Wcześniej pisaliśmy o tych, którym poszło. No ale wszystkim pójść nie mogło, bo futbol byłby bez sensu. Jednakże niektórym poszło w tej kolejce na tyle fatalnie, że aż zdecydowaliśmy się o nich napisać. Oto nasza antyjedenastka 6. kolejki Premier League. 

BRAMKARZ

RUI PATRICIO

Trudno było wybrać jakiegoś bramkarza, gdyż w gruncie rzeczy wszyscy zagrali dobrze, albo dobrze. Nie mniej, Portugalczyk w naszej opinii zawalił przy golu najbardziej, bo chociaż strzał Murphy’ego był sprytny i faktycznie zaskakujący, to lekki i przyjemny niczym ciepły wiatr. Golkiper Wolverhampton powinien być w stanie odbić tę piłkę, a wyszło jak wyszło i Newcastle zabrało Wilkom punkty.

Viaplay
Viaplay

OBROŃCY

LUCAS DIGNE

Ciężki to był mecz dla francuskiego obrońcy. Armstrong, Ings i Adams regularnie atakowali, przedzierając się obiema stronami defensywy Evertonu. Digne nie był w stanie odpowiednio się ustawiać, ani też niespecjalnie zaciekle walczył z rywalami o futbolówkę. No dobra, raz zawalczył i wyleciał z boiska. W 72. minucie wskoczył na kostkę Walkera-Petersa i przejechał na niej kilka metrów. Sędzia słusznie wyrzucił go z boiska, a my jesteśmy trochę w szoku, bo FA zdecydowało się na skrócenie pauzy Francuza do zaledwie jednego meczu.

BEN GODFREY

Kontuzje Colemana, Kenny’ego i Holgate’a wymusiły na Carlo niestandardowe rozwiązania. I w ten sposób na prawej obronie wylądował zakupiony niedawno z Norwich Ben Godfrey. Chociaż w umiejętności Anglika nie wątpimy, to nowa dla niego pozycja okazała się zgubna. Godfrey wielokrotnie został przetestowany przez Nathana Redmonda czy Che Adamsa i za każdym razem brakowało mu zwrotności, ustawienia, szybkości lub wszystkiego na raz. Bok obrony zdecydowanie nie jest jego docelową pozycją.

TYRONE MINGS

Defensywa Aston Villi potrafiła imponować w poprzednich kolejkach. Wyróżniali się przede wszystkim Emiliano Martinez, Konsa oraz Mings. W końcu jednak The Villans spotkali się z Leeds United, a ich dobra forma została zweryfikowana. Szczególnie podpadł nam angielski obrońca. Bo raz, że Patrick Bamford robił mu z głowy kołowrotek, a nogi plątał w gruby supeł, a dwa, że Mings tak naprawdę powinien wylecieć z boiska, bo szarpać za bety wypada co najwyżej w karczemnej bójce rodem z XVIII-wiecznej wsi.

SHKODRAN MUSTAFI

Obrona Arsenalu wyglądała bardzo dobrze, sama gra Kanonierów wyglądała całkiem nieźle do przerwy. W 49. minucie jednak boisko musiał opuścić David Luiz, a jego miejsce zajął drugi z braci Pier Shkodran Mustafi. Pomijając korekty taktyczne i zmiany Brendana Rodgersa, wejście Mustafiego znacznie ułatwiło Leicester atakowanie bramki Leno. Najpierw przy golu Vardy’ego obrońca Arsenalu po prostu zgubił się jak dziecko we mgle, totalnie zapominając o istnieniu przeciwnika. To pozwoliło Jamiemu na spokojne wbicie piłki do pustej bramki. Było także blisko drugiego gola dla Lisów. Znów zza plec