Kiedy poznaliśmy pary półfinałowe tegorocznej edycji FA Cup, wiele osób przewidywało derbowy finał. Znikomy procent kibiców sądził jednak, że będzie to walka o Londyn. Większość myślała o drużynach z Manchesteru, tymczasem już za parę godzin będziemy mogli oglądać w akcji Arsenal i Chelsea. 

Patrząc na to, że mimo wszystko obie ekipy w poprzedniej rundzie wychodziły na boisko w roli underdogów, a i tak udało im się wygrać, ciężko przewidzieć, co dziś stanie się na Wembley. Bukmacherzy większe szanse dają The Blues, ale kursy na nich nadal mają dwójkę z przodu. Biorąc pod uwagę ostatnie bezpośrednie pojedynki, wypadałoby powiedzieć, że to właśnie zespół Franka Lamparda może dziś pokazać się z lepszej strony. Kanonierzy ostatni raz pokonali bowiem Chelsea na początku ubiegłego roku. Od tamtego czasu polegli 1:4 w finale Ligi Europy, kolejny raz w lidze (1:2), a na koniec zremisowali 2:2 na Stamford Bridge. Puchary rządzą się jednak swoimi prawami, szczególnie jeśli chodzi o starcia finałowe.

Do dyspozycji Franka Lamparda wraca N’golo Kante i Willian, a to dla kibiców tej drużyny świetna wiadomość (w tym tekście przedstawialiśmy, ile zespołowi daje między innymi Brazylijczyk). Jak donoszą brytyjskie źródła, w kadrze Mikela Artety z powodów pozaboiskowych ma zabraknąć Mesuta Ozila i Matteo Guendouziego. Nadal leczą się też Mustafi, Leno, Martinelli, Chambers i Mari.

Droga do finału FA Cup

Oba kluby przeszły dość podobną drogę. Na pierwszy ogień londyńczycy dostali reprezentantów Championship – Arsenal po bramce Reissa Nelsona zwyciężył nad Leeds, a Chelsea bez większych problemów uporała się z Nottingham Forest (2:0). Następnie The Blues trafili na Hull City, a Kanonierzy na ekstraklasowe Bournemouth. Oba spotkania zakończyły się wynikiem 2:1. Trzecie starcie w FA Cup miało być dla zawodników w niebieskich trykotach ostatnim – mieli się zmierzyć z Liverpoolem. Podopieczni Jurgena Kloppa nie strzelili jednak nawet bramki i to ich rywale zameldowali się w kolejnej rundzie. Tymczasem ich dzisiejsi przeciwnicy bez problemów uporali się z Portsmouth.

Na tym etapie zostały już tylko drużyny z Premier League. Kanonierzy, choć stracili gola, zdołali dwukrotnie przebić się przez szczelną defensywę Sheffield United i kolejny raz wracali do domu z tarczą. Leicester natomiast długo broniło się przed atakami Chelsea, lecz Ross Barkley strzelił w 63. minucie swoją trzecią bramkę w tej edycji FA Cup i dał swojej drużynie awans.

No i te ostatnie, najcięższe spotkania. Wydawało się, że oba zespoły ze stolicy można spisać na straty, a jednak przeszły one silne drużyny z Manchesteru. Bezradni Obywatele skapitulowali po trafieniach Pierre-Emericka Aubameyanga. Czerwone Diabły zdołały wpakować piłkę do siatki za sprawą Bruno Fernandesa, lecz gole Giroud, Mounta i samobój Maguire’a przekreśliły ich marzenia o awansie.

Końcówka sezonu w wykonaniu londyńczyków

Fani Arsenalu mogą mieć mieszane uczucia co do swoich ulubieńców. Po restarcie ligi dostali oni oklep od Manchesteru City i Brighton, potem zwyciężali jednak w czterech spotkaniach z rzędu. Następnie zdołali stracić punkty ze słabą Aston Villą, mimo zdobycia trzech punktów z Liverpoolem zaledwie 6 dni wcześniej. Przegrali też derby z Tottenhamem, a na zakończenie ligi ograli Watford, tracąc jednak przy tym 2 gole. Ostatecznie znaleźli się na rozczarowującym, ósmym miejscu.

Powrót do gry był zgoła inny dla Chelsea. The Blues w pierwszych 3 meczach zdobyli 9 punktów, aż przyszła porażka z West Hamem. Do końca sezonu przegrali już tylko z Sheffield United i Liverpoolem. Z The Reds zdołali jednak trzykrotnie pokonać bramkarza rywali. Nastroje w niebieskiej części miasta mogą wyglądać dość optymistycznie, bo 4. lokata gwarantuje im grę w następnej edycji Ligi Mistrzów.

Historia derbów Londynu

Zaczynając od roku 1907, Chelsea i Arsenal mierzyły się ze sobą aż 200 razy. W 65 potyczkach to klub ze Stamford Bridge triumfował, natomiast Kanonierzy zwycięsko wychodzili z 77 starć. W XXI wieku Arsenal radził sobie jednak nieco gorzej, choć wejście w nowe milenium miał znakomite. The Blues przed wygraną w kwietniu 2004 roku mieli serię 15 meczów bez zwycięstwa nad swoimi największymi przeciwnikami w mieście. Potem role się nieco odwróciły i to podopieczni Arsene’a Wengera nie umieli pokonać maszyny wspomaganej pieniędzmi Romana Abramowicza w 9 kolejnych meczach.

Od 2000 roku 16 spotkań pomiędzy tymi zespołami kończyło się remisem. 22-krotnie zwyciężała Chelsea, 19-krotnie Arsenal. Jak widać, statystyki są bardzo wyrównane. Ostatnie pięć bezpośrednich spotkań to jednak 1 zwycięstwo ekipy z Emirates Stadium, 1 remis i 3 wygrane The Blues. Bilans bramkowy w tych meczach wynosi 11:8 na korzyść zawodników Lamparda.

Stawka zwycięstwa w FA Cup

Za Arsenalem beznadziejny sezon, choć z małymi przebłyskami. Na plus można zapisać występy Bukayo Saki, Gabriela Martinellego czy Emiliano Martineza. Jak na razie sprowadzenie Davida Luiza się nie sprawdziło, a Nicolas Pepe nadal nie pokazał pełni swoich możliwości. Kieran Tierney czy William Saliba to nadal niewiadome. Najważniejsze w tym momencie jest jednak miejsce w ligowej tabeli, a to nie daje Kanonierom zupełnie nic. Mikel Arteta nie musi więc ogromnie motywować swoich podopiecznych. Wiedzą oni, że dzisiejsza wygrana to ich jedyna szansa na europejskie puchary.

Sytuacja w obozie Chelsea jest zupełnie inna – przede wszystkim następny sezon to dla nich nadal Liga Mistrzów. Co prawda za tydzień przyjdzie im zmierzyć się z Bayernem Monachium, ale w pierwszym meczu przegrali aż 0:3 i można śmiało podejrzewać, że to na dzisiejsze spotkanie wyjdzie najlepsza jedenastka. Legenda klubu, która dziś zasiada na ławce trenerskiej nie ma bowiem jeszcze na koncie żadnego trofeum. Względnie zadowalające miejsce w lidze, transfery Timo Wernera i Hakima Ziyecha, a do tego pierwszy puchar w karierze trenerskiej – to byłoby naprawdę wspaniałe zakończenie sezonu dla Lamparda.

 

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie