Otwarcie sezonu z Brighton mogło wywołać dwojakie reakcje wśród fanów Chelsea. Z jednej strony The Blues odnieśli ważne zwycięstwo na niełatwym przecież terenie. Z drugiej jednak styl gry pozostawiał bardzo wiele do życzenia. To zupełnie odmienne nastroje w porównaniu do startu ubiegłego sezonu. Przypomnijmy – wówczas Chelsea przegrała z Manchesterem United aż 0:4, choć momentami gra The Blues była wręcz olśniewająca. Przed meczem Chelsea – Liverpool, który obędzie się w niedzielę 20 września o 17:30, 4. drużyna poprzedniego sezonu ma o czym myśleć.

Tym razem zespół Franka Lamparda rozpoczyna sezon w dużo trudniejszych warunkach. Bez okresu przygotowawczego, z wieloma nowymi nazwiskami, które nie miały możliwości chociaż raz zagrać z nowymi partnerami. Również i kontuzje, opóźniające parę debiutów, krzyżują plany klubu. Po meczu z Brighton Chelsea musi wyciągnąć jednak parę wniosków.

1. Willy Caballero w bramce

Każdy oglądający spotkanie The Blues z Brighton, patrząc na bramkę zdobytą przez Leandro Trossarda, musiał załamać ręce. Dosłownie jak Kepa. Początkowo wydawało się, że strzał Belga był bardzo precyzyjny, trudny do obronienia. Kolejne powtórki coraz bardziej pogrążały jednak Hiszpana. Piłka przeszła pod rękami najdroższego bramkarza świata w niewytłumaczalny sposób. To, że Hiszpan ma problemy z podstawowymi aspektami rzemiosła bramkarskiego, wiemy nie od dziś, ale ta statystyka jest po prostu zatrważająca:

Frank Lampard po spotkaniu bronił Hiszpana, ale trudno nie dostrzec, że jest to dobra mina do złej gry i również on czeka już na Edouarda Mendy’ego:

Jestem z niego zadowolony. Widzę w nim dużą pewność siebie. Został w Chelsea, jest naszym bramkarzem i bardzo się z tego cieszę.

Już pod koniec ubiegłego sezonu Liverpool pokazał, że potrafi wykorzystać mankamenty Kepy i nie zawaha się zrobić tego ponownie. Jeśli w meczu Chelsea – Liverpool gospodarze chcą uniknąć łatwych bramek, musi dojść do zmiany między słupkami. Zakładając, że transferu bramkarza Rennes nie uda się jeszcze sfinalizować, do gry powinien wrócić 38-letni Willy Caballero. Nie ma innego wyjścia.

2. „Proper nr. 9” na boisku

Oczywiście nie mam tu na myśli sadzania na ławkę Timo Wernera. Frank Lampard ustawił Niemca nieco bliżej lewej strony, gdzie snajper ma możliwość wykorzystania swoich największych atutów. Obok potrzebuje jednak partnera, który przytrzyma piłkę i będzie w stanie wygrać pojedynek główkowy. Ruben Loftus-Cheek ustawiony jako żądło zawiódł. Widać, że przed Anglikiem długa droga, aby powrócić do formy sprzed doznanej przed rokiem kontuzji achillesa. W meczu  z takim rywalem jak Liverpool Chelsea nie może sobie pozwolić na ogrywanie piłkarzy. Trzeba posłać do boju to, co najlepsze. I choć wydawało się, że Oliver Giroud będzie zawodnikiem nr. 3 do grania w formacji ataku, to Frank Lampard może i powinien wykorzystać jego umiejętności i doświadczenie.

Francuz jest silny, potrafi grać plecami do bramki i dobrze odnajduje się w grze kombinacyjnej. Jego paleta umiejętności powinna idealnie współgrać z tą oferowaną przez dwóch Niemców obok niego – Timo Wernera i Kaia Havertza. Obaj zawodnicy doskonale znajdują wolną przestrzeń na boisku, a Giroud mógłby im to tylko ułatwić. Ktoś może zapytać – dlaczego nie Tammy Abraham? Anglik na zgrupowaniu reprezentacji nieco odstawał pod względem przygotowania do sezonu i wydaje się, że w jego początkowej fazie najwięcej da drużynie, wchodząc z ławki.

3. Zabezpieczenie deficytów Marcosa Alonso

Frank Lampard lubi, gdy jego zespoły grają ofensywnie, a boczni obrońcy zapędzają się pod bramkę rywala. I jest to dobra strategia, chyba że twoim obrońcą jest Marcos Alonso. Hiszpan dużo daje w ofensywie, co wiemy nie od dziś. Jednak w obronie jest łatwym celem, zwłaszcza gdy musi szybko wrócić po stracie piłki do defensywy. Udowodnił to już w pierwszej kolejce wychowanek Chelsea, Tariq Lamptey, który niemiłosiernie ogrywał doświadczonego zawodnika. Chelsea nie może pozwolić sobie na zostawienie Liverpoolowi ani centymetra wolnej przestrzeni. Sadio Mane i Mohamed Salah z pewnością błyskawicznie skarciliby The Blues. Cesar Azpilicueta może nie być jeszcze gotowy na 90 minut gry, podobnie jak trenujący od środy z drużyną Thiago Silva. Jedyną zmianą personalną może być powrót Mateo Kovacicia w miejsce Jorginho. Chorwat swoim dryblingiem potrafi uwolnić się spod opieki kilku graczy, a i potrafi też nieco szybciej niż Włoch biegać.

Pamiętając o obecności na murawie Marcosa Alonso, skuteczne wyważenie ofensywnych zapędów Hiszpana będzie kluczowe. Dlatego Kante i jego partner w linii pomocy powinni zagrać nieco bardziej zachowawczo. Za strzelanie bramek i grę pod bramką rywala mogą zabrać się inni. Nawet Reece James po drugiej stronie boiska powinien dać sobie radę, a i jego powroty do obrony nie budzą tyle zastrzeżeń. Poza tym ofensywne umiejętności młodego Anglika mogą być kluczowe dla Chelsea w starciu z takim rywalem jak Liverpool.

4. Krótsze rozegranie

W meczu z Brighton brak zgrania i rytmu meczowego był bardzo widoczny. Zawodnicy mieli problem z płynnym rozegraniem akcji i znajdywaniem wolnej przestrzeni w szeregach gospodarzy. The Blues za często polegali na długich piłkach. Aż 67 procent podań wykonanych przez Kepę były długimi podaniami. Frank Lampard wyszedł z założenia, że w pierwszej kolejności Chelsea musi uniknąć błędów w defensywie i zdecydował się na długie piłki w kierunku Loftus-Cheeka. Rozwiązanie nie było jednak ani skuteczne, ani zaskakujące. Liverpool co prawda gra wysoko i odważnie, jednak obecność Virgila van Dijka powoduje, że ponowne zastosowanie takiej strategii skazane jest na porażkę.

Chelsea powinna wykorzystać umiejętności techniczne swoich piłkarzy, zwłaszcza gdyby do zespołu miał wrócić Mateo Kovacic. Wcale nie musi to oznaczać zupełnej rezygnacji z dłuższych podań, lecz powinno to pozostać opcją, a nie głównym rozwiązaniem. Gdyby z przodu pojawił się ktoś z dwójki Abraham – Giroud, z pewnością taka taktyka miałaby jeszcze większą rację bytu i dawałaby szansę dla Timo Wernera na zbieranie drugich piłek i wykorzystywanie wolnej przestrzeni.

5. Miejsce Kaia Havertza jest w środku pola

Być może jeszcze nie w spotkaniu z Liverpoolem, ale na pewno jest to kwestia do odnotowania. W meczu z Brighton nie dało się nie zauważyć, że Havertz lepiej odnajduje się, nie będąc ograniczonym przez linię boczną i gdy nie musi wracać za bocznym obrońcą rywala. W starciu z Mewami tylko Ruben Loftus-Cheek zaliczył mniej kontaktów z piłką niż Niemiec. Jak słusznie zauważyli gospodarze naszego podcastu, Przerwy na Kawę, debiut Havertza był daleki od ideału. Styl gry zaproponowany tego wieczora przez Chelsea zdecydowanie nie był skrojony pod 21-latka. Wobec kontuzji Hakima Ziyecha i Christiana Pulisica Havertz musi jednak odnaleźć się w nie do końca odpowiadającej mu roli. Pytanie, czy w tym długim sezonie nie będzie zmuszony do tego za często, a kadra Chelsea nie okaże się zbyt wąska? To kwestia do rozważenia w innym wątku.

Widać było jednak gołym okiem, że zawodnik poszukuje przestrzeni. W środku pola ma jej zdecydowanie więcej. Wydaje się też, że wraz z Masonem Mountem powinni się dobrze uzupełniać na placu gry. Pozostaje pytanie, czy i kiedy będziemy mogli podziwiać ten duet w akcji.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie