Polska kolonia w Championship uległa ostatnio znacznemu powiększeniu. W minionym oknie transferowym na zaplecze Premier League z polskiej Ekstraklasy trafili Kamil Jóźwiak, Przemysław Płacheta i Michał Helik. Pierwszy z nich w reprezentacji zadebiutował już rok temu i jest teraz podstawowym skrzydłowym drużyny Jerzego Brzęczka. Płacheta szansę na debiut będzie miał podczas trwającego właśnie zgrupowania. Zawodnik Norwich został dodatkowo dowołany na listopadowe zgrupowanie i wiele wskazuje na to, że zobaczymy go na boisku w meczu z Ukrainą. Jak wyglądała jego droga na angielskie boiska?

Sportowa rodzina

Płacheta rozpoczynał swoją przygodę z piłką w Pelikanie Łowicz i Łódzkim Klubie Sportowym. Sport w jego życiu obecny był od samego początku. Rodzice amatorsko biegali i startowali w zawodach, tata grał również w piłkę w niższych ligach. Skrzydłowy Norwich jest najmłodszy z trójki rodzeństwa. Różnica między nim, a jego dwoma braćmi jest ogromna, bo gdy Przemek się urodził, to Marcin, najstarszy z nich, był pełnoletni i już pracował nad godnym podziwu sportowym CV. W 2001 roku Marcin był członkiem sztafety 4×100 metrów, która zdobyła złoto na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w Amsterdamie. Później zmienił dyscyplinę i ze stadionów lekkoatletycznych przeniósł się na tory bobslejowe. Na Igrzyskach Olimpijskich w Turynie startował w konkurencji czwórek. Trzy lata młodszy Sylwester także próbował swoich sił w bobslejach i od wielu lat gra w piłkę na poziomie amatorskim.

Przemek od początku był ukierunkowany na futbol, ale nie zamykał się na inne dyscypliny. Od małego imponował niezwykłą motoryką. W podstawówce z powodzeniem startował w zawodach lekkoatletycznych. Starsi bracia czuwali nad jego rozwojem i bazując na swoim doświadczeniu mogli przeprowadzać z nim treningi. Dzięki temu piłkarz już w młodym wieku dobrze zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób powinien trenować i dbać o własne ciało, co pozwoliło mu unikać niepotrzebnych kontuzji. Wielu zawodników zaczynało wtedy zwracać uwagę na te (jakże ważne) detale dopiero po zadomowieniu się na stałe w profesjonalnej piłce. Inaczej sprawa wygląda obecnie, gdy klubowe akademie w Polsce weszły na zdecydowanie wyższy poziom, ale kilkanaście lat temu nie było to normą.

Polonia Warszawa i przeprowadzka do Niemiec

W wieku 15 lat Płacheta zamienił łódzki SMS na warszawską Polonię. W zespole Czarnych Koszul grał m.in. w Centralnej Lidze Juniorów, gdzie doszli aż do półfinału rozgrywek. Przemek był wtedy wyróżniającą się postacią zespołu, imponował zarówno szybkością, jak i panowaniem nad piłką. Przyszedł czas na zrobienie kolejnego kroku naprzód i w tamtym momencie zgłosiło się RB Lipsk. Młody zawodnik trafił do Niemiec w wieku 17 lat, sezon przed awansem RB do Bundesligi. Wraz z nim do tego samego klubu przeszedł junior Legii, Kamil Wojtkowski, który jest obecnie zawodnikiem Jagiellonii Białystok. Warunki do rozwoju dla młodych graczy w klubie spod znaku Red Bulla są idealne, to ścisła światowa czołówka, jeśli chodzi o nowoczesne akademii.

Przemysław Płacheta w akademii Lipska.

Przemysław Płacheta podczas pobytu w RB Lipsk. Źródło: Przegląd Sportowy

Młody skrzydłowy kariery w Niemczech nie zrobił. Wiele osób mogłoby potraktować ten wyjazd jako porażkę. Chociaż trenował z pierwszym zespołem, ani razu nie znalazł się chociażby na ławce rezerwowych w oficjalnym meczu i nie udało mu się przebić do pierwszej drużyny RB. Po dwóch latach trafił do grającego w 3. Bundeslidze SG Sonnenhof Grossaspach. Tam również nie przekonał do siebie trenerów i przez rundę jesienną jedynie dwa razy wszedł z ławki. W poszukiwaniu minut, a także z powodu na chorobę mamy, wrócił zimą wrócił do Polski. Podpisał kontrakt z Pogonią Siedlce, rywalizującą wówczas w 1. lidze.

Czas spędzony u naszych zachodnich sąsiadów zaprocentował po powrocie do rodzimej ligi i Przemek szybko zapracacował na kolejny transfer. Płacheta nauczył się również języka niemieckiego w stopniu zaawansowanym. Dzięki temu teraz bez przeszkód może komunikować się z menedżerem Norwich, Danielem Farke. Nauczył się również wiele pod względem życiowym i zebrane doświadczenia wykorzystał po powrocie do ojczyzny.

Szybki awans do Ekstraklasy

Na zapleczu najwyższego szczebla rozgrywek w Polsce spędził zaledwie 1,5 roku. Po kilku miesiącach w Siedlcach trafił do Podbeskidzia Bielsko-Biała. W sezonie 18/19 był w gronie najlepszych młodzieżowców I Ligi, czym zwrócił na siebie uwagę wielu zespołów Ekstraklasy. Ciężką pracę zawodnika wynagrodził także Czesław Michniewicz, który powołał go na Mistrzostwa Europy do lat 21 i wpuścił na kilkanaście minut w meczu z Hiszpanią. Latem Płacheta mógł przebierać w ofertach. Ostatecznie związał się kontraktem ze Śląskiem Wrocław, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Na stole była także propozycja m.in. z Legii Warszawa, którą ostatecznie odrzucił. O wyborze klubu ze stolicy Dolnego Śląska zdecydowała wizja rozwoju, jaką przedstawili mu dyrektor sportowy Dariusz Sztylka i trener Vítězslav Lavička.

We Wrocławiu z miejsca stał się kluczowym zawodnikiem drużyny. Wystąpił od pierwszej minuty w 35 spotkaniach ligowych i sprawił, że ani przez chwilę nie musiano martwić się o spełnienie przepisu o obecności młodzieżowca na boisku. Już od pierwszych meczów zaimponował nietuzinkową szybkością. W klasyfikacji 10 najszybszych sprintów całego sezonu jego nazwisko widnieje aż przy pięciu pozycjach na liście. Początkowo sprawiał trochę wrażenie jeźdźca bez głowy. Robił dużo szumu, ale brakowało konkretów, czyli goli i asyst. Jesienią trafił do siatki zaledwie dwa razy, ale wszyscy związani z klubem czuli, że drzemie w nim potencjał na coś więcej. No i na wiosnę się ujawnił. Płacheta do nadzwyczajnej prędkości dołożył także skuteczność pod bramką rywala i w dużej mierze przyczynił się do tego, że Śląsk do samego końca bił się o puchary. Zakończył sezon z bilansem ośmiu goli i pięciu asyst, najlepszym wśród wszystkich młodzieżowców (identyczny wynik uzyskał także Kamil Jóźwiak).

Transfer na Wyspy

Po takich występach na boiskach Ekstraklasy było jasne, że latem o Przemka będą pytać kluby z silnych europejskich lig. Najlepszą ofertę przedstawiło Norwich, które było już pewne spadku z Premier League. Kanarki zapłaciły za skrzydłowego trzy miliony euro. Śląsk zarobił na swoim graczu ogromne jak na polskie realia pieniądze, bo rok wcześniej pozyskano go za zaledwie 300 tysięcy złotych.

Na Carrow Road perspektywiczni piłkarze mają idealne warunki do rozwoju. Kanarki grają ładną dla oka piłkę i nie boją się stawiać na młodych. To drużyna, która zdecydowanie wyróżnia się na tle innych ekip z Championship. Władze klubu wielokrotnie podkreślały, że ich celem nie jest utrzymanie w angielskiej ekstraklasie za wszelką cenę. Chcą być zespołem balansującym pomiędzy dwoma najwyższymi szczeblami rozgrywek, który cechuje nastawiony na ofensywny styl gry.

W tym sezonie Norwich także jest jednym z głównych faworytów do awansu. Trener Farke cieszy się dużym zaufaniem, którego nie zmienił zeszłoroczny spadek. W sezonie 2019/20 nie bał się postawić na młodych zawodników, jak Emiliano Buendía, Todd Cantwell czy Max Aarons. Ci odpłacili się dobrą grą w najlepszej lidze świata i teraz ich nazwiska kojarzy każdy fan angielskiej piłki. Klubowi z hrabstwa Norfolk bardzo zależało na sprowadzeniu Płachety i skauci obserwowali Polaka od dłuższego czasu. Rozległa wiedza ludzi z odpowiedzialnych za wyszukiwanie potencjalnych nabytków na jego temat była jedną z rzeczy, która najbardziej zaimponowała byłemu graczowi Śląska. Transfer do Norwich to ruch w pełni przemyślany i naturalny krok w rozwoju.

Przemyslaw Płacheta w ośrodku treningowym.

W ośrodku treningowym Norwich po podpisaniu kontraktu. Źródło: Norwich City

Pozytywny start i powołanie do kadry

Pierwsze miesiące Płachety w Anglii mogą napawać optymizmem. Polak szybko zaaklimatyzował się w nowym zespole i nie trzeba było długo czekać na jego debiut w Championship. Mimo dużej rywalizacji na skrzydle dostaje sporo minut i buduje tym samym swoją pozycję w drużynie. Premierowego gola zdobył już w drugim występie, podczas wrześniowego meczu z Preston. Miał w tamtym spotkaniu jeszcze jedną świetną okazję, ale nie zdołał wpakować piłki do siatki. Później przyplątała się kontuzja, która wykluczyła go na dwa mecze. Szybko wrócił jednak do składu i ostatnie trzy potyczki rozpoczął w wyjściowej jedenastce. Nie wyróżnił się w tych starciach czymś szczególnym, ale na liczby jeszcze przyjdzie czas. Teraz najważniejsze, aby Przemek grał jak najwięcej i odgrywał coraz bardziej istotną rolę w drużynie.

Zastrzykiem pozytywnej energii z pewnością będzie pierwsze powołanie do dorosłej reprezentacji Polski. Nieobecność Damiana Kądziora i kontuzja Jakuba Kamińskiego sprawiły, że Jerzy Brzęczek postanowił dać 22-latkowi szansę w towarzyskim meczu z Ukrainą. Mocno liczymy na to, że Płacheta dostanie od selekcjonera okazję na pokazanie swoich umiejętności kibicom Biało-Czerwonych. Później dołączy do kadry U21, która rozegra swój ostatni mecz eliminacyjny z Łotwą.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie