym. Zupełnie bezsensownie i bezpardonowo wjechał w Dominica Calverta-Lewina, gdy ten wykopnął sobie piłkę już za linię końcową. Senegalczyk był spóźniony jak pociąg PKP do stacji Warszawa Zachodnia. Tym gorzej dla niego, że było to w polu karnym, sędzia bez wahania wskazał na wapno, a Sigurdsson posłał Mendy’ego w maliny. To był jedyny gol w spotkaniu i Chelsea zakończyła serię meczów bez porażki, m.in. przez fatalny błąd swojego nowego bramkarza.

OBROŃCY

NELSON SEMEDO

Wolverhampton nie powinno tego meczu przegrać. Byli od Aston Villi znacznie lepsi. Ale przegrali, bo Semedo odcięło prąd i w końcówce meczu sprokurował rzut karny. Tak nie można, panie Semedo. Tym bardziej, że Portugalczyk jest świeżo po tym, jak zapakował swojaka w starciu z Liverpoolem.

BRANISLAV IVANOVIĆ

Mówimy czasem, że faceta ocenia się po tym jak kończy. Ivanović skończył tak jak i zaczął. A rozpoczął swój spektakl bardzo wcześnie, bo już w 15 sekundzie meczu. Pozornie łatwa długa „laga” z obrony Newcastle miała paść jego łupem. Serb jednak się przeliczył, Wilson przewiózł go na plecach, a 10 sekund później piłka była już w siatce West Bromu, bo Ivanović był ostatnim obrońcą swojej drużyny. Przy drugim golu dla Newcastle również zawalił – nawet jeśli dośrodkowanie z prawej strony minęło pierwszego środkowego obrońcę, to Brana miał wybić piłkę. Pozwolił jednak wyprzedzić się Gayle’owi jak Kojot słynnemu Pędziwiatrowi i snajper Newcastle miał otwartą drogę do bramki. Chyba jednak Iva nie jest jak serbskie wino, bo z wiekiem brakuje już czujności i szybkości.

EZGJAN ALIOSKI

Niby Macedończyk nie zawinił przy trafieniu Soucka, ale też nie jest przypadkiem fakt, że został zmieniony już w przerwie. Lewy obrońca Leeds United znowu nie dojechał z formą, mając wielkie problemy z powstrzymaniem Coufala, Benrahmy, a nade wszystko Bowena. Ta trójka regularnie penetrowała stronę boiska, którą obstawiał właśnie Alioski. Przełożyło się to na kilka dogodnych okazji Młotów, tym bardziej, że 28-latek nie rozpieszczał swoich kolegów pracą w defensywie – dwa faule, zero odbiorów, zero przechwytów, no słabo, słabo.

POMOCNICY

GRANIT XHAKA

Nie mamy skrupułów nazwać Granita Xhaki glinianym naczyniem. Jeśli ktoś jeszcze się zastanawiał, dlaczego Szwajcar nie nosi opaski kapitańskiej w Arsenalu, to miał kolejny powód dodany do długiej listy. No nie no, nie mamy słów. Arsenal męczy się, każdy mecz to dla tego zespołu droga krzyżowa. Nawet Burnley, które jakością piłkarską bardziej przypomina League One, sprawia problemy Kanonierom. Co robi Xhaka? Dokonuje na środku boiska faulu taktycznego na McNeilu, w dość bezpardonowy sposób powalając go. Gdy Anglik się podnosi z pretensjami, Xhaka odpina wrotki, przepycha się z przeciwnikiem, a odciągającego go Tarkowskiego łapie za szyję, jak gdyby ten szepnął do niego „choke me, Granit”. Czerwona kartka, dziękujemy, do widzenia. Arsenal traci całkowicie inicjatywę, zalicza 4 domową porażkę z rzędu (pierwsza taka seria od 1959 roku). Brawo, brawo Xhaka. Do utylizacji.

GEORGINIO WIJNALDUM

Holender ląduje tu głównie dlatego, że kogoś trzeba było ze środka Liverpoolu wybrać. A że Wijnaldum miał najmniej wygranych pojedynków, wykreowanych szans, odbiorów, dryblingów etc.etc., to wybór mógł być tylko jeden. 30-latek jest uosobieniem tego, jak bardzo The Reds przeciwko Fulham nie szło. Podopieczni Jurgena Kloppa właściwie przegrali to starcie w środku pola, dając się zdominować takim tuzom jak Zambo Anguissa, Mario Lemina i Ruben Loftus-Cheek.

DOUGLAS LUIZ

Nie będziemy kłamać – zaważyła czerwona kartka, bo blisko nominacji był Kevin De Bruyne i Bruno Fernandes, których zupełnie wyłączono z gry w Derbach Manchesteru. Pogodzeni zostali przez Douglasa Luiza, który napytał Aston Villi biedy. Brazylijczyk złapał żółtą kartkę już w 14. minucie, ale zamiast się na tym zatrzymać, pędził w swoim bobsleju dalej, waląc po nogach rywala. W końcu wyleciał w 85., tym razem za starcie w powietrzu. Podczas walki o piłkę z Danielem Podence, Luiz postanowił pomóc sobie łokciem. Zdzielił nim Portugalczyka, Mike Dean zasłużoną drugą żółtą kartkę i odesłał pomocnika pod prysznic. Trudno ten faul wytłumaczyć – nie był ani potrzebny pod względem taktycznym, ani Podence nie ośmieszył przeciwnika, no nic, zupełnie nic nie zaszło. Trzeba takie czerwone kartki ganić. Więc ganimy.

KAI HAVERTZ

Czy to powinien być koniec taryfy ulgowej dla Kaia? Niemiec narzekał już w wywiadach na zupełnie inne tempo gry i wymagania fizyczne w Premier League. Dodatkowo w ostatnich tygodniach przeszedł COVID-19, który dość mocno go sponiewierał (jak wspominał sam zainteresowany i Frank Lampard). Obecnie jednak przez kontuzje wypadli Ziyech, Pulisic i Hudson-Odoi, więc Havertz staje się obok Wernera i Mounta kolejnym przerabianym skrzydłowym. I widać, że mu ta pozycja nie leży, ale to kolejny jego mecz, gdy po udanej piętce czy wyjściu spod pressingu traci głupio piłkę, daje się przepychać przeciwnikom, brakuje mu agresji czy po prostu nie daje żadnych kreatywnych rozwiązań w ofensywie. Nie tego oczekiwaliśmy od takiego talentu.

NAPASTNICY

PIERRE-EMERICK AUBAMEYANG

Aubameyang wreszcie strzelił gola po dośrodkowaniu. To dobra wiadomość dla kibiców Arsenalu, bo Kanonierzy w dwóch ostatnich ligowych meczach posłali kilkadziesiąt długich piłek w pole karne. Być może dzięki przełamaniu przeciwko Burnley, podopieczni Mikela Artety zyskają drugie życie, które pozwoli odbić im się od dna. A nie, czekaj. Auba to nie ta bramka, Auba nieeeeeeeeeeeeeeeeeeCheems Crying Buff Doge Meme Coffee Tea Mug 11oz Latest Dank | Etsy in 2020 | Funny memes, Cute memes, Doge meme

ABOUBAKAR KAMARA

AK47 znów wystrzelił! Szkoda, że w Fulham nie wyłączyli opcji „friendly fire”. Scott Parker musi poważnie zrewidować swoje decyzje w trakcie meczu. Niedługo, gdy będzie miał zrobić zmianę, zmieni się w zasępionego Pepa Guardiolę mówiącego „teraz to ja już nie chcę 5 zmian”. Bo jeśli ma wprowadzać na boisko Aboubakara Kamarę, który jako super-sub co mecz robi karnego dla przeciwników/dostaje czerwo, to chyba nie warto. Francuz znów to zrobił. Pojawił się na placu gry, mając dać energię do pressingu i szybkość w kontratakach. Stanął w murze i obrócił się popularną częścią ciała na 4 litery, nierozważnie unosząc ręce nad głowę. Karny, gol i Liverpool ratuje punkt w meczu z Fulham. A było tak blisko! Na razie Kamara zasługuje na miano największego „Impostora” w Premier League.

KAMIL TURBOGROSIK GROSICKI

Trochę się zastanawialiśmy nad umieszczeniem Polaka w tym zestawieniu. No bo mógłby tutaj trafić chociażby Sadio Mane, Willian albo Roberto Firmino, który zupełnie zniknął z radaru w meczu z Fulham. Ale jednak Grosicki nas bardziej „kupił” i swojej decyzji prędko nie zmienimy. Skrzydłowy WBA mógł zaliczyć każde możliwy powrót do Premier League… byle nie taki. 32-latek wszedł na boisko za Gallaghera, który dał beniaminkowi wyrównującą bramkę. Wszedł w minucie 80, a gdy zabrzmiał ostatni gwizdek, WBA już przegrywało. Bądźmy szczerzy – spora w tym zasługa Grosickiego.

Jasne, miał mało czasu, więc można go rozgrzeszyć z tego, że miał tylko dwa podania do kolegów i zero wykreowanych szans, dośrodkowań czy dryblingów. Ale trzy straty?! W dziesięć minut? Wynik mało imponujący. To jednak i tak nic, przy zachowaniu Polaka, którym uraczył kibiców WBA w końcówce spotkania. Jacob Murphy piłkę przyjął, dziubnął raz, drugi, podniósł głowę, dostrzegł wbiegającego Gayle’a i posłał kilkudziesięciometrowe dośrodkowanie, które przyczyniło się do wygranej Newcastle. A Grosicki? A Grosicki tylko stał i patrzył, w nosie mając atak na angielskiego skrzydłowego.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie