Mesut podpisując w 2018 roku nowy, 3-letni kontrakt z Arsenalem miał zostać diamentem w koronie klubu – potwierdził wiarę w drużynę i chęć stworzeniu tu czegoś większego. Nikomu wtedy rekordowa tygodniówka Özila nie przeszkadzała. 

Kilka miesięcy później z Kanonierami pożegnał się Alexis Sanchez, którego odejście od pewnego czasu wisiało w powietrzu. Arsenal był pogodzony, że Chilijczyk nie podpisze nowej umowy, dlatego priorytetem było zatrzymanie niemieckiego pomocnika. Klub stał się więźniem własnej niefrasobliwości i krótkowzroczności. W 2019 roku kończyły się umowy zarówno Özila, jak i Sancheza, co wytworzyło presję odnośnie Niemca. Odejście obu byłoby bowiem swoistym samobójem. Arsenal cofnąłby się nie o krok w rozwoju, a zaprzepaścił ostatnie lata, skoro po raz kolejny nie byłby w stanie utrzymać kluczowych zawodników. Spowodowało to paniczne decyzje, które do dziś są brzemienne w skutkach.

Özil parafował nową, 3-letnią umowę, która miała wprowadzić go do galerii chwał po pobiciu nowych rekordów. Miał nadal budować swoją pozycję w Londynie i stanowić o sile i kreatywności drużyny. 350 tysięcy tygodniowo miało być tego warte, jednak równie dobrze można było wyrzucić te pieniądze w błoto.

Złoty kontrakt, zardzewiałe nogi Özila

Dziś konto Mesuta jest bogatsze o jakieś 33 miliony funtów. Pieniądze, które w przeliczeniu na warunki sportowe pozwalają ściągnąć niezłej klasy zawodnika, lub w przeliczeniu na złotówki, aż dwukrotnie spróbować przeprowadzić wybory korespondencyjne w Polsce.

Po zawodniku, który zapracował na taką tygodniówkę, nie ma śladu. Nie tylko na boisku, ale i w samym klubie. Wyczuwalne jest napięcie, gdy tylko ktokolwiek przypomni sobie o jego istnieniu. Obecnie zdarza się to najczęściej w momencie, gdy nieśmiało próbują Mesutowi zasugerować, że może chciałby rozwiązać kontrakt i odejść z klubu. Kilka dni temu podjęli kolejną próbę, która skończyła się kategoryczną odmową ze strony zawodnika. I tak w kółko od dobrych kilku miesięcy.

Do wygaśnięcia umowy zawodnika z Arsenalem pozostało dziewięć miesięcy, co na pewno powoduje choć lekki uśmiech na twarzy zarządu klubu, który nie może sobie poradzić z błędami swoich poprzedników. Na naszych twarzach również pojawia się uśmiech, gdyż dowiadujemy się coraz więcej o zapisach kontraktu Özila z klubem.

Źródło: Talk Sport

8 milionów premii i zaoszczędzone 100 tysięcy

Kilka dni temu poznaliśmy malutki sekret umowy pomiędzy Arsenalem, a Mesutem Özilem. Doskonale prezentuje nastawienie Niemca do finiszu swojej kariery. Klub dwoił się i troił, aby pozbyć się Niemca, będąc w stanie nawet wypłacać część pensji, po transferze do innego klubu, lecz piłkarz z uporem maniaka powtarzał, że w Londynie jest jego dom. Śpiewka piękna, lecz niewiele ma wspólnego z piłką.

Özil – za ostatni rok „gry” w barwach Kanonierów – miał zarobić premię lojalnościową. Zgodnie z zapisem sporządzonym jeszcze przez Ivana Gazidisa oscyluje ona wokół ośmiu milionów. Podkreślmy – osiem milionów za to, że Mesut nie przyjął żadnej innej propozycji, która mogłaby mu pozwolić grać na stosunkowo wysokim poziomie. Nie nam jednak oceniać osobiste decyzje zawodnika i decydować, jak długo zamierza zajmować się piłką. Jednak z lekkim żalem patrzymy na to, co stało się z niegdyś jedną z najlepszych 10-tek świata.

Ratunkiem klubu w tej sytuacji był jednak dopisek o tym, w jaki sposób Özil będzie zarabiał swoją pensję. Dużą jej częścią podobno jest bonus, który aktywuje się w momencie, gdy zawodnik położy stopę podczas meczu na murawie. Aż 100 tysięcy funtów zależy od tego, czy trener drużyny zdecyduje się na wprowadzenie Niemca, a jak doskonale wiemy, to nie dzieje się często. Mesut jest konsekwentnie odstawiany od składu. Zrobił już to Unai Emery, podobną decyzję podjął Arteta. Nigdy nie dowiemy się jednak, na ile były to suwerenne decyzje szkoleniowców, a na ile przykaz z góry.

Rezerwat dinozaurów, czyli jak upokorzyć Arsenal

Özil działa jednak w social mediach, skupiając tam niezliczone pokłady swojej energii. I idzie mu naprawdę dobrze. Jeśli powstałaby nagroda dla najlepszego PR-owca, to zdecydowanie otrzymałby ją człowiek odpowiedzialny za wizerunek Niemca. Zawodnik nie przepuści żadnej okazji, aby pstryknąć w nos klubu.

Taka sytuacja miała miejsce w miniony poniedziałek. The Athletic poinformowało, że z pracą – z uwagi na brak kibiców na trybunach – będzie musiała pożegnać się maskotka Kanonierów. Kontrakt Gunnersaurusa został zamrożony, a co za tym idzie człowiek, który wcielał się przez ostatnie 27-lat w sympatycznego dinozaura, musi poszukać zarobku w innym miejscu.

Wtedy Jerry Quy dostał ofertę nie do odrzucenia ze strony pomocnika. Mesut Özil, dogłębnie poruszony decyzją klubu, zdecydował się pokryć wynagrodzenie maskotki i wypożyczyć go… Arsenalowi, aby ten nadal mógł korzystać z jego usług. Oczywiście do czasu, aż sam Niemiec pozostawać będzie zawodnikiem Kanonierów.

Źródło: Arsenal

Özil niewielkim procentem swojej tygodniówki wrócił na nagłówki gazet. Kibice rozpoczęli dyskusję, na temat wspaniałości Niemca oraz tłamszeniu ze strony Arsenalu. 31-latek prostym zabiegiem odwrócił kota ogonem i to znów on jest w centrum uwagi. To nad nim znowu pochylą się eksperci, rozważając, czy nie zasługuje na jeszcze jedną szansę.

Mam zatem idealne rozwiązanie. To Mesut Özil mógłby założyć kostium i stać się maskotką na The Emirates, wszak na pewno byłby w tej roli bardziej przydatny, niż jako zawodnik. Sam jest przecież tylko więźniem swojej pensji.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie