Bardzo emocjonujący mecz mieliśmy okazję obejrzeć w sobotnie popołudnie na Tottenham Hotspur Stadium w Londynie. Pojedynek dwóch wybitnych trenerów zakończył się triumfem Jose Mourinho.

Spurs przystępowali do tego meczu jako czwarta drużyna w tabeli, ale trudno ich było nazwać faworytem w starciu z Manchesterem City. Obywatele od przegranego meczu z Leicester City zaliczyli serię dziewięciu meczów bez porażki. W tym spotkaniu Pep Guardiola musiał wystawić jedenastkę bez Sergio Aguero oraz Raheema Sterlinga, którzy nie byli w optymalnym zdrowiu. Plan Tottenhamu na ten mecz był natomiast prosty – wykorzystać atuty Kane’a oraz Sona z przodu i odpierać wszystkie ataki rywali przez dziewięćdziesiąt minut.

Skreślany Ndombele błyszczy w środku pola

Pierwszy gol w tym spotkaniu padł bardzo szybko, bowiem w czwartej minucie meczu. Szybkie rozegranie rzutu wolnego przez Koguty sprawiło, że można było zaskoczyć rywali. Kapitalnym zagraniem popisał się Tanguy Ndombele, który posłał piłkę do Heung-Min Sona. Wychodzący z bramki Ederson dał się oszukać i w taki sposób kibice Tottenhamu mogli się cieszyć z pierwszego gola.

Asysta Ndombele nie była jego jedynym udanym zagraniem w tym meczu. Francuz został ustawiony przez Mourinho trochę wyżej i często znajdował się przy piłce, ale ani razu jej nie stracił. To był znakomity występ piłkarza, który przez wielu był już skreślany w Tottenhamie. To nie pierwszy jego udany mecz w tym sezonie. Jego dyspozycja pomogła w zdemolowaniu Manchesteru United, a gdy schodził z boiska w meczu z West Hamem na tablicy wyników widniał wynik 3-0 (mecz zakończył się remisem 3-3).

Wejście smoka Lo Celso

Jose Mourinho przypieczętował wyższość nad Guardiolą w drugiej połowie, wprowadzając na boisko Giovanni’ego Lo Celso. Argentyńczyk potrzebował 35 sekund żeby trafić do siatki The Citizens. Był to jego pierwszy kontakt z piłką.

Przy tej bramce asystą popisał się Harry Kane. To już dziewiąta asysta Anglika w tym sezonie Premier League. Zarówno Kane jak i Son udowodnili dlaczego warto trzymać ich w składach Fantasy Premier League.

Mimo dobrego meczu w wykonaniu gości, nie udało się sforsować defensywy Tottenhamu. Podopieczni Guardioli oddali 22 strzały, ale tylko pięć z nich było celnych i z żadnego z nich nie padła bramka. Koguty z kolei czterokrotnie uderzały na bramkę, mieli łącznie 33% posiadania piłki, ale to wystarczyło. Wystarczyło, by odprawić rywali do tytułu mistrzowskiego z kwitkiem.

Takie rozstrzygnięcie oznacza wskoczenie Tottenhamu na fotel lidera z przewagą dwóch punktów nad Chelsea. Jutro może ich zrzucić tylko zwycięzca pojedynku Liverpool – Leicester.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie