Artur Boruc podpisał wczoraj kontrakt z Legią Warszawą, co oznacza jego powrót na Łazienkowską po 14 latach oraz koniec jego przygody na Wyspach. Taka okazja to idealny moment na podsumowanie. Teoretycznie mógłbym zająć się przygodą Polaka w Celtiku, ale na ten temat napisano już wystarczająco dużo peanów. Holy Goalie to prawdziwa legenda na Celtic Park, a okres spędzony przez niego w SPFL to bez wątpienia szczyt jego kariery. Na nasze nieszczęście Król Artur trafił do Premier League już po trzydziestce, ale mimo wszystko sprawił nam wiele radości. Nadszedł czas, by przypomnieć sobie, jak Boruc radził sobie w Anglii.

Odejście z Celtiku

W piku swojej formy i popularności Boruc był uważany za jednego z najlepszych bramkarzy na świecie. Potrafił wygrywać mecze stojąc między słupkami. Do historii przeszly jego spotkania przeciwko Manchesterowi United, czy AC Milan, przez które na San Siro zechciał go mieć sam Carlo Ancelotti. Artur był jednak bezcenny dla The Bhoys. Zarząd klubu z Glasgow zażądał zaporowej ceny od kolejki chętnych spośód największych zespołów na świecie, a Polak ostatecznie zdecydował się przedłużyć kontrakt. Okazało się później,  że przegapił moment na spróbowanie swoich sił na szczycie. W międzyczasie przydarzyły się kontuzje oraz „afera lwowska” w kadrze.

Ostatecznie po 5 latach w Szkocji Boruc trafił do Fiorentiny i to w roli rywala dla Sebastiena Freya. Polak rozpoczął przygodę w Serie A jako rezerwowy, ale po urazie Francuza wszedł na stałe między słupki Violi. Skończyło się na odejściu byłego bramkarza Interu i Parmy do Genoi, a na jego miejsce przyszedł grający dziś Barcelonie Neto. Boruc znalazł się w podobnej roli, co Szczęsny nieco później w Romie – przez rok przyuczał młodego, brazylijskiego golkipera do zawodu dzierżąc bluzę z numerem jeden, a potem zdecydował się na odejście.

Boruc w pojedynku przeciwko Alberto Gilardino. Słynne starcie z wielkim Milanem w LM.

Źródło: TVP Sport

Holy Goalie na St. Marys’ Stadium

Gdy okazało się, że Boruc nie przedłuży kontraktu i będzie wolnym zawodnikiem, zainteresowanie zgłosiło wiele klubów z Anglii. Ostatecznie Król Artur wybrał ofertę Southampton. Święci dopiero co awansowali do Premier League i potrzebowali wzmocnienia na bramce. O miejsce w pierwszej jedenastce walczyli młodziutki Paulo Gazzaniga oraz kapitan klubu – Kelvin Davis.  Święci powrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej po niemal dekadzie przerwy pałętania się w Championship, a nawet epizodzie w League One spowodowanym zmianami właścicielskimi. W tym czasie zresztą przez St Mary’s przewinęło się grono Polaków – Rasiak i Saganowski z dużym powodzeniem występowali w ataku, a ponadto biało-czerwone pasy przywdziewali jeszcze Hajto, Kosowski oraz Białkowski. Polski golkiper nie był więc czymś nowym na St. Marys’ Stadium.

Podobnie jak w przypadku transferu do Fiorentiny Boruc nie został sprowadzony jako numer jeden. Tuż po podpisaniu kontraktu Nigel Adkins będący trenerem Świętych stwierdził:

Paulo jest młodym bramkarzem i do tej pory pokazywał się z najlepszej strony. Wszyscy wiedzą, jak cenię Kelvina i to, jak wielki ma charakter oraz jak ważną rolę pełnił do tej pory w Southampton. Artur przychodzi teraz jako trzeci bramkarz z ogromnym doświadczeniem, co jest bardzo ważne. Musimy być zabezpieczeni w przypadku kontuzji i czerwonych kartek. On daje nam teraz świetną opcję rezerwową i rywalizację.

Trudny początek i rozkwit pod wodzą Pochettino

Początki Boruca w Premier League rzeczywiście były ciężkie. Artur przesiadywał na ławce lub nawet na trybunach, notując zaledwie 2 występy w 2 przegranych spotkaniach. Ponadto w przeciwieństwie do tego, co zbudował w Legii i Celtiku, na samym początku wywołał niechęć kibiców własnego klubu. Tydzień po debiucie przeciwko West Hamowi, w meczu ze Spurs zirytowany Artur rzucił bidonem w buczących fanów, z czego musiał się potem tłumaczyć. Spowodowało to także jego powrót na ławkę. Święci pod wodzą Adkinsa większość pierwszej połowy sezonu spędzili w strefie spadkowej. Zaowocowało to zwolnieniem trenera, który próbując nowych rozwiązań znów postawił na Polaka w 21. serii spotkań.

Już dwie kolejki później Anglik pożegnał się z klubem, a jego miejsce zajął Mauricio Pochettino. Pod wodzą Argentyńczyka Święci wywalczyli spokojne utrzymanie, a Boruc nie oddał miejsca w jedenastce do końca sezonu, walnie przyczyniając się do utrzymania. Polak zachował 5 czystych kont w 17 meczach. Do tego obronił rzut karny w 90. minucie spotkania przeciwko Norwich. Grant Holt został zatrzymany, a Southampton utrzymał bezbramkowy remis, zdobywając bardzo ważny punkt w walce o pozostanie w Premier League. Najlepsze miało jednak dopiero nadejść.

W sezonie 13/14 Southampton zaliczył najlepszy start w historii klubu, meldując się na 3. pozycji po 11 meczach. Król Artur miał w tym duży wkład i ponownie zaczął być wymieniany w gronie topowych bramkarzy. Zainteresowanie nim znów przejawiały o wiele lepsze kluby. Na meczu Świętych przeciwko Stoke mieli się nawet pojawić obserwatorzy Arsenalu. Kanonierzy ponoć sondowali możliwość pozyskania Polaka…

Dwa błędy

To nieszczęsne spotkanie zaczęło się dla Boruca w najgorszy możliwy sposób i otworzyło prawdopodobnie najgorsze 3 tygodnie w jego karierze. W 12. sekundzie spotkania Asmir Begovic niezwykle mocno wykopał piłkę spod własnej bramki. Ta odbiła się wysoko przed polem karnym i przelobowała zaskoczonego Polaka. Bośniak ustanowił rekord Guinessa, strzelając gola z historycznej odległości. To zdarzenie wywołało falę memów i spowodowało, że transfer mocno się oddalił.

 

Niestety nie było to jedyny efektowny błąd Boruca w tej kampanii. Drugi przydarzył się w meczu z Arsenalem, który ponoć chciał go kupić. Artur niepotrzebnie wdał się w drybling z Olivierem Giroud na skraju pola karnego. Pierwsze przełożenie piłki piętą w stylu Cruyffa nie wyszło, a drugie, które miało naprawić błąd, tylko pogorszyło sytuację, Francuz odebrał piłkę Polakowi i skierował piłkę do pustej siatki. Do tego tydzień później przeciwko Chelsea Artur złamał rękę w starciu z Dembą Ba. Kontuzja wyeliminowała go z gry na 6 tygodni.

 

Pożegnanie z Southampton

Już w pierwszym meczu po powrocie Artur uratował punkty dla Southampton, kiedy obronił stuprocentową sytuację, w jakiej znalazł się Shane Long. Gdyby Irlandczyk trafił, West Brom wyrównałby stan meczu. Do końca sezonu Polak imponował formą, choć w rundzie wiosennej przydarzył mu się jeszcze jeden błąd w meczu przeciwko Sunderland. Ostatecznie Southampton pod wodzą Pochettino skończył sezon na 8. pozycji.

To wtedy na transfer do Liverpoolu zapracowali Adam Lallana oraz Dejan Lovren. Luke Shaw latem przeniósł się za rekordową kwotę do Manchesteru United, a Calum Chambers trafił do Arsenalu. Rozkwitł także Boruc, który zanotował aż 14 czystych kont i wpuścił zaledwie 26 bramek w 29 występach. Niestety zarówno Poch, jak i menedżerowie innych klubów mieli w pamięci popełnione przez niego błędy. Argentyńczyk ostatecznie postawił ściągnąć na St. Marys’ następcę Boruca w Celtiku – Frasera Forstera. Anglik kosztował aż 10 milionów funtów i było jasne, że to on będzie podstawowym bramkarzem Świętych. W związku z tym Król Artur ponownie postanowił zmienić otoczenie…

Boruc bohaterem Bournemouth

Skończyło się na emergency loan w Bournemouth na sam koniec okienka. Na półrocznym wypożyczeniu Polak błyszczał i zapisał się w historii klubu. Wisienki wygrały 8-0 przeciwko Birmingham, zaliczając najwyższą wygraną w ligowym spotkaniu, a Boruc popisał się obronioną jedenastką przy stanie 3-0. W grudniu Artur miał na koncie 9 czystych kont w 18 meczach, a klub z Dean Court przewodził w lidze. Wypożyczenie przedłużono do końca sezonu, a Boruc w drugiej części sezonu dołożył kolejne 9 czystych kont. Klub zapewnił sobie historyczny awans wygrywając Championship, a Polak został wybrany zawodnikiem roku przez fanów Bournemouth. Było jasne, że nie ma sensu wracać do Southampton, a wypożyczenie po raz kolejny udało się przedłużyć – tym razem na cały kolejny sezon.

Boruc z pucharem za wygraną w Championship.

Źródło: Bournemouth Echo

Powrót do Premier League

8 sierpnia Boruc wyszedł na murawę Dean Court w pierwszym meczu Premier League w historii Bournemouth. Pierwsze czyste konto udało mu się zachować w wygranej 2-0 przeciwko Sunderland. Niestety w angielskiej elicie powróciły stare demony i po słabym występie w przegranym 1-5 meczu przeciwko Spurs miejsce między słupkami zajął Adam Federici. Wkrótce rywal Polaka złapał jednak kontuzję, a Boruc przywitał się ponownie z kibicami w najlepszy możliwy sposób – zachowując czyste konto w wygranym 1-0 meczu przeciwko Chelsea. Ponadto tydzień później Bournemouth z Borucem w składzie pokonało Manchester United 2-1. Podopieczni Eddiego Howe’a skazywani na pożarcie zajęli 16. pozycje i utrzymali się w Premier League.

Wraz z końcem sezonu upłynął jego kontrakt w Southampton. Artur oczywiście zdecydował się podpisać nowy z klubem, w którym spędził ostatnie 2 lata. Wielu ekspertów obawiało się, że Wisienki dopadnie syndrom drugiego sezonu. Sezon 16/17 był jednak popisem klubu z Dean Court, który z Borucem w bramce osiągnął wielki sukces, kończąc sezon na 9. pozycji. Polak był mocnym punktem jedenastki, ale w momencie zakończenia kampanii miał 37 lat i było jasne, że nie można z nim wiązać dalszej przyszłości w angielskiej elicie. Okazało się, że znowu na jego miejsce przyszedł ktoś nieprzypadkowy. Tym razem do jego klubu sprowadzonego Begovicia z Chelsea, który trafił wcześniej na Stamford Bridge w roli rezerwowego dla Petra Cecha.

Koniec przygody Boruca w Anglii

Sezon 17/18 Boruc spędził w całości na ławce. Rok później okazało się jednak, że Bośniak mimo lepszej metryki wcale nie przeważa nad doświadczonym Polakiem. Howe mając dość błędów Begovicia postanowił znów postawić na Artura, dając mu szansę na jego ostatni taniec z Premier League. Boruc stał między słupkami Wisienek niemal całą rundę wiosenną, robiąc furorę. Po raz kolejny udowodnił, że może wejść do bramki z miejsca i gwarantować niezbędną jakość. Dopiero w dwóch ostatnich spotkaniach Howe postanowił dać szansę młodemu Markowi Traversovi. W minionym sezonie podstawowym golkiperem z powodzeniem został Aaron Ramsdale, który wrócił z wypożyczenia do Wimbledonu. Boruc pełnił jednak nieocenioną rolę w zakończonej spadkiem kampanii. Howe powiedział:

Jestem pewien, że Artur nie chce być jeszcze nazywany trenerem. Jeszcze nie. Zabiera ważny głos w szatni, jest bardzo doświadczonym gościem, świetnym zawodnikiem i człowiekiem, na którym wszyscy mogą polegać, kiedy potrzebują wsparcia.

Słowa szkoleniowca znalazły potwierdzenie w wyborze Boruca. Artur pokazał, że ma jeszcze trochę paliwa w baku i ku uciesze kibiców Legii postanowił zatańczyć po raz ostatni ponownie. Tym razem na Ł3.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie