Zmiany zachodzą wszędzie i cały czas. Zmienia się klimat, zmieniają się nasze upodobania, zmienia się kurs złotówki. W sumie świat odwrócił się do góry nogami przy okazji wybuchu panującej pandemii, co oczywiście ma też wpływ na futbol. To prowadzi nas do tego, co od jakiegoś czasu w Anglii jest przedmiotem dyskusji średnio kilka razy dziennie – 5 zmian czy 3 zmiany?

Przed sezonem doszło do spotkania, na którym największe angielskie kluby zostały przegłosowane. Efektem był powrót do mniejszej liczby dozwolonych roszad w trakcie spotkań. Jednym z gości, który najgłośniej krytykuje taką decyzję jest Jurgen Klopp. Szkoleniowiec Liverpoolu lubi sobie czasem ponarzekać, a to na pracę sędziów, a to na wiatr, a to na cokolwiek. Tutaj trudno się jednak z Niemcem nie zgodzić. Podtrzymanie 5 zmian, tak jak miało to miejsce w końcówce ubiegłego sezonu, to jedyna słuszna decyzja. Jeżeli uważasz, że wprowadzenie trzech zawodników w czasie gry jest obecnie lepszą opcją, to widzę tylko dwa scenariusze:

a) boisz się, że twój zawodnik w Fantasy Premier League za szybko zejdzie z boiska i spadniesz w rankingu

Viaplay
Viaplay

b) kibicujesz drużynie, która nie ma 5 dobrych piłkarzy na ławce

Nie bez powodu gra się tak we wszystkich topowych ligach – Serie A, Ligue 1, La Liga czy Serie A – ale nie w Premier League. Na Wyspach zawsze lubili płynąć pod prąd, czasem sensownie, a czasem tak po prostu, z kaprysu. Oprócz Kloppa, najczęściej o braku szacunku dla zdrowia piłkarzy wypowiadał się Pep Guardiola. Tylko po co?

2:0 to niebezpieczny wynik

To zdanie podczas meczów słyszeliśmy już mnóstwo razy. Jeden kontratak, kontakt, oszołomienie po straconej bramce, kolejny cios, euforia po zremisowaniu, potem wrzutka znikąd i cyk, przegrywasz 2:3. Fajnie brzmi, niezbyt często się zdarza. Prawdopodobieństwo, że taki scenariusz mógłby się napisać w ostatnim meczu Manchesteru City z Fulham było znikome. Jednak Pep Guardiola, ten sam który naciska na wprowadzenie 5 zmian, pierwszy raz w swojej karierze postanowił nie zmienić żadnego zawodnika. W meczu, w którym jego drużyna oddała trzykrotnie więcej strzałów od swoich rywali. Swoją drogą nic dziwnego, że w cel trafiała tylko 1/3 z nich. W końcu zawodnicy mogli być… zmęczeni? O tym, że Kevin de Bruyne nie czuł się najlepiej przez ostatnie 25 minut meczu mówił sam menedżer, nie wyjaśnił jednak dlaczego w takim razie trzymał go na boisku.

Tłumaczył natomiast, że nie zdecydował się na zmiany, bo w Lidze Mistrzów zagra zupełnie inna jedenastka. Podczas meczu z Marsylią na boisku pojawiło się 5 piłkarzy triumfujących w weekend nad The Cottagers, ale możemy uznać ten argument. Szkoda tylko, że szansy nie załapał żaden z młodzików, którzy zasiedli na ławce. Szczególnie, że w razie kontuzji, których ryzyka przy braku 5 zmian Guardiola słusznie się obawia, mogą się oni jeszcze przydać.

Chcemy 5 zmian, więc teraz zrobimy tylko 2

Rywalizacja z ekipą Scotta Parkera to nie wyjątek. Guardiola w tym sezonie na wykorzystanie limitu zmian decyduje się rzadko, a robi je późno. Najświeższym przykładem jest mecz z… Marsylią. Menedżer chyba zbytnio przyzwyczaił się do zasad panujących w Premier League, a nikt nie przypomniał mu, że Liga Mistrzów działa inaczej. Tam 49-latek miał szansę wymienić aż 5 piłkarzy, ale postanowił zatrzymać się na 3. Dlaczego, skoro dla jego zespołu był to mecz o nic, a do tego prowadził już 3:0? Tego nie wie nikt.

Ale ostatnie mecze to żaden przypadek. Guardiola, mimo głośnego domagania się zwiększenia limitu, prawie nigdy nie decyduje się na wykorzystanie maksymalnej liczby rezerwowych. Na 10 do tej pory rozegranych meczów, zrobił to 3-krotnie – przeciwko West Hamowi (w przerwie z urazem zszedł Sergio Aguero), Burnley oraz Leeds. Tyle samo razy nie decydował się na choćby 2 roszady – mecze z Wolves (Ferran Torres za Raheema Sterlinga w 82′), Liverpoolem (Bernardo Silva za Torresa w 61′) i Fulham. Przeciwko Sheffield United zmiennicy pojawili się w 85. i 89. minucie.

W Lidze Mistrzów wygląda to trochę lepiej. Pięć zmian Hiszpan zastosował w pojedynkach z Marsylią i 2-krotnie Olympiakosem. Oznacza to jednak, że w połowie spotkań na murawę nie wybiegło więcej niż trzech zmienników, a przy okazji remisu z Porto, z ławki podniósł się tylko Gabriel Jesus.

Dwie twarze krytyków

Żeby lepiej zrozumieć sytuację, porównajmy pokrótce Guardiolę z drugim, najgłośniejszym zwolennikiem 5 zmian. Patrząc na roszady Kloppa od razu widać różnicę między menedżerami. Niemiec w tym sezonie ligowym tylko raz nie zdecydował się na maksymalne, 3 roszady, a było to starcie właśnie z The Citizens.

W Lidze Mistrzów również się nie ograniczał, wprowadzając z ławki 5 zawodników w 4/5 przypadkach (ominął tylko 5. kolejkę przeciwko Ajaksowi). W zespole z Anfield oprócz Alissona 7 piłkarzy przekroczyło już granicę 1000 rozegranych minut. Należy jednak pamiętać, że to od dawna ekipa grająca 12-13 zawodnikami. Do tego doszła jeszcze masa kontuzji, przez co doświadczeni żołnierze nie mogą opuszczać placu gry. U znanego z rotacji i silnej ławki Pepa, poza Edersonem, takich graczy jest 6. Może to już czas, aby Hiszpan zaczął korzystać z tego, co ma?

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie