Każdy z nas chciałby mieć skład pełen gwiazd w FPL. Ceny największych nazwisk jednak mocno uszczuplają nasz budżet. Nawet po wybraniu ledwie kilka opcji premium, niektóre miejsca w drużynie będą odstawać od innych wartością i potencjałem. Zatem kogo warto kupić, gdy milionów w naszym portfelu coraz mniej?

Bramkarz za grosze

Jeśli chodzi o bramkarzy, istnieją różne taktyki przy ich wyborze. Jedni celują w golkiperów premium, którzy grając w czołówce ligi będą regularnie łapać czyste konta. Inny wolą tańsze opcję ze środka, a nawet dołu tabeli. Rzadziej przyniesie nam to CS-y, ale punkty mogą nadrobić interwencjami czy bonusami. Mają też większe szanse na prawdziwego jackpota, gdy taki bramkarz zaliczy mecz życia i uratuje swojej drużynie czyste konto. Więcej na ten temat przeczytacie w innym naszym tekście.

Jednakże jedna rzecz łączy menedżerów FPL. Jeśli nie decydujemy się rotować bramkarzami, to zawsze wybieramy na ławkę kogoś najtańszego, czyli za 4.0, by jak najmniej obciażyć budżet. Podstawowi bramkarze drużyn Premier League nie dostają tak niskich cen, więc musimy szukać kogoś, kto jest najbliżej wyjściowej jedenastki. Od jakiegoś czasu flagowym przykładem takiego zawodnika jest David Button z Brighton, który dzielnie siedzi na ławce Mew już od dwóch lat.

Tom Heaton z Aston Villi kosztuje 4.5. Jednak doświadczony Anglik nadal nie wykurował się po zerwaniu więzadła i powrót 34-latka jest przewidywany na połowę października. W obliczu tego, że Pepe Reina już zakończył wypożyczenie w Birmingham, Orjan Nyland powinien strzec bramki Aston Villi na początku sezonu. Norweg kusi niestety tylko swoją ceną, bo w meczach z Sheffield i Wolverhampton mocno nadszarpnął swoją reputację. Z drugiej strony jednak, skoro i tak na naszej ławce będzie siedzieć bramkarz za 4.0, to dlaczego nie wziąć kogoś, kto da jakikolwiek punkt za występ, czego nie można powiedzieć o takim Buttonie. Nikt od drugiego bramkarza nie wymaga czystych kont. Dodatkowo, zawsze nas kryje w wypadku jakiejś niespodziewanej kontuzji czy dwutygodniowej kwarantanny, której pewnie nie raz będziemy świadkami w tym sezonie. Niestety to wciąż tylko opcja krótkoterminowa.

W poszukiwaniu nowego Wan-Bissaki

Każdy z nas chciałby mieć w zespole kogoś takiego, jak Anglik z sezonu 2018/2019. Obrońca za 4.0 odciążajacy nasz budżet, pewny skład, regularne czyste konta, a do tego magnes na bonusy. W zeszłej edycji mieliśmy kilka grających obrońców za bezcen, jednak w pewnym momencie przestawali być opcją. Martin Kelly grał jesienią głównie przez kontuzje kolegów z obrony. Diego Rico prócz potencjału na czyste konta dawał też punkty z przodu i wykonywał stałe fragmenty gry, ale gdy Bournemouth obrało rejs na spadek, to czar Hiszpana prysł. John Lundstram to już legenda zeszłego sezonu, ale nikt o nim by nawet nie wspominał, gdyby nie błędnie przydzielona przez wieże pozycja. „Środkowy pomocnik grający nierzadko bliżej pola karnego? Logiczne, że damy go jako obrońcę 4.0” – powiedział jakiś Michael do Steve’a, po czym poszli na przerwę. Reszta to już historia, która i tak zakończyła się źle, ponieważ Lundstram ostatecznie stracił skład na rzecz Sandera Berge.

W tym sezonie nowego Wan-Bissaki będziemy szukać tam, gdzie historia zawodnika Manchesteru United się zaczęła, czyli w Crystal Palace. Przed sezonem do ekipy Roya Hodgsona dołączył młody Nathan Ferguson, który według wielu źródeł ma być podstawowym środkowym obrońcą. Na ten moment tego nie sprawdzimy, ponieważ Anglik ominie początek sezonu przez uraz. Jednak jest też druga opcja za 4.0 wśród Orłów. Mowa tu o Tyricku Mitchelu, który powinien mieć pewny skład do czasu powrotu Patricka van Aanholta. Holender w czerwcu doznał kontuzji barku i nie wiadomo jeszcze kiedy wróci do gry, ale prawdopodobnie ominie kilka pierwszych kolejek.

Warci uwagi

I w zasadzie na tym się kończą potencjalni obrońcy za 4.0, którzy mają szansę na pewny skład przez chociaż kilka meczów z rzędu. Z opcji, u których mogą pojawiać się punkty w co drugim czy trzecim spotkaniu warto wymienić:

– Bernardo z Brighton, jednak ten rotuje z Sollym Marchem oraz Danem Burnem,
– Jarrada Branthwaite’a z Evertonu, który w zeszłym sezonie grywał, jednak tylko z powodu kontuzji w obronie The Toffees,
– Bena Johnsona z West Hamu, który czasem zaczynał w wyjściowym składzie, jednak mimo wszystko to Ryan Fredericks powinien grać lwią cześć spotkań,
– Barry’ego Douglasa i Pascala Struijka, którzy dostawali swoje szanse w Championship, ale były one malutkie. Pierwszy z nich 16 spotkań z czego tylko 6 w wyjściowej jedenastce, a drugi ledwie 5, z czego 2 od pierwszej minuty. Słabo z perspektywy 46 możliwych kolejek.

Pomocnicy balansujący budżet

Wśród pomocników rozróżnimy dwie kategorie. Pierwsza, to tanie perełki, piłkarze za 5.5 miliona lub mniej, którzy nie tylko dadzą pewne minuty, ale i mają potencjał na punkty z przodu. Tutaj najbardziej wyróżniają się skrzydłowi ze środka tabeli – Allan Saint-Maximin oraz Stuart Armstrong. Obaj kosztują 5.5. Francuz ma za sobą szereg argumentów, aby skusić potencjalnych kupców. Jest głównym motorem napędowym Newcastle United, imponował dobrą formą po lockdownie, a w ostatnich sparingach grał jako napastnik. Jak wiadomo, out of position zawsze w cenie, jak w przypadku Lundstrama.

Minusy? To wciąż Newcastle, o czym przypomina ostatni sparing z Middlesbrough, gdzie przegrali 1:5 (mimo wszystko ASM skończył z golem jako napastnik). Nie zachwycają też zeszłoroczne liczby 23-latka – zaledwie 3 gole i 5 asyst. Trochę mało. Kalendarz nie jest zły – dwie pierwsze kolejki to West Ham i Brighton. Później trochę trudniejsze mecze, a następnie zielona autostrada. Problem w tym, że jeśli w dwóch pierwszych meczach nie zapunktuje, to niespełna 20% posiadania może znacząco stopnieć po spotkaniach z Tottenhamem, Manchesterem United czy Wolves, a żaden z nas nie chce przecież, by przez taką głupotę uszczuplił się nasz budżet.

Teraz pora na kilka słów o Armstrongu. Jest to najtańsza opcja z kwartetu ofensywnego Southampton, który ma świetny kalendarz jeśli chodzi o strzelanie. Przez pierwsze 10 kolejek tylko 3 starcia z Big 6, a Tottenham, Chelsea oraz Manchester United są jak najbardziej do ugryzienia. Zwłaszcza, że Święci nadal są w formie po lockdownie, co pokazuje ostatni sparing ze Swansea, w którym Armstrong zanotował asystę.

Bardziej ryzykowne opcje

Na wyróżnienie zasługuje jeszcze kilka nazwisk. Bukayo Saka (5.5) z Arsenalu oraz Daniel Podence (5.5) z Wolves, jeśli tylko wywalczą miejsce w wyjściowym składzie, powinni trafić na naszą listę życzeń. Piłkarz Wilków pod koniec sezonu dostał kilka szans od początku spotkania i odpłacił się bramką oraz asystą. Może też grać na obu skrzydłach, więc jeśli nie wygryzie Diogo Joty, to zawsze pozostaje rywalizacja z Adamą Traore. Saka również powinien wychodzić w podstawowym składzie, ale na skrzydłach oraz lewej obronie Arsenalu jest spora konkurencja. Wychowanek Kanonierów może dostawać szansę np. w co drugim meczu, czego w Fantasy nie lubimy.

Pomocnik za piątaka?

Piętro niżej są opcje za 5.0. Tu polecalibyśmy Tomasa Soucka, jednak kalendarz z jednym dobrym meczem nie przekonuje. Zwłaszcza, że pomocnik nie zagra w spotkaniu przeciwko Newcastle, ponieważ będzie na kwarantannie. Według czeskich mediów Soucek miał kontakt z osobą z pozytywnym testem na koronawirusa. Jeśli ponownie mówimy o Srokach, to potężną różnicą może być Matt Ritchie z ledwie 0,7% posiadania. W poprzednich sezonach potrafił zanotować kilka bramek i asyst, a na dodatek wykonuje wszystkie stałe fragmenty gry. Są to jedyne godne uwagi opcje za 5.0 na ten moment.

Zapychacze ławki

Jeśli jednak nie zmieścimy kogoś ani za 5.5, ani za 5.0, to trzeba szukać kogoś, kto w jeszcze mniejszym stopniu uszczupli nasz budżet. Najniższy próg cenowy spośród pomocników to 4.5. Zazwyczaj są to defensywni pomocnicy drużyn z dołu tabeli. Tu nie liczymy na bramki i asysty. Najważniejsze aby dawali te 2 punkty za ponad 60 minut na boisku, aby w razie nieobecności kogoś z naszego podstawowego składu nie grać w 10. W tym sezonie jest tu trochę biednie.

Szukając pomocników za 4.5 spoglądamy na Brighton, gdzie mamy Dale’a Stephensa oraz Yvesa Bissoumę. Warto rozważyć Oriola Romeu z Southampton, który prawdopodobnie będzie grać dopóki Święci nie kupią następcy Højbjerga. Jest też Harrison Reeda z Fulham. Beniaminek niedawno wykupił go właśnie z St. Marys’s. Na wypożyczeniu w Championship był pierwszym wyborem, ale pół sezonu zabrała mu kontuzja. W Premier League prawdopodobnie będzie dzielił minuty z Mario Leminą, który również kosztuje 4.5.

Poszukiwania nowego Ingsa

Były napastnik Liverpoolu zaczął poprzedni sezon z ceną 6.0, aby skończyć go na poziomie 7.4. Właśnie w tym przedziale cenowym będziemy się rozglądać, ponieważ już za 6.5 jest sporo opcji.

Naturalnym wyborem jest oczywiście Aleksandar Mitrović (6.0). Serb to król strzelców poprzedniego sezonu Championship, a jego dotychczasowe sezony w Premier League to 9 i 11 bramek, do których dołożył po 4 FPL-owe asysty. Zatem nie kupujemy kota w worku.

Szukając godnego następcy Ingsa nie można ominąć jego klubu, ponieważ wszystko wskazuje na to, że rozpocznie on sezon w duecie z Che Adamsem (6.0). Anglik choć strzelił o wiele mniej, to oddał praktycznie tyle samo strzałów co Ings. Jest też naszym redakcyjnym wyborem na GW1.

Ciekawym wyborem może być też nowy nabytek Leeds – Rodrigo. Hiszpan w zeszłym sezonie nie był specjalnie bramkostrzelny, ale nie raz jego rola przypominała raczej ofensywnego pomocnika, aniżeli typowego snajpera. Spokojny o punkty Rodrigo jest Tomasz Zieliński, gość naszego niedawnego podcastu o beniaminkach. Były już zawodnik Valencii ma być skrojony pod taktykę Marcelo Bielsy i dawać zarówno trafienia, jak i ostatnie podania. Brzmi nieźle, jeśli tak mała kwota opuści nasz budżet przy wyborze napastnika Pawi.

Zapychacze ławki

Tak samo jak w pomocy, w napadzie warto wspomnieć o zawodnikach za 4.5, którzy odciążą nasz budżet. W tym sezonie jest ich ledwie czterech. Dwóch młodych napastników z Aston Villi – Keinan Davis oraz Indiana Vassilev. Ten pierwszy po lockdownie grywał w podstawowym składzie, zatem wydaje się być najrozsądniejszą opcją, która będzie notować jakiekolwiek punkty co kolejkę. Jeśli Rhian Brewster odejdzie gdzieś z Liverpoolu, choćby i na wypożyczenie, to on też stanie się opcją. Jednak na razie marnuje tylko slot na piłkarza The Reds. Ostatnim dostępnym piłkarzem jest Connor Wickham, który wrócił do Crystal Palace po wypożyczeniu i wygląda na to, że będzie ostatni w kolejce do pierwszego składu Orłów.

Pamiętajcie, żeby wbijać do naszej ligi w FPL. Kod do dołączenia: knb2bk

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie