Pożegnania bywają trudne. Właśnie takie było ostatnie spotkanie Brentford na zasłużonym Griffin Park. Bez kibiców, w pandemicznym rygorze. Pszczoły opuszczają obiekt, który był dla nich domem przez 116 lat. Historia toczy się jednak dalej. We wtorek wieczorem zagrają o to, aby na nowym stadionie mogli zagrać też w nowej lidze.

Przenosiny Brentford na nowy stadion symbolicznie zbiegły się w czasie z niepowtarzalną szansą na awans do Premier League. Londyńskiej drużynie wystarczy już tylko wygrać finał Play-Offów z Fulham, rozgrywany całkiem niedaleko ich siedziby, bowiem na Wembley. Wywalczenie awansu będzie przypieczętowaniem bardzo ambitnych kroków, jakie właściciele poczynili w ostatnich latach. Jednym z nich jest oczywiście budowa całkowicie nowego stadionu, który otwiera nowe możliwości i definiuje Brentford jako nowoczesny klub z ambicjami.

Wyjątkowe miejsce

Mecz z Fulham będzie derbami pomiędzy drużynami, które od lat rywalizują jako bardzo bliscy sąsiedzi. Trzeba jednak oddać, że gdyby nie właściciele Fulham z początków XX wieku, Brentford nie miałoby gdzie grać. To właśnie Henry Norris, ówczesny prezes The Cottagers, wynajął ziemię pod budowę Griffin Park. W 1904 roku, podczas prac budowlanych, udało się wykupić działkę przy Ealing Road na własność. Dobito targu na śmieszną kwotę pięciu tysięcy funtów.

Nazwę Griffin Park wzięto od browaru Griffin, który był właścicielem znajdującego się w pobliżu pubu. Stadion od zawsze był w tym aspekcie bardzo wyjątkowy, ponieważ cztery różne puby znajdowały się na każdym z rogów obiektu. Przeprowadzka na nowy stadion może negatywnie wpłynąć na obroty, ale właściciele oznajmiają, że nie zamierzają zamykać interesów.

Oficjalne otwarcie stadionu miało miejsce 1 września 1904 roku. Brentford gościło wtedy Plymouth Argyle i padł remis 1-1. W przeprowadzeniu spotkania nie przeszkadzał fakt, że nie ukończono jeszcze szatni dla piłkarzy. To oznaczało, że prysznic musieli wziąć w publicznych toaletach znajdujących się na niedalekiej Clifden Road. Frekwencję szacowano na około pięć tysięcy widzów. Kilkanaście lat później klub zabrał się za budowę kolejnych trybun i docelowo Griffin Park miał pomieścić 20 tysięcy kibiców. Ostatecznie z uwagi na zaostrzające się przepisy pojemność obiektu wyniosła 12 300 miejsc.

Widok na trybunę Ealing Road Terrace (Źródło: Legends Publishing)

O stadionie Brentford nie możemy powiedzieć, że stał spokojnie przez tych ponad sto lat. Co prawda pierwszą wojnę światową przeszedł bez zniszczeń, ale już podczas drugiej w pobliżu obiektu eksplodowały dwie bomby i trzeba było przeprowadzić naprawę. Największe zniszczenia wyrządziły jednak nie ataki III Rzeszy, a niespodziewany pożar. W lutym 1983 roku płomienie spowodowały zniszczenia wycenione na blisko ćwierć miliona funtów. Ewakuowano ponad sześćdziesiąt Londyńczyków mieszkających w najbliższym sąsiedztwie stadionu. Pożar najprawdopodobniej spowodowała usterka elektryczna, ale na szczęście nikt poważnie nie ucierpiał. Konserwatora zieleni, Aleca Banksa, cudem uratował ówczesny napastnik Pszczół Stan Bowles wraz ze swoją żoną.

W swojej historii Griffin Park zapisało się także jako jeden z pierwszych stadionów, na którym zagościło sztuczne oświetlenie. Szacuje się, że Brentford zarobiło przyzwoitą gotówkę, gdy to w 1956 roku zezwoliło na rozgrywanie meczów towarzyskich na swoim obiekcie – jednym z niewielu w okolicy, na którym można było zagrać po zmroku. Jedno z tych spotkań przyciągnęło nawet 21 600 widzów. Warto odnotować, że kibice na Griffin Park nigdy nie sprawiali problemów. Policja tylko raz była zmuszona zamknąć obiekt – w wyniku zamieszek na meczu z Brighton & Hove Albion w 1925 roku. W efekcie Brentford zagrało jeden mecz na Selhurst Park, będącym domem Crystal Palace.

Przeprowadzka kilkaset metrów dalej

Brentford Community Stadium – właśnie tak będzie nazywał się zupełnie nowy obiekt, położony o niecałą milę od Griffin Park. Można powiedzieć, że to upragniona budowla, na którą czekano pięćdziesiąt lat. To nie żadna pomyłka – pierwsze plany zakupu ziemi pod budowę nowego stadionu zostały przedstawione w 1973 roku. Przez czterdzieści lat plany te przebywały w próżni, aż w końcu skorzystano z okazji do pozyskania trzydziestu metrów kwadratowych przy Lionel Road. W 2014 roku uzyskano pozwolenie na budowę i było już jasne, że nadchodzi nowe.

Prace nad nowym stadionem są już na ukończeniu (Źródło: Brentford FC)

Władze Brentford nie rzuciły się jednak na budowę obiektu na miarę Tottenham Hotspur Stadium, ani nawet Falmer Stadium w Brighton. Liczba miejsc wzrośnie do zaledwie 17 250 krzesełek. W przypadku awansu do Premier League będzie to i tak najmniejszy stadion w całej stawce. Nowoczesne obiekty kosztują i nawet tak mądrze budowany klub jak Brentford nie może pozwolić sobie na wydawanie miliardów funtów, nie mając gwarancji zarobków na najwyższym możliwym poziomie.

Mimo niewielkiej liczby krzesełek, krok do przodu wynikający z przenosin na nowy stadion jest niezaprzeczalny. Zaplecze VIP-owskie zyska ponad dwa tysiące miejsc. Nowinki technologiczne w utrzymywaniu murawy i przestronne szatnie także muszą robić wrażenie. Co by nie mówić o Griffin Park, był to stadion w starym stylu – szatnia gości nie należała do największych i najprzytulniejszych, a ogólna konstrukcja obiektu była w złym stanie.

Kibiców na pewno nie zaboli fakt, że dom swojej ukochanej drużyny wciąż będą mieć niedaleko. W miejsce Griffin Park pojawią się budynki mieszkalne. To często stosowany zabieg związany z opuszczaniem obiektu piłkarskiego. Podobny los spotkał m.in Vetch Field, czyli dawny stadion Swansea City. To właśnie z Łabędziami Brentford rozegrało swój ostatni mecz na historycznym obiekcie.

Smutne pożegnanie

Mało brakowało, a mecz ze Swansea City nie byłby wcale tym ostatnim. Brentford miało autostradę do bezpośredniego awansu do Premier League, ale dwie porażki w dwóch ostatnich kolejkach wywróciły te plany do góry nogami. Nie udało się przeskoczyć w tabeli West Bromwich Albion. Jeśli chodzi o styl ostatniego spotkania, to kibice zdecydowanie wolą zapamiętać przypieczętowanie awansu do finału baraży zwycięstwem 3-1, niż porażkę z Barnsley, która pozbawiła ich szans na bezpośredni awans.

Kibice mogli wesprzeć swoich piłkarzy w walce o awans wyłącznie poprzez banery rozwieszone na stadionie (Źrodło: Squawka)

Drużyna prowadzona przez Thomasa Franka jest jedną z najlepiej rozwijających się w Championship. Nic więc dziwnego, że mówimy o klubie, który ma ogromne szanse na promocję do Premier League. Niezwykle utalentowani gracze jak Said Benrahma, Ollie Watkins czy Bryan Mbeumo mogą wprowadzić ten klub z powrotem na salony. Przerwa od gry na najwyższym poziomie rozgrywek dobiła niedawno do 73 lat. Spadali z Division One tuż po zakończeniu wojny, a teraz w równie niecodziennych okolicznościach mogą odzyskać najcenniejszy status, jaki mogą sobie wymarzyć angielskie kluby.

Z perspektywy kibiców Pszczół jest to bardzo gorzkie zakończenie przygody z Griffin Park. Co prawda musi cieszyć ich fakt, iż klub rozwija się we właściwym kierunku, ale zakaz wchodzenia na stadion podczas ostatnich meczów w tym sezonie sprawił, że Brentford pożegnało się ze swoim domem przy pustych trybunach. W ciszy i bez przyśpiewek kibiców. Fani na pewno muszą z tego powodu czuć rozgoryczenie, ale klub wyciągnął do nich pomocną dłoń. Właściciel Matthew Benham zapowiedział, że po usunięciu ograniczeń udostępni obiekt dla swoich sympatyków, by mogli się po nim przejść po raz ostatni. To będzie emocjonalny spacer dla ludzi, którzy od trzydziestu, czterdziestu lub pięćdziesięciu lat wspierają The Bees. Tymczasem na Griffin Park po raz ostatni zgaszono reflektory.

Kanał Angielskie Espresso na Youtubie