Zgodnie z przewidywaniami, krótkie oczekiwanie szybko dobiegło końca. Początek sezonu 2020/21 Premier League coraz śmielej spogląda na kibiców zza pobliskiego kontuaru. Przywitajmy jego przybycie skromną porcją zestawień okraszonych liczbami.

1

Maksyma, która mówi, że zwycięskiego składu się nie zmienia, zdaje się wiecznie żywa. Tym razem o jej istnieniu przypomnieli nam włodarze Liverpoolu. Po pierwszym od 30 lat mistrzostwie Anglii The Reds znajdują się z dala od pierwszoplanowych wydarzeń tegorocznego okienka transferowego. Jak do tej pory drużynę Jürgena Kloppa zasilił tylko jeden piłkarz. Kostas Tsimikas kosztował Liverpool 13 milionów euro i należy przypuszczać, że w najbliższych miesiącach wcieli się w zmiennika Andy’ego Robertsona. Na przykładzie Greka warto zwrócić uwagę na politykę prowadzoną przez klub z Anfield. Przyjście Tsimikasa poprzedziła sprzedaż Dejana Lovrena do rosyjskiego Zenitu za kwotę, która niemal w całości pokryła transfer byłego gracz Olympiakosu. Niewykluczone, że dokładnie taki sam los czeka Georginio Wijnalduma, w związku z ewentualną przeprowadzką do hrabstwa Merseyside Thiago Alcantary.

2

To było udane lato dla Arsenalu. The Gunners, choć pozyskali kilku ciekawych piłkarzy, brylowali przede wszystkim na boisku. Przełożyło się to na wzbogacenie klubowej gabloty o dwa nowe trofea. Podopieczni Mikela Artety pierwszy triumf święcili 1 sierpnia, kiedy to w finale FA Cup na Wembley pokonali Chelsea 2:1. Drugi mecz, po którym w czerwonej części północnego Londynu pojawiła się nowa porcja srebrnego żelastwa, odbył się niespełna miesiąc później – 29 sierpnia – na tym samym stadionie. Wówczas Arsenal w pokonanym polu zostawił Liverpool, zdobywając tym samym 16. Tarczę Wspólnoty w swojej historii.

3

Ze świecą szukać tego, kto nie emanuje radością na myśl o grze Polaka w topowej lidze. Co się tyczy Premier League, grupa naszych krajanów wciąż jest niewielka, aczkolwiek systematycznie rośnie. Tym razem stało się tak za sprawą rozstrzygnięć w Championship. Bezpośredni awans wywalczyła bowiem ekipa dwóch Mateuszów – Klicha oraz Bogusza – Leeds United oraz drużyna Kamila Grosickiego – West Bromwich Albion. Kwestią otwartą pozostaje jednak regularna gra reprezentantów Polski.

O ile Klich ma na to naprawdę duże szanse, tak w przypadku Bogusza i Grosickiego może być różnie. Swoimi wyborami w ostatnich miesiącach Marcelo Bielsa i Slaven Bilić jasno dali do zrozumienia, gdzie w hierarchii obu klubów znajdują się piłkarze znad Wisły. Młodszy z Polaków praktycznie nie jest brany pod uwagę w kontekście pierwszej drużyny, a bardziej doświadczony Grosicki to zawodnik z drugiego rzędu. Jeśli zważyć na tę sytuację, w trakcie sezonu 2020/21 polscy kibice swoje nadzieje powinni wiązać przede wszystkim z tercetem Fabiański, Bednarek, Klich.  

4

Nie ulega wątpliwości, że pandemia koronawirusa będzie miała wpływ na rozgrywki piłkarskie także z perspektywy sezonu 2020/21. Jest to między innymi pokłosie końcówki poprzedniej kampanii i specyficznego formatu zarówno Ligi Mistrzów, jak i Ligi Europy. UEFA postanowiła wyłonić dwa zwycięskie zespoły poprzez organizację turniejów Final Eight na neutralnym terenie. Z angielskich klubów w Lizbonie (Liga Mistrzów) na starcie stawił się Manchester City, a w Kolonii (Liga Europy) do rywalizacji przystąpiły Wolverhampton oraz Manchester United. Z tego tercetu sezon 2019/20 najpóźniej zakończyły oba kluby z Manchesteru, odpowiednio 15 i 16 sierpnia. Władze Premier League wzięły to pod uwagę przy ustalaniu terminarza. W efekcie aż cztery zespoły – Manchester United, Burnley, Manchester City oraz Aston Villa – nie przystąpią do 1. kolejki w pierwotnym terminie.   

5

Nietypowa sytuacja w postaci pandemii koronawirusa wymaga nietypowych rozwiązań. Powrót do gry w czerwcu okazał się nie tylko szansą na dokończenie rozgrywek Premier League. Wprowadzenie tymczasowej zasady umożliwiającej trenerom przeprowadzenie pięciu zmian w trakcie meczu otworzyło furtkę przed piłkarzami, którzy wcześniej mogli narzekać na niedobór minut na boisku. Ci, którzy po cichu liczyli, że tymczasowy przepis będzie obowiązywał również w sezonie 2020/21, muszą przełknąć gorzką pigułkę. W trakcie krótkiej przerwy kluby Premier League opowiedziały się przeciwko pięciu zmianom w jednym spotkaniu. W praktyce oznacza to, że od 12 września przynajmniej pod tym względem wracamy do przed-pandemicznej rzeczywistości.

6

Gdy dookoła wszyscy wieszczą gigantyczny światowy kryzys, zza bram Stamford Bridge słychać tylko złowieszczy śmiech rosyjskiego miliardera. Roman Abramowicz ma tego lata wyjątkowo głębokie kieszenie i trzeba przyznać, że nawet przez moment nie zawahał się sięgnąć po ulokowane w nich fundusze. Co tu dużo mówić, Chelsea z nawiązką powetowała sobie zeszłoroczną banicję transferową. Mimo że do końca okienka zostały niespełna cztery tygodnie, próg obiektów The Blues zdążyło przekroczyć już sześciu nowych piłkarzy. Kai Havertz, Timo Werner, Ben Chilwell, Hakim Ziyech, Thiago Silva oraz Malang Sarr. Każdy z nich ma stanowić wartość dodaną dla Franka Lamparda oraz pozostałych członków sztabu szkoleniowego. Jednocześnie wydatki na tę grupę w postaci ponad 200 milionów euro idą w parze z wysokimi oczekiwaniami. Należy przez to rozumieć chęć zdetronizowania rządów duopolu, na który składają się Liverpool i Manchester City.

10

Charakterystyczna „dziesiątka”. To właśnie zestawienie „jedynki” z „zerem” na plecach zawodnika przywodzi na myśl największych gigantów w historii futbolu. Bez dwóch zdań do tego grona kwalifikuje się Lionel Messi. Kto by pomyślał, że w przeddzień sezonu 2020/21 będziemy mówić o legendarnym już Argentyńczyku. Taki stan rzeczy jest zasługą, nazywając rzeczy po imieniu, szamba, które wybiło w okolicach Camp Nou tuż po blamażu w Lidze Mistrzów z Bayernem. Wydarzenia kolejnych dni oraz ich dynamika poniekąd zmusiły człowieka do wybiegnięcia w przyszłość. Przyszłość, w której pracodawcą Messiego nie jest Barcelona, lecz Manchester City.

W odróżnieniu od poprzednich lat tym razem podstawy do życzeniowego myślenia były bardzo solidne. Sześciokrotny zdobywca złotej piłki miał nawet kontaktować się z Pepem Guardiolą celem upewnienia się czy Obywatele są w stanie sprostać jego wymaganiom finansowym. Niestety, konflikt o podłożu kontraktowym skłonił Messiego do podjęcia decyzji o pozostaniu w stolicy Katalonii. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie nam go zobaczyć w Premier League, to nie wcześniej niż za 12 miesięcy.

16

15 maja 2004 roku, Na deskach Stamford Bridge rozgrywa się ostatni akt dramatu z udziałem piłkarzy i kibiców Leeds United. The Peacocks przegrywają 0:1 ze stołeczną Chelsea i z dużym impetem uderzają o grunt pt. „Championship”. Każdy, kto kiedykolwiek miał wątpliwą przyjemność próbować odbić się od dna, wie, że nie jest to zadanie z cyklu najłatwiejszych. Leeds doświadczyło tego na własnej skórze. Potrzeba było całej generacji piłkarzy, aby nad Elland Road znów zaświeciło słońce. Leeds United oficjalnie wraca do Premier League po szesnastu latach absencji. Jedno jest pewne. Niezależnie od tego, na której pozycji w maju przyszłego roku wylądują żołnierze Bielsy, z ich punktu widzenia bezbarwność znajduje się na szarym końcu listy potencjalnych zagrożeń.

48

W przeszłości okres między sezonami bywał trudny do zniesienia. Zakończenie rozgrywek w maju oznaczało zazwyczaj trzymiesięczny rozbrat z futbolem w klubowym wydaniu. W tym roku, z wiadomych względów, sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Ostatnią kolejkę Premier League w sezonie 19/20 i pierwszą w nowej kampanii dzieli zaledwie 48 dni. To czyste szaleństwo, zwłaszcza że kilka klubów grało o stawkę między dwoma przywołanymi seriami gier. Taka, a nie inna koniunktura zwiastuje szereg wyzwań – m.in. personalnych – z którymi przyjdzie się zmierzyć sztabom szkoleniowym zespołów.

253

Arsenal i Fulham. Te dwie drużyny wezmą udział w inauguracji sezonu 2020/21 Premier League w sobotę 12 września o godzinie 13:30 czasu polskiego. Cała zabawa potrwa do 23 maja, a więc 253 dni. To wyraźnie mniej niż chociażby trzy lata temu, kiedy od startu do końca upłynęło 275 dni. W tym roku organizatorzy są zatem zmuszeni do umiejętnego rozplanowania 380 meczów w okresie krótszym o ponad trzy tygodnie. Nie pozostaje nic innego, jak mieć nadzieję, że po drodze ominą nas wszelkiego rodzaju nieprzyjemne niespodzianki. W ostatnim czasie było ich już wystarczająco dużo.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie