Godzina 20:15 – ujawnione zostały składy i potwierdziło się to, na co liczyli wszyscy fani Chelsea. W wyjściowym składzie znaleźli się Timo Werner i Kai Havertz. Tylko jeden z nich może jednak zaliczyć poniedziałkowy mecz do udanych.

Piłkarze The Blues podeszli do spotkania z większym spokojem niż ich sympatycy. Przez pierwsze kilkanaście minut nie obejrzeliśmy żadnych groźnych sytuacji, choć oba zespoły miały swoje momenty pod polem karnym rywali. Nie wzbudzimy chyba zbyt ożywionej dyskusji pisząc, iż to Brighton wyglądało na początku tej rywalizacji lepiej. 

Zaraz po upłynięciu 20. minuty szybkość Wernera w końcu dała korzyść. Po błędzie w rozegraniu Brighton, Niemiec kolejny raz dynamicznie urwał się obrońcom i wyszedł do sytuacji w polu karnym. Matt Ryan ratował się faulem, swoją drogą zupełnie niepotrzebnie, bo do asekuracji pobiegło aż dwóch defensorów. Jedenastkę na bramkę, tak samo jak w poprzednim sezonie w meczu z Mewami, pewnie zamienił Jorginho. 

Do ciekawej sytuacja doszło jeszcze w 34. minucie – Kepa Arrizabalaga obronił strzał. Do końca pierwszej połowy nie działo się już zbyt dużo, a chwilę przed przerwą z kontuzją boisko opuścił Adam Lallana. Co do najlepszych zawodników nie ma wątpliwości – w Chelsea Timo Werner, w Brighton Tariq Lamptey.

Ofensywny popis obrońców Chelsea

Na początku drugiej części spotkania to Mewy rzuciły się do ataku. Lamptey na pełnej szybkości wbiegł w pole karne, lecz jego petardę skierowaną w stronę bramki Kepy Kourt Zouma zablokował swoją strefą intymną. Po tym zdarzeniu mecz zaczął się robić coraz lepszy. 

Nie trzeba było czekać długo na błąd hiszpańskiego bramkarza i wyrównanie. Po asyście świetnego Lampteya, z dużej odległości bramkarza pokonał Leandro Trossard. Jeszcze krócej czekaliśmy na kolejną bramkę. Zza pola karnego huknął Reece James i tutaj o pomyłce golkipera nie ma już mowy – Matt Ryan nie miał szans obronić strzału obrońcy Chelsea.

Defensorzy The Blues popisali się też przy okazji drugiego trafienia swojego zespołu – Reece James wrzucał z rożnego, a po rykoszecie do bramki trafił Kurt Zouma. Po stracie dwóch szybkich goli gra Brighton umarła. Może straciliby jeszcze jednego, ale w 78. minucie przy sytuacji 2 vs 2 Ross Barkley wolał holować piłkę przez kilkanaście metrów zamiast podać do dobrze ustawionego Wernera.

Sympatycy Chelsea mogą cieszyć się z występu pozyskanego z RB Lipsk napastnika – był aktywny, szybki i zaangażowany. Przeciwne odczucia można mieć do Havertza, który przez większość meczu był zupełnie niewidoczny, a udało mu się też popełnić kilka błędów. Kepa potwierdził za to, że Premier League to na razie za wysokie progi. Chelsea zgarnia jednak trzy punkty, a Frank Lampard pokazuje, że umie odmienić styl gry po rozmowie w szatni.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie