Jeszcze przed rozpoczęciem obecnej kampanii niewielu kibiców Premier League wierzyło, że Dominic Calvert-Lewin wespnie się na taki poziom swoich umiejętności. Przeciętny piłkarz angielskiej ekstraklasy ewoluował jednak w czołowego zawodnika lidera ligi. Nie udałoby się to, gdyby nie upór, wiara oraz magiczna ręka Carlo Ancelottiego.

W ubiegłym sezonie Calvert-Lewin po raz pierwszy w swojej karierze przekroczył barierę 10 bramek w lidze. Udało mu się zrealizować to osiągnięcie dopiero w wieku 23 lat w swoim czwarty roku występów w barwach Evertonu. Jeżeli mówilibyśmy o piłkarzu uznawanym za typowego solidnego ligowca, nikt pewnie przy tej informacji specjalnie by się nie zatrzymał. Anglik był jednak od kilku sezonów forsowany przez kolejnych menedżerów The Toffees jako ich główny napastnik. Eksperci oraz prasa dziwili się kolejnym szkoleniowcom, którzy uporczywie stawiali na wychowanka Sheffield United. Klub dysponował bowiem wystarczającymi środkami, aby ściągnąć napastnika o wypracowanej, międzynarodowej renomie. Calvert-Lewin wówczas nie był żadną gwarancją goli, a swoją grą często irytował oraz sprawiał wrażenie mało zaangażowanego. Wszystko zmieniło się jednak w momencie, gdy stery na Goodison Park objął legendarny Carlo Ancelotti.

Carlo Ancelotti jako mentor idealny

Postaci Włocha nie trzeba nikomu przybliżać. Człowiek o przyjaznym usposobieniu, ale i ogromnej charyzmie, popartej licznymi sukcesami zarówno jako piłkarz jak i szkoleniowiec. W momencie, gdy objął Everton, wszyscy sympatycy Premier League łapali się za głowy. Tak wybitna postać przejęła bowiem drużynę, która w ostatnich sezonach walczyła o