Jarosław Jach trafił do Crystal Palace w styczniu 2018 roku. W oficjalnym meczu zadebiutował jednak dopiero kilka dni temu. Ponad dwa i pół roku czekania przyniosło trzy wypożyczenia. W międzyczasie wszyscy chyba stracili już nadzieję na to, że Polak odnajdzie się w Londynie. Teraz płomyk znowu zapłonął. Czy można więc liczyć na to, że wychowanek Lechii Dzierżoniów zaistnieje jeszcze w Premier League?

Gdy we wtorkowy wieczór opublikowano skład Orłów na starcie z Bournemouth w Carabao Cup, niejeden polski kibic przecierał oczy ze zdumienia. Roy Hodgson wystawił w podstawowej jedenastce 26-letniego obrońcę, który na Wyspy trafił z Zagłębia Lubin. Jach zaliczył udany debiut w meczu o stawkę. Pomógł w zachowaniu czystego konta, ale Crystal Palace przegrało po rzutach karnych. Został nawet uznany za najlepszego zawodnika spotkania według portalu Whoscored. W odpowiedzi na pytanie, czy nasz rodak będzie w stanie wkraść się w łaski doświadczonego angielskiego menedżera, pomógł nam jeden z najlepszych ekspertów od spraw klubu z Selhurst Park w Polsce, założyciel Polskiego Fanklubu Crystal Palace, Michał Backiel.

Wydawało się, że nie ma już przyszłości w klubie

Pobyt piłkarza z Bielawy w Londynie, jak do tej pory, był kompletnym niewypałem. Defensor spędził w angielskiej stolicy mniej czasu niż na wypożyczeniach. Pół roku po transferze postanowiono wysłać go do tureckiego Caykur Rizesporu, gdzie przez sześć miesięcy zaliczył jedynie 9 występów. Krótko mówiąc – wyglądało to blado. Wrócił do Anglii, ale tam chcieli, aby powędrował gdzie indziej. W klubie zadecydowali za niego, a wybór padł na bardzo egzotyczny zespół Sheriffa Tyraspol.

Chcieli, abym zagrał w europejskich pucharach. Sugerowano mi, że to rzeczywiście może być dla mnie dobry kierunek – opowiadał w rozmowie dla TVP Sport, którą przeprowadził Marcin Borzęcki.

Zesłanie do Mołdawii, na peryferia europejskiego futbolu, odcisnęło wielkie piętno na jego wizerunku. Dla piłkarza, który chciał walczyć o szansę w Premier League, mogło to stanowić wręcz pewnego rodzaju policzek. Fani przestali traktować go poważnie. Kupiony za 2,5 miliona funtów obrońca szybko stał się obiektem żartów. Zdaniem Michała Backiela obranie takiego kierunku bardzo mocno zaszkodziło naszemu rodakowi.

Nawet jeśli już wtedy w klubie uświadomiono sobie, że Jach będzie nieprzydatny, to kierunek mołdawski był totalnie niezrozumiały. Zapewne Sheriff Tyraspol prezentuje poziom polskiego średniaka, ale sama egzotyka tej ligi po dziś dzień stawia go w złym świetle. Miejscowi kibice nabijali się z niego, że jedzie grać na pastwiskach w ogórkowej lidze.

W barwach Sheriffa zbierał tam 20 występów, ale tymczasowy pracodawca nie zakwalifikował się do Ligi Europy. Nie przedłużono więc jego wypożyczenia. Z pomocą przyszedł Raków Częstochowa, w którym Jach zaliczył pełen sezon i pomógł mu wywalczyć utrzymanie. To jednak w dalszym ciągu gra na poziomie mocno odbiegającym od Premier League.Dlatego też wydawało się mało prawdopodobne, że reprezentant naszego kraju dostanie jeszcze szansę od Hodgsona. Przecież zaliczył wyprawę w mołdawską otchłań. Taką, z której teoretycznie nie powinno być powrotu. Mimo tego, po roku spędzonym w Ekstraklasie ponownie zaczął trenować z ekipą z Londynu.

Jach w Rakowie pod bacznym okiem Crystal Palace

Bacznie obserwowano jego występy w ojczyźnie. Palace do tego zadania oddelegowało swojego eks-piłkarza, Marka Brighta. Jach opowiadał portalowi Sportowe Fakty, że dostawał od niego kompilacje swoich zagrań ze spotkań Rakowa wraz z ocenami i uwagami.

Mark był zadowolony zwłaszcza z okresu moich występów przed pandemią. Całokształt ocenił jako bardzo udany. Już sam regularny kontakt z nim dawał mi do zrozumienia, że nie jestem w Anglii skreślony, a klub dodatkowo przedłużył ze mną umowę o rok. Mark w ostatnim okresie mocno mnie wspierał. Mówił, żebym mocno zasuwał, to dostanę szansę po powrocie. Był też w bezpośrednim kontakcie z pierwszym trenerem Royem Hodgsonem i informował go o moich postępach – opowiadał obrońca.

Starcie z Bournemouth również zaowocowało dobrą opinią menedżera. Rywale nie stwarzali większego zagrożenia, atakując jego stroną. Polak kilka razy pokazał się również w ofensywie, chociaż na swojej nominalnej pozycji przyspawany jest raczej do własnej połowy boiska.

Trener był zadowolony z gry defensywy. Nie był też zły po porażce, niewiele nam zabrakło do awansu. Karne były szalone, nasz bramkarz obronił jedenastkę, później sam nie trafił. Prawie wybronił kilka innych strzałów. Nie zlekceważyliśmy rywala. Trener Hodgson dał odczuć, że zagrałem solidnie – kontynuował w rozmowie ze Sportowymi Faktami.

Jach Crystal Palace Bournemouth

Źródło: AFP

Co sprawiło, że Jach w końcu zagrał dla Crystal Palace?

Sytuacja kadrowa Orłów, a zwłaszcza zdziesiątkowana defensywa, może przyprawić o ból głowy. Urazy wykluczyły z gry podstawowego lewego obrońcę, Patricka van Aanholta oraz preferowany duet stoperów – Jamesa Tomkinsa i Gary’ego Cahilla. W efekcie na inaugurację rozgrywek ligowych w środku defensywy wystąpili weteran Scott Dann i zawodnik środka pola, Cheikhou Kouyate. Na jej lewej stronie pojawił się z kolei młody Tyrick Mitchell. W Pucharze Ligi Roy Hodgson dał odpocząć pierwszemu garniturowi i zdecydował się na rotację.

Miejsce 21-letniego wychowanka zajął więc Polak, który przepracował okres przygotowawczy z zespołem. W sparingach ustawiano go na lewej stronie bloku obronnego, bo szkoleniowiec liczył się z koniecznością przygotowania krótkoterminowego rozwiązania awaryjnego. Starcie na Dean Court okazało się idealną okazją na przetestowanie go w meczu o stawkę. Ale czy The Eagles wiążą z Jachem jakieś długofalowe plany? Michał Backiel sądzi, że były już gracz Rakowa w Crystal Palace jest spisany na straty.

Jego umowa wygasa za rok i klub chce odzyskać choć część pieniędzy, które w niego zainwestowano. Moim zdaniem ten debiut ma zachęcić potencjalnych kupców do podjęcia negocjacji. Jarek nie został wymieniony na liście potwierdzającej numery na koszulkach na nowy sezon i jego nazwisko nie jest dostępne przy wyborze spersonalizowanych trykotów w sklepie internetowym, a to o czymś świadczy.

Zatrzymanie go na bardzo intensywną kampanię z szalonym wręcz kalendarzem wydaje się rozsądną decyzją. W końcu to zawsze dodatkowy zawodnik, który w razie konieczności może pojawić się na boisku lub usiąść na ławce. W obecnych rozgrywkach rotacja, zwłaszcza w meczach pucharowych, może okazać się kluczem do zachowania odpowiedniej świeżości, pozwalającej na skuteczną walkę o utrzymanie czy też miejsce w środkowej strefie tabeli.

Odległe miejsce w hierarchii

Okazja do założenia koszulki Orłów przyszła tylko dzięki fatalnej sytuacji, związanej z plagą kontuzji w bloku obronnym. Polak w hierarchii swojego trenera zajmuje odległe miejsce, przez co szanse na występy są znikome.

Hodgson skorzystał z jego uniwersalności i wobec rehabilitacji po kontuzji ramienia nominalnego lewego obrońcy, Patricka van Aanholta, potrzebował dublera dla Tyricka Mitchella, zastępującego obecnie Holendra. Van Aanholt wraca już jednak do pełni sprawności, więc Jach wróci na trzecie miejsce w kolejce do gry na tej pozycji. O środku obrony nawet nie ma co myśleć, bo mimo kontuzji Cahilla i Tomkinsa przed nim są jeszcze Martin Kelly i Mamadou Sakho oraz wychowankowie – Samuel Woods i Ryan Inniss. Mało tego, podstawowymi stoperami na ten moment są Scott Dann i… nominalny defensywny pomocnik, Cheikhou Kouyate. To pokazuje, jak nisko Hodgson ocenia Jarka – kontynuował Michał.

Udany występ przeciw Wisienkom nie powinien nic zmienić. Przegrana oznacza wręcz, że odpada chyba najlepsza szansa na pojawienie się na boisku, bo Hodgson w Carabao Cup często stawia na zmienników. Niedługo szkoleniowiec The Eagles znów będzie mógł skorzystać ze swoich podstawowych piłkarzy. Powoli do optymalnej dyspozycji wraca podstawowy lewy obrońca, a i kontuzjowani stoperzy robią postępy w swojej rehabilitacji. Stąd też trudno spodziewać się, aby Jach pomógł Crystal Palace w walce o realizację ich tegorocznych celów.

Patrząc na to, jaką ma konkurencję zarówno na lewej, jak i środkowej obronie wszyscy wymienieni wcześniej zawodnicy musieliby być kontuzjowani. To nierealne, aby wdarł się do składu – podsumował Michał Backiel. – Tak jak wspomniałem wcześniej: wszystko wskazuje na to, że klub nie wiąże z nim już przyszłości i zapewne spróbują się go pozbyć. Ma 26 lat, jak na warunki polskiej ligi to solidny piłkarz, więc przy rozsądnej cenie znajdą się na niego chętni.

Spotkanie z Bournemouth może więc okazać się łabędzim śpiewem reprezentanta Polski w barwach Palace. Nadzieja umiera ostatnia, ale kupiony z Zagłębia Lubin piłkarz musiałby chyba liczyć na kolejną plagę kontuzji. A ta wydaje się bardzo mało prawdopodobna.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie