Była już na naszym portalu jedenastka piłkarzy z ostatniego meczu Bale’a w Spurs, dziś na tapet bierzemy tych, którzy… mieli go docelowo zastąpić. Dużo tych materiałów o Walijczyku, ale nie powinniście nas winić. Ten transfer to na wielu płaszczyznach ogromne wydarzenie. Nawet jeżeli Gareth jednak nie wróci do formy z ostatnich meczów z Kogutem na piersi. 

Mogliście już zapomnieć, ale w 2013 roku Real pobił rekord, jeśli chodzi o kwotę transferu. Bale został wówczas najdroższym piłkarzem świata, a na konto Spurs wpłynęło podobno 91,8 mln funtów. Czy to był najlepszy dzień w życiu Sknerusa McKwacza Daniela Levy’ego? Nie wiemy, chociaż się domyślamy.

Jedną jednak rzeczą jest dostać takie pieniądze, a drugą je rozsądnie wydać. Bliższe teraźniejszości przykłady nierozsądnych zakupów to Leicester po sprzedaży Kante, Drinkwatera i Mahreza. Zanim do klubu trafiły takie nazwiska jak Soyuncu, Tielemans, Maddison czy Pereira, prawie 100 milionów funtów zostało wydane na piłkarzy pokroju Ghezzala, Slimaniego, Iborry, Adriena Silvy, Iheanacho czy Ahmeda Musy. Na drugim biegunie – póki co – wydaje się być Chelsea. Na papierze, za pieniądze z Hazarda i Moraty zdołali zakontraktować takich piłkarzy jak Werner, Ziyech, Havertz czy Chilwell.

Viaplay
Viaplay

Wróćmy jednak do Spurs, a mianowicie zamierzchłej historii. W 2013 pewnie z niedowierzaniem przyjęliby finał Ligi Mistrzów osiągnięty 6 lat później. Daniel Levy jednak naprawdę wierzył, że z Villasem-Boasem u sterów na White Hart Lane zapanują złote czasy. Chciał pomóc Portugalczykowi i tego samego lata sprowadził do klubu 7 piłkarzy. Od tamtej pory byli „piłkarzami kupionymi za pieniądze z Bale’a”. I chociaż żaden mu nie dorównał, jeden był bardzo blisko. Jeden nadal jest w klubie. A reszta zdecydowanie nie spełniła oczekiwań. Zacznijmy więc od największego niewypału…

Roberto Soldado

Nie mogło być innej opcji. Hiszpan przyszedł za 26 milionów funtów po bardzo dobrym sezonie w Valencii. Miał być goleadorem, kimś do kogo dogrywać będzie można w ciemno. Był to jednak kolejny z tych przypadków, gdy Premier League wyjątkowo przerosła piłkarza z Kontynentu. Zaczął bardzo dobrze, bo od gola w pierwszej kolejce sezonu 13/14. Był to gol z karnego. Jak się później okazało, Soldado strzelił jedynie 16 goli dla Spurs, z czego 5 było właśnie karnymi. Po jeszcze gorszym sezonie 14/15 odszedł z Tottenhamu do ojczyzny. Villarreal kupiło go za 10 milionów funtów.

Tam znów zaczął dobrze, strzelając na 1-1 w debiucie przeciw Betisowi. To były jednak tylko dobre złego początki. Soldado w połowie sezonu zerwał więzadło krzyżowe, eliminując się z rozgrywek do ostatniej kolejki. Co było potem? Azyl dla wszystkich nieco wypalonych, odrzuconych piłkarzy z Europy – Turcja. W Fenerbahce po raz kolejny zanotował podobny dorobek bramkowy jak w Spurs i Villarreal. Spędził tam również 2 sezony, po których nie podpisał nowej umowy.

A co dziś u Robercika? Radzi sobie bardzo dobrze. Wrócił do Hiszpanii, gdzie rok temu podpisał kontrakt z Granadą. Rewelacja sezonu La Ligi okazała się idealnym miejscem dla Soldado – w zeszłym sezonie zdobył 7 bramek i zanotował 5 asyst, pomagając obiecującej drużynie zająć 6. miejsce w tabeli. W pierwszych meczach nowego sezonu wychodził w pierwszym składzie z kapitańską opaską. I nawet wpisał się na listę strzelców, strzelając w La Lidze oraz kwalifikacjach do Ligi Europy. Jak widać, w wieku 35 lat Soldado w końcu odnalazł swoje miejsce na futbolowej mapie.

Etienne Capoue

Myśląc o tamtym Tottenhamie, w głowie przewijają się nazwiska takie jak Kaboul, Corluka, Dawson czy właśnie Capoue. Niby skład węgla i papy, ale jednak potrafili jakoś kopnąć futbolówkę. Francuz został sprowadzony na White Hart Lane z Tuluzy w sierpniu 2013 roku. Co ciekawe, miesiąc wcześniej był o krok od dołączenia do Cardiff – nie dogadano się jednak w sprawie tygodniówki. Oczekiwania były spore, Hugo Lloris mocno zachwalał 25-letniego wówczas pomocnika i jednocześnie swojego rodaka.

Jak to się skończyło? 2 sezony, zaledwie 24 spotkania i 1 gol dla Spurs. Capoue nie był w stanie sobie poradzić z rywalizacją w pomocy Kogutów, gdzie bił się o skład z Dembele, Paulinho, Sigurdssonem, Eriksenem czy Bentalebem. Odszedł w 2015 roku do Watfordu, gdzie gra do dziś. W sezonie 2018-19 został wybrany nawet piłkarzem roku Szerszeni. Chociaż w zeszłej kampanii spadł do Championship, można o nim powiedzieć „solidny ligowiec”, patrząc na 5 lat spędzonych w Watfordzie.

Vlad Chiriches

Jego transfer był rekordowy. Stał się w 2013 roku najdroższym transferem rumuńskiej ligi w historii – Spurs zapłacili za Chirichesa aż 8,5 miliona funtów. Jak się okazało, 2 sezony później byli zadowoleni, gdy odzyskali z tego nieco ponad połowę. Chiriches nie był tak tragiczny w barwach Kogutów. Szybko jednak wypadł z łask, mimo otrzymania tytułu zawodnika meczu po zwycięstwie na Old Trafford. W ciągu pół roku od tamtego zdarzenia przestał podnosić się z ławki. I nawet próby wystawiania go na prawej obronie wobec licznych braków kadrowych nie pomogły mu w odzyskaniu miejsca w składzie.

W 2015 uciekł do Napoli, gdzie również nie stał się kluczową postacią. Na szczęście spełniał się w reprezentacji, gdzie jako jeden z liderów doprowadził ją do Mistrzostw Europy we Francji. Rok temu w poszukiwaniu regularnej gry Rumun został wypożyczony z obowiązkiem wykupu do Sassuolo, a tego lata stał się ich zawodnikiem na stałe. 30-letni Chiriches prawdopodobnie w końcu będzie podstawowym zawodnikiem – w pierwszej kolejce Serie A rozegrał pełne 90 minut.

Paulinho

Tak. To ten zawodnik, który grał w ŁKS-ie. Tak, to ten zawodnik, który grał w ŁKS-ie, a następnie w Tottenhamie, Barcelonie i reprezentacji Brazylii. Jego niesamowitą historię, opowiedzianą jego własnymi słowami, możecie poznać tutaj. Po przygodzie na Litwie i w Polsce, gdzie spotkał się z rasizmem i planował rzucić piłkę, wrócił do ojczyzny. Gdy miał 19 lat, jego dziewczyna przekonała go do wznowienia kariery. Zaczął wspinać się od 4. poziomu rozgrywkowego w Brazylii, aż trafił pod skrzydła Tite w Corinthians. Tam urósł do rangi naprawdę dobrego piłkarza, o którego pytał między innymi Inter Mediolan. On jednak w 2013 roku wybrał Spurs, przenosząc się znów do Europy, tym razem na Wyspy.

Sprowadzany był za kadencji Villasa-Boasa. Ten widział dla niego miejsce w składzie. Tottenham jednak nie widział u sterów Villasa-Boasa. Tim Sherwood też był dla Paulinho spoko gościem, dawał mu czasem pograć, a w końcówce sezonu Paulinho był podstawowym zawodnikiem. Potem jednak na White Hart Lane zmieniono plany i zatrudniono Pochettino. Argentyńczyk nie miał brazylijskiego pomocnika w swoich planach. Jak wytłumaczył sam Paulinho: Poch wystawił go na jego nominalnej pozycji tylko raz. Potem był rzucany na skrzydła i różne rejony pomocy, by tylko łapać minuty. Ale nie grał tam swojego najlepszego futbolu. Rozpoczął w pierwszym składzie tylko 3 mecze.

Z ratunkiem przyszedł rodak, Luiz Felipe Scolari. Oferta z Guangzhou Evergrande stała się przepustką do regularnej gry i choć przenosiny do Chin wyglądały jak piłkarska emerytura, Paulinho przede wszystkim chciał grać. Co było później, wszyscy wiemy. Pogawędka z Messim w towarzyskim meczu przeciwko Argentynie. Szalony transfer do Barcelony ostatniego dnia okienka. Spełnienie marzeń, a potem powrót do Chin ze względu na klubowe finanse. Ostatecznie został wykupiony za 42 miliony euro w styczniu 2019 roku. Do dziś gra w Guangzhou, mając 32 lata i zarabiając niemałe pieniądze w Chinese Super League.

Nacer Chadli

Ciężko ocenić zakup Chadliego. Ostatecznie kosztował tylko 6 milionów funtów, co nie stanowiło dużego procentu „pieniędzy z Bale’a”. Chadli w Tottenhamie więcej czasu spędził w szpitalu lub gabinecie fizjoterapeutów niż na boisku. Wytrwał jednak aż do 2016 roku w klubie, czego nie można powiedzieć o wielu piłkarzach z tamtego pamiętnego zaciągu. W trakcie tej przygody zaliczył jeden naprawdę wyśmienity sezon – 2014/15. Rozegrał wówczas około 3 tysięcy minut, mniej więcej tyle ile łącznie w pozostałych w Tottenhamie. Strzelił wtedy 12 goli i zaliczył 5 asyst, na stałe też wpisał się do reprezentacji Belgii.

Chadli miał w sobie to coś, zwinność i styl, o które nie posądzalibyśmy mierzącego prawie 190 cm skrzydłowego. W końcu jednak przyszła pora pożegnania, bo w klubie zrobiło się za ciasno, a ciągłe urazy uniemożliwiały walkę o skład. Chadliego przygarnęło za 13 milionów funtów – tak, Spurs nawet na nim zarobili! Na The Hawthorns Belg zaczął nieźle i w pierwszym sezonie rozegrał 31 meczów w lidze, strzelając 5 goli i zdobywając 5 asyst. Potem jednak ciągle nawracające kontuzje i spadek z ligi spowodowały pożegnanie z Anglią.

Trafił do Monaco. Nie wiem, czy włodarze nie chcieli w ten sposób przywołać ducha Yannicka Carrasco – wysoki belgijski lewoskrzydłowy z ekstrawagancką fryzurą. No, ale nie wyszło tak dobrze. Chadli znów nie mógł nazwać siebie poważnym członkiem drużyny i poszukał wypożyczenia do Anderlechtu. Zagrał 17 meczów i strzelił 8 goli. A dokładnie 10 września 2020 roku przeszedł na wczesną piłkarską emeryturę i przeniósł się do Basaksehiru. Mając obecnie 31 lat będzie szukał podboju Turcji wraz z innymi zawodnikami z Premier League – Dembą Ba, Martinem Skrtelem i Rafaelem.

Erik Lamela

Przechodzimy do jedynego zawodnika, który wytrzymał tyle lat od transferu Bale’a. Tak, Lamela nadal jest w klubie. Przetrwał kadencje Villasa-Boasa, Sherwooda, Pochettino i obecnie Mourinho. I każdy z tych menedżerów w jakiś sposób Argentyńczyka cenił. I może to jest właśnie ten typ piłkarza – nie widać tego w telewizji, ręce nie składają się do oklasków, ale wykonuje na boisku świetną robotę. Zresztą naoczni świadkowie z naszej redakcji potwierdzają, że z zawodników Spurs to Lamela na żywo robi chyba największe wrażenie. Doskonała technika użytkowa, agresja, nieustępliwość.

Nie zawsze się układało Erikowi w Tottenhamie. Były problemy z kontuzjami, były problemy osobiste. Ale były też piękne bramki, jak ta słynna rabona w meczu Ligi Europy. I tak Lamela właśnie trwa w północnym Londynie. W tym sezonie pewnie będzie pierwszym lub drugim rezerwowym jako żołnierz Jose Mourinho.




Christian Eriksen

Nie można tego poddać pod dyskusję – to najlepszy transfer tamtego okienka post-Bale’owskiego. Duńczyk przychodził jako jeden z największych talentów słynnej akademii Ajaksu i spełnił wszelkie pokładane w nim oczekiwania. Patrząc z perspektywy czasu, nawet kwota zapłacona za niego w 2013 roku wydaje się śmieszna: 11,5 miliona funtów w dzisiejszym futbolu brzmi zabawnie. Można by nawet dyskutować, czy nie był to najlepszy transfer w ostatnich 10 latach, ale Heung-min Son nadal gra dla Spurs i zdobywa bramki.

7 sezonów, 69 goli, 89 asyst, Zawodnik roku Spurs w sezonach 2013/14 i 2016/17, miejsce w PFA Team of the Year sezonu 2016/17. Eriksen pomógł wznieść ten klub na wyżyny. Prawie na szczyt – bo tego nie udało się zdobyć w maju 2019 roku. I ten moment niejako zakończył karierę Christiana w Spurs. Coś w Duńczyku pękło, jak zapewne w kilku innych piłkarzach Tottenhamu. Po przegranym finale Ligi Mistrzów Eriksen uznał, że nie podpisze nowego kontraktu i chce odejść. Szukał nowych wyzwań i po pół roku proszenia się o transfer, trafił do Serie A. Od stycznia 2020 roku Eriksen jest piłkarzem Interu, gdzie trafił za około 20 milionów funtów. Ostatecznie, Spurs nawet na nim zarobili, mimo tylu lat niesamowitej gry w ich barwach. Niestety, jego kariera pod wodzą Antonio Conte jeszcze nie wróciła na prawidłowe tory. Christian nie jest zawsze zawodnikiem podstawowej jedenastki i nie nawiązuje występami do poprzednich sezonów w Tottenhamie. A szkoda, bo to był jeden z najlepszych playmakerów dekady w Premier League.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie