Już dwie drużyny w tym sezonie Championship zostały ukarane karą dwunastu minusowych punktów. Do Wigan Athletic, u którego tego typu kara spowodowała spadek do League One, dołączyło Sheffield Wednesday. Ale czy aby na pewno? The Owls, w przeciwieństwie do rywali, karę odczują dopiero w kolejnej kampanii ligowej. Skąd tego typu dysproporcja i czym jeszcze zaskoczy nas EFL?

Ostatnie tygodnie nie są zbyt fortunne dla EFL – powszechna krytyka za dopuszczenie do tego, co spotkało Wigan Athletic, ciągnąca się miesiącami sprawa Sheffield, aż wreszcie upartość w kontekście VAR-u w rozgrywkach Play-Off. To ostatnie doprowadziło w efekcie do okropnych pomyłek sędziego w starciu Brentford przeciwko Fulham. Skutki pozostałych dwóch przykładów są jednak zdecydowanie bardziej poważne.

W przypadku Wigan wiążą się one oczywiście z relegacją – w czasach, kiedy spadać nie chce absolutnie nikt. Apelacja The Latics została odrzucona, a ujemna kara punktowa podtrzymana. Mimo kapitalnej końcówki sezonu, w której klub wypracował sobie 10 punktów przewagi nad strefą spadkową, podopieczni Paula Cooka ostatecznie polecieli ligę niżej. Nieco później swój werdykt otrzymało Sheffield. Kara? Również 12 minusowych punktów, jednak odroczone do kolejnego sezonu.

Wszystko zgodne z regulacjami

Football League jest ligą równych i równiejszych? Można tak pomyśleć. Jednak różnica w terminie wykonania kary wynika z zapisów w regulaminie. Wigan Athletic ucierpiało w ten sposób, bowiem przeszli w stan zarządu przymusowego. Termin ten oznacza, że całą kontrolę nad organizacją przejmuje wybrany przez instytucję zewnętrzną administrator. Jego celem zazwyczaj jest wyciągnięcie biznesu na prostą w celu spłacenia wierzycieli. Regulamin EFL traktuje taką sytuację jednoznacznie – 12 ujemnych punktów, które są egzekwowane w trybie natychmiastowym. Szerzej o sprawie Wigan pisałem tutaj, więc zachęcam do nadrobienia.

W przypadku Sheffield Wednesday interpretacja była zdecydowanie bardziej dowolna. The Owls zostali ukarani za złamanie regulacji finansowych EFL. Mowa tutaj o zapisie w regulaminie, który mówi, że kluby Championship nie mogą przekroczyć strat w wysokości 39 milionów funtów na przestrzeni trzech lat. W 2018 roku Sheffield znalazło się w tego typu sytuacji. W poprzednich dwóch okresach rozliczeniowych odnotowali straty opiewające na kolejno 9,8 i 20,8 milionów funtów. Sezon 2017/18 mieli zakończyć ze stratą na poziomie 35,4 milionów funtów (przed opodatkowaniem).

Zarząd klubu wpadł jednak na rozwiązanie tego problemu. Wystarczy sprzedać stadion, żeby odnotować zysk w tym roku finansowym. Tak też się stało, a Hillsborough przeszło w ręce firmy Sheffield 3 za kwotę 60 milionów funtów. Wygenerowało to zysk 38 milionów funtów, co przyczyniło się do tego, że rok sfinalizowali na niewielkim plusie i potencjalnie uciekli spod topora. Jak się jednak okazuje, sprzedaż stadionu może potrwać. Nawet kiedy sprzedaje się go sztucznie utworzonej firmie, będącej własnością Dejphona Chansiriego, właściciela Sheffield.

Równi i równiejsi? Kontrowersje wokół wyroku dla Sheffield

Według HM Land Registry, sprzedaż Hillsborough została sfinalizowana niemal rok po zaksięgowaniu jej w księgach rachunkowych. EFL zinterpretowała to jako próbę oszukania regulaminu ligi i przedstawiła swoje zarzuty w listopadzie 2019 roku. Sprawa była prowadzona przez 8 miesięcy. Tyle zajęło lidze podjęcie decyzji i ogłoszenie jej już po zakończeniu sezonu zasadniczego w Championship. Wednesday ukarano dwunastoma ujemnymi punktami, ale w przeciwieństwie do Wigan, kara została odroczona.

Ta decyzja władz ligi wzbudziła największe kontrowersje. O ile regulacje oczywiście umożliwiały tego typu wyroki, o tyle w przypadku relegacji Wigan, wydaje się to po prostu nie fair. Sheffield Wednesday zakończyło sezon zasadniczy z ośmioma punktami przewagi nad kreską. Gdyby ukarać ich już w tym sezonie, zajęliby ostatnie miejsce i wspólnie z Athletic grali w League One w nadchodzącej kampanii.

Warto zadać sobie jednak pytanie. Co gdyby Sheffield Wednesday wywalczyło awans do Premier League? Czy wtedy też kara punktowa zostałaby odroczona? Premier League ma swoje regulacje finansowe, które pozwalają na odnotowanie nieco większych strat. Kara od EFL nie mogłaby zatem obowiązywać. Czy wtedy ujemne punkty dotyczyłyby tego sezonu? A może kara zaczekałaby, aż drużyna spadnie i wróci w szeregi Football League?

Nie ma solidarności w Championship

Co ciekawe, najwięcej do powiedzenia mają ligowi rywale Wednesday. Informacja o odroczeniu kary spotkała się rzecz jasna z oburzeniem fanów Wigan, ale znaleźli oni też wielu innych sprzymierzeńców. Simon Stone podaje, że Charlton Athletic bada możliwości prawne, aby sprzeciwić się tej decyzji. Zarząd klubu już planuje skontaktować się z ligą w tej sprawie. Zebrali nawet poparcie ośmiu czy dziewięciu klubów Championship. Wszyscy są gotowi wesprzeć The Addicks w ich działaniach.

Motywacji Charltonu ciężko się dziwić. Gdyby wyegzekwować karę jeszcze w sezonie 19/20, to Athletic utrzymaliby się w Championship. Zajęli bowiem 22 miejsce, czyli pierwsze z tych, które kończą się relegacją. O ile jest to zupełnie zrozumiane, o tyle takie poparcie ze strony klubów nieco zaskakuje. Świadczy to jednoznacznie, że coraz więcej zespołów ma problem z niektórymi działaniami rywali, a przede wszystkim z brakiem odpowiedniej kontroli EFL.

Przypadek Wednesday nie jest odosobniony. Podobna spór toczy się cały czas w sprawie Derby County. Krytycznie o praktyce sprzedawania stadionów wypowiadał się między innymi Steve Gibson, właściciel Middlesbrough.

EFL musi reagować stanowczo. Podział pośród klubów EFL jest co raz bardziej widoczny. Przed nimi jeden z trudniejszych okresów w historii. Większość nie jest przygotowana na ekonomiczne skutki pandemii. Sprawy ciągnące się miesiącami i kontrowersyjne wyroki nie wypłyną korzystnie na pozycję ligi. Ta powinna być niezwykle silna, bowiem EFL powinno wziąć na swoje barki odpowiedzialność za przyszłość swoich drużyn. Nie dojdzie do tego jednak, jeżeli nadal będą pozwalać sobie na tego typu sytuacje.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie