Szesnaście lat spędzonych poza ekstraklasą – całe pokolenie piłkarzy oraz kibiców. Dla Leeds United był to piekielny trudny okres, swoim przebiegiem przypominający przeprawę przez niezwykle krętą drogę. Wydarzeniem, które zapoczątkowało jej bieg, był mecz z Chelsea. Starcie między Pawiami a The Blues odbyło się 15 maja 2004 roku na Stamford Bridge. Właśnie wtedy klub z Elland Road po raz ostatni pokazało swoje barwy sympatykom Premier League.

BRAMKARZ

SCOTT CARSON

Jeden z niewielu podopiecznych Eddiego Graya, który wciąż pozostaje aktywnym piłkarzem. 35-letni dziś bramkarz rozstał się z Leeds pół roku po spadku do Championship, 1 stycznia 2005 roku. Od tamtej pory w jego CV sukcesywnie pojawiali się nowi pracodawcy – Liverpool, Sheffiled Wednesday, Charlton, Aston Villa, West Bromwich Albion, Bursaspor, Wigan oraz Derby County. W końcu, 8 sierpnia zeszłego roku, Carson przeniósł się do Manchesteru City. Co prawda po dziś dzień na jego koncie nie pojawiło się żadne spotkanie w barwach The Citizens, ale kto by nie chciał na kilka chwil przed emeryturą popracować pod czujnym okiem Pepa Guardioli.

OBROŃCY

MICHAEL DUBERRY

W pamięci kibiców z całego świata Anglik zapisał się pod koniec lat 90. XX wieku. Wraz z Chelsea sięgnął wtedy po dwa trofea międzynarodowe – Puchar Zdobywców Pucharów oraz Superpuchar Europy. Zaledwie kilka miesięcy później, w lipcu 1999 roku, trafił do Leeds, gdzie kontynuował karierę aż do oficjalnego pożegnania klubu z Premier League. W kolejnych latach próbował swoich sił m.in. w Stoke City oraz Reading. Na emeryturę przeszedł w 2013 roku, po tym jak wskazano mu drogę do drzwi w półprofesjonalnym Hendon. Obecnie trudni się coachingiem. Jak można przeczytać na jego profilu na twitterze, widzi w sobie jednego z najlepszych i najbardziej innowacyjnych fachowców w swojej dziedzinie.

IAN HARTE

Choć trudno mówić w kontekście Irlandczyka o wybitnej karierze, to na Elland Road przysługuje mu status zawodnika zasłużonego. 270 występów w barwach The Peacocks między 1995 a 2004 rokiem zrobiło swoje. Niedługo po porażce z Chelsea wyruszył na podbój Półwyspu Iberysjkiego. Hiszpańska przygoda nie potrwała jednak długo i w 2007 roku Harte zamienił Levante na Sunderland. Po raz ostatni na angielskich boiskach można było go obserwować jeszcze w sezonie 2014/15. Od czasu do czasu z jego usług na zapleczu Premier League korzystał Eddie Howe. Dziś były gracz Leeds United pracuje w agencji piłkarskiej YMU Group, która dba między innymi o interesy Harry’ego Winksa.

GARRY KELLY

O ile w przypadku Harte’a padło stwierdzenie „zasłużony zawodnik”, tak jeśli chodzi o jego wujka – Garry’ego Kelly’ego, możemy posłużyć się tylko jednym słowem – legenda. W końcu nie każdy pozostawał wierny jednemu klubowi przez całą swoją karierę. Kelly to one-club man, który uzbierał ponad pół tysiąca występów w koszulce Leeds United. Poniekąd wieczna obecność Irlandczyka na Elland Road sprawiła, że doświadczył on wszystkich emocji, których może dostarczyć gra w klubie piłkarskim. Z jednej strony był częścią drużyny, która zapisała się na kartach historii jako półfinalista Ligi Mistrzów, a z drugiej decyzje o zakończeniu kariery podjął bezpośrednio po spadku do League One. W tym roku na oficjalnej stronie Pawi ukazał się krótki wywiad z uczestnikiem mistrzostw świata w 2002 roku.

LUCAS RADEBE

Jeden z dwóch przedstawicieli kontynentu afrykańskiego we wspominanej przez nas jedenastce. Jeśli ktoś z Was miał przyjemność śledzić Leeds United na początku XXI wieku, doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważną personą na Elland Road był Lucas Radebe. Południowoafrykańczyk stał się członkiem rodziny The Peacocks w 1994 roku i nie opuścił biało-niebiesko-żółtego pokładu do końca swojej kariery. Jedenaście lat, ponad 200 występów – stał się integralną częścią historii Leeds United. Dowodów nie brakuje na każdym kroku, a wśród nich znajduje się chociażby nazwa lokalnego piwa – Radebeer. Nic więc dziwnego, że klub z północnej Anglii nieprzerwanie zajmuje ważne miejsce w sercu emerytowanego defensora.

Wystarczy za pośrednictwem mediów społecznościowych zerknąć, co słychać u 70-krotnego reprezentanta RPA, aby przekonać się o sile jego uczuć wobec Leeds. „Nasz klub wrócił na swoje miejsce” – oznajmił światu w miniony czwartek. Oprócz ciepłych słów na temat Pawi były gracz Kaizer Chiefs może podpisać się swoim nazwiskiem pod wieloma inicjatywami. Ma na swoim koncie m.in. pełnienie roli eksperta telewizyjnego, czy też działalność charytatywną, w którą jest zaangażowany również w ostatnim czasie, chcąc poprawić szeroko pojętą sytuację w Republice Południowej Afryki.

FRAZER RICHARDSON

Z punktu widzenia osoby zafascynowanej tylko i wyłącznie Premier League najbardziej bezbarwny z piłkarzy, którzy w majowe popołudnie 2004 roku pokazali się kibicom na Stamford Bridge. Nie oznacza to jednak, że fani Leeds United ot tak wymazali Richardsona ze swojej pamięci. Przeciwnie. Anglik to produkt akademii Pawi, który przeszedł przez wszystkie szczeble aż do pierwszej drużyny. Ponadto, Elland Road było jego domem i miejscem pracy aż do 2009 roku. Później na miał okazję kopać piłkę w Charltonie, Southampton, Middlesbrough, Ipswich, Roterham oraz Doncaster. W ten sposób uzbierał razem ponad 300 meczów w rozgrywkach Championship oraz League One. W najwyższej klasie rozgrywkowej wystąpił jednak zalewie w 9 spotkaniach, 4 razy w barwach Leeds (03/04) i 5 w Southampton (12/13).

POMOCNICY

JAMES MILNER

„Milly” to człowiek, który swoją karierą przygotował materiał na więcej niż jedną książką. Przez lata dla wielu był definicją zwykłego rzemieślnika, który nigdy nie zdoła przeskoczyć poziomu zarezerwowanego dla ponadprzeciętnych zawodników. Tymczasem, kilkanaście lat po zakończeniu dziewiczego związku z Leeds United, dzięki swojej pracowitości i skrupulatności James Milner ma na koncie najważniejsze trofea w klubowej piłce – zarówno tej krajowej, jak i międzynarodowej. Mimo liczy sobie już prawie 35 lat, do emerytury wciąż daleka droga. Obecnie, pod batutą Jürgena Kloppa w Liverpoolu, stanowi uosobienie ostoi profesjonalizmu, wybitnego atlety i co najważniejsze – dobrego piłkarza. Gdy do tych wszystkich superlatyw doliczymy jedyną w swoim rodzaju osobowość, otrzymujemy produkt najwyższej jakości. Produkt, który jeszcze nie raz udowodni swoją użyteczność czy to na boisku, czy daleko poza nim.

SALOMON OLEMBE

Bodaj największy obieżyświat ze wszystkich piłkarzy Pawi, którzy wybiegli na murawę Stamford Bridge w maju 2004 roku. Olembe zawitał do Anglii tylko na chwilę i tylko po to, aby wraz z kolegami zapoczątkować bardzo trudną erę w historii klubu z Elland Road. Jak można się zatem domyślić, dziś w hrabstwie West Yorkshire mało kto pamięta o „dokonaniach” Kameruńczyka. Z nim na boisku Leeds United wygrało tylko jedno spotkanie Premier League. Niedługo po konfrontacji z Chelsea bez żalu wręczono mu bilety powrotne do Marsylii, skąd kilka miesięcy wcześniej został wypożyczony.

Trzy lata później wychowanek Nantes jeszcze raz spróbował swoich sił na Wyspach Brytyjskich. Epizod w Wigan miał jednak taki sam finał, jak pierwsze podejście do ligi angielskiej. Różnica polegała na tym, że zamiast do Francji udał się do Turcji. Z formalnego punktu widzenia był to przedostatni przystanek w jego karierze, która zakończyła swój bieg w 2010 roku. W praktyce należy jeszcze uwzględnić nieudane podejście Olembe do Burnley. Ściśle precyzując, sprawa dotyczyła meczu rezerw The Clarets z rezerwami Manchesteru City.

DOMINIC MATTEO

Szkot znalazł miejsce w szeregach Leeds w sierpniu 2000 roku. Kwota transferu – nieco ponad 7 milionów funtów – zasiliła konto byłego pracodawcy Matteo, Liverpoolu. W trakcie swojego czteroletniego pobytu w szeregach The Peacocks urodzony w Dumfries defensor był jednym z filarów układanki z Elland Road. Problem w tym, że przygoda, która rozpoczęła się z wysokiego C, miała najgorszy możliwy finał.

Nie chodzi tu nawet o spadek do Championship, a o późniejsze losy obrońcy. W żadnym ze swoich kolejnych klubów – ani w Blackburn, ani w Stoke – były reprezentant Szkocji nie zdołał nawet w najmniejszym stopniu nawiązać do optymalnej formy. Koniec końców rozstał się z życiem zawodowego piłkarza w 2009 roku. Futbol pozostał jednak częścią jego życia. Były gracz Leeds regularnie wciela się w rolę telewizyjnego eksperta. Jak wynika z jego wpisów na Twitterze, nie inaczej będzie w najbliższych miesiącach. Biorąc pod uwagę niedawną – na szczęście wygraną – walkę z guzem mózgu, to naprawdę fantastyczna wiadomość.

JASON WILCOX

Jedno jest pewne. W sezonie 2003/04 Jason Wilcox nie był ani gwarancją goli, ani tym bardziej wiodącym graczem Leeds. Zaledwie sześć występów w Premier League w trakcie przywołanej kampanii podpowiadało, że ówczesny 32-latek coraz śmielej odliczał dni do emerytury. Nie minęły dwa lata, a zawieszenie butów na kołku stało się faktem. Wilcox próbował jeszcze zaistnieć w drugiej i trzeciej lidze, gdzie reprezentował barwy odpowiednio Leicester City oraz Blackpool. Relatywnie szybko doszedł jednak do wniosku, że jest to droga donikąd. W pierwszym okresie po zamknięciu rozdziału pt. „kariera piłkarska” trzykrotny reprezentant Anglii starał odnaleźć się jako dziennikarz w szeregach BBC Radio Lancashire oraz Lancashire Telegraph. Mistrz kraju z Blackburn Rovers stosunkowo szybko zmienił jednak obiekt swoich zainteresowań. W 2013 roku został trenerem Manchesteru City U-18, a obecnie jest szefem działu młodzieżowego Obywateli.

NAPASTNIK

ALAN SMITH

Do niedawna był ostatnim zawodnikiem Leeds United, który zanotował występ w reprezentacji Anglii. Stan rzeczy zmienił się dopiero w miniony wtorek. Wówczas w pierwszym składzie The Three Lions pojawił się Kalvin Phillips – jedna z kluczowych postaci monolitu stworzonego w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy przez Marcelo Bielsę. W pierwszej chwili można więc niejako intuicyjnie zacząć porównywać życiorysy obu zawodników. Jednak po krótkiej chwili każdy, kto potrafi dodać dwa do dwóch, zda sobie sprawę, że żaden prawdziwy fan Leeds United nie chce, aby Kalvin Phillips podążył tą samą ścieżką, co Alan Smith.

Dlaczego? Odpowiedzi polecamy szukać w historii transferów, których dokonano 1 lipca 2004 roku. Tego dnia Smith został bowiem zawodnikiem Manchesteru United, co, jak nie trudno się domyślić, rozwścieczyło sympatyków Pawi. Anglik w trybie natychmiastowym stracił rangę lokalnego bohatera, a w zamian zyskał miano bezczelnego Judasza. Wbrew temu, a także wbrew późniejszemu obniżeniu lotów (Newcastle United, MK Dons, Notts County) nie żałuje swojej decyzji. W ostatnich dniach stwierdził nawet, że gdy zamienił biały trykot na diabelską czerwień, kluby nie miały ze sobą na pieńku. Nie będzie to najodważniejsza ze wszystkich tez, ale jesteśmy pewni, że nawet wśród naszych czytelników znajdą się osoby, które wobec słów Smitha wyrażą nic innego, jak dozgonną dezaprobatę.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie