Na początku lipca Bruno Fernandes stwierdził, że to niesprawiedliwe mówić tylko o nim i Paulu Pogbie. Portugalczyk widzi, jak bardzo zaangażowana jest reszta składu i chciałby, żeby oni też zostali docenieni. To jego transfer, swoją drogą genialny, spowodował ogromny wzrost formy wielu piłkarzy. Nie widzi mu się jednak brać wszystkich pochwał na siebie. I ma rację.

Nie jest przecież tak, że wykupiony ze Sportingu zawodnik zastał na Old Trafford tragiczną drużynę, która nie potrafi kopnąć piłki. Trafił do grupy zdolnych chłopaków, którym cały czas czegoś brakuje. Jak się okazało, to właśnie on był tym ogniwem. Napastnicy potrzebowali tak walecznego i kreatywnego gracza za swoimi plecami, który dostarczałby im dogodne piłki kilka razy w meczu.

Obrońcy zaś dużo pewniej czują się, kiedy odpowiedzialny za ataki Bruno Fernandes wraca za przeciwnikiem na pełnej szybkości, by nie stracić gola. Umiejętności indywidualne ma fenomenalne, ale  nastawienie, postawa i cała otoczka wokół niego dają drużynie równie dużo. To prawda, że bez niego nie byłoby Ligi Mistrzów, a może nawet i Ligi Europy. Doceńmy jednak pracę reszty zawodników.

Viaplay
Viaplay

Bruno Fernandes i jego wpływ na grę

Nie jestem wielkim fanem statystyk, ale to co stało się z Czerwonymi Diabłami po prostu trzeba jakoś wyróżnić. Od jego debiutu w meczu z Wolves, podopieczni Ole Gunnara Solskjaera strzelili 30 goli w 14 ligowych spotkaniach. Sam 25-latek miał udział przy aż 15 z nich (8 goli, 7 asyst). W 14 rywalizacjach poprzedzających jego przyjście, United wbiło przeciwnikom 23 bramki i traciło przy tym punkty aż 8-krotnie. Z nowym nabytkiem w jedenastce zdarzyło się tylko 5 remisów w Premier League.

Efekt Portugalczyka można porównać do tego, który miał miejsce po zatrudnieniu Norwega na stanowisku menedżera. Wtedy jednak 3. drużyna minionego sezonu angielskiej ekstraklasy w większości mierzyła się z niżej notowanymi zespołami. Kibice zarzucali trenerowi brak pomysłu na grę, a zasługi za zwycięstwa przypisywali efektowi „nowej miotły”. 47-latek nadal pełni swoją funkcję i widać postępy, ale wpływ byłego piłkarza między innymi Udinese widać dużo wyraźniej.

Nie da się przecież nie zauważyć tego, jak często szuka on bramek. Strzały zza pola karnego to dla niego norma i choć nie wszystkie są idealne, trafiał już z większej odległości – chociażby Evertonowi i z pomocą odrobiny szczęścia w konfrontacji z Brighton. Trudno przeoczyć również jego wizję gry i kreatywność. Tutaj warto wspomnieć np. gola Anthony’ego Martiala w derbach, kiedy Bruno Fernandes świetnie wykonał rzut wolny i podciął futbolówkę nad zawodnikami City.

Do tego radość z gry, jaką widać od przyjścia Portugalczyka. Piłkarze znowu wydają się bawić na boisku, być po prostu grupą dobrych kumpli grających w jednej drużynie. Może to zwykły frazes, ale w ostatnich latach United tak nie wyglądało. No, może przez krótkie momenty.

Odblokowani

I tak chyba za dużo miejsca zajęło mi przekonywanie do tego, co wszyscy już dobrze wiedzą – Bruno Fernandes okazał się genialnym transferem. Ważną częścią jego przenosin jest to, ile zrzuciły one z barków ofensywy. Marcus Rashford i Anthony Martial nie muszą już zastanawiać się, kto wykreuje im akcje i mogą skupić się na golach. Od meczu przeciwko Wolves, Francuz brał udział przy aż 13 bramkach, a Anglik przy 6 (trzeba jednak pamiętać, że wracał on po kontuzji). Przez większość sezonu to wychowanek Manchesteru United wydawał się jedynym kandydatem do zawodnika sezonu. Tyrał za dwóch, tworzył akcje, dryblował i nadal trafiał do siatki. Przez konieczność występów przez jakiś czas grał nawet z urazem.

Ale również Paul Pogba może dostać na Old Trafford drugie (piąte?) życie. Do tej pory był na zmianę wypychany z klubu i wznoszony pod niebiosa. Nie trzeba oglądać futbolu od dawna, aby wiedzieć, że odkupiony od Juventusu piłkarz nie jest wielkim fanem defensywy. Nic dziwnego, umiejętności z piłką przy nodze ma przecież na najwyższym poziomie. Teraz, gdy obok biega ktoś taki jak Bruno Fernandes, jego gra może zmienić się na lepsze. Kiedy to ten pierwszy angażuje się w grę do przodu, Francuz może zostać nieco niżej, aby nie gonić później rywala. Walka w obronie jego kolegi z linii pozwala mu jednak w jeszcze większym stopniu skupić się na kreowaniu. A Pogba, który czuje się wolny, może przynieść na boisku ogromne korzyści. Było to widoczne już pod koniec ubiegłej kampanii.

Wielką robotę wykonał też oczywiście Mason Greenwood, z butami wchodząc do pierwszego składu. Strzela gole z lewej,  z prawej nogi, trafia z pozycji, z której inni piłkarze by nawet nie próbowali. To jego pierwszy sezon na najwyższym poziomie poziomie, a pomimo tego miał ogromny wkład w zwycięstwa w końcówce sezonu.

Obrona woła o pomstę do nieba? Bez przesady

Okej, panowie z bloku defensywnego odstają lekko poziomem od tego, co prezentowali w ataku ich koledzy. Fani Manchesteru United zapomnieli chyba jednak, co działo się przed oczami de Gei przez ostatnie lata. Harry Maguire i Victor Lindelof nie są może parą, którą w swoim składzie ma kandydat na mistrza kraju, ale to dopiero początek ich współpracy. Podobnie jest z Wan-Bissaką, któremu zarzuca się słabą grę w ofensywie. Po drugiej stronie boiska jest Luke Shaw i Brandon Williams – jestem dużym sympatykiem tego pierwszego i naprawdę myślę, że daje on zespołowi bardzo dużo. Kondycja, siła, szybkość, czasem uda mu się nawet jakiś drybling i strzał. Jego młodego zmiennika nie darzę podobnymi uczuciami, ale wcale nie musi wchodzić do składu już teraz. Ma jeszcze czas na douczenie.

Błędy się zdarzają i to całkiem poważne. Nad tym na pewno trzeba pracować, ale nie jest tak źle, jak opisują to niektórzy. W tym sezonie Czerwone Diabły straciły 36 goli (o 1 więcej niż Manchester City i o 3 więcej niż Liverpool). W porównaniu do poprzedniej kampanii – w której padły aż 54 bramki na niekorzyść piłkarzy z Old Trafford – jest to wynik więcej niż przyzwoity. Do tego trzeba zaznaczyć zjazd formy Davida de Gei, który nie broni źle, ale nie ratuje już drużyny tak, jak miało to miejsce przez ostatnie kilka lat, kiedy wyjmował wszystko, co leciało w jego stronę. Śmiem twierdzić, że to Hiszpan jest większym problemem niż sama obrona. Na szczęście presję wywrze na nim teraz Dean Henderson.

Donny van de Beek – po co on tu w ogóle przyszedł?

Dochodzą do mnie takie pytania – czy to na Twitterze czy w życiu realnym. Co ciekawe, najczęściej pytają ci sami ludzie, którzy zarzucają Solskjaerowi brak rotacji. Okej, Norweg nieczęsto daje szansę gry od pierwszej minuty rezerwowym, a zmiany wykonuje późno. Cel uświęca jednak środki i wolę lekką zadyszkę, czego skutkiem jest na przykład odpadnięcie z Ligi Europy, niż brak Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. A umiejętności zmienników poznaliśmy w meczu z Laskiem. Dostali szansę, bo awans był już pewny, a przeciwnik mierny. W efekcie wynik i tak ratował zawodnik pierwszego składu – Martial.

Nic więc dziwnego, że aby podobna zadyszka nie zdarzyła się w kolejnym sezonie, Ole sprowadza piłkarza, którego zadania odpowiadają tym pełnionym przez Pogbę i Fernandesa. Zresztą Francuz udowodnił już, że w czerwonej koszulce jego wspaniałe występy przeplatane są dreptaniem po murawie. Przy Portugalczyku wygląda dużo lepiej, ale to nadal tylko kilka meczów, a przy jego wybrykach nigdy nie będziemy pewni, czy zaraz nie zniknie z Old Trafford.

Sam Bruno Fernandes też nie powinien ucierpieć na tym, że od czasu do czasu odpocznie. Zupełnie nie ujmując 25-latkowi, w którym zdążyłem się już zakochać – nie zawsze jego gole i asysty były przepiękne. Zdarzył się rykoszet i kilka karnych (nie, nie jestem z tych, którzy „jedenastki” liczą za pół bramki). A również asysty do Martiala, który po otrzymaniu piłki musiał jeszcze przedryblować obrońcę czy dwóch i strzelić w samo okienko. Również za gola z Brighton musimy pochwalić wszystkich, którzy brali udział w kontrataku. A najbardziej Masona Greenwooda, który przerzucił futbolówkę wprost pod nogi Bruno.

Ptaszki ćwierkają zresztą, że Ole będzie próbował upchnąć całą trójkę w składzie. Zadanie trudne, ale nie niewykonalne. Trzeba wtedy poświęcić kogoś z przodu, ale na pewne mecze takie rozwiązanie może być bardzo dobre. Młody Greenwood raczej nie obrazi się, jeśli usiądzie czasem na ławce. A wtedy Solskjaer może wyjść diamentem w pomocy i dwójką z przodu. Matić jako defensywny pomocnik, Bruno i Pogba po bokach i van de Beek, którego w liczbie kontaktów w polu karnym rywala w tym sezonie wyprzedziło tylko 5 piłkarzy Premier League? Ja to kupuję. Tym z przodu może być również Fernandes. Niektórzy widzą za to w Donnym najbardziej cofniętego z trójki pomocników z niezmiennym „front-three”. Możliwości naprawdę jest sporo i może się okazać, że Holender jest po prostu za dobry na ławkę.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie