Gdyby ktoś poprosił, aby zobrazować obecny stan rzeczy panujący w Wolverhampton, wystarczyłoby wysłać zdjęcie widoczne powyżej. Włodarze, cieszący się z efektów swojego zarządzania i wpakowanych w klub pieniędzy, a najbliżej nich on – Jorge Mendes. Skupiony raczej nie na boisku, a na telefonie, w którym zapewne dogaduje kolejne transfery.

Zmiana właścicieli to zawsze okres pełen emocji i nadziei na lepsze jutro, ale nie zawsze kończy się tak dobrze, jak w drużynie z West Midlands. Kiedy Stewart Donald i spółka przejmowali Sunderland, wszyscy liczyli na ratunek. Tymczasem nadal mamy w głowie sceny z netfliksowego dokumentu „Sunderland Til' I Die”, w którym angielski biznesmen wykonuje w ciągu kilku ostatnich godzin okienka transferowego dziesiątki połączeń, przebijając raz po raz ofertę za Willa Grigga, ignorując rady zarządu i łamiąc tym samym założony wcześniej budżet. Efekty takiego prowadzenia klubu są tragiczne. Czarne Koty zajmują obecnie szóste miejsce w League One.

To ogromny kontrast w stosunku do tego, co pokazuje nam Wolves. Od czterech lat, czyli momentu, w którym Fosun International przejęło władzę, Wilki cały czas pną się do góry. Mają pieniądze na ogromne transfery, są mądrze zarządzani, a ponadto (a może przede wszystkim) mają na pokładzie kogoś takiego, jak Jorge Mendes. Choć oficjalnie nie znajduje się on na liście płac, wszyscy dobrze wiedzą, jak ogromny wpływ na zakupy ma superagent.

Jorge Mendes i jego przyjaźnie w Wolverhampton

Portugalczyk często miewał swoje „ulubione” kluby. Z powodu pochodzenia często robi interesy z Benfiką i Porto. Kilka lat temu był również bardzo aktywny w kwestii transferów Valencii czy Monaco. Wiele osób twierdzi, zresztą nie bez podstaw, że Peter Lim, właściciel ekipy z Mestalla, słuchając rad 54-latka i sprowadzając w pewnym okresie tylko jego klientów, niemal zniszczył 6-krotnego mistrza Hiszpanii. Od kilku sezonów myśląc jednak „Jorge Mendes”, mówimy: Wolverhampton.

Choć chiński konglomerat wszedł w posiadanie angielskiego klubu w 2016 roku, jego powiązania z agentem rozpoczęły się znacznie wcześniej. Według Reuters, spółka już pół roku przed wejściem na salony wyspiarskiej piłki kupiła za 42 miliony funtów 15% udziałów w agencji Portugalczyka, GestiFute. Urodzony w Lizbonie biznesmen był zresztą bardzo ważną postacią w samych negocjacjach dotyczących przejęcia Wolverhamtpon przez Fosun. Gdyby nie on, możliwe, że Chińczycy nawet by na ten klub nie spojrzeli. Dużo mówią o tym maile opublikowane przez Football Leaks. Jorge Mendes zajmuje zresztą kilka kartek książki pt. „Brudna piłka”, opisującej właśnie najważniejsze dokumenty opublikowane przez grupę hakerów. Jeff Shi, obecny prezes ekipy z West Midlands, do bratanka i partnera 54-latka pisał w tych wiadomościach między innymi:

Pan Wang [współzałożyciel Fosun] bardzo chętnie nauczy się od Jorge jak dobrze prowadzić klub i wypromować go do Premier League. Wiesz przecież, że głównym powodem zainteresowania Wolves jest zaufanie i stawianie na Jorge. […] Jorge może zrobić z Wolves swojego partnera numer jeden na wiele, wiele lat.

W 2016 roku, oprócz wykupienia Wilków przez grupę Fosun, w Szanghaju odbył się też duży, futbolowy event. Na pierwszym planie byli organizatorzy, czyli nieoficjalnie Jorge Mendes i Guo Guangchang, współzałożyciel konglomeratu. Oficjalnie spotkanie dotyczyło nowej sieci, która miała pomóc w rozwoju młodych talent talentów w Chinach. Uczestnikami były jednak w dużej mierze grube ryby z Europy. Między innymi najważniejsi ludzie z Porto, Monaco czy jeden z „największych” klientów Portugalczyka, Jose Mourinho.

Dlaczego Fabio Silva kosztował aż 35 milionów funtów?

Zaczynając listę od samego trenera, Nuno Espirito Santo, większość transferów Wolves w erze Fosun to piłkarze z Portugalii lub klubów tamtejszej ligi. Obecny szkoleniowiec zespołu to zresztą pierwszy klient swojego rodaka. Jorge Mendes sam chciał być kiedyś zawodowym piłkarzem, lecz zabrakło mu talentu. Drogę do wielkiej kariery utorowała mu za to smykałka do interesów. Właśnie dzięki jednemu ze swoich biznesów poznał młodego bramkarza o imieniu Nuno. Panowie spotkali się w barze obecnego agenta, a kilka rozmów doprowadziło do tego, że golkiper Vitorii Guinmaraes z pomocą Mendesa przeniósł się do Deportivo La Coruna. Ich wspólna droga nadal trwa, a trener przed tym sezonem podpisał nową, trzyletnią umowę w West Midlands.

Wiele źródeł podaje, że choć Fabio Silva nie jest klientem GestiFute, Jorge Mendes był ważną częścią związanych z nim negocjacji. Kibice podczas letniego okienka transferowego musieli mimowolnie podnosić brwi ze zdziwienia. Za 18-latka z praktycznie zerowym doświadczeniem w dorosłej piłce Wolverhampton zapłaciło aż 35 milionów funtów. Takie samo zdziwienie malowało się na ich twarzach wcześniej, lecz z przeciwnego powodu. W końcu tacy zawodnicy jak Rui Patricio, Ruben Neves czy Willy Boly zostali kupieni za kwoty sporo niższe niż te, na które wyceniali ich wtedy eksperci.

Dlaczego więc za piłkarza, który nikomu nic jeszcze nie udowodnił, klub zdecydował się prawdopodobnie przepłacić? Dziennikarze blisko Wolves są zdania, że Porto przez ogólnoświatową pandemię wpadło w małe kłopoty finansowe. Potrzebny był im zatem zastrzyk gotówki na już. Dzięki dobrym relacjom z agentem (i automatycznie samym Wolves), udało się do takiego porozumienia dojść. W pewnym sensie jest to wyrównanie rachunków.

Biorąc pod uwagę wszystkie transfery z ekipą Smoków, nikt nie stracił. Klub z Ligi NOS dostał mały zastrzyk gotówki, dobre stosunki zostały podtrzymane, a za przysługę Wilki zapewne mogą liczyć na kolejne promocje w przyszłości. To po prostu biznes.

A dzięki tymże promocjom, zespół z angielskiej ekstraklasy może przeznaczyć więcej pieniędzy na inne wzmocnienia. Zakup Fabio Silvy to już szósty raz w czasie panowania Fosun, kiedy Wolverhampton bije swój rekord transferowy. Tylko jeden z nich – Adama Traore – nie jest Portugalczykiem i/lub nie przyszedł z tamtejszej ligi. Hiszpan przeniósł się z Middlesbrough, ale inni bijący rekord – Costa, Jimenez, Cavaleiro – przychodzili, co za szok, z Benfiki i Monaco.

Zarzuty z czasów Championship

Po awansie do Premier League w 2018, kluby Championship zaczęły dostrzegać zbyt duży udział Jorge Mendesa w poczynaniach Wolves. Oprócz gratulacji awansu, Andrea Radrizanni, większościowy udziałowiec Leeds United, miał do powiedzenia coś jeszcze. Wskazywał powiązania GestiFute z Fosun i głośno domagał się sprawiedliwej ligi.

Zabrać głos postanowił też Steve Bruce, prowadzący wtedy Aston Villę. Anglik dziwił się w jednym z wywiadów, jak Wolves przyciąga zawodników przewyższających możliwości drużyny. I to za zaskakująco niskie ceny.

Ostatecznie przedstawiciele obu drużyn do spółki z Derby złożyli zażalenie do EFL. Według nich Jorge Mendes był za bardzo zaangażowany w poczynania na rynku. Padały podejrzenia, że 54-latek tak naprawdę pełni w klubie funkcję dyrektora wykonawczego. Po krótkim dochodzeniu liga oczyściła go ze wszystkich zarzutów. Jak określili to Laurie Dalrympe oraz Jeff Shi, Portugalczyk jest po prostu bliskim przyjacielem i czasem doradza zarządowi.

Bez względu na to, jak prawnie „czyści” są Fosun International i Jorge Mendes, dopóki ta współpraca trwa, klub nie ucieknie od złośliwych docinek. Porównania do reprezentacji Portugalii zalewają Twittera przy każdej możliwej okazji. Na razie wpływ super-agenta działa na Wilki znakomicie i obecnie to zespół zasługujący na grę w Premier League. Pytanie tylko czy w przyszłości się to nie zemści, a zespół z West Midlands nie będzie cierpiał niczym Valencia.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie