Ponad 400 milionów funtów – tyle zdążył wydać na defensywę Pep Guardiola, odkąd pojawił się na Etihad Stadium w 2016 roku. Zeszły sezon był prawdziwą katastrofą dla obrońców Manchesteru City. Kolejne kuriozalne błędy powodowały, że ich nazwiska były odmieniane w mediach przez wszystkie przypadki. Nie lepiej zaczęła się obecna kampania, kiedy już w drugim meczu przyszła kompromitacja z Leicester. W ostatnich tygodniach kibice Obywateli mogą jednak odetchnąć z ulgą. Wygląda bowiem na to, że defensywa The Citizens jest na dobrej drodze do złapania stabilizacji, jakiej brakowało jej od bardzo dawna.

Kłopoty, kłopoty City

Wszystkie problemy zaczęły się w maju 2019 roku, dzień po imponującym triumfie w finale FA Cup nad Watfordem aż 6:0. W spokojny, niedzielny poranek jak grom z jasnego nieba spadła na nas wieść o odejściu Vincenta Kompany’ego z Manchesteru City. Kapitanowi kończył się kontrakt, ale wszystko wskazywało na to, że umowa zostanie przedłużona o kolejny rok. Belg miał jednak inne plany i postanowił opuścić Manchester po 11 latach, będąc na szczycie po zdobyciu krajowego trypletu. Rozglądano się za następcą, lecz Txiki Begiristain i Ferran Soriano nie mogli znaleźć odpowiedniego kandydata i nie chcieli kupować nikogo na siłę. Najpoważniejszym z nich był Harry Maguire, ale stwierdzono, że Anglik nie jest wart 80 milionów. W kadrze została więc trójka nominalnych stoperów – Laporte, Stones i Otamendi.

Kolejny feralny dzień nadszedł na koniec sierpnia. Mecz z Brighton, 4. kolejka Premier League. Radość po pewnym zwycięstwie 4:0 nie trwało długo, bowiem niedługo okazało się, że Aymeric Laporte zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. Francuz wypadł prawie na cały sezon i było wiadome, że od tego momentu trzeba będzie polegać na umiejętnościach Stonesa, Otamendiego i z konieczności przesuniętego do defensywy Fernandinho. Dwaj pierwsi dali „popis” już w kolejnym spotkaniu na Carrow Road. To był tylko przedsmak ciężkiej kampanii, jaka czekała piłkarzy i kibiców Manchesteru City.

Złe dobrego początki

W tym momencie kończymy historię sezonu 19/20 i wracamy do teraźniejszości. Pierwszym letnim wzmocnieniem defensywy Obywateli został Nathan Ake. Człowiek sprawdzony w Premier League, który mimo spadku Borunemouth był jednym z nielicznych graczy Wisienek trzymających wysoki poziom. Najlepiej świadzy o tym statystyka, że w 117 meczach ligowych dla drużyny Eddiego Howe’a nie popełnił żadnego (!) błędu prowadzącego do utraty bramki. Przyjście Holendra na Etihad Stadium zostało przyjęte bardzo pozytywnie, wszak jest on graczem wszechstronnym. Gdy zajdzie taka potrzeba, może zagrać także na lewej obronie, co już kilka razy w tym sezonie wykorzystał Guardiola.

Od początku było jednak jasne, że władze City poszukują jeszcze jednego stopera. Presja ze strony kibiców i dziennikarzy stała się jeszcze większa po kompromitującej porażce z Leicester. Drużyna Brendana Rodgersa zdobyła na Etihad Stadium 5 goli, w tym 3 z rzutów karnych, co zdarzyło się pierwszy raz w historii Premier League. Według medialnych doniesień najpoważniejszymi kandydatami byli Kalidou Koulibaly, Ruben Dias i Diogo Carlos. Negocjacje z prezydentem Napoli, Aurelio De Laurentiisem, przeciągały się w nieskończoność, a Sevilla konsekwentnie odrzucała oferty za swojego gracza. Padło więc na kapitana Benfiki i 29. września oficjalnie ogłoszono podpisanie kontraktu z Portugalczykiem.

Już w debiucie z Leeds nowy nabytek wypadł bardo obiecująco. Widać było, że jego największe atuty, czyli siła fizyczna, ustawianie się i tak ceniona przez Guardiolę umiejętność wyprowadzania piłki będą bezcenne dla Obywateli. Jednocześnie trzeba pamiętać, że przejście z ligi portugalskiej do Premier League jest sporym przeskokiem pod wieloma względami. Dias będzie więc potrzebował chwili, aby dostosować się do nowych wymagań, co zobaczyliśmy chociażby w starciu z West Hamem. Michail Antonio zdobył w tym spotkaniu piękną bramkę z przewrotki po wygraniu twardej walki o pozycję właśnie z Diasem.

City znalazło partnerów na lata?

Patrząc jednak na całokształt pierwszych 6 spotkań 23-latka w nowych barwach, to wypada on na zdecydowany plus. Stracony gol z West Hamem może stanowić pewną rysę na tej ocenie, jednak uważam, że był on po prostu wpisany w proces nauki. W swojej grze Dias emanuje spokojem i pewnością siebie. Ma w sobie cechy prawdziwego boiskowego lidera, czyli coś, czego brakowało na Etihad Stadium od odejścia Vincenta Kompany’ego. To niezwykle ważne, bo w zeszłym sezonie nikt nie był w stanie wejść w buty byłego kapitana. John Stones miał być graczem, który na lata będzie stanowił o sile defensywy City. Niestety jego historia poszła w zupełnie innym kierunku. Nawet w momencie kontuzji Laporte’a, gdy wydawało się, że teraz Stones udowodni swoją wartość, Anglik nie był w stanie stanąć na wysokości zadania. Teraz będzie pełnił jedynie rolę rezerwowego i zapewne latem poszuka sobie nowego klubu.

Nic dziwnego więc, że wielkie nadzieje wiąże się z parą Dias – Laporte. Obaj panowie zostali sprowadzeni za wielkie pieniądze i prezentują na boisku wyjątkową jakość. Francuz już niejednokrotnie zdążył udowodnić swoją wartość i był kluczowym graczem w sezonie 18/19. Jeśli ominą go kolejne problemy zdrowotne, to powinien już niedługo wrócić do tamtej dyspozycji. Czas pokaże czy równie trafionym zakupem okaże się Dias. Gdy Portugalczyk oswoi się z angielską piłką, to w dłuższej perspektywie obaj panowie powinni stworzyć duet, jakiego na Etihad Stadium nie widziano od dawna. Duet, który może stanowić najlepszą parę stoperów w lidze.

Przebudzenie Cancelo

Niezwykle ważny dla stabilności obrony jest również fakt, że nareszcie ugruntowała się sytuacja na bokach. Benjamin Mendy rozpoczął sezon na lewej stronie defensywy, jednak kolejne problemy zdrowotne Francuza sprawiły, że ostatni raz widzieliśmy go na boisku ponad miesiąc temu. Od tego czasu regularnie na jego pozycji zaczął grać João Cancelo. Przez głowę byłego zawodnika Juventusu latem z pewnością przechodziły myśli o odejściu z Manchesteru. Sprowadzony za 65 milionów euro reprezentant Portugalii odgrywał w zeszłym sezonie marginalną rolę w zespole Guardioli. Nie zdołał wygryźć ze składu Kyle’a Walkera i większość szans dostawał na nienaturalnej dla siebie lewej flance. Zdarzały się pojedyncze występy na prawej stronie, zazwyczaj w krajowych pucharach, ale i wtedy nie zachwycał swoją grą.

Zupełnie inaczej wygląda obecna sytuacja. Sezon 20/21 zaczął się dla niego kilka tygodni później ze względu na kontuzje odniesioną na zgrupowaniu kadry. Natomiast od październikowej przerwy na reprezentację Cancelo prezentuje się fenomenalnie. Zagrał w tym czasie w każdym meczu, dzięki czemu złapał odpowiedni rytm meczowy i ogromną pewność siebie. Jest w stanie wiele zaoferować w ofensywie i co najważniejsze, zupełnie nie jest ograniczony przez lewą nogę. Wielokrotnie zaprezentował już, że nie boi się używać swojej słabszej kończyny przy dośrodkowaniach i z nim w składzie City może szukać kolejnych rozwiązań w ataku. W spotkaniu Ligi Mistrzów z Olympiakosem zdobył nawet gola po pięknym uderzeniu lewą nogą zza pola karnego!

W najlepszej dyspozycji od momentu dołączenia do Manchesteru City jest również Kyle Walker. Etatowy reprezentant Anglii przez 3 lata nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu, ale teraz wznosi się na wyżyny swoich umiejętności. Podczas meczów aż kipi z niego energia zarówno do bronienia, jak i atakowania. Jeśli miałbym wskazać gracza Obywateli, który zawsze daje z siebie maksa, to wybrałbym właśnie niego. Swoją świetną formę również udokumentował w ostatnim czasie piękną bramką z dystansu – w zeszłej kolejce jako jedyny trafił do siatki w meczu ze swoim byłym klubem, Sheffield United. Warto zwrócić uwagę na pochwały na temat Walkera, które wygłosił niedawno Troy Deeney na antenie radia talkSport.

Potwierdzić dobre słowa

Koniec laurki, teraz przyjdzie czas na weryfikację. Starcie z Liverpoolem pokaże czy rzeczywiście defesywa City nareszcie jest w stanie wznieść się na poziom, jakiego wszyscy od niej oczekują. Nie będzie to proste zadanie, bo The Reds we wtorek wrzucili piąty bieg w Lidze Mistrzów i zdemolowali Atalantę. Diogo Jota w życiowej formie posadził na ławce Roberto Firmino. Sadio Mane i Mohamed Salah jak zawsze będą piekielnie groźni. Dodatkowo mistrzowie Anglii będą chcieli odgryźć się za kompromitującą porażkę 4:0 z lipca tego roku. Starcia Guardioli z Kloppem w ostatnich latach zawsze były pasonujące, więc nie wątpimy, że tak samo będzie i tym razem.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie